Georges Bizet – „Arlezjanka”

Georges Bizet

Georges Bizet

W „Arlezjance” osnutej na niwie poruszającego opowiadania Alfonsa Daudeta oraz „Carmen” zaczerpniętej z cygańskich urywków Mériméego, Bizet zanurza się w świat nieskrępowanych uczuć i namiętności śródziemnomorskiego Południa o destruktywnej sile i postimpresjonistycznej intensywności. „Arlezjanka” – skromna przypowieść o proweniencji ludowej, inspirowana rzeczywistymi wypadkami, dała asumpt do roztoczenia na jej emocjonalnej strukturze serii uroczych „mélodrames„, okraszających słowny dramat muzyczną frazą o światłocieniowych odcieniach. Fatalna premiera 30 września 1872 roku nie przeszkodziła triumfalnemu pochodowi dzieła, które, za cenną radą Julesa Pasdeloupa, zostało przykrojone do rozmiarów koncertowej suity, skrzącej bogactwem malarskiej orkiestracji, tchnącej powiewem prowansalskiego ogrodu, skąpanej w blasku południowego słońca. Siedem lat później, po przedwczesnym zgonie mistrza, bliski przyjaciel, Ernest Guiraud ujął skrawki tej lirycznej tragedii w pełną pasji drugą suitę o transparentnych barwach i obfitej instrumentacji, urzekającą nadto łagodnymi reminiscencjami „La Jollie Fille de Perth” (1867).

Vincent van Gogh - Kobiety piorące pod mostem w Arles

Vincent van Gogh - Kobiety piorące pod mostem w Arles

W dobie romantyzmu z jego wrodzonym ubóstwieniem przyrody i umiłowaniem harmonii we Wszechświecie, Karol Baudelaire – anioł wygnany ze sztucznych rajów – eksplikował: „Jak oddalone echa, wiążące się w chóry, / Tak sobie w tajemniczej, głębokiej jedności / – Wielkiej jako otchłanie nocy i światłości – / Odpowiadają dźwięki, kolory i wonie”. Bizetowska „Arlezjanka„, opalizująca duszną synestezją śródziemnomorskiego rostrum, lśni rozkoszami zmysłowych korespondencji, jakimi przesycone są strofy galijskich parnasistów na czele z Leconte de Lisle’m, Teofilem Gautier i Teodorem de Banville. Maestro Minkowski wraz z pełnym elegancji ansamblem Les Musiciens du Louvre ufnie podąża ich tropem, z atencją oddając się wyrafinowanemu słowno-dźwiękowemu menu, w którym subtelne fragmenty sceniczne i chóralne rozpływają się w morzu orkiestrowych delicji.

Vincent van Gogh - Kawiarnia w Arles

Vincent van Gogh - Kawiarnia w Arles

Ten artystyczny zabieg umożliwia misterną unifikację wyabstrahowanych formalnie wersji oraz estetycznych rewizji, jakie narosły wokół utworu częściowo jeszcze za życia samego Bizeta. Introdukcja negowanych partii wokalnych oraz ekspozycja kameralnego brzmienia orkiestry zaważyły na eterycznej intymności przekazu i wysublimowanej kolorystyce, ewokującej czar Schubertowskich miniatur; paryski wdzięk i takt zespolił somnambuliczne obrazy „Arlezjanki” z rozpłomienionym i patetycznym uniwersum „Carmen”, a niepokorna hiszpańska heroina pląsa powabnie w mglistych oparach brzasku z szykiem godnym amoralnego piewcy Emalii i kamei: „Carmen jest chuda – ciemne oczy / Smoliście objął henny krąg. / Błyszczy złowrogo, kiść warkoczy, / Płeć smagła dziełem czarcich rąk (…) Brzydula wdziękom swym przydała / Ziarenko soli owych wód, / Skąd, obnażona, niegdyś wstała / Wenus – topieli gorzkiej cud” …Wykwintne Elizjum.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 17 Luty 2009 at 10:36  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/02/17/geoges-bizet-arlezjanka/trackback/

%d bloggers like this: