Posłanie z Nowego Świata: Amerykańska trylogia Antonina Dworzaka

Antonin Dworzak

Antonin Dworzak

Znany wiedeński krytyk, esteta i muzykolog Edward Hanslick, w recenzji z 1880 roku dla stołecznej „Neue Freie Presse” napisał: „Osoby, które uczestniczyły w koncercie filharmonicznym, po raz pierwszy przeczytały w programie nazwisko Antonina Dworzaka i po raz pierwszy, usłyszały kompozycję tego nieznanego dotychczas twórcy: rapsodię słowiańską na orkiestrę As-dur, op. 3 (…) Mimo swej długości, rzeczona rapsodia nie nuży ani przez chwilę; sama jej instrumentacja na to nie pozwoli. Co więcej, efekty orkiestrowe Dworzaka w żadnej mierze nie przypominają sztucznych kwiatów, rozrzuconych przypadkiem na gobelinie, lecz są prawdziwym kwieciem, lub raczej czymś wykwitającym daleko poza sam gatunek muzyczny, a jednocześnie nie będącym od niego oddzielonym. Wszystko w tym dziele zdradza nadzwyczajne wyczucie orkiestry”.

Adolf Kosárek - Pejzaż z wozem na moście

Adolf Kosárek - Pejzaż z wozem na moście

Byłbym zadowolony, gdyby wpadło mi na myśl jako główny temat to, co jemu przelatuje przez głowę tylko tak, mimochodem” – mawiał o inwencji twórczej Dworzaka, Johannes Brahms – serdeczny przyjaciel i gorący admirator tej spontanicznej, przesyconej elementami czeskiego folkloru muzyki. Autor Niemieckiego requiem, zauroczony Tańcami słowiańskimi na cztery ręce oraz Duetami morawskimi, już w latach 1870-tych zwrócił na nie uwagę Fritza Simrocka, berlińskiego wydawcy, torując utalentowanemu artyście drogę do szerokiej popularności, jaka z biegiem czasu przerodziła się w niekłamany entuzjazm.

Julius Marák - Poranna pieśń

Julius Marák - Poranna pieśń

Brahmsowi, ten młodszy czeski kolega nie ulegający powszechnej „wagnerowskiej gorączce” i znajdujący zamiłowanie w tradycyjnych formach muzycznych, takich jak symfonia, kwartet smyczkowy, sonata, kwintet i nieprogramowa muzyka fortepianowa, musiał wydawać się niemal ideałem kompozytora. Rzeczywiście podobieństwo myśli i ducha pomiędzy tymi dwoma klasykami XIX-wiecznej sztuki jest uderzające, z tym, że o ile Brahms sięgał do źródeł czysto niemieckich, nasycając kompozycje rysem nostalgii, melancholii i subtelnego mistycyzmu, o tyle Dworzak, czerpiąc stale ze słowiańskich pieśni i ludowych tańców, wykreował muzykę bezpośrednią, żywiołową, o brzmieniu świeżym i żywych rytmach, zaskakującą płynnością frazy oraz bogactwem inwencji melodycznej.

Bedrich Havránek - Z Sazavy

Bedrich Havránek - Z Sazavy

Twórca Rusałki komponował z niekłamaną radością. W latach młodzieńczych, zanim ustabilizowała się jego pozycja twórcy narodowego, pobudzającego świadomość odrębnej państwowości, Dworzak pisał tak wiele, iż zupełnie nie zważał, czy części cykliczne powstałych utworów wiążą się organicznie ze sobą. Wracał do nich po latach i uważnie przeglądał, wnosząc doświadczonym okiem poprawki wszędzie tam, gdzie uważał to za konieczne. „Mam jeszcze w moim starym kufrze wiele pomysłów, które drzemią i tęsknią do światła” – pisał w 1887 roku w liście do Simrocka. Rewizje dotykały nawet dzieła najobszerniejsze, przy czym właściwa praca twórcza polegała tu nie tyle na pomysłowości, co niebywałej pilności artysty, który słynął z żelaznej zasady: „Ani jeden dzień bez nuty”. O ile warunki sprzyjały, regule tej pozostawał wierny nawet w podróży, poświęcając pisaniu trzy przedpołudniowe godziny, a niekiedy i popołudnia.

Julius Marák: Na skraju lasu

Julius Marák - Na skraju lasu

Kuzynka kompozytora, Anna Duszkowa, mawiała, iż był on zupełnie niepraktyczny w sprawach zwykłego życia, zwłaszcza w młodości, kiedy „muzyka tak go absorbowała, że na nic innego, a już szczególnie na troski dnia codziennego, nie starczało ani czasu ani sił”. Istotnie, jak podaje czeski biograf Dworzaka, Jiri Berkoveč, kiedy tylko twórcy Diabła i Kasi wpadł do głowy jakiś pomysł, nawet jeśli był to sam środek nocy, natychmiast zasiadał przy fortepianie i przegrywał go sobie, zupełnie nie zwracając uwagi na sąsiadów czy innych współlokatorów. Także w towarzystwie, nie zważając na miejsce oraz obowiązujące zasady, lubił zagwizdać sobie motyw, który właśnie przyszedł mu na myśl. W takich chwilach miał pod ręką solidny ołówek, którym natychmiast notował ważniejsze pomysły. „Ołówek to wspaniały wynalazek – mawiał – ale jeszcze wspanialszym wynalazkiem jest guma. Zwykle po napisaniu kilku taktów, biorę gumę i zaczynam ścierać; często ścieram tak długo, że na papierze nie zostaje prawie nic, albo bardzo mało. Ale to, co zostanie, jest dobre”.

Adolf Kosárek - Przed burzą

Adolf Kosárek - Przed burzą

Jeżeli w pobliżu nie znajdowała się czysta kartka bądź serweta, Dworzak wykorzystywał do utrwalenia swoich pomysłów sztywne mankiety własnej koszuli, doprowadzając tym do rozpaczy żonę, Annę Czermakównę. Ta zastała kiedyś męża w pokoju, całkowicie zabrudzonym sadzą i popiołem; artysta był tak pochłonięty pracą, spoglądając wyłącznie od czasu do czasu na wiszący tuż nad biurkiem portret ukochanego Beethovena, iż nawet nie zorientował się, że ze ściany wypadła rura od pieca!

Bedrich Havránek - Wyspa Kampa w Pradze

Bedrich Havránek - Wyspa Kampa w Pradze

Nie znam Dworzaka osobiście – pisał Jan Neruda – nie wiem, jaki jest, ale myślę, że wygląda jak prawdziwy muzyk. Czyli jak poeta powietrza, jak u nas nazywają muzyka, którego mało obchodzi, co się dzieje tam na dole, na ziemi, głęboko pod nim, i (…) jak młodego człowieka z owym pomieszaniem mózgu, które przypisuje się każdemu poecie, każdemu malarzowi, najbardziej jednak wszystkim muzykom tego świata. Bo też co by kogo obchodził, gdyby był całkiem rozsądny i zwyczajny. Wytykają mu, że ma jeszcze za dużo fantazji, a za mało flegmy. To tak samo, jak wytyka się czasem pięknej pani, że jest za młoda – no z czasem pozbędzie się tej wady!

Bedrich Havránek - Helmowe młyny

Bedrich Havránek - Helmowe młyny

Mimo, iż twórca Świętej Ludmiły całą uwagę koncentrował na muzyce, będąc z natury człowiekiem małomównym i zamkniętym w sobie, nie pozostawał w artystycznej izolacji, żywo reagując na otaczającą go rzeczywistość i czerpiąc inspirację z jej nieustannego pulsowania. Dworzak regularnie czytywał dzienniki i przysłuchiwał się rozmowom rozemocjonowanych kolegów z orkiestry, był uważnym świadkiem bieżących wydarzeń politycznych i społecznych oraz rzeczywistym admiratorem wszelkich nowinek technicznych, które – na przestrzeni ostatnich dekad XIX stulecia – przekształcały jego świat na skalę niespotykaną.

Bedrich Havránek - Czeski Krumlow

Bedrich Havránek - Czeski Krumlow

Będąc dziesięcioletnim chłopcem żywo interesował się pracami, jakie w rodzinnym, cichym Nelahozeves wykonywali robotnicy kolejowi, zatrudnieni przy układaniu torów prowadzących z Pragi do Podmokli. Nie mógł oderwać oczu od błyszczących w słońcu lokomotyw, które z hukiem i gwizdem, otoczone kłębami gęstej pary i dymu, w „oszałamiającym” tempie trzydziestu kilometrów na godzinę pokonywały wytyczoną trasę. Z czasem jego zamiłowanie do lokomotyw urosło do rangi prawdziwego oddania i fascynacji. „Są złożone z tylu rozmaitych części – zachwycał się – i każda ma swoje ważne przeznaczenie, każda ma swoje miejsce (…) Wszystkie moje symfonie oddałbym za to, żeby być wynalazcą lokomotywy”.

Albert Bierstadt - Wodospady Yellowstone

Albert Bierstadt - Wodospady Yellowstone

Niecodzienna pasja okazała się prawdziwym utrapieniem dla tych członków najbliższej rodziny oraz przyjaciół mistrza, którzy jej z nim nie podzielali. Dworzak wprawiał ich często w zakłopotanie, żądając szczegółowych informacji na temat danych technicznych konkretnej maszyny lub zapytując o numery pociągu, jakim właśnie odbyli podróż. Ten niezrównany piechur i miłośnik czeskiego krajobrazu, którego urok i piękno pragnął był utrwalać w swoich dziełach, nigdy nie odmawiał sobie porannej przechadzki na praski dworzec kolejowy, gdzie skrupulatnie śledził przyjazdy i odjazdy oraz wiódł uprzejme rozmowy z maszynistami, uzgadniając z nimi aktualny rozkład jazdy. W trakcie pobytu w Nowym Jorku okazało się, iż prawo wstępu na dworzec manhattański mieli jedynie podróżni z ważnymi biletami, a usilne prośby Dworzaka, aby mu pozwolono pospacerować po peronie bez takowego, spełzły na niczym. Konsekwentnie podróżował przez godzinę metrem, aby ze 155 ulicy popatrzeć na ekspres przejeżdżający w stronę Bostonu bądź Chicago. „Do licha, ależ on pędzi!” – wołał z dziecięcym zachwytem w oczach.

Albert Bierstadt - The Golden Gate

Albert Bierstadt - The Golden Gate

Podróż statkiem obudziła w Dworzaku żywe zainteresowanie żeglugą morską, która z racji położenia kraju rodzinnego była mu wcześniej nieznana. Oszołomiony wielkomiejską aurą metropolii nad rzeką Hudson, do syta korzystał tu z możliwości wchodzenia na pokłady przybijających okrętów, które starannie lustrował, zawierał liczne znajomości, czytywał dzienniki pokładowe i niecierpliwie wyglądał poczty z odległej Europy. Z czasem znał wszystkie nazwy tych „posłańców” z dalekich krajów, witając je radośnie i spoglądając z oddaniem dla zdolności technicznych ich twórców, równym temu, jakim obdarzał konstruktorów ukochanych lokomotyw.

Thomas Anschutz - Tak żyją

Thomas Anschutz - Tak żyją

Historia pobytu kompozytora w Stanach Zjednoczonych sięga wczesnej wiosny 1891 roku, kiedy to Dworzak otrzymał propozycję objęcia stanowiska dyrektora artystycznego Amerykańskiego Konserwatorium Narodowego w Nowym Jorku, kierowanego przez energiczną i przedsiębiorczą Jeanette M.Thurber. Kontrakt, jaki artysta podpisał po długich wahaniach i zastrzeżeniach, zobowiązał go do dwuletniego nauczania kompozycji i dyrygowania koncertami, zapewniając zakwaterowanie i niezbędną pomoc przy przeprowadzce. Ostatnie miesiące przed wyjazdem twórca Narzeczonej upiora spędził w ukochanej Vysokiej, z której zachwycony relacjonował: „Jestem znowu w tym najpiękniejszym lesie, gdzie przeżywam cudowne dni przy najwspanialszej pogodzie i nieustannie podziwiam czarujący śpiew ptactwa.” Zaprosił do siebie niecodziennego gościa, Jana Józefa Kovarzika, młodego Amerykanina czeskiego pochodzenia studiującego w Pradze grę na skrzypcach. Poznał go był przypadkiem w sklepie muzycznym u Urbanka. Temu synowi nauczyciela i kierownika chóru z odległej, zagubionej w preriach i trawach stanu Iowa osady Spillville, zawdzięczać będzie Dworzak, niezwykłą podróż w głąb amerykańskiego interioru, jaką podjąć miał w trakcie upalnego lata 1893 roku i skutkiem której almanach muzyki kameralnej wzbogacił się o dwa urokliwe dzieła: Kwartet skrzypcowy F-dur, op.96 oraz Kwintet skrzypcowy Es-dur, op.97.

Albert Bierstadt - Rybacy indiańscy

Albert Bierstadt - Rybacy indiańscy

Tymczasem czekała uciążliwa, kilkunastodniowa droga morska z Bremy do Nowego Jorku, którą Dworzak przebył na pokładzie transatlantyka „Saale” u boku najbliższych oraz wiernego Kovarzika, w doskonałej formie i radosnym nastroju, uzasadnionym tym, iż jako jedyny wśród pasażerów nie doświadczył oznak dręczącej choroby morskiej. „Mam dobre usposobienie” – kwitował lakonicznie ten fakt i uśmiechał się. Taki właśnie był Dworzak, o którym zawsze serdeczny Brahms powtarzał: „To dla mnie Czech z krwi i kości”, a Bohuslav Martinu, wzruszony wygłoszeniem mowy upamiętniającej pięćdziesiątą rocznicę śmierci wielkiego krajana, dodawał: „Jeżeli ktoś wyraził zdrowy i radosny stosunek do życia, to właśnie on.

Thomas Anschutz - Indianie nad rzeką Ohio

Thomas Anschutz - Indianie nad rzeką Ohio

Pobyt w Ameryce wywarł znaczący wpływ na język muzyczny praskiego mistrza, wobec którego mieszkańcy Nowego Świata żywili pewne oczekiwania w przedmiocie określenia koncepcji własnej muzyki narodowej, rozwiniętej na bazie rodzimej twórczości ludowej. Wierny naiwnym czeskim wyobrażeniom, zgodnie z którymi jedynymi egzotycznymi mieszkańcami Stanów Zjednoczonych byli północnoamerykańscy Indianie, przedstawiani na krajowej scenie oraz w lokalnych dziełach literackich jako reprezentanci narodu ujarzmionego siłą, autor Pieśni heroicznej usiłował uchwycić ten naturalny, „indiański” koloryt w dziełach kilkudziesięciu Amerykanów, którzy nadesłali na jego ręce młodzieńcze kompozycje jesienią 1892 roku, w trakcie konkursu zorganizowanego przez panią Thurber. Nastrój tych utworów zwykł był przyrównywać do literackiego ducha Opowiadań kalifornijskich Breta Harte’a, amerykańskiego zecera, dziennikarza i poszukiwacza złota. Zawierały one liczne reminiscencje dotyczące obrzędów, zwyczajów i pieśni Indian, które – za sprawą czeskiego przekładu  – Dworzak poznał już w 1874 roku.

Albert Bierstadt - Indiański obóz o zmierzchu

Albert Bierstadt - Indiański obóz o zmierzchu

Wątpliwym wydaje się, by w trakcie ponad dwuletniego pobytu na ziemi amerykańskiej, kompozytor miał kiedykolwiek okazję spotkać prawdziwych Indian, nie wspominając nawet o zapoznaniu się z ich autentyczną muzyką. Podczas wakacji w Spillville w lipcu 1893 roku, to malownicze miasteczko czeskich emigrantów odwiedzić miał wędrowny kramarz z ziołami w towarzystwie dwóch Indian, tańczących i śpiewających w takt rytmu wystukiwanego na bębenkach. Taki uporczywie powtarzany motyw przeniknął do Kwintetu smyczkowego Es-dur, op.97, nazywanego popularnie „indiańskim”, który stanowi bodaj najlepsze świadectwo doskonałego poczucia humoru jego protagonisty, określającego siebie mianem „skromnego, czeskiego muzyka”.

Albert Bierstadt - Łowiący ryby nad jeziorem Tahoe przy świetle pochodni

Albert Bierstadt - Łowiący ryby nad jeziorem Tahoe przy świetle pochodni

Dobrze natomiast były Dworzakowi znane pieśni kościelne i songi amerykańskich Murzynów, z którymi zetknął się dzięki czarnoskóremu śpiewakowi Harry Tacker Burleighowi. „W czarnych melodiach Ameryki, znajduję wszystko, co jest niezbędne, aby stworzyć wielką i szacowną szkołę muzyki” – zadeklarował w wywiadzie dla New York Herald.Tak – podkreślił – w moim przekonaniu, melodie murzyńskie stanowią doskonałą bazę do stworzenia nowej, narodowej szkoły kompozytorskiej (…) ponieważ korzenie amerykańskiej szkoły muzyki muszą sięgać własnego gruntu”. Wyrażając uznanie dla pieśni popularnych w społecznościach czarnych Amerykanów, Dworzak trafnie zauważał, iż klimat etyczny i kulturowy tego wielonarodowego państwa kształtuje także szereg innych nacji, z których każda wnosi coś wartościowego i niepowtarzalnego. „Zarodki najlepszej muzyki – podsumował – niewątpliwie leżą ukryte wśród wszystkich ludzkich plemion pomieszanych w tym kraju

Albert Bierstadt - Widok na Chimney Rock z wioską Siuksów Ogalillalh

Albert Bierstadt - Widok na Chimney Rock z wioską Siuksów Ogalillalh

„Amerykańska trylogia”, na którą składają się IX Symfonia c-moll „Z Nowego Świata”, op.95, Kwartet smyczkowy F-dur „Amerykański”, op. 96 oraz Kwintet smyczkowy Es-dur, op.97, stanowi owoc niezwykle głębokiej więzi, jaka łączyła Dworzaka z własną ojczyzną, i którą tu, oderwany od kraju na dłuższy czas, odczuwał szczególnie intensywnie, kreując dzieła uczuciowe i pełne nostalgii a przy tym absolutnie rodzime. Indywidualny styl kompozytorski, choć ulegający intensywnym podnietom z zewnątrz, pozostał w swojej esencji nie zmieniony, wiążąc doświadczenia muzyczne Starego i Nowego Świata w zachwycającą, osobistą syntezę. „Napisałem symfonię, która porwała całą Amerykę – powie o Dziewiątej Jest to i zawsze będzie czeska muzyka”.

Thomas Anschutz - Farmer i jego syn przy żniwach

Thomas Anschutz - Farmer i jego syn przy żniwach

Symfonia e-moll, op.95 „Z Nowego Świata”, wykonana po raz pierwszy 16 grudnia 1893 roku w Nowym Jorku, stanowi kwintesencję amerykańskiego okresu twórczości artysty, przynosząc w istocie podsumowanie XIX-wiecznych pryncypiów tej ważnej formy muzycznej. W utrwaloną przez Beethovena strukturę wlał Dworzak treść w pełni współczesną oraz pełną inwencji, żywą melodykę, unikając równie rewolucyjnej awangardowości, co konserwatywnego konwencjonalizmu. Symfonia e-moll nie operuje określonym programem, a u jej podstaw nie leżą filozoficzne czy autobiograficzne dywagacje; daje ona wyłącznie wyraz szczerym, bezpośrednim wrażeniom, uczuciom i nastrojom, jakim podlegał jej twórca w trakcie pobytu na amerykańskiej ziemi, owym „Nowym Świecie”, który zrazu całkowicie zdumiał i oszołomił był tego dalekiego przybysza z cichej, prowincjonalnej Pragi.

Albert Bierstadt - Mężczyźni w łodziach

Albert Bierstadt - Mężczyźni w łodziach

Kompozycja powstała w Nowym Jorku, gdzie wszystko oddziaływało jeszcze z olbrzymią siłą, a gorączkowy wir życia wielonarodowej i wielorasowej metropolii, budził w Dworzaku przestrach i zdumienie, skłaniając raczej do wycofania się w zaciszną przystań rodzinnego spokoju. Wrażenia te mogły wywrzeć bezpośredni wpływ na kształt wybuchowego, romantycznego Adagio – Allegro molto, pulsującego rytmicznie falami to ekspresyjnych napięć to lirycznych odprężeń. Dochodzą także do głosu wspomnienia z rodzinnego kraju, odzywające się w postaci melodyki, słowiańskiej intonacji i ludowej. Dworzakowi udało się zespolić te reminiscencje z elementami rodzimej muzyki amerykańskiej, przy czym artysta nie cytuje tu oryginalnych fraz, lecz raczej komponuje dzieło, utrzymane w ich egzotycznym duchu.

Albert Bierstadt - Moat Mountain w New Hampshire

Albert Bierstadt - Moat Mountain w New Hampshire

Środkowe części utworu niosą ze sobą obraz innej Ameryki: szerokiej, bezkresnej i porośniętej nieskażoną przyrodą. Łagodna, melancholijna fraza zawdzięcza swój urok Pieśni o Hajawacie pióra Henry Wadsworth Longfellowa, poematu, jaki kompozytor znał z lektury czeskiego przekładu, i który jeszcze w ojczyźnie planował był przyoblec w szatę dźwiękową. Fragmenty dzieła zatytułowane Pogrzeb w lesie oraz Święto w lesie były poetyckim pierwowzorem dalszych części symfonii, jednak trudno mówić o jakiejkolwiek ilustracyjności a tym bardziej doszukiwać się konkretnych treści programowych. Sam twórca był jak najdalszy od takiej interpretacji, pisząc o nowym opusie: „Sprawia mi ogromnie dużo radości i będzie się zasadniczo różnić od moich poprzednich symfonii. Ano, każdy kto ma nosa, musi wyczuć wpływ Ameryki. <Z Nowego Świata> – to znaczy wrażenia i pozdrowienia z Nowego Świata … U nas w domu zaraz zrozumieją, co miałem na myśli”.

Albert Bierstadt - Obóz łowców bizonów

Albert Bierstadt - Obóz łowców bizonów

W czerwcu 1893 roku wraz z rodziną wyruszył w daleką, liczącą blisko 2000 kilometrów podróż do Spillville, osady czeskich imigrantów położonej w stanie Iowa, skąd pochodził Józef Kovarzik. Po miesiącach spędzonych w wielkomiejskim ferworze, Dworzak znalazł się w istnej oazie ciszy i spokoju, z zapałem przemierzając rozległe liściaste lasy, olbrzymie łany zbóż, zielone łąki, pełne pasącego się bydła, kartofliska, polany i wartkie strumienie. Mógł do woli nasłuchać się śpiewu ptaków, których głosy niejednokrotnie naśladował w muzyce, nosząc się nawet z zamiarem napisania „ptasiej symfonii”. Jeszcze kiedy gospodarował w Vysokiej, fascynowały go gołębie, które hodował z ogromnym zamiłowaniem, i których stadko ustawicznie powiększał. Bardzo za nimi tęsknił podczas każdego dłuższego wyjazdu, a już rozłąka z „ukochanymi gołąbkami”, spowodowana ponad dwuletnim pobytem w Stanach Zjednoczonych, była dla Dworzaka wręcz nie do zniesienia.

Albert Bierstadt - Podróż do Oregonu

Albert Bierstadt - Podróż do Oregonu

Podczas pierwszego spaceru po okolicach Spilville usłyszał dźwięczny śpiew sierpotki – małego, czerwonego ptaszka z czarnymi skrzydłami – którego reminiscencje pojawiają się w trzeciej części przepięknego Kwartetu smyczkowego F-dur, op.95, nazywanego „Amerykańskim”. Często bywało tak, że energia twórcza Dworzaka nie znajdowała ujścia wyłącznie w jednym dziele, lecz kreowała całą serię kompozycji tego samego lub pokrewnego autoramentu, które pisał jedna po drugiej niemal jednym tchem. Tak było i z nowym kwartetem na dwoje skrzypiec, altówkę i wiolonczelę, który powstał w zadziwiająco krótkim czasie 17 dni, zaledwie autor Symfonii „Z Nowego Świata” zdążył się zadomowić w Spillville, strzepując z siebie pył i zmęczenie wywołane długą podróżą. „Bogu dzięki. Jestem zadowolony. Poszło szybko” – napisał na partyturze kompozycji, 25 czerwca 1893 roku.

Albert Bierstadt - Wasatch Mountains w Nebrasce

Albert Bierstadt - Wasatch Mountains w Nebrasce

Kończąc swoje utwory, częstokroć umieszczał tuż przy końcowym podpisie sformułowanie „Dzięki Bogu”, wyrażając wdzięczność wobec niebios „za tak wielki dar, że dane mu było szczęśliwie zakończyć to dzieło” oraz szczerą, serdeczną pobożność, która, jak relacjonuje Jan Zubaty „związana była z jego gorącym umiłowaniem przyrody (…) oraz przekonaniem, iż nad światem czuwa najwyższa siła, która potrafi wszystko najlepiej urządzić”. „Niech się Pan nie dziwi, że jestem taki pobożny – pisał w liście do Józefa Hlavka – ale artysta, który taki nie jest, nic nie osiągnie. Czyż nie wystarczy jako przykład Beethoven, Bach, Rafael i wielu innych?

Albert Bierstadt - Obozowisko indiańskie w Shoshone

Albert Bierstadt - Obozowisko indiańskie w Shoshone

Kwartet „Amerykański” należy bezsprzecznie do najlepszych utworów autora Suity czeskiej, a jego bostońska premiera 1 stycznia 1894 roku okazała się tak dużym sukcesem, że już w rok później Dworzak z radością mógł zakomunikować Józefowi Boleskiemu: „Bostoński Kwartet Kneisela już po raz pięćdziesiąty grał Kwartet F-dur. Nieźle, prawda?” Utwór jest wyjątkowo zwarty i jednolity koncepcyjnie, operując w ramach każdej z czterech części: Allegro ma non troppo – Lento – Molto vivace – Vivace ma non troppo doskonałym wyważeniem proporcji, subtelnym wdziękiem, tradycyjnie czeskim kolorytem i śpiewnością. Czytelne murzyńskie rytmy przydały opusowi pospolity przydomek „Nigger”, uchodzący za zbyt obraźliwy dla lokalnej społeczności murzyńskiej, stąd też zmieniono go pokrótce na „Amerykański”. Szczególny zachwyt słuchaczy budzi żywiołowy finał. Dworzakowi udało się tu skontrastować i poprowadzić równolegle dwa odmienne tematy: jeden – klasyczny – zapożyczony z tradycji muzyki wiedeńskiej i łagodnych, melancholijnych fraz Brahmsa, oraz drugi – niosący skojarzenia z atmosferą Dzikiego Zachodu, któremu towarzyszą reminiscencje czysto słowiańskie, odwołujące się do tak ukochanych przez artystę dumek.

Albert Bierstadt - Obozowisko Indian Mariposa w Yosemite Valley

Albert Bierstadt - Obozowisko Indian Mariposa w Yosemite Valley

Drugim dziełem kameralnym, skomponowanym podczas wakacji w Spillville, był Kwintet Es-dur, op. 97 na dwoje skrzypiec, dwie altówki i wiolonczelę. Mimo, iż nie powstał on tak spontanicznie co wcześniejszy Kwartet, oba utwory mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, łącząc elementy stylizowanej muzyki „indiańskiej” z typowymi cechami czeskiego folkloru, z tym, że Kwintet jest nieco dłuższy i bardziej monumentalny. W klimacie dzieła, znaczonego uporczywym, odwołującym się do rytmicznych uderzeń w bębenek echem, przewija się pogodny i żartobliwy nastrój rodem z beztroskich dziecięcych zabaw. Łagodna harmonia i przejrzyste brzmienie sytuują kwintet w gronie najznamienitszych przejawów twórczego geniuszu Dworzaka, o którym inny wielki Czech, kompozytor i przyjaciel „milczących” wypraw, Leos Janaczek powiedział: „Brał mi wprost z serca swoje melodie”.

Albert Bierstadt - Niagara

Albert Bierstadt - Niagara

Szczęśliwe lato w Spillville szybko dobiegło końca; ku finiszowi zmierzał również pobyt kompozytora w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze zdążył odwiedzić entuzjastycznie recenzowaną Wystawę Światową w Chicago, której jedną z atrakcji był specjalnie przygotowany z myślą o Dworzaku „czeski dzień” 12 sierpnia 1893 roku; odbył zachwycającą wycieczkę wzdłuż brzegów rzeki Missisipi aż do wodospadu Minneahaha, który opiewa Pieśń o Hajawacie Longfellowa, ujrzał wreszcie na własne oczy niezmierzone, ryczące masy Niagara, na widok których zawołał: „Psiakrew, to będzie symfonia w h-moll!

Albert Bierstadt - Kraina bizonów

Albert Bierstadt - Kraina bizonów

Letnie miesiące 1894 roku kompozytor definitywnie postanowił spędzić w ukochanej ojczyźnie. Do Nowego Świata powrócił jeszcze jesienią i zimą 1894/5 roku, pracując intensywnie nad kolejnymi muzycznymi perłami: Suitą „Amerykańską” A-dur, op. 98 oraz Koncertem wiolonczelowym h-moll, op. 104. Jednak z każdym upływającym tygodniem coraz gorzej znosił rozłąkę z krajem, licząc w kalendarzu dni, jakie dzieliły go od przyjaciół, rodziny, dzieci, gołębi oraz ukochanego ogrodu w Vysokiej. W kwietniu 1895 roku kontrakt się zakończył i Dworzak powrócił do Starego Świata, do bliskich sercu Czech, o których napisał kiedyś w liście do Simrocka tonem wyjątkowo przejmującym i pełnym emocji, tak rzadkim u tego „czeskiego Moltkego”: „Miejmy nadzieję, że narody, które mają i reprezentują sztukę, nie zginą, choćby były jak najmniejsze (…) Artysta też ma ojczyznę, dla której musi zachować mocną wiarę i gorące serce”.

Albert Bierstadt - Ujście rzeki

Albert Bierstadt - Ujście rzeki

Pięćdziesiąt lat po odejściu, Bohuslav Martinu wychowany na tej twórczości, powiedział: „Dworzak był jednym z tych, którzy wskazali mi drogę potrzebną artyście i kompozytorowi. Chyba dlatego, że tak szczerze wyraził swoją narodowość, swoją czeskość, i że było w tym coś, co ja sam chciałem wyrazić. Osobowość Dworzaka to dla mnie jakaś rzadka życzliwość, humanitarność i zdrowie (…) Muzyka powinna być zawsze radosna, nawet gdy jest tragiczna. Szczęśliwy człowiek, który pozostawia po sobie takie dziedzictwo”.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 31 maja 2009 at 15:50  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/05/31/poslanie-z-nowego-swiata-amerykanska-trylogia-antonina-dworzaka/trackback/

%d blogerów lubi to: