Poematy symfoniczne Mieczysława Karłowicza

Wojciech Weiss: Melancholik

Wojciech Weiss: Melancholik

Poematy symfoniczne Mieczysława Karłowicza zdradzają nieodpartą fascynację panteistycznym i egzystencjalnym symptomem sztuki nietzscheańskiego fin de siecle’u; ery potęgi i bezprecedensowych wynalazków; czasu zatraconego w uduchowieniu i politycznej stabilizacji, olśniewającego twórczym fermentem i akompaniującą mu heterogonicznością środków ekspresji. Potomek szlachetnej kresowej familii, zaabsorbowany tak humanistyczną filozofią autora Narodzin tragedii, jak pesymistyczno-alegorycznym rostrum Schopenhauera, odznaczał się inklinacją ku alienacji oraz oddaniu egocentrycznym stanom psyche; bezustannie oscylując pomiędzy frenetyczną afirmacją bytu a depresyjnym zniechęceniem wypływającym z tychże systemów. Orkiestrowe eposy, zreprodukowane tu z nobliwym blaskiem, elegancką precyzją i pragmatyczną kurtuazją przez filharmoników warszawskich pod egidą Antoniego Wita, jawią się naturalną konsekwencją ambiwalentnej postawy intelektualnej ich twórcy, melancholijnej, nadmiernej i fatalistycznej; pobrzmiewając tyleż sensualnością spod szyldu Skriabina, co heroicznym modusem Straussa skonfrontowanym z tragiczną (acz udrapowaną bardziej jaskrawą instrumentacją) kantyleną Czajkowskiego.

Wojciech Weiss: Demon

Wojciech Weiss: Demon

O kontemplacyjnej Rapsodii litewskiej (1906), której geneza sięga roku 1900, kiedy to jej autor pędził porywające letnie miesiące w rodzinnym Wiszniewie, Karłowicz wyraził się w sposób następujący: „Pragnąłem wlać w nią całą mą rozpacz, cały smutek i wieczne jarzmo ludu, którego pieśni wypełniły moje dzieciństwo”. Istotnie, odczucie dręczącej nostalgii przenikniętej wszechobecną boleścią, spowija elegijną frazę na kształt żałobnego całunu otulonego mrokami nocy; analogiczne reminiscencje pobrzmiewają w pokrewnym formalnie temacie Stanisława i Anny Oświęcimiów (1907), zainspirowanym malowidłem Stanisława Bergmana i traktującym o nieurzeczywistnionej a bezprawnej miłości XVII-wiecznego rodzeństwa. Piewca Powracających fal ewokuje tę frasobliwą balladę, zaprzęgając elementy formy sonatowej o zagęszczonej konsystencji, ciemnym idiomie oraz natrętnej melodyce komentującej dramat i kulminującej w solennym marszu pogrzebowym.

Wojciech Weiss: Wiosna

Wojciech Weiss: Wiosna

Ostatni z opusów, Epizod na maskaradzie o proweniencji nieuchwytnej i zawikłanej, został skompletowany przez Grzegorza Fitelberga i zaprezentowany publiczności 11 lutego 1914 roku; utrata oryginalnej partytury podczas zamętu Drugiej Wojny czyni próżnym wysiłki diagnozy, jak rozległa była to interwencja. Wątpliwym jawi się sam tytuł, nie figurujący na kartach korespondencji herolda Odwiecznych pieśni, wszelako zgrzytliwy dwugłos wyalienowanych kochanków doświadczających dogasania żaru uczuć i niezdolnych do ich wskrzeszenia, w zupełności mieści się w Karłowiczowskim uniwersum niespełnionych emocji i ekstensywnej imaginacji – jakże znamiennych dla ducha tej przeestetyzowanej i wysubtelnionej epoki.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 3 czerwca 2009 at 8:42  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/06/03/poematy-symfoniczne-mieczyslawa-karlowicza/trackback/

%d blogerów lubi to: