Władysław Hasior: Fantasta z Podhala

Wladyslaw Hasior - slajd z serii "Portret imaginacyjny"

Wladyslaw Hasior - slajd z serii "Portret imaginacyjny"

Marek Rostworowski pisał: „Hasior to krewny późnośredniowiecznych plastyków-poetów, ewokujących piękny i potworny świat łączący rzeczywistość z metaforą i zaświatem, mający oczarować człowieka znękanego rzeczywistością i tęskniącego za jej przekroczeniem – epoka Hieronima Boscha, Breughla, czarownic czy hiszpańskich lubowników męczeństw. (…) Mówi on o cierpieniach, kompleksach, kaprysach, o przelotnych urokach i fascynacjach, którym oddaje się człowiek”.

Czarna godzina (MN Wrocław)

Czarna godzina (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Był artystą wymykającym się ograniczonym konwencjom, prekursorem jarmarcznej figuracji, łamiącej estetyczne i pojęciowe prawidła sztuki, wizjonerem i fantastą rozsadzającym granice małomiasteczkowej percepcji. Malarz, rzeźbiarz, fotograf, inscenizator, poeta, filozof i krytyk – Władysław Hasior (1928-1999) z błyskiem dezynwoltury poruszał się po skontrastowanych obszarach współczesnej plastyki, przekraczając je i przetwarzając w język osobistej ekspresji; misterium życia, w którego metaforycznych skrótach, banalnych znakach i magicznych totemach, zagubiony w stechnicyzowanym świecie człowiek odnajduje podświadome lęki, tęsknoty i tragedie. „Wolno robić płonące kwiaty, a z chrześcijańskiego krzyża na powrót ludzką szubienicę – mówił – zmaterializować sugestywnie pojęcia bardzo wysublimowane, udowodnić możliwość tego, co było niemożliwe, zrealizować to, co było tęsknym oczekiwaniem i napawało lękiem (…) otworzyć nowe inspirujące horyzonty”.

Święty łotr (MN Wrocław)

Święty łotr (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Każda materia, która daje cień i ogień, może być tworzywem sztuki pod warunkiem, że wybierze je, połączy lub rozerwie, albo spali wolna i zuchwała fantazja – deklarował – (…) Tak jak w ludowych opowieściach funkcjonują latające dywany, siedmiomilowe buty i czapki-niewidki, tak jest i szansa wśród milczących, czekających przedmiotów, że ktoś – artysta – zechce ten przedmiot wziąć do ręki i uruchomić sferę zawartych w nim poetyckich znaczeń”. Cierpienie i starość, zniszczenie i ból, samotność i śmierć – doświadczenia ludzkiego losu niosą swoje zużyte nazwy. Hasior pragnie nadać im kształt, lecz w dobie Auschwitz i kosmicznych lotów, instrumenty klasycznej sztuki okazują się nieadekwatne. „Wszystkie rzeźby świata są zmitologizowane różnymi teoriami – wyjaśniał – te tłumy marmurowych ludzi niczego nie uczą, tylko zmuszają do szacunku i pokory, ale nie dają odpowiedzi na dręczące pytanie: jak przebić rzeźbą niebo?” Stąd osobliwe „collages” – reminiscencje milczącego rostrum Ernsta; stąd surrealne „assemblages” fetowane przez ironicznych dadaistów (Duchamp, Ray), francuską „nouvelle vague” i mentora zachodniej pop-kultury, Roberta Rauschenberga; stąd dynamiczna obrazowość spod szyldu Zadkine’a, stąd przestronność Calderowych mobili.

fo_hasior_ikar_wroclaw1

Ikar (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

W 1957 roku powstają pierwsze „ready-mades”. Hasior wydobywa niepokojący kontekst z podręcznych utensyliów ograniczonych utylitarnym istnieniem, poddaje je transfiguracji w intymnym obrządku; obdarza przedmioty życiem wiecznym, irracjonalnym duchem drażniącym zmysły, prowokującym wyobraźnię, zbijającym z tropu. Dane przedmioty mogą mieć siłę sugerowania treści – tłumaczy – Obcęgami np. można wyciągać gwoździe z deski, ale można też wyciągnąć wiadomości z człowieka (…) inne noszą w sobie atmosferę jakiejś katastrofy. Na przykład rozbite szkło (…) dlaczego nie miałbym używać ich, żeby stworzyć seans zorganizowany?

Zwiastowanie (Muzeum Narodowe w Warszawie)

Zwiastowanie (Muzeum Narodowe w Warszawie)

Artysta przemierza opuszczone nekropolie, prowincjonalne śmietniska, fabryczne hałdy. Z pietyzmem odkrywa relikty skamieniałych odpadków, strzępy pordzewiałych blach, skrzywione gwoździe, dziecinne wiaderka ze spłowiałego plastiku, obcięte włosy, pędzone wiatrem z odległego zakładu fryzjerskiego, lakierowane buciki na próżno szukające pary, zmaltretowane zabawki, znieruchomiałe części maszyn. „Wszystko to – analizuje Adolf Rudnicki – czajniczek na herbatę, koraliki, drewniane ptaszki, frędzle, kawałki kolorowych skorup, było śpiewem życia, więc to wszystko należało ułożyć na nowo wedle tajemnych myśli i umiłowań, aby wydostać świat innego rzędu, świat znaków i symboli”.

Przesłuchanie anioła (Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem)

Przesłuchanie anioła (Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem)

Z oczernionych sadzą drzwiczek od pieca, z podziurawionych grzejników, nitowanej blachy, narzędzi, skrawków płaszcza, futra, luster i piór; z kuriozalnego melanżu umarłych przedmiotów, budzących współczucie i politowanie, ze wzgardzonego cmentarza „objects-trouvé”, Hasior montuje groteskowe sztafaże „Arkadii”, ubogie „Wniebowstąpienie”, okrutną „Rzeź niewiniątek”. „Wdowa” z pogiętego drutu, „Gość” z gospodarskiego sznura, szmaciany „Liryk” z sercem pełnym celuloidowych laleczek, skórzany „Szpieg osadzony na wiklinowym krześle, „Stary Anioł” w sukni z rozsypujących się koralików, kluczy i breloczków, z aluminiowymi łyżeczkami miast aureoli, okaleczona „Niobe” z czarnego pożaru krematorium, utoczona z mydła i oblepiona woskiem płonących świec – kreują papuaskie widowiska, oniryczne sacrum, w procesie którego zbędne odrzuty powszedniości powołują do życia nowe koszmarne uniwersum, ewokujące transcendentnymi znaczeniami. „Nie demonstruje się przedmiotów za to¸ że są bogate i trwałe, ale za to, że potrafią budzić echa problemów humanistycznych, stawiać widza w rozterce, wywoływać refleksje” – wyznaje.

Czarny Krajobraz I (Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem)

Czarny Krajobraz I (Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem)

Hanna Kirchner pisze: „Hasior należy do tych, którzy pragną gwałtownej, namiętnej ingerencji ideowej i moralnej w świat człowieka dzisiejszego. W jego imię szuka, przeklina, ostrzega i wątpi. Niszcząc dawne kanony i przyzwyczajenia artystyczne, tworzy rzeczy nowe w imię marzenia i nadziei, sztuce i człowiekowi zawsze mówiąc: credo„. Świat autora „Króla Heroda” jest obszarem groźnym i wyabstrahowanym; posępną burleską, wyalienowaną, niejasną i budzącą trwogę; to świat wyobraźni wiejskiego artysty dotkniętego rozdźwiękiem ze zbiorowością, suwerennego aż po samozatracenie, wrażliwego i natchnionego wiarą w poezję drugiego człowieka, w jego uśpioną energię. „Zawsze starałem się znajdować najlepsze dojście do tych rejonów wrażliwości ludzkiej, których odkrycie jest w zasadzie najtrudniejsze. Wymaga to nieraz użycia nietypowych, zaskakujących środków. Może dlatego zarzucają mi, że moja sztuka jest albo religijna, albo bluźniercza” – rozważał.

Golgota (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Golgota (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Chciałbym, żeby wartością tego, co robię, było choć tyle: jest to protest przeciwko stojącej wodzie” – powiedział. Autor „Ognistych ptaków” toczy spór z cierpiącą współczesnością pławiącą się w masowym standardzie, zautomatyzowaną i odartą z archetypów przeszłości, zagrożoną unicestwieniem. Ogromne szkło wbite w brzuch życiodajnego chleba szydzi z iluzji pokoju. Postać Chrystusa z tandetnej srebrnej masy, miniaturowe krzyżyki, papierowe trumienki i lichy chór aniołów kreują na naszych oczach porażającą Golgotę. Na olbrzymim niebie rozgrywa się obsesyjny dramat śmierci i zmartwychwstania, wzlotu i upadku, nadziei i rozpaczy, odzywają się flamandzkie monstra unoszące głowę w złowrogim krzyku, atakuje eskadra zdradzieckich bombowców, nadciąga czarną nicość „Tajfunu Jola”. Staroświecki firmament Kanta, wypełniony gwiazdami i niezachwianą wiarą w moralność runął. Z gestem bluźniercy i mechanicznym okrucieństwem, artysta formułuje akt oskarżenia epoki, piętnuje zezwierzęcenie, wyszydza laboratoryjną realność. „To głos neoromantyków, beatników, głos podświadomości i magii, która rodzi się w społeczeństwach prymitywnych, a odradza w społeczeństwach przeorganizowanych – ocenia Rostworowski.

Krajobraz po bitwie (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Krajobraz po bitwie (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Nie umiem kopiować zastanych rzeczy. Zresztą są one już doskonałe w swym kształcie – dlatego w swoich kompozycjach opowiadam o ludzkich sprawach– podkreślał, sprzeciwiając się zaszeregowaniu do jednoznacznej, stereotypowej stylistyki pop-artu, konstruującego materię indyferentną, afunkcjonalną i pozbawioną immanentnego bytu. „Moja twórczość nie wyrosła z pop artu, – oburzał się – ale ze sztuki ludowej, magicznych totemów wszystkich kultur, między innymi także kultury chrześcijańskiej, oraz z konkretnych, dobrze nam znanych i uzasadnionych niepokojów, lęków i obsesji dnia dzisiejszego”. Autor „Zagłady” czerpie z kultury małomiasteczkowej i kramarskiej, epatuje ironią i parodią, nie odżegnuje się od uczuć i nie ukrywa moralizmu; obejmuje całość doświadczenia egzystencjalnego i cywilizacyjnego, uruchamia pokłady zmysłów i oszałamia totalnym teatrem, w którym toposy dawnych mitów, kukły, fetysze i archaiczne totemy, przenikają się z elementarnymi żywiołami Wszechświata: Sztuka plastyczna jest wizualną sztuką działającą przede wszystkim na zmysł wzroku (…) robi się ją tylko po to, by przekazać jakieś treści, jakieś emocje

Ikona (Muzeum w Nowym Sączu)

Ikona (Muzeum w Nowym Sączu)

Z biegiem czasu zimną i posępną paletę Hasiorowych prac wypiera jaskrawa barwność, bizantyński przepych, finezyjna gra odcieni i faktur. Reliefowe „collages” ustępują obrazoburczym „Sztandarom”, atakującym jednocześnie malarstwo i tkaninę. Wyrosłe z tradycji arrasów, procesyjnych chorągwi, pontyfikalnych szat i herbowych godeł, „Sztandary” odurzają wielobarwnym splendorem, folklorystycznym kiczem, groteskową hieratycznością. „Najpierw to było takie optyczne oczarowanie samą urodą sztandaru – wspomina ich autor – Ale nie tylko: był również i cel – zdezynfekowanie wiary, jaką nosimy w sobie, w sztandary, które nie zawsze spełniają obietnice złotem na nich wyszyte”.

Sztandar Czarnego Anioła (Muzeum w Tatrzańskie w Zakopanem)

Sztandar Czarnego Anioła (Muzeum w Tatrzańskie w Zakopanem)

W 1973 roku podczas Święta Kwitnącej Jabłoni w podhalańskim Łącku artysta zaprezentował cały cykl w warunkach plenerowych, wychodząc naprzeciw tłumom na czele procesji strażaków. „Sztandar – powiedział do zgromadzonych – czy to sztandar na polu bitwy, czy chorągiew kościelna na procesji, czy flaga państwowa w pochodzie, jest to przedmiot, którego się nigdy nie opuszcza. Te, które tu będziecie nieśli – są godłem waszego święta”; jego integralną manifestacją, włączoną w zbiorową świadomość uczestników festynu.

Za apogeum możliwości twórczych uznał pomnik: spotęgowany symbol poetycki kształtujący intymną wrażliwość estetyczną. Rola pomnika nie polega na utylitarnym służeniu określonym funkcjom – głosił – pomnik sprawdza się praktycznie w wartościach emocjonalnych i ekspresyjnych”. „Ekshumowany” w Buenos Aires, „Płonąca Piéta” w Kopenhadze, „Stary motyl” w Oslo, „Słoneczny rydwan” w Södertalie, „Golgota” w Montevideo, „Płomienne ptaki” na zamku w Szczecinie, „Tym, co walczyli o polskość i wolność ziem Pomorza” w Koszalinie czy najsłynniejszy – „Pomnik poległych na wzgórzu Snozka” koło Czorsztyna są realizacjami wizjonerskimi, sprzężonymi z siłami natury i przenikniętymi bezkresem przestrzeni. Przez bryłę pomnika rozstrzelanych partyzantów w zakopiańskich Kuźnicach przepływa źródełko, przemijając w transcendentnej ciszy; na górze Snozka w żelaznej konstrukcji najeżonej spiczastymi kolcami ukryto organowe piszczałki, flety i gongi, którymi przenikliwie poruszał wiatr; skrzydlate konie w sztokholmskim Södertalje „pędzą” w dół pagórka porośniętego sosnami z werwą wikińskich wojów.

Gość (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Gość (Muzeum Narodowe we Wrocławiu)

Dumny jest trud łapania w ustawione płaszczyzny tajemniczej czasoprzestrzeni – mówi piewca „Wyszywania charakteru”,a przecież „można też zrobić odlew z odcinka stratowanej przez ciągniki błotnistej drogi, a wcześniej jeszcze, przed odlewem wdeptać w to błoto płaszcz (…) powstanie w ten sposób wstrząsająca płaskorzeźba. Taka, jak storturowane i udręczone ciała rozstrzelanych w Nowym Sączu, których postacie odlewa w ziemi, wiążąc akt twórczy z bezdusznym procesem ekshumacji. Poszarpany cement, rozpięty na żelaznych kośćcach, strupieszały i popielaty, przenika się z utopijną ideą szklanego monumentu, krystalicznego i świetlistego sanktuarium egzystującego na granicy niemożliwego z żywiołami przyrody; „czarnoksięskiej latarni gry pór roku, pogody, obrotów światła i kolorów dnia i nocy, przepływania nieba i ziemi” (Hanna Kirchner).

Marniejący pomnik na przełęczy Snozka (Wikipedia)

Marniejący pomnik na przełęczy Snozka (Wikipedia)

Szkło czy inne tworzywo przezroczyste w pomnikach przyszłości gwarantują całkiem nowe formy ekspresji, – marzył Hasior – a możliwości łączenia tych materiałów z elementem światła, dźwięku, ruchu i koloru mogą dać pomnik o zdumiewających efektach optycznych (…) Dzisiaj wystarczają nam kamienie przydrożne – jutro musimy mieć świetliste sanktuaria”. Dla artysty, który człowieczą zdolność do snucia fantazji nazywał piątym żywiołem natury, nie istniały żadne przeszkody.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 17 lutego 2009 at 9:22  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/02/17/wladyslaw-hasior-fantasta-z-podhala/trackback/

%d blogerów lubi to: