Ludwig van Beethoven: Koncert na skrzypce i orkiestrę

Ludwig van Beethoven: Koncert skrzypcowy (okładka płyty)

Ludwig van Beethoven: Koncert skrzypcowy (okładka płyty)

Franz Clement (1780-1842), któremu Beethoven dedykował opus 61 z łaskawą adnotacją: par Clemenza pour Clement, i który po raz pierwszy wykonał dzieło, był cudownym dzieckiem, koncertującym i dyrygującym już w wieku 9 lat. Niekwestionowana sława wirtuoza, połączona ze stanowiskiem dyrektora orkiestry teatru wiedeńskiego, zapewniła artyście rzadki przywilej organizowania dorocznych koncertów benefisowych, podczas których mógł on prezentować muzykę podług własnego uznania. W programie jednego z takich przedstawień, 23 grudnia 1806 roku, centralne miejsce znalazła „fantazja na jednym smyczku i odwróconych skrzypcach” mistrza z Bonn, która nie została życzliwie przyjęta. Przyczyna fiaska była prosta: Beethoven rozpoczął pracę nad koncertem D-Dur w trzeciej dekadzie listopada i jeszcze przed premierą kreślił ostatnie nuty, dostarczając skrzypkowi rękopis niemal w ostatniej chwili. Ten, nie mogąc się przygotować, zmuszony był grać swoją partię a vista! Znacznie później, autor Pastoralnej, poddał dzieło gruntownej rewizji i naniósł poprawki, które ukształtowały ostateczną wersję, opublikowaną w roku 1808.

William Blake: Hekate

William Blake: Hekate

Opus 61 nie jest utworem wirtuozowskim; partia skrzypiec pełni w nim raczej rolę primus inter pares, uczestnicząc w obszernym, symfonicznym dyskursie na równi z innymi instrumentami. Ważnym elementem, spajającym odmienne i sprawiające wrażenie niepowiązanych, tematy, są tu nie tyle skrzypce, co kotły, które otwierają dzieło, i których ukryty, nie narzucający się motyw pulsuje podskórnie aż do ostatnich taktów. Wdzięczne andante, pozwalające wykonawcy na znaczną improwizację, nie jest antagonistyczną konfrontacją w stylu brillant, a liryczną rozmową, uważnym dialogiem orkiestry i solisty. Koncert, w ceniącym wirtuozerię XIX stuleciu, wykonywany sporadycznie i określany mianem „niewdzięcznego”, doczekał się w ostatnich dekadach najmniej kilkudziesięciu nagrań, pośród których szczególnie jasną gwiazdą świecą nazwiska Sterna, Perlmana, Menuhina, Mutter, Ojstracha, Kremera i Kyung Wha Chung.

William Blake: U progu dni

William Blake: U progu dni

Cóż zatem sprawia, że tak chętnie sięgam po nowe nagranie wszechstronnej Izabeli Faust, zachwycając się płytą, która – jak zauważył David Hurwitz – wywrze na tobie wrażenie, nawet jeżeli masz już 40 z opublikowanych 50 wersji każdego utworu” ? Podziwiam szczerość i uczuciowość, z jaką artystka traktuje to monumentalne dzieło na skrzypce i orkiestrę, wydobywając zeń zachwycający pierwiastek liryczny, zbyt często, niestety, w „heroicznych” interpretacjach Beethovena pomijany. Podziwiam osobiste podejście, tak rzadkie u ceniących techniczną biegłość, acz nie ulegających głębszym emocjom, młodych wykonawców; zachwycam się niebywałą energią i nonszalancją, z jaką Faust (co za znaczące nazwisko!) pokonuje najtrudniejsze pasaże, jakby to była dziecinna igraszka. Artystka świetnie radzi sobie z kadencjami (to przejście z andante do finale!), nie lekceważy detalu, przekonuje równie w partiach lirycznych, co dramatycznych, i tylko pewna skłonność do nazbyt ekspresyjnego podkreślania każdej frazy powstrzymuje mnie przed nazwaniem tego nagrania „niebiańskim”. Słowa podziwu należą się także praskim filharmonikom, prowadzonym doświadczoną ręką Jiri Belohlavka; czystość i precyzja brzmienia naszych południowych sąsiadów są godne pozazdroszczenia, a współpraca z solistką – nienaganna.

William Blake: Stworzenie człowieka

William Blake: Stworzenie człowieka

Program płyty uzupełnia fascynująca sonata A-Dur op. 47, w której partie skrzypiec i fortepianu są w pełni równorzędne, co swego czasu było istotnym novum. Francuski wirtuoz, Rodolphe Kreutzer, który był adresatem dzieła, odrzucił je przystępie furii, twierdząc, iż jest „oburzająco niezrozumiałe” i nigdy nie wykonał. Zadanie to przypadło Anglikowi, George’owi Polgreen Bridgetowerowi, który podobnie jak trzy lata później Clement, musiał grać swoją partię wprost z pokreślonego manuskryptu, gdyż Beethoven nie zdążył go w porę przepisać! Pełna blasku, ognista Kreutzerowska, zdaje się idealnie skrojona dla muzycznego temperamentu Faust, która w duecie z wrażliwym i uduchowionym Melnikovem, wznosi się na wyżyny artystycznej kreacji, oferując wersję żywą, przejrzystą, ekscytującą i zapadającą w pamięć.

© Andrzej Osińskip_m

Reklamy
Published in: on 23 lipca 2009 at 10:03  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/07/23/ludwig-van-beethoven-koncert-na-skrzypce-i-orkiestre/trackback/

%d blogerów lubi to: