Francesco Geminiani: Sonaty na wiolonczelę

Francesco Geminiani: Sonaty na wiolonczelę i basso continuo (okładka płyty)

Francesco Geminiani: Sonaty na wiolonczelę i basso continuo (okładka płyty)

Istnieją dwie przyczyny, dla których Francesco Geminiani, „ogromna pasja podszyta niepospolitą wolą” (K. Baudelaire), porzucił rodzimą Italię, udając się anno domini 1714  do pochmurnego Londynu. Jedną z nich był fakt, iż w dobie niepodzielnego dyktatu opery i sensualnych misteriów sakralnych, autor „Guida Armonica” poświęcił się wyłącznie projektom instrumentalnym, drugą – wybujały temperament Geminianiego, który doprowadzał do furii równie znamienitych protektorów, co neapolitańską orkiestrę, nie będącą w stanie nadążyć za energicznym rubato swojego direttore, nie wspominając o nieoczekiwanych woltach tempa i szokującym poczuciu rytmu. Co więcej, w opinii znakomitej większości, obfity i niepokorny styl autora „Sztuki gry na skrzypcach” (1751), jawił się nazbyt ekscentryczny w porównaniu z łagodnym klasycyzmem jego sławnego maestro, Corelliego – jak gdyby ilustrował on maksymę Karola Baudelaire’a, iż „publiczność w stosunku do geniuszu to zegar, który się spóźnia”.

Carlo Saraceni: Męczeństwo św. Cecylii

Carlo Saraceni: Męczeństwo św. Cecylii

Sonaty na wiolonczelę i basso continuo op. 5 (1746) – egzystujące również w wersji przewidzianej na skrzypce – zostały opublikowane w dobie londyńskiej prosperity toskańskiego kompozytora, który udzielał się na świetnym dworze hanowerskim, akompaniując samemu Haendlowi. W historii gatunku dzieło to wyjątkowe; impresyjny i spontaniczny styl ekspresji, obsesja nieograniczonej wolności, wzburzenie i konwulsyjność – wtłoczone w akademicką strukturę, rozsadzają jej wątłe ramy niezdolne do przyjęcia ogromu tak intensywnych doznań. To muzyczna „Nowa Heloiza” Jana Jakuba Rousseau: retoryczna, ekstrawagancka i gęsta od udręczonych uczuć, a przy tym promienna, intymna i pełna osobliwej inwencji; malownicza arabeska ujęta elegijną melodią, ornamentalną galanterią, rozedrganym chiaroscuro. W tym mozaikowym świecie stłumionych szeptów i okrzyków serca, oblanych gwałtownym blaskiem palącego słońca, to pogrążających się w nieprzeniknionym mroku, wiolonczela przedkłada pokorne świadectwo niepodległego ducha o niewiarygodnej charyzmie i poetyckiej wrażliwości: „Istnieje Geminiani, a po nim już … nic” – zdradza Anner Bylsma.

Carlo Saraceni: Święta Cecylia

Carlo Saraceni: Święta Cecylia

Bruno Cocset, subtelnie przewodzący Les Basses Réunies, przyznaje, iż wstrząsający dyskurs wewnętrzny rodził „pokusę introdukcji okazałego akompaniamentu”; ograniczono go jednakże do delikatnej konwersacji teorbanu, klawesynu, kontrabasu i drugiej wiolonczeli. Rozsnuwają one zachwycający entourage dla osobistej skargi solisty: świetlisty, klarowny i skrzący bogactwem odcieni. Rzewny teorban, łkający tchnieniem cichego smutku, to rozśpiewany falą majestatycznego koncertu, żegluje pod tkliwym dotykiem Luca Pianci po oceanie wiecznego piękna; dźwięczny klawesyn traktuje ze śródziemnomorskim furioso a powabne smyczki rozpływają się w finezyjnych fêtes galantes. W tej dystyngowanej szacie lśnią perły nieznane i tajemnicze: sonata XI z opusu 1, transponowana na rzadki, tenorowy krój skrzypiec (tenorki) i epatująca reminiscencjami Tartiniego; Tendrement na klawesyn, transkrybowane z fragmentu sonaty a tre i koncypowane jako osobliwe tombeau oraz preludium na zespół instrumentów, o proweniencji klawiszowej. Odzwierciedlają one niezbadane meandry myśli twórcy „Reguł gry z zachowaniem dobrego smaku” (1739), który „swoją gwałtownością i bogactwem od początku tak bardzo zadziwił nawet najpospolitsze umysły”, i którego „wszystkie zdolności duszy zostały podporządkowane wyobraźni” (K. Baudelaire).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 22 maja 2009 at 9:29  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/05/22/francesco-geminiani-sonaty-na-wiolonczele/trackback/

%d blogerów lubi to: