Pieśni chóralne Feliksa Mendelssohna

Feliks Mendelssohn Bartholdy

Feliks Mendelssohn Bartholdy

Byłbym szczęśliwy żyjąc w lasach, nie sprawiając więcej hałasu niż ptak zaspokajający pragnienie przy źródełku, niż pszczoła wysysająca kwiat głogu i żołądź spadający przez liście!” – egzaltował się w dobie ostentacyjnej adoracji Postępu Aloysius Bertrand, a Bernardin de Saint-Pierre – piewca sentymentalizmu i skromny powiernik mistrza „Nowej Heloizy”, zaznaczał: „Trzeba przedkładać dobrodziejstwa przyrody nad wszystkie przywileje fortuny. Szczęście polega na tym, aby żyć wedle natury i cnoty”. Romantycy… Z jednej strony organicznie związani z absurdalnymi metropoliami, które odżywiały ich intelektualne inspiracje, karmiły sukces, implikowały uniwersum wizjonerskich doznań; z drugiej – zatopieni w marzeniach o sztucznych rajach, chroniący się w ułudzie ekscentrycznych admiracji, żądni przyczaić się z dala od wszechobecnego zgiełku. W komfortowej samotni, w intymnej Tebaidzie; hermetycznej arce osłaniającej przed ekspansywną współczesnością, artyści, ludzie pióra, muzyki i sztuki, życzyli ulżyć zawiedzionym nadziejom, strawić bankructwo skompromitowanych doktryn, ukoić kryzys wiary; jednych w naukę i rozum, innych w opiekę Boga i łagodzące dogmaty.

Caspar David Friedrich: Kobieta przy oknie

Caspar David Friedrich: Kobieta przy oknie

Apoteoza materializmu, progresywny pragmatyzm i demonstracyjna deifikacja wiedzy, karmiły rozczarowanie i izolację wrażliwych; lęk przed nicością, odrazę i zniechęcenie, poczucie absurdalności bytu: „Cywilizacja po roku 1815 zasadę Honoru zastąpiła zasadą Pieniądza” – ubolewał Balzak – „Zmysły, bez ustanku nużone błahostkami, nigdy nie znajdują spoczynku. Nerwowa natura poety jest tutaj bez przerwy narażona na wstrząśnienia; to, co powinno być jego chlubą, staje się jego cierpieniem; wyobraźnia jest jego najokropniejszym wrogiem”. Spirytualną konkordię pomiędzy jednostką bezradną wobec natrętnej realności a panteistycznie pojętą przyrodą, warunkowała kapitulacja tej pierwszej ze struktur społecznych i podążenie w ustronie. „Każdy człowiek, który dużo ucierpiał od ludzi, szuka samotności” – nawoływał de Saint-Pierre – „W samotności dusza odrzuca te obce omamy, które ją mącą i wraca do prostego poczucia samej siebie, natury i Stwórcy”. Lecz czyż dezercja mogła być kompletna? Ciemne, metafizyczne strofy Eichendorffa, krytyczne przestrogi Goethego, szydercza ironia Heinego i emocjonalny chaos udręczonego Hölderlina, świadczą aż nadto, iż rozpaczliwa rejterada z szeregów socjety finansującej i determinującej istnienie geniuszu, jawiła się dylematem nie do rozwiązania.

Caspar David Friedrich: Wieczór

Caspar David Friedrich: Wieczór

Metafizyczne kontradykcje i romantyczne antynomie trwale definiują ezoteryczny pejzaż wielogłosowych konfesji Feliksa Mendelssohna; imaginacyjnych, szlachetnych i olimpijsko Rafaelowskich, acz nie wytrawionych z oznak profetyzmu. Nierozwikłane paradoksy swojej ery ujął był herold Symfonii Szkockiej w zwiewne przędziwo o ażurowej transparencji: gustowne, śpiewne i urzekająco powściągliwe. Uchwytna influencja niemieckiej frazy ludowej i estetycznej doktryny Carla Friedricha Zeltera, przydającego prym osnowie literackiej przed czysto muzyczną, prostolinijność formalna i koncentracja na atmosferze malarskiej kosztem detalu rysunku, bukoliczna spontaniczność i pastoralna gracja – oto symptomy piętnujące kameralne wyznania sporządzone w interwale 1834-45 i opatrzone indykacją „im Freie zu singen” (do śpiewania na wolnym powietrzu), jaką należy traktować literalnie. „Najbardziej naturalna muzyka – donosił ich twórca w liście do Karla Klingemanna – pojawia się wówczas, kiedy czworo ludzi uchodzi wspólnie w lasy, bądź kołysze się na łódce, unosząc muzykę ze sobą i w sobie!”. Nieco wcześniej, w takich ekscerpcjach zrelacjonował matce festiwal polifonicznych kancon swego pióra: „Wieczorem wszyscy zajęli miejsca pod drzewami i zaangażowali się w pierwszą pieśń <Ihr Vöglein in den Zwangen schwank>. Wobec ciszy lasów było to tak czarujące, iż omal wycisnęło łzy z moich oczu. Brzmiało to niczym najczystsza poezja… Z oddali, z zarośli, poczęli wyłaniać się ludzie zwiedzeni dźwiękiem, i usiedli, aby słuchać do woli”.

Caspar David Friedrich: Przestrzeń

Caspar David Friedrich: Przestrzeń

Fertyczną i żarliwą eulogię Mendelssohna dla uroków przyrody, jaka wyłania się z euforycznych pasaży i wersów o proweniencji hymnicznej, kreuje starannie dobrany poetycki stelaż, wokół którego piewca Symfonii Reformacyjnej rozsnuwa swoje zachwycające kantyczki. Eichendorff, Goethe, Uhland, Heine, Lenau i Hebel – literacka konfraternia konstytuująca w tej dobie artystyczną elitę Rzeszy, wykluczała wytwory drugorzędne i zabarwione podstępnym nacjonalizmem. Uroki wiosennej bryzy, puszczańskie tchnienie przeszywające zbłąkaną duszę, niepisana tęsknica za Panem i srebrzystoszara samotność, „sprowadzająca – jak mniemał de Saint-Pierre – człowieka do naturalnego szczęścia, oddalająca odeń niedole społeczne” i „wracająca równie dobrze harmonię ciała, jak duszy” – puncują subtelne stance tego delikatnego kunsztu, tylko okazjonalnie zabarwionego melancholią, tudzież przeczuciem niepochwytnej transcendencji.

Caspar David Friedrich: Pejzaż wiejski o brzasku

Caspar David Friedrich: Pejzaż wiejski o brzasku

Ów luministyczny konsonans i relatywnie wąskie spectrum tematyczne, nie rażą aliści natrętną apatią. Szykowność, kruchość i harmonijność melodii, skrzących się tu tęczowym kwieciem, oszałamiających bogactwem inwencji rozbłyskujących w szeregu uroczych, biedermeierowskich eklog i krystalizujących się w miniatury godne sublimowanych płócien „nazareńczyków”, są zgoła niepojęte. Siurpryzą sui generis są obce romantycznej histerii wstrzemięźliwość i ascetyczna dystynkcja; omalże austeria, z jaką autor „Eliasza” dywaguje nad najintymniejszymi drgnieniami duszy, szkicując gemmy o opalizującym pięknie i jaspisowym szlifie eteru. „Tylko wówczas potrafię wyobrazić sobie muzykę – zwierzał się Juliuszowi Schubringowi – kiedy zdołam pojąć atmosferę, z jakiej się ona wyłania. Nuty zaaranżowane zaledwie na sposób rzemieślniczy, które przylegają ściśle do tekstu i oznaczone są mianem <forte> dla podkreślenia głośnych słów, a <piano> – dla cichych; nuty, które brzmią pięknie, lecz nie wyrażają niczego – to coś, czego nigdy nie będę w stanie pojąć”.

Caspar David Friedrich: Wschód księżyca nad morzem

Caspar David Friedrich: Wschód księżyca nad morzem

Kontemplując prerafaelicką egzegezę o arabeskowej fluktuacji i alabastrowej przejrzystości, jaką tu niezaprzeczalnie przyrządzono, nie sposób przeoczyć Balzakowskiego idiomu, desygnującego muzykę „sztuką utkaną w trzewiach Przyrody”. Zaiste, olśniewające frazy chóru budzą impresję tyleż upojnej słodyczy, co frasobliwej nostalgii, nazbyt zbliżonej do mego fatum, abym nie silił się na paralelę. Zielony przestwór lasu, jeszcze dźwięczący trelem ptaków i rozhasany, a już bez mała pusty i srogi, wieszczy gorycz złotoczerwonej jesieni i dojmującą alienację zimy. Rozgwar wiedzie mnie do po ścieżkach życia nieskalanego i nieszczęsnego, rozpłomieniając myśl ekscytacją i zdobiąc ją majowym kwieciem, jakie bieg czasu i ludzka podłość rychło warzą smutkiem i marszczą od trosk. Samotny i opuszczony, czuję ogarniający chłód nocy a moje kruche istnienie przenika nieopisana rozkosz. Jakże ulotne i nikłe są te tajemne chwile! Nieodmiennie pojawiają się zbyt rzadko i nader przelotnie, aby trwać w jednakowym natężeniu. A to, za czym łka me serce „nie jest szczęściem uciekających chwil, lecz stanem stałym i zwykłym, czymś, co nie będąc nagłym porywem, przez samo swoje trwanie potęguje urok, pozwalający odnaleźć wreszcie największą szczęśliwość”(Jan Jakub Rousseau).

© Andrzej Osińskip_m

Advertisements
Published in: on 25 lipca 2009 at 10:10  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/07/25/piesni-choralne-feliksa-mendelssohna/trackback/

%d blogerów lubi to: