John Dowland: Płyńcie łzy kryształowe

"Crystal Tears" - okładka płyty

"Crystal Tears" - okładka płyty

Płyńcie me łzy, ze źródeł swych płyńcie / Wygnanych na zawsze, płakać mi zezwólcie / Gdzie czarny ptak nocy śpiewa pieśń wygnańca smętną / Tam pragnę wieść żywot mój w opuszczeniu” (J. Dowland).

Melancholia: ciemna strona człowieczej duszy, posłanka smutku i niespełnienia, kapłanka boleści; postępuje za istnieniem od zarania cywilizacji, jest naturą bytu, tchnieniem kosmosu, siostrzycą szczęścia. Kultura nowożytnej Europy predestynowała cierpienie ducha do roli pozazmysłowej, indukując tezę o indywidualności artysty dotkniętego melancholia generosa; szlachetnym furor divinus, którego sprawcze daimonion opromienia twórczy geniusz, wynosząc go ponad mierną przeciętność.

Ferdynand Khnopff: "Marie Monnom"

Ferdynand Khnopff: "Marie Monnom"

Neoplatońska koncepcja florentczyka Ficina (Theologia platonica de immortalitate animae), nobilitująca dotkniętych spleenem, antycypowała nieprawdopodobną modę na sentymentalne i pozorowane nastroje duszy pośród renesansowych elit; na Wyspach Brytyjskich szerzyła się osobliwa English malady, kulminująca na przestrzeni XVII stulecia i zdiagnozowana w znamienitej pracy Roberta Burtona (The anatomy of melancholy): „Nie mogą umrzeć, nie potrafią żyć – relacjonuje jej autor – żalą się, lamentują, płaczą, i myślą, że wiodą najpodlejsze życie, że nikomu nie było jeszcze tak źle, że najpodlejszy biedak, którego widzą ma więcej szczęścia niż oni, każdy żebrak pod drzwiami jest szczęśliwszy niż oni, tak że chcieliby zamienić się z nimi życiem, zwłaszcza gdyby mogli być samotni i nie musieli wykonywać żadnej pracy (…) cierpienie, strach, agonia, niezadowolenie, obawy, lenistwo, zazdrość lub inne podobne uczucia nimi targają”.

Ferdynand Khnopff: "Zamykam się w sobie"

Ferdynand Khnopff: "Zamykam się w sobie"

Losie, mój wrogu, czemuż się nade mną znęcasz? / Czyż nigdy lepszym już dla mnie nie będziesz? / Czy zawsze bólem będziesz mnie już karmił? / I nigdy nie zwrócisz ponownie radości?” – zapytywał angielski anonim u schyłku doby elżbietańskiej, a John Dowland – piewca medytacyjnych Lachrimae or seven tears (1604) – kontemplował: „Zatrzymaj się czasie, dokąd to podążasz? / Stój, i pożałuj mnie odchodzącego, / Gdyż Parki i przyjaciele już mnie opuścili / I pozbawili otuchy / Przyjdź, zamknij me oczy; lepiej umrzeć błogosławionym / Niż na tym świecie żyć utrapionym”. Agonia miłosna (heroical love) zatruwała zmysły wyjątkowo podstępnie; niezaspokojony płomień pożądania wiódł ku deterioracji ducha i degradacji ciała a bladość, suchość, puste spojrzenie, insomnia, utrata apetytu i palpitacje, bezcelowe oczekiwanie i przygnębienie pochylały się nad nieszczęsnym cieniem nieubłaganej Nemezis: „Płyńcie łzy kryształowe, niczym poranny deszcz / I płaczcie słodko na piersi mej pani. / Jak rosa ożywia opadające kwiaty, / Tak niech krople waszej litości / Pospieszą myśli mej samotności / Które śpią zbyt bezpiecznie, gdy z nią jestem rozdzielony” (J. Dowland).

Ferdynand Khnopff: "Izolacja"

Ferdynand Khnopff: "Izolacja"

Kosmiczne ingenium, wymykające się władzy rozumu i szlachetna scientia temuż przypisana, są warunkami sine qua non warsztatu idealnego artysty, podobnie jak techniczna zręczność (niem. Brauch), instrument giętki i posłuszny, acz skłonny do popadania w konflikt z pozostałymi cnotami. Peregrynując pośród obsesyjnych wyznań generacji autora Tears and lamentations (1614), Andreas Scholl wiedzie ku renesansowej fuzji tych twórczych antytez, wieszcząc językiem „sięgającym szczytów swej ludzkiej mocy i religijnej wiary” (K. Mittelstädt). Srebrny, przejrzysty alt; płynny, powabny i nieskazitelny pławi się w mistycznej unii poezji i muzyki, daje upust emocjom wysublimowanym i pełnym nostalgii, rozkoszuje się pięknem człowieczego ducha, brodzi w subtelnych poruszeniach serc, pogrąża w pustce żądnej wytchnienia i kresu: „Przyjdź, ciężka senności, zwierciadle prawdziwej śmierci; / I zamknij te moje znużone, spłakane oczy; / Których łez strumienie wstrzymują mój życia dech, (…) / Przyjdź i weź we władanie mą duszę udręczoną troskami, / Która żywiąc umiera, póty nie zostanie mi odebrana”.

Ferdynand Khnopff: "Wieczór"

Ferdynand Khnopff: "Wieczór"

Dźwięczna lutnia i nobliwy ansambl viol z pokorą wspierają ten emblematyczny monolog o opadającej melodyce, urzekający brakiem ekstremalnej ekspresji i dojmującą powściągliwością, a instrumentalne miniatury o krystalicznej transparencji kreują świątynię istoty zdążającej „uboczem samotnym” (Goethe) i niknącej w otchłani Wszechświata… Przejmująca wizja ludzkiej izolacji i niezrozumienia; afektowana, podniosła i transcendentna: „Droga prowadząca na Zimną Górę jest wyboista i mroczna, / Ostre, poszarpane bruki — oblodzony brzeg strumienia. / (…) Posępny i sam, lecz nie samotny, pieszy./ Wiatr uderza po twarzy niczym bicz / Kręcę się i upadam — warstwa śniegu przykrywa mi plecy./ Mijają kolejne ranki, a ja nie oglądam słońca / Upływa rok za rokiem — ani śladu wiosny” (Han Shan).

© Andrzej Osińskip_m1

Advertisements
Published in: on 9 kwietnia 2009 at 6:25  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/04/09/john-dowland-plyncie-lzy-krysztalowe/trackback/

%d blogerów lubi to: