Grab: „Prasłowiańskie” cmentarze Duszana Jurkoviča

***

***

W centralnej, słabo zaludnionej i z rzadka odwiedzanej części Beskidu Niskiego malowniczo rozlokował się Grab – przygraniczna osada, licząca sobie ledwie kilkanaście gospodarstw. Miejscowość ta istniała już w XV wieku, a jeszcze wcześniej przez przełęcz nad Grabem prowadził znaczący szlak handlowy z Jasła do Bardejowa. Na przełomie XIX i XX stulecia we wsi działały urząd pocztowy i szkoła; mieszkało tu wówczas ponad 670 osób, a podobny stan liczebny utrzymał się jeszcze w okresie międzywojennym. Kres rozwoju Grabu przyniosły burzliwe wydarzenia lat 1945-1947, kiedy to większość rdzennych mieszkańców wyjechała na tereny byłego Związku Radzieckiego lub została wysiedlona w ramach Akcji „Wisła” na Ziemie Zachodnie. Z exodusu powróciło po 1956 r. kilka rodzin; w międzyczasie pojawili się tu także osadnicy pochodzenia polskiego.

***

***

Dziejowe zawieruchy zepchnęły Grab do roli węzła turystycznego, nie odebrały jednak temu siołu niezwykłego uroku oraz niepowtarzalnego nastroju, tak charakterystycznego dla rozsianych w tej części Karpat ludzkich siedzib. Specyficznym beskidzkim klimatem przesiąknięte są również dwie żołnierskie nekropolie, stanowiące pokłosie tragicznych wypadków Wielkiej Wojny i oznaczone w ewidencji wojskowej numerami 4 oraz 5. Założenia te wyszły spod ręki eminentnego słowackiego architekta Duszana Jurkoviča (1868-1947) – niekonwencjonalnego i oryginalnego twórcy działającego na rzecz cesarsko-królewskiego Wydziału Grobów Wojennych w Krakowie. To o nim praski krytyk sztuki Josef Merhaut, po obejrzeniu słynnej willi „u Rezku” koło Nowego Miasta nad Metują (1900-01), uronił takie oto słowa: „Ten architekt jest niczym starodawny, romantyczny bard, który sam pieśni układa i sam śpiewa, grając na czarownych strunach lutni”. (więcej…)

Reklamy
Published in: on 26 lutego 2009 at 17:28  Dodaj komentarz  

Gustaw Klimt: Piękno konsekrujące życie

Gustaw Klimt

Gustaw Klimt

Nie mam żadnego autoportretu – wyznał Gustaw Klimt – Nie interesuje mnie własna osoba jako temat obrazu, ale raczej inni ludzie, zwłaszcza kobiety (…) Jestem przekonany, że jako osoba nie jestem specjalnie interesujący. Nie ma we mnie poza tym nic szczególnego do zobaczenia. Jestem malarzem, który dzień w dzień od rana do nocy maluje (…) Ten kto chce się czegoś dowiedzieć o mnie jako artyście, a tylko on jest godny uwagi – powinien uważnie obejrzeć moje obrazy i na tej podstawie próbować się zorientować kim jestem i czego chcę”.

Judyta

Judyta

Małomówny samotnik, nieśmiały i niesamodzielny („Ten najmniej samodzielny ze wszystkich ludzi” – mawiał o nim Carl Moll), neurasteniczny kawaler ulegający erotycznym powabom fin-de-siecle’owskich heter (Bertha Zuckerhandl: „W przedpokoju czekała zawsze jedna lub więcej modelek, aby nieprzerwanie lub na zmianę służyć mu za wzór do nieskończonych wariacji na temat kobiety”), adorator Emilii Flöge, nie potrafiący zrezygnować z dożywotniej opieki matki i sióstr, dozgonny wiedeńczyk wiodący życie rygorystyczne i pozbawione niewygód; Gustaw Klimt (1862-1918) niechętnie wypowiadał się o arkanach swojej sztuki i nie celował w epistolografii. „Nie mam wprawy zarówno w słowie mówionym, jak i pisanym, a już zwłaszcza kiedy mam coś powiedzieć o sobie lub mojej pracy – takie credo pozostawił potomnym – Kiedy mam napisać prosty list, ogarnia mnie strach i lęk, jak przed chorobą morską. Z tego względu ludzie muszą zrezygnować z mojego artystycznego lub literackiego portretu”. (więcej…)

Published in: on 23 lutego 2009 at 20:14  Dodaj komentarz  

Ludwig van Beethoven: Sonaty fortepianowe mistrza Lewisa

Ludwig van Beethoven: Sonaty fortepianowe vol. 3 - okładka płyty

Ludwig van Beethoven: Sonaty fortepianowe vol. 3

Przestronny umysł mieści w sobie wszystko” – powiada szacowny mnich buddyjski, Ajahn Sumedho. Ta nieodparta refleksja przyszła mi na myśl po wysłuchaniu trzeciej części mistrzowskich peregrynacji Paula Lewisa po Nowym Testamencie klasycznej muzyki, jak w XIX wieku określano 32 sonaty fortepianowe wielkiego Beethovena.

 Podążając śladami przeszłości i tkwiąc w uwielbieniu dla znamienitych archiwalnych wykonań całego cyklu, który pod ręką muzycznych gigantów pokroju Arrau, Kempffa, Aszkenazego czy Brendla, mieni się godną podziwu elokwencją i erudycją, nie raczyłem zauważyć, iż na moich oczach wyrósł nieprzeciętny artysta, którego kreatywność – jak zaznaczył Bryce Morrison z prestiżowego „Gramophone” – zasługuje raczej na „omówienie książkowe, aniżeli zwykłą recenzję”.

Hyppolite Flandrin - Młodzieniec nad brzegiem morza

Hyppolite Flandrin - Młodzieniec nad brzegiem morza

(więcej…)

Published in: on 22 lutego 2009 at 18:46  Dodaj komentarz  

Johannes Brahms – Walce miłosne

Ferdinand Georg Waldmüller - Skradziony pocałunek

Ferdinand Georg Waldmüller - Skradziony pocałunek

W artystycznej spuściźnie Brahmsa, kwartety wokalne zajmują miejsce niepoślednie (sześć opusów), doskonale wpisując się w mieszczańskie konwencje epoki, w której domowe muzykowanie (niem. Hausmusik) i grupowy śpiew należały do aktywności cenionych w stopniu, dla współczesnych już nie zrozumiałym. Pośród drobnych form wokalnych i salonowych miniatur, w jakich lubowała się XIX-wieczna publiczność, „Walce miłosne” op. 52, skomponowane przez twórcę „Nänie” w 1869 roku, należą do szczególnie cenionych, a – dzięki szlachetnej elegancji i prostocie, miłej równie amatorom wokalnego kunsztu, co wybitnym profesjonalistom – nader chętnie wykonywanych. Klara Schumann, akompaniująca wokalistom podczas wiedeńskiej premiery, 5 stycznia 1870 roku, wspomina: „Trzeci koncert Liebeslieder Johannesa w małej Redoutensaal. Sala i podium na orkiestrę były wypełnione do granic możliwości; nie wiedziałam, czy uda mi się dotrzeć do fortepianu…

Ferdinand Georg Waldmüller - Przedwiośnie

Ferdinand Georg Waldmüller - Przedwiośnie w Lesie Wiedeńskim

(więcej…)

Published in: on 20 lutego 2009 at 13:02  Dodaj komentarz  

Franciszek Schubert – Sonaty na skrzypce i fortepian

Franciszek Schubert - Sonaty na skrzypce i fortepian - okładka płyty

Franciszek Schubert - Sonaty na skrzypce i fortepian - okładka płyty

Poproszony o wyjaśnienie tajemnicy swej nadzwyczajnej kreatywności, Franciszek Schubert odpowiedział: „Poświęcam na pisanie kilka godzin każdego ranka. Kiedy skomponuję jeden utwór, zaczynam następny”. O tym, z jaką prostotą i wdziękiem, zachodził ów proces, świadczą rękopisy czterech sonat skrzypcowych, w których nuty, wolne od skreśleń i poprawek, stawiane są pewnie, łagodnie i bez pośpiechu. Trzy utwory opusu 137 i jeden opusu 162, osadzone w radosnej, wiedeńskiej tradycji wspólnego muzykowania, zostały opublikowane po śmierci kompozytora, w roku 1836 i 1851, pod skromną nazwą sonatiny. Ale żywotny duet: Manze – Egarr, opiewany przez krytyków mianem „heroldów baroku” (Biber, Corelli, Bach, Pandolfi, etc.), odkrywając dla siebie ziemię dotychczas nie znaną, woli operować terminem sonata, uzasadnionym tyleż artystyczną skalą tych dzieł, co emocjonalnym ładunkiem w nich zawartym.

Moritz von Schwind - Odwiedziny

Moritz von Schwind - Odwiedziny

Sonaty opusu 137 powstały wiosną 1816 roku, kiedy 19-letni autor Pstrąga nauczał w szkole, prowadzonej przez swego ojca, komponując wyłącznie „po godzinach”, i żywiąc pełne westchnień uczucie do Teresy Grob. Drobniejsze skalą od beethovenowskich, skrzypcowe duos, w oczywisty sposób sięgają do inwencji melodycznej Mozarta, obficie czerpiąc z bogactwa jego kompozycji. Jednak nie dajmy się zwieść pozorom; romantyczna chromatyka i nowatorska modulacja, z trudem maskowana intymność zwierzeń i obecność wysokich interwałów muzycznych, które przekraczają rejestry ludzkiego głosu, zwiastują, iż wkroczono tu na zupełnie nowe muzyczne terytorium. Czteroczęściowa, promienna Sonata A-Dur, która powstała w sierpniu 1817 roku, stanowi dalszy, czytelny krok w stronę kształtowania odrębnego języka twórcy. Porzucenie pracy w szkole, odejście z domu rodzinnego, rozbrat ze skostniałym Salierim i wyprowadzka z podmiejskiego Lichtenthal do stolicy Cesarstwa, otworzyły przed Schubertem nowe, obiecujące horyzonty, kreując mistrza, którego Karl von Schönstein określi w przyszłości mianem: „natchnionego przez Boga jasnowidza, wyciągającego swe najwspanialsze prace ot tak, z rękawa”. (więcej…)

Published in: on 20 lutego 2009 at 12:27  Dodaj komentarz  

„Popołudnie fauna” – Mistrzowska impresja fin-de-siecle’u

Portret Claude'a Debussy'ego pędzla Henri Ludovica Mariusa Pinty

Portret Claude'a Debussy'ego pędzla Henri Ludovica Mariusa Pinty

Muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo staje się bezsilne – głosił Claude Debussy – Zadaniem muzyki jest wyrażać niewyrażalne. Dlatego właśnie poszukuję tekstu poety, który nie dopowiadając kwestii do końca, pozwoliłby mi zaszczepić moje marzenie na swoim”.

Kompozytor przyrównywał proces twórczy do magicznego aktu, w toku którego czarowne dźwięki przychodzą na świat, wyłaniając się z metafizycznej ciszy. W tej „muzycznej alchemii” bierze udział nie tylko twórca, ale i słuchacz, który – jeśli zapragnął choćby w części przeniknąć do jądra tajemnicy zawartej w dziele – musiał zrezygnować z ustalonych nawyków percepcyjnych i w pełni otworzyć się na zaoferowane misterium. Debussy oczekiwał, że muzyka stanie się wiedzą hermetyczną, „zaklętą w księgach tak trudnych, by odstręczyć całe te ludzkie hordy, które myślą o niej w tych samych doraźnych kategoriach, co o chusteczce do nosa…

Arnold Böcklin - Pola Elizejskie

Arnold Böcklin - Pola Elizejskie

(więcej…)

Published in: on 19 lutego 2009 at 11:36  Dodaj komentarz  

Georges Bizet – „Arlezjanka”

Georges Bizet

Georges Bizet

W „Arlezjance” osnutej na niwie poruszającego opowiadania Alfonsa Daudeta oraz „Carmen” zaczerpniętej z cygańskich urywków Mériméego, Bizet zanurza się w świat nieskrępowanych uczuć i namiętności śródziemnomorskiego Południa o destruktywnej sile i postimpresjonistycznej intensywności. „Arlezjanka” – skromna przypowieść o proweniencji ludowej, inspirowana rzeczywistymi wypadkami, dała asumpt do roztoczenia na jej emocjonalnej strukturze serii uroczych „mélodrames„, okraszających słowny dramat muzyczną frazą o światłocieniowych odcieniach. Fatalna premiera 30 września 1872 roku nie przeszkodziła triumfalnemu pochodowi dzieła, które, za cenną radą Julesa Pasdeloupa, zostało przykrojone do rozmiarów koncertowej suity, skrzącej bogactwem malarskiej orkiestracji, tchnącej powiewem prowansalskiego ogrodu, skąpanej w blasku południowego słońca. Siedem lat później, po przedwczesnym zgonie mistrza, bliski przyjaciel, Ernest Guiraud ujął skrawki tej lirycznej tragedii w pełną pasji drugą suitę o transparentnych barwach i obfitej instrumentacji, urzekającą nadto łagodnymi reminiscencjami „La Jollie Fille de Perth” (1867).

Vincent van Gogh - Kobiety piorące pod mostem w Arles

Vincent van Gogh - Kobiety piorące pod mostem w Arles

(więcej…)

Published in: on 17 lutego 2009 at 10:36  Dodaj komentarz  

Władysław Hasior: Fantasta z Podhala

Wladyslaw Hasior - slajd z serii "Portret imaginacyjny"

Wladyslaw Hasior - slajd z serii "Portret imaginacyjny"

Marek Rostworowski pisał: „Hasior to krewny późnośredniowiecznych plastyków-poetów, ewokujących piękny i potworny świat łączący rzeczywistość z metaforą i zaświatem, mający oczarować człowieka znękanego rzeczywistością i tęskniącego za jej przekroczeniem – epoka Hieronima Boscha, Breughla, czarownic czy hiszpańskich lubowników męczeństw. (…) Mówi on o cierpieniach, kompleksach, kaprysach, o przelotnych urokach i fascynacjach, którym oddaje się człowiek”.

Czarna godzina (MN Wrocław)

Czarna godzina (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Był artystą wymykającym się ograniczonym konwencjom, prekursorem jarmarcznej figuracji, łamiącej estetyczne i pojęciowe prawidła sztuki, wizjonerem i fantastą rozsadzającym granice małomiasteczkowej percepcji. Malarz, rzeźbiarz, fotograf, inscenizator, poeta, filozof i krytyk – Władysław Hasior (1928-1999) z błyskiem dezynwoltury poruszał się po skontrastowanych obszarach współczesnej plastyki, przekraczając je i przetwarzając w język osobistej ekspresji; misterium życia, w którego metaforycznych skrótach, banalnych znakach i magicznych totemach, zagubiony w stechnicyzowanym świecie człowiek odnajduje podświadome lęki, tęsknoty i tragedie. „Wolno robić płonące kwiaty, a z chrześcijańskiego krzyża na powrót ludzką szubienicę – mówił – zmaterializować sugestywnie pojęcia bardzo wysublimowane, udowodnić możliwość tego, co było niemożliwe, zrealizować to, co było tęsknym oczekiwaniem i napawało lękiem (…) otworzyć nowe inspirujące horyzonty”. (więcej…)

Published in: on 17 lutego 2009 at 9:22  Dodaj komentarz  

Mikołaj Rimski-Korsakow: Transkrypcje fortepianowe

Ilia Riepin - Mikołaja Rimskiego-Korsakowa

Ilia Riepin - Portret Mikołaja Rimskiego-Korsakowa

Biograf Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, Gerald Abraham, twierdzi, że fortepianowa spuścizna twórcy „Złotego Kogucika” posiada „znikomą wartość”, a muzykolog, Donald Brook, zauważa: „Jest zupełnie pozbawiona żywej spontaniczności, jaką odznacza się jego muzyka”. Takie opinie płyną z jednej strony z faktu, iż autor „Szeherezady” znany jest szerszej publiczności wyłącznie z większych form orkiestrowych oraz oper, podczas gdy liczne pieśni, dzieła chóralne, fortepianowe i kameralne pozostają niejako w ukryciu, z drugiej natomiast, mają źródło w specyficznej osobowości rosyjskiego mistrza, którego już w dzieciństwie interesowały raczej transkrypcje fragmentów głośnych oper, aniżeli muzyka fortepianowa sensu stricte.

Michaił Wrubel - Demon

Michaił Wrubel - Demon

(więcej…)

Published in: on 16 lutego 2009 at 18:02  Dodaj komentarz  

Johannes Brahms – I Symfonia c-moll

Johannes Brahms

Johannes Brahms

Celem mojej pracy z Orkiestrą Clevelandzką jest połączenie najdoskonalszych przymiotów wielkich europejskich orkiestr sprzed II Wojny Światowej z najznamienitszymi cechami naszych wiodących orkiestr amerykańskich – głosił George Szell – Innymi słowy, wnosimy doskonałość techniki amerykańskich orkiestr, piękno dźwięku i łatwość adaptacji do stylów różnorodnych, szkół narodowych, w służbie muzyki serdecznej i spontanicznej, utrzymanej w najlepszej tradycji europejskiej”.

Carl Gustave Carus - Pielgrzym w kamienistej dolinie

Carl Gustave Carus - Pielgrzym w kamienistej dolinie

Zrealizowany przez United Archives, album, potwierdza słowa mistrza, oferując unikalną rejestrację I symfonii c-moll, op. 68 Jana Brahmsa, dokonaną przez filharmoników z Cleveland na początku marca 1957 roku, oraz słynne „Wariacje na temat Józefa Haydna, op. 56 a”, będące pierwszym stereofonicznym nagraniem Szella, opublikowanym wcześniej wyłącznie w formie dodatku do książki (1955) ! Pod wieloma względami jest to wykonanie znaczące, a głęboki zmysł muzyczny Szella, przejawiający się w starannym odczytaniu partytury, dążeniu do ścisłego, analitycznego zrozumienia każdej frazy oraz troski o artystyczną koncepcję całości, jest tu w pełni czytelny. Filharmonikom z Cleveland, ten pochodzący z Węgier, maestro, narzucił osobisty, perfekcyjny styl pracy, zmuszając do nieustannych prób i kształtując ich tak, by stali się jednym żywym organizmem, a nie zlepkiem kilkudziesięciu obcych sobie instrumentalistów. „Mówi się, że orkiestra z Cleveland grywa jak doskonały kwartet smyczkowy – zachwycał się kiedyś – Ale prawdziwą satysfakcję czerpię ze słów jednego z wybitnych współczesnych muzyków, który stwierdził, iż ta orkiestra gra jak jeden wielki solista”. (więcej…)

Published in: on 12 lutego 2009 at 11:55  Dodaj komentarz