„Jentł, chłopiec z jesziwy”. Barbry Streisand opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości

Zdjęcie z musicalu "Funny girl" (1968)

Zdjęcie z musicalu "Funny girl" (1968)

„Wszystko rozpoczęło się w dniu, w którym odkryłam,

Iż przez okno mogę ujrzeć jedynie wyjątek nieba.

Wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się wokół:

Nawet nie przypuszczałam, iż jest tak bezkresne” [1]

W 1968 roku, w ręce Barbry Streisand, debiutującej w błyskotliwej roli Fanny Brice w olśniewającym musicalu „Zabawna dziewczyna”, wpadła skromna objętościowo nowela Izaaka Bashevisa Singera, zatytułowana „Jentł, chłopiec z jesziwy”. Opowieść rozpoczynająca się od słów „Kiedy umarł ojciec…” zelektryzowała wrażliwą artystkę, której osobista tragedia – utrata rodzica w wieku niemowlęcym – zrodziła traumę zdolną przewartościować życie i zmuszającą do bezustannego poszukiwania własnej wartości, a także bezinteresownej ludzkiej miłości.

Scena z filmu "Yentl" (1983)

Scena z filmu "Yentl" (1983)

Literacka Jentł nie miała matki, wzrastając w podlubelskim Janowie, pod skrzydłami dobrotliwego ojca, rabina, który wbrew surowym zasadom narzuconym u progu XX stulecia przez ortodoksyjną żydowską starszyznę, nauczał ją Talmudu za szczelnie zasuniętymi kotarami i przy zamkniętych przed wścibskim wzrokiem drzwiach. Żydowskim dziewczętom nie wolno było studiować świętych pism na równi z mężczyznami, a że buńczuczna i niepokorna Jentł „wiedziała, że babskie życie nie było jej przeznaczeniem[2], stąd też po zgonie ojca postanowiła opuścić rodzinne strony. Przybierając imię zmarłego wuja Anszela i obcinając obfite warkocze, podaje się chłopca, by móc uczęszczać do akademii talmudycznej w Bychawie. Tu, zmuszona grać równolegle sprzeczne ze sobą role, odkrywa własną tożsamość i zakochuje się w melancholijnym Awigdorze. W woli niesienia mu pomocy godzi się poślubić jego dotychczasową narzeczoną, urzekającą i kruchą Hadasę, lecz nie mogąc dłużej ukrywać prawdy, wyjawia sekret i znika bez śladu gnana najwyższym przeznaczeniem i pożądaniem słodkich owoców wiedzy.

Barbra Streisand w drugiej połowie lat 1960-tych

Barbra Streisand w drugiej połowie lat 1960-tych

Odkrywając w tej ledwie naszkicowanej postaci istotę duchowo pokrewną, Barbra Streisand nie przypuszczała, iż praca nad filmową adaptacją „Jentł”, przerodzi się w długą, pełną meandrów podróż w poszukiwaniu własnych korzeni oraz intymnej tożsamości, a także określenia swego miejsca w życiu, tudzież roli, jaką jej przyszło odgrywać w świecie współczesnej sztuki.

„Pytam każdego dnia: gdzie jest moje miejsce?

Po co mi oczy, po co myśl,

Jeśli nie po to, aby pytać: jak mam żyć?

Jeśli nie po to, żeby pragnąć zgłębić sens, po co w ogóle mieć duszę?

Bo skrzydeł sens, to ptaka unieść w lot,

A życia cel, to pytać wciąż o sens”

Po śmierci ojca. Scena z filmu "Yentl"

Po śmierci ojca. Scena z filmu "Yentl"

Ojciec artystki, Emanuel Streisand był synem emigrantów i nauczycielem literatury angielskiej, wysportowanym i miłującym życie ekstrawertykiem. Jego nagła śmierć w wieku zaledwie 35 lat rzuciła cień na losy najbliższych. Starszy brat wokalistki, Sheldon wspominał jak 15-miesięczna Barbara wieczorami podchodziła do okna, spoglądając czy na podwórzu nie pojawi się ukochany rodzic. „Zawsze miałam wrażenie, że nie mam w ogóle ojca. Nawet nie mieliśmy wspólnej fotografii. Na półce pozostały tylko jego książki, związane ciasno sznurkiem” – wyjawiała ze smutkiem.

„Tato, czy słyszysz mnie?

Tato czy widzisz mnie?

Tato, czy możesz mnie odnaleźć w ciemnościach nocy?”

Dwunastoletnia Barbra na okładce platynowego albumu "My Name Is Barbra" (1965)

Dwunastoletnia Barbra na okładce platynowego albumu "My Name Is Barbra" (1965)

Utrata ojca pociągnęła za sobą emocjonalną izolację matki Barbary, Diany, która – dręczona osobistą traumą – zamieszkała wraz z dziećmi w pozbawionym miłości domu rodzinnym, a w 1950 roku, kiedy dziewczynka miała niespełna 8 lat, wyszła ponownie za mąż. Lou Kind uczynił z ich posępnego życia prawdziwe piekło. „Matka nieustannie powtarzała nam – przywołuje Barbra – że ojciec umarł z przepracowania. Przez wiele lat panicznie bałam się, że spotka mnie taki sam los”. Pozbawione wsparcia i zachęty ze strony najbliższych, karcone za najdrobniejszy przejaw „egoizmu” dziecko, dojrzewało w porażającej samotności i cierpieniu: „Nie miałam nawet żadnych zabawek – wspomina – Bawiłam się butelką z gorącą wodą, na którą nałożono sweterek. To była moja lalka”.

„Chciałabym stąd uciec, odejść tak bez śladu,

Pójść gdziekolwiek – tam, gdzie nikt nie zna mojej twarzy,

Uciec jako mężczyzna czy kobieta? Nie wiem, po prostu uciec…

Być wolną, zerwać ostatnią nić!”

Zawsze ekstrawagancka... 1969

Zawsze ekstrawagancka... 1969

Streisand wcześnie zaczęła wymykać się z domu, pędząc poza jego ponurymi podwojami długie, sieroce godziny; szybko zwróciła też uwagę otoczenia unikalną i mosiężną barwą głosu. Jako trzynastolatka, aby nie zostać sekretarką, zapuściła długie paznokcie, przybrała awangardowy kostium i pozwoliła sobie szokować nowojorską społeczność natrętnym makijażem. Podkreślone sinoniebieską kredką oczy oraz ufarbowane na czerwono włosy (w połowie lat 1950-tych!) rychło zapewniły jej przydomek „wariatki”, a jej edukacja – acz z sukcesem – zakończyła się w wieku 16 lat. Potem miały miejsce jakieś kursy w szkole aktorskiej na Manhattanie, peregrynacje po podejrzanych nocnych klubach, w których debiutowała prezentując jazzowe standardy, demonstracyjne usunięcie samogłoski z imienia („Trzy <a> to o wiele za dużo!” – oznajmiła zszokowanej matce), w końcu – drugoplanowa rola Miss Marmelstein w broadwayowskim przeboju „I Can Get It For You Wholesale” (1961), jaki otworzył jej trakt do bezprecedensowej i iście amerykańskiej kariery.

„Stale szukałam cienia – dziś go już nie szukam,

Nieważne, co się stanie – pragnę wyjść na światło,

Uciekałam przed słońcem, obawiałam się jego blasku,

Spowijał mnie blask księżyca – kąpałam się nim, spacerowałam.

Skrywałam uczucia i zamykałam za sobą drzwi,

Nie ważne, co się stanie – muszę się ujawnić.”

Z Louisem Armstrongiem w "Hello Dolllly!" (1969)

Z Louisem Armstrongiem w "Hello Dolllly!" (1969)

Lata 1960-te, na które przypadł okres gwałtownego artystycznego i duchowego dojrzewania, krótkotrwałe małżeństwo z Elliotem Gouldem, macierzyństwo, a także niekończące się pasmo sukcesów na Broadwayu, w teatrze, telewizji i studiu nagrań; wreszcie na wymarzonym dużym ekranie, deszcz prominentnych nagród (w wieku 27 lat była jedyną aktorką, mającą na koncie wszelkie możliwe wyróżnienia w show-businessie), okazały się na tyle absorbujące, iż artystka rzadko miała okazję z dystansem i refleksją spojrzeć na swoją przeszłość. Jednak kiedy przeczytała „Jentł, chłopca z jesziwy, zrozumiała, że nadszedł właściwy czas, aby zmierzyć się z palącymi demonami dzieciństwa i wskrzesić pamięć o nieznanym ojcu.

„Spoglądam w niebo, wypełnione milionem oczu,

Które należą do Ciebie?

(…) Wczoraj odszedłeś i drzwi zamknęły się za Tobą.

Noc jest ciemniejsza, a wiatr znacznie zimniejszy,

Świat wydaje się o wiele większy, od kiedy jestem sama”

Podczas zdjęć do filmu "Yentl"

Podczas zdjęć do filmu "Yentl"

Na przekór jawnej niechęci ze strony hollywoodzkiego establishmentu, również autora noweli – Singera, Streisand przez szereg lat walczyła o urzeczywistnienie najintymniejszych marzeń, kładąc na szalę cały swój artystyczny dorobek oraz podejmując się wyzwania, na jakie w świecie filmu jeszcze nikt wcześniej się nie poważył: „Chcę zrywać owoce wszystkich drzew, jak jeszcze nikt – to jest mój cel”. Poproszony o przygotowanie wstępnego scenariusza, autor „Krótkiego piątku” i laureat literackiej nagrody Nobla, nie ukrywał płomiennej wściekłości: „Co ty w ogóle wiesz o Polsce, co ty możesz wiedzieć o Talmudzie? – indagował natrętnie – Jesteś tylko aktorką. W filmie musisz zajmować się grą!”. Nietrudno ustalić, iż nigdy nie wybaczył jej realizacji tego pogodnego i utrzymanego w musicalowej konwencji obrazu, żywiąc przekonanie, iż wypaczyła nim oryginalną myśl pierwowzoru.

Scena z filmu

Scena z filmu

Ale intencją Streisand nie było drobiazgowe powielanie tekstu, acz osnucie na jego somnambulicznej kanwie humanistycznego eseju o uniwersalnym i romantycznym wydźwięku; wygłoszenie apologii ludzkiego ducha, jego niezależności i determinacji w boju o urzeczywistnienie najskrytszych pragnień, tudzież wierności wobec najszlachetniejszych ideałów: „Jentł jest historią dziewczyny, pragnącej odnaleźć własną seksualność i nie obawiającej się podążać za osobistymi marzeniami (…) – deklarowała – jest poematem o miłości pomiędzy rodzicem i dzieckiem, kobietą i mężczyzną, ludźmi tej samej płci, przyjaciółmi; jest wołaniem o miłość, jaką powinniśmy żywić wszyscy dla siebie nawzajem”.

Barbra Streisand w roku 1970

Barbra Streisand w roku 1970

Niespożyta businesswoman usiłowała przyciągnąć uwagę licznych wytwórni, jednak – jak ironizuje Brad Darrach na łamach tygodnika „People”– producenci „wątpili, aby w latach siedemdziesiątych publiczność pragnęła oglądać film, w którym kobieta poślubia inną kobietę, a zbliżająca się do czterdziestki aktorka mogła zagrać nastoletniego chłopca”. Nade wszystko zaś nie wierzyli, aby „wielka, zła Barbra”, jak ją złośliwie przezywano, była w stanie „podporządkować swoje ego do wymogów innych wykonawców”.

„Cóż złego w pragnieniu więcej?

Jeśli chcesz się wznieść w górę – szybuj

Niebo jest bezkresne, dlaczego pragnąć tylko jego drobnej części?”

Streisand na krótko poddała się w swojej determinacji i zdawało się, iż projekt nie ujrzy już światła dziennego…. aż pewnej nocy na początku 1979 roku, uświadomiła sobie, iż nigdy nie była na grobie własnego ojca! Rankiem poprosiła brata, by ją tam zabrał: „To było pierwsze nasze wspólne zdjęcie” – zdradza. Postawiła wszystko na jedną kartę; postanowiła sama reżyserować i wyprodukować film: „Życie jest za krótkie i trzeba w nim podjąć ryzyko – tłumaczyła brawurową decyzję – Trzeba dojrzewać. Nawet, jeżeli przegrywamy, człowiek uczy się, jak sobie radzić z poniesioną klęską”.

"Jestem największą gwiazdą"... Scena z musicalu "Funny girl"

"Jestem największą gwiazdą"... Scena z musicalu "Funny girl"

„Im dłużej żyję, tym więcej się uczę,

Im więcej się uczę, tym bardziej widzę, jak mało wiem,

Każdy krok, każda przeczytana strona, każda pokonana mila, oznaczają tylko,

Iż muszę przebyć jeszcze długą drogę”

Wkrótce wyjechała do Czech, z wolą umiejscowienia akcji w tęsknym, środkowoeuropejskim pejzażu [3]; przemierzała rozliczne wnętrza i zapomniane przez współczesność plenery, gromadziła detale, czytała specjalistyczne książki, fotografowała i notowała, zasypując wiązkami pytań uczonych specjalistów; przywdziewała męski kostium i paradowała w nim po ulicy, aby dobrze wczuć się w rolę… „Przez trzy lata nie myślałam o niczym innym jak o tym filmie – wyznaje – to się stało moją obsesją, moim marzeniem i przeznaczeniem”.

Z synem Jasonem w trakcie zdjęć do "Hello Dolly!"

Z synem Jasonem w trakcie zdjęć do "Hello Dolly!"

„Nadszedł czas, aby wzbić się w górę,

I chociaż czuję, że każdej chwili grozi mi upadek,

Widzę zachwycające rzeczy,

Rzeczy, jakich nawet nie jesteś sobie w stanie wyobrazić,

Jeśli nigdy w życiu nie uniosłeś się górę”

Entuzjastycznie przyjęty obraz zadedykowała „Ojcu … oraz wszystkim naszym ojcom”, także temu Najwyższemu – w którego łaskę nigdy nie wątpiła – pragnąc wyrazić w pierwszym rzędzie wdzięczność wobec człowieka, którego miłości pragnęła, i któremu nie dane było się cieszyć owocami jej tak intensywnej pracy. Emanuel Streisand, jakkolwiek fizycznie nieobecny, towarzyszył artystce podczas intrygujących trudów, inspirując jej poczynania i obdarzając siłą niezbędną do realizacji zamierzonego przedsięwzięcia. „Spała nie więcej niż cztery godziny na dobę, a najczęściej tylko trzy – zdumiewał się Mandy Patinkin, wcielający się w rolę chmurnego Awigdora – a jednak nigdy się nie poddała i w filmie wygląda zachwycająco”. „To zasługa Taty – odpowiadała skromnie reżyserka – On przez cały ten czas czuwał nade mną”.

„Płynie we mnie rzeka, a jej nurt porywa mnie ze sobą,

Budzą się pragnienia, które z trudem rozpoznaję, jako swoje.

Co oznaczają te nowe uczucia, jakie tajemnice odsłaniają?

Chyba ich nie rozumiem, ale lubię się czuć w ten sposób”

Scena z filmu

Scena z filmu

Zilustrowanie niespiesznej fabuły muzyką zawdzięcza „Jentł” Alanowi i Marylin Bergman: cenionemu tandemowi autorów tekstów. „Pierwotnie nie planowałam wprowadzenia muzyki do filmu – zarzekała się Streisand – jednak teraz jestem szczęśliwa, iż tak się stało. Opuszczając wioskę, Jentł żyje w ukryciu i nie może z nikim dzielić swoich przemyśleń, stąd też uchwycenie jej wewnętrznego głosu w formie muzycznej narracji, było w gruncie rzeczy rozwiązaniem najlepszym z możliwych”.

„Taki upał, a mym ciałem wstrząsa dreszcz,

I choć nie płonie ogień, ja cała płonę,

Nie mam się czego obawiać, a jednak drżę ze strachu”

Okładka płyty

Okładka płyty

Muzyczna fraza otula roztopiony w zieleniach obraz nieprzeciętną wrażliwością i subtelnością; aurą transcendentalnej poezji, tak cudnie wyczarowanej anielskim altem Barbry. Jest w tym ewidentna zasługa genialnego Michela Legranda, z którym artystka nawiązała ścisłą współpracę jeszcze w połowie lat 1960-tych. „Pracowaliśmy jak czwórka nawiedzonych dzieciaków” – śmiała się Marylin Bergman, a Alan Bergman przyznawał: „Wybór Michela jawił się czymś jak najzupełniej naturalnym. Posiada on niezwykłą umiejętność pisania w różnym stylu, tak aby konkretna melodia idealnie korespondowała z obrazem. Patrząc na jego nuty, mamy dogłębną świadomość, iż pasują do nich słowa, jakie właśnie zamierzaliśmy napisać! Pomiędzy nami zawiązało się niezwykle bliskie porozumienie – czysta magia.

Scena z filmu

Scena z filmu

Legrand, pamiętny chociażby dzięki wzruszającym „Parasolkom z Cherbourga” oraz „Panienkom z Rochefort”, będąc świadom, iż emocje jakimi przemawia Jentł, mają charakter uniwersalny i czysto ludzki, przystroił chasydzką fabułę w „bezczasową, romantyczną i w pełni osobistą” szatę dźwiękową. Oryginalna ścieżka muzyczna, oferując instrumentarium wchodzące w skład olbrzymiej orkiestry symfonicznej, inspiruje i przemawia z wyjątkowym żarem, a pełna pasji interpretacja Streisand sprawia, iż „dusza unosi się wysoko w przestworzach”. W programie telewizyjnym André Halimiego, francuski kompozytor nie krył zachwytu nad potencjałem twórczym niezwykłej wokalistki: „Gram utwór Barbarze raz, najwyżej dwa razy – zaznaczał – To coś nadzwyczajnego, ale kiedy ona zaczyna śpiewać piosenkę, którą skomponowałem zaledwie dwie, trzy godziny wcześniej i którą uważam za udaną, wówczas wydaje mi się jeszcze wspanialsza, aniżeli myślałem. To jest ten dar”. A reżyserka? Zapytana w czym upatruje przyczyn tak doskonałej recepcji „Chłopca z jesziwy” na całym świecie, prostolinijnie wyjaśniła: „Niczego nie robię ze względów komercyjnych. Takie podejście do sztuki sprawia, że jest ona magiczna. Kiedy artysta dotyka swego wnętrza, może dotrzeć do innych ludzi. Bardzo lubię docierać do ludzkich serc”.

Podczas serii koncertów w 2000 roku

Podczas serii koncertów w 2000 roku

Ojcze, słyszę Cię,

Ojcze, widzę Cię,

Ojcze, czuję Twoją obecność,

Ojcze, spójrz jak szybuję w locie!”

© Andrzej Osiński


[1]Fragmenty piosenek z filmu „Yentl” (1983), reż. Barbra Streisand. Muzyka: Michel Legrand, słowa: Marylin i Alan Bergman. Tłumaczenie liryków: Andrzej Osiński.

[2] Za: Izaak Bashevis Singer: „Jentł, chłopiec z jesziwy”, w tłumaczeniu Doroty Bogutyn

[3] Zdjęcia powstawały na przestrzeni 1982 roku, podczas stanu wojennego w Polsce, co tłumaczy decyzję artystki o wyborze ówczesnej Czechosłowacji

Advertisements
Published in: on 16 lipca 2009 at 11:51  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/07/16/%e2%80%9ejentl-chlopiec-z-jesziwy-barbry-streisand-opowiesc-o-poszukiwaniu-wlasnej-tozsamosci/trackback/

%d blogerów lubi to: