Robert Schumann: Tęsknota za utraconym dzieciństwem

Robert Schumann w roku 1839

Robert Schumann w roku 1839

Emil Flechsig, jeden z młodzieńczych przyjaciół Roberta Schumanna pozostawił znaczące wspomnienie, rzucające światło na lata dzieciństwa bezkompromisowego twórcy Karnawału; niestrudzonego publicysty i rzecznika piękna, szermierza romantycznego postępu i wroga filisterstwa: „W szkole był on średniakiem, nieuważnym i rozmarzonym. Co jednak bardzo prędko w nim mi się spodobało, to jego absolutna pewność stania się w przyszłości sławnym człowiekiem .Czego dotyczyć miała owa sława, nie zostało jeszcze wtedy sprecyzowane, ale że sława na pewno, nie było wątpliwości…”.

Jean Baptiste Greuze: Mały student

Jean Baptiste Greuze: Mały student

Syn światłej mieszczańskiej familii, „wieczne dziecko” o zadziwiająco przedwczesnej dojrzałości umysłu i przenikliwym zmyśle obserwacji, pogrążony w sobie beniaminek, rozpieszczony, lekkomyślny i rozrzutny („Młody, niedoświadczony człowiek, który buja w obłokach i z trudem poddaje się wymogom praktycznego życia” – taką etykietą obdarzy swoją osobę w liście do przyszłego teścia, Fryderyka Wiecka), a przy tym serdeczny, wrażliwy i uczynny, pełen oddania dla piękna przyrody i świata istot ludzkich („Człowiek nie jest tak nieszczęśliwy, jak sądzi: ma serce odnajdujące w naturze najpiękniejsze echo” – mawiał), znajdujący rozkosz w bezinteresownym wspieraniu potrzebujących i promieniujący szczerą miłością wobec Wszechświata („Przy zbliżeniu z przyrodą dusza nasza najlepiej uczy się modlitwy i uważa dary zesłane nam przez Wyższą Istotę za święte” – relacjonuje matce) – autor Arabeski rozpoczął życie pod jaśniejącą gwiazdą literatury i świadomość właściwego powołania docierała doń po długich rozterkach wewnętrznych, potęgowanych piętrzącymi się przeciwnościami losu.

Johann Heinrich Füssli: Sen pasterzy

Johann Heinrich Füssli: Sen pasterzy

Może kiedyś zostanę wszystkim w czymś, a nie czymś we wszystkim, jak to, niestety, zawsze dotąd ze mną było – dywagował u progu dojrzałości – Ale najważniejsze dla mnie to jasne, poważnie brane, rozumne życie. Jeśli będę się go twardo trzymać, nie opuści mnie mój geniusz, który jak mi się czasem zdaje, istotnie we mnie tkwi”. Nie przymuszany do niespokojnego zawodu i pozbawiony kierunkowego wykształcenia, Schumann opanowywał technikę kompozytorską z najwyższym wysiłkiem i nie bez ofiar (tragiczne sforsowanie prawej ręki skutkujące nieuleczalnym zesztywnieniem palca i rozwianiem złudzeń co do kariery pianistycznej), co w niemałym stopniu przyczyniło się do przedwczesnego nadwątlenia jego sił twórczych i stopniowego pogrążenia w otmętach szaleństwa. „Żyję w ciągłej walce z samym sobą, na próżno szukając przewodnika mogącego wskazać mi, co mam robić” – donosił niedoszły prawnik, zrozpaczony fiaskiem lipskich studiów.

Johann Heinrich Füssli: Eufrozyna wobec Fantazji i Temperamentu

Johann Heinrich Füssli: Eufrozyna wobec Fantazji i Temperamentu

Byłem poetą i kompozytorem w jednej osobie – przywołuje trudny czas kształtowania artystycznej suwerenności – Do lat dwudziestych liczne próby poetyckie. Byłem obeznany z najwybitniejszymi poetami prawie wszystkich krajów”. Twórcę Scen leśnych, skrupulatnego, rzeczowego i oddanego bez granic intymnej wizji („Spośród radości muszę przede wszystkim wymienić zupełnie nowy krąg działalności – wyznaje ukochanej Klarze – radość płynąca z roboty, możność wpływania na świat, aprobata i pochwały otoczenia – odruchy wdzięczności za moje dobre zamierzenia”) fascynuje i pociąga jedność słowa i dźwięku; eteryczny związek przenikający istotę rzeczy, rozrywający pęta realnego istnienia, pretendujący pojmać nieskończoność. „Droga ku wiedzy biegnie przez Alpy – zauważa – ale lodowymi szczytami. Droga ku sztuce także biegnie przez góry, lecz są to góry Indii, pełne kwiatów, marzeń i nadziei”.

Johann Heinrich Füssli: Królowa elfów Tytania

Johann Heinrich Füssli: Królowa elfów Tytania

Oddziaływanie muzyki jest potężniejsze i głębiej przenikające niż oddziaływanie innych sztuk – głosił herold niemieckiego romantyzmu Wilhelm Heinrich Wackenroder – gdyż one opowiadają tylko o cieniu rzeczy, podczas gdy muzyka mówi o istocie rzeczy”. W przekonaniu Schumanna, literatura – niezdolna do wyjawienia ukrytych aspektów Boskiego uniwersum – winna zamilknąć w obliczu dźwięcznych akordów, prawiących o cudach nadprzyrodzonej egzystencji, sięgających w rewiry tajemne i wyrafinowane, pławiących się w rubaszności życia, acz transcendentnych i dotykających tchnienia absolutu. „Muzyka to wyższy stopień poezji – wyznawał  – Aniołowie musieli wypowiadać się przy pomocy dźwięków muzycznych, duchy – słowami poezji”. Subtelna jaźń piewcy Mirtów – przedziwny splot mistyfikacji z rzeczywistością – idealnie korespondowała z zadaniami, jakie artyście-romantykowi narzucił dumny czas, nawołujący do wyzwolenia języka z okowów poezji i wieszczenia głosem Melpomeny. „Muzyka tak wyraziście, tak żywo dźwięczy we mnie, że mógłbym po prostu ją wydychać” – ekscytował się entuzjasta nowej prawdy, zawieszony pomiędzy tęsknotą za złudnym szczęściem minionego dzieciństwa a narastającym lękiem przed nieuchronnie pełznącą katastrofą – „To, czego nie mogą mi dać ludzie, przynosi mi sztuka, a wszystkie wzniosłe uczucia, nie dające się wprost wyrazić, wypowiada mój fortepian”.

Johann Heinrich Füssli: Odyseusz pomiędzy Scyllą i Charybdą

Johann Heinrich Füssli: Odyseusz pomiędzy Scyllą i Charybdą

Zaręczam się teraz z wielkim światem, który w całym swym ogromie jest ojczyzną artysty – oto credo Prometeusza rewolucyjnej frazy, egzaltującego się publikacją młodzieńczego opusu – te pierwsze krople, roznoszone przez wiatr w bezkresie, padną być może na czyjeś zranione serce, by złagodzić ból i zaleczyć rany”. Wyzwalając się z tyranii zimnego rozsądku, saksoński mistyk pokłada zaufanie w ludzkiej istocie przepojonej boskością, złączonej nierozerwalnie z naturą i oddaną odwiecznemu Stwórcy: „Dla mnie muzyka jest zawsze językiem pozwalającym na porozumiewanie się z zaświatem” – oznajmia, dążąc do ekspozycji samego siebie; transpozycji romantycznego ducha w muzyczny dziennik o nieprzewidywalnej strukturze.

Johann Heinrich Füssli: Samotność o świcie

Johann Heinrich Füssli: Samotność o świcie

Wszystkie moje pomysły i czynności do tego stopnia zwrócone są teraz ku sztuce, że prawie zupełnie zapomniałem niemieckiego języka, aż do liter włącznie – zwierzał się bratu Juliuszowi, w 1832 roku – Gdybym mógł ci opowiedzieć za pośrednictwem muzyki, świat zadziwiłby się moimi myślami”. Dwie dekady później, statecznych mieszkańców Nadrenii, niepokoi równie indywidualna fraza Schumanna, co jego niespokojna osobowość, pogrążająca się w nieprzeniknionych marzeniach, epatująca to wybuchami gniewu to nieuzasadnionymi okresami kamiennego milczenia, płynącymi tyleż z nieśmiałości, co silnej potrzeby dystansowania się od otoczenia. „Natura i przyroda – czyż ją tu odnajdę? – tak przybysz z prowincjonalnego Zwickau wołał na widok gwarnego Lipska – Wszystko sztucznie przyozdobione: ani doliny, ani góry, ani lasu, gdzie tak dobrze można było dawać upust swoim myślom. Brak miejsca, w którym mógłbym pobyć sam”. Autor Symfonii Wiosennej, niechętny panującym konwencjom i dumny ze swojej izolacji, stoi na czele zastępu zbuntowanych, tworzących nie na zamówienie i nie dla konkretnego celu, acz dla zaspokojenia wewnętrznego żaru; nie dla epoki, a wbrew niej. „Czasem wydaje mi się, że w muzyce kroczę zupełnie nową drogą” – wyjawia niejasne przeczucia Klarze, oddanej towarzyszce i powiernicy myśli.

Johann Heinrich Füssli: The Ladies of Hastings

Johann Heinrich Füssli: The Ladies of Hastings

Świat bez ludzi – czymże on by był? – rozważał w latach lipskich studiów – Nieskończenie wielkim cmentarzyskiem, snem śmierci bez snów, przyrodą bez kwiatów i bez wiosny, widowiskiem bez działających aktorów. A jednak ów świat z ludźmi – czymże jest? Toż samo przerażające cmentarzysko unicestwianych marzeń, sen śmierci z krwawymi zjawami, ogród, w którym rosną tylko cyprysy i wierzby płaczące, niemy teatr z płaczącymi postaciami”. Schumannowskie paradoksy wypływają z trapiącego autora Scen dziecięcych osobliwego rozdwojenia jaźni, potęgującego skłonność do kontrastowania przeciwieństw i przejawiającego się w przybieraniu pseudonimów i ekspozycji odrębnych wcieleń literackich, z których gwałtowny, zapalczywy i płomienisty Florestan, łagodny, rozmarzony i uczuciowy Euzebiusz oraz dojrzały, zrównoważony Raro konstruują kreacje najbardziej oczywiste. Sygnując pełne zacięcia recenzje fikcyjnymi imionami członków Bractwa Dawida (Davidsbund) – tajemnego zakonu wiodącego rzesze wiernych na bój z pozbawionym aspiracji rzemieślnictwem, pustą wirtuozerią i krępującym akademizmem, w imię postępu i wyższej prawdy w sztuce („Chodzi o to, aby nieustannie zmierzać naprzód!” – poruczał Liszta) – autor Miłości poety odkrywał tę wielorakość swojej natury, odczuwającej potrzebę ekspresji długo tłumionych sił twórczych oraz wolę pojednania dręczących skłonności. „Zdumiewa mnie twoja dusza, wszystko nowe, co w niej zawarte – pisała Klara pod wrażeniem przesłanych Kreislerianóww ogólności ty mnie często niepokoisz”.

Johann Heinrich Füssli: Płomienna lady Makbet

Johann Heinrich Füssli: Płomienna lady Makbet

Pierwsze, o czym już od dawna myślę, to danie Związkowi Dawida rzeczywistego życia, to jest zjednoczenie podobnie myślących – i to nie tylko muzyków specjalistów, ale także pisarzy i artystów – w bardziej ścisłe zrzeszenie” – deklarował w liście do Antoniego Zuccalmaglio. Oddawszy się kompozycji, Schumann nie zaprzestaje posługiwać się piórem, torując drogę felietonowi literackiemu i nowoczesnej krytyce koncertowej. „Nasze zadanie: bardziej cenić stare, przeciwstawiać się niedawno minionemu, pomóc szybszemu nadejściu nowego” – definiował program Neue Zeitschrift für Musik, na łamach którego bezlitośnie piętnował blichtr salonowych wielkości, rozwijając myśli z nieskrępowaną swobodą, daleko posuniętym obiektywizmem i godnym podziwu profetyzmem. Z błyskotliwych kart rojących się od aluzyjnych apologetów jego opinii (Juwenalis, Serpentinus, Estrella, Chiarina, Julius, Maestro, Livia etc.) wyłania się rozległe rostrum Schumannowskich sympatii i antypatii, nad którymi „unosi się powab wspaniałej duszy i promienieje żar kochającego serca” (Ferdynand Hiller).

Johann Heinrich Füssli: Hagen i Ondyna

Johann Heinrich Füssli: Hagen i Ondyna

Jest pomiędzy kompozytorami naszych czasów jedyny, poprzez którego muzyczna rzeka toczy swe wody z potęgą nie mniejszą niż u Beethovena i Schuberta – pisał Józef Joachim – Śpiewa on idąc za głosem swej natury i ma odwagę powiedzieć całemu światu: Nie potrafię robić inaczej”. W refleksyjnej spuściźnie Schuberta autor Nocy księżycowej postrzega decydujące źródło inspiracji, demaskując „swoją – jak to określił – skłonność do bezpośredniego wyrażania w muzyce wewnętrznego świata”. Pociągały go opusy pieśniarskie i fortepianowe piewcy Pstrąga, jakie pojmował w kategoriach transpozycji sentymentalnych idei powieściopisarskich jowialnego Jean-Paula (1763-1825). „Gdy liczyłem lat osiemnaście, podbił moje serce Jean-Paul – wspomina – Również i o Franciszku Schubercie usłyszałem wtedy po raz pierwszy. (…) Gdy gram Schuberta, to jakbym czytał powieść Jean-Paula”. Rezonans idyllicznej sztuki autora Niewidzialnej loży („W tych właśnie wierszach każde słowo staje się muzyką sfer, która daje się wyrazić tylko przy pomocy nut”) – dziś już w gruncie rzeczy nieczytelnej – w finezyjnych i kalejdoskopowych partyturach Schumanna jawi się trudny do przecenienia; podobnie jak demoniczna fraza Ernsta Teodora Amadeusza Hoffmanna, kreatora porywczego Kreislera i klucznika skarbca zakonspirowanych tytułów.

Johann Heinrich Füssli: Zbieg

Johann Heinrich Füssli: Zbieg

Hoffmannowska improwizacja antagonizująca okrutną rzeczywistość z fantastyczną utopią, odżywiającą nadzieje bezradnego geniuszu, wywierała swego czasu bardziej przemożny wpływ na światopogląd niemieckiego mieszczaństwa, aniżeli posągowa wizja autora Ifigenii na Taurydzie; kosmiczny wydźwięk tej ostatniej zajmie Roberta poważniej w wieku dojrzałym, rozkwitając w obsesyjnych Scenach z Fausta oraz skłaniając do uczynienia tak typowej dlań podniosłej admonicji: „Gdy zna się Biblię, Szekspira i Goethego i gdy pozwoliło się im przeniknąć do swego wnętrza, nie potrzeba innych rzeczy”.

Johann Heinrich Füssli: Królowa elfów Tytania odnajdująca na plaży zaczarowany pierścień

Johann Heinrich Füssli: Królowa elfów Tytania odnajdująca na plaży zaczarowany pierścień

W mojej muzyce wszystko teraz wydaje się nieco dziwnie splecione – dumał nad rękopisem KreislerianówPrzy całej jej prostocie, przy tym, że płynie ona wprost z serca, wywiera takie wrażenie na wszystkich”. Protagonista Albumu dla młodzieży nie żywi zamiaru unicestwienia przeszłości, zastąpienia jej uświęconych kanonów nie powściągniętą swobodą woli. Rewolucjonista subiektywnej formy, przejęty ideałem klasycznej prostoty, obdarza atencją mroki historii, nie oddalając się odeń zbytnio i nie naruszając jej wysublimowanej istoty: „Jak on nadzwyczajnie gra – ocenia bez zawiści ekwilibrystyczną brawurę Liszta – śmiało i szaleńczo, a potem znów delikatnie i lekko, ale (…) ten świat – mam na myśli lisztowski – już raczej nie mój. Sztuki przepięknej serdeczności nie oddam za całą jego lisztowską wspaniałość”. Niedostatki natury nie pozwalające na wyklarowanie wewnętrznego credo zgodnego z literackimi założeniami nurtu, kompensuje autor Etiud symfonicznych harmoniczną śmiałością, zaskakującym melanżem liryzmu i groteski, wyrafinowanym misterium treści pozamuzycznych.

Johann Heinrich Füssli: Wezwanie Belzebuba w płomieniach piekieł

Johann Heinrich Füssli: Wezwanie Belzebuba w płomieniach piekieł

Wydaje mi się również, że czasem pan odrobinę ponad miarę daje się ponieść oryginalności, która zresztą jest panu właściwa” – na taki komentarz pozwolił sobie Johann Nepomuk Hummel po przestudiowaniu uroczych Papillons. Schumann nie epatuje olśniewającą bezpośredniością autora Pieśni bez słów („Mendelssohna uważam za pierwszego muzyka naszych czasów” – wyznał po przedwczesnej śmierci tegoż) ani pionierskim czarem fantasmagorii Chopina („Jest on i pozostanie najśmielszym i najdumniejszym poetyckim duchem epoki”); jego fraza staje się wyrwanym z serca świadectwem uporczywej walki, wysiłkiem jednania demonicznych koncepcji z klasycystycznym umiarem, areną ścierania się tysiącznych nastrojów – muzycznym dziennikiem, pośród którego opalizujących i zagadkowych kart objawia się istnienie piękne, afektowane i rozpłomienione żarem. „Niewątpliwie wiele z tych bitew, jakie toczyłem o Klarę, odbiło się i w mojej muzyce – przyznawał w liście do Henryka Dorna – Koncert, Sonata, Tańce Dawidsbündlerów, Kreisleriana i Nowelety powołane do życia niemal przez nią” a stęsknioną narzeczoną instruował: „Graj czasem moje ‘Kreisleriana’. Doprawdy bezmierna miłość dźwięczy tam w niektórych częściach, tam twoje życie i moje, i wiele tego, na co kieruje się twój wzrok”.

Johann Heinrich Füssli: Sen Belindy

Johann Heinrich Füssli: Sen Belindy

Wielkość Schumanna polega z jednej strony na bogactwie zdolności czucia, a z drugiej na głębi wyrażanych przezeń stanów duszy” – zauważył Piotr Czajkowski. Literatura pianistyczna zaopatrzona tytułami o proweniencji poetyckiej traci znamiona opisowości; leśne ustępy, szemrzący strumień, polne kwiaty – sugestywna fraza błądzi w przestworzach, nie ilustrując i nie podnosząc tajemnic bytu, acz antycypując wzruszenia towarzyszące zetknięciu z cudami natury. Puszczańskie ustronie nie przestaje być przy tym niezbadaną krainą wróżek, elfów i gnomów; powabną, rozśpiewaną i prawiącą dziwy: „Od razu siadłam do fortepianu i zaczęłam grać – entuzjazmowała się „Kreislerowskim” opusem Klara – Nie potrafisz sobie wyobrazić mojego zachwytu. Jakie to piękne, jak wiele tu humoru i zarazem tajemniczości!” Subtelne suity rozpadają się na ciąg finezyjnych westchnień, skąpanych w treściach sugerowanych tytułem i urzeczywistnionych w formie najczystszej muzyki; karnawałowy pochód, dziecięce marzenia, reminiscencje portretów i zdarzeń – rodzajowe migawki przesuwają się z kalejdoskopową zmiennością, lekko, swobodnie i mgliście.

Jean Baptiste Greuze: Rozpieszczone dziecko

Jean Baptiste Greuze: Rozpieszczone dziecko

Ucieszysz się nimi, ale, naturalnie, będziesz musiała zapomnieć o sobie jako o wirtuozie” – przesyła ukochanej uduchowione Sceny dziecięce op. 15, tajemne aforyzmy i „sny o dniach, które już dawno minęły” (A. Chamisso). Jutrzenka rewolty jarzy się w poważnym rozszerzeniu zakresu brzmienia, uwydatnieniu linii melodycznej, zróżnicowaniu barw, misternym staccato i legato, nagłych zmianach rejestrów. „Muzyka jego cierpi na nieuleczalną chorobę niedramatyczności” – szydził Hanslik; tak, ale ileż w niej swobody, ekspresji i zapalczywości, z jaką Schumann przekracza poufność i ostentację, łagodność i szorstkość, pogodę myśli i nieustępliwość! „Słuchamy [tu] najbardziej poufnych zwierzeń tego serca pełnego niepokoju, umysłu wciąż zagrożonego szaleństwem, nie wiedzącego w danej chwili, ile mu jeszcze pozostało czasu do momentu, gdy groźba spadnie nań z okrutną i uśmiercającą szybkością ptaka-drapieżnika rzucającego się na swoją zdobycz” – donosi Marcel Brion.

Johann Heinrich Füssli: Królowa przeznaczenia przed Arturem

Johann Heinrich Füssli: Królowa przeznaczenia przed Arturem

Jakkolwiek nie brak piękna w żadnym z jego utworów – rozważał Franciszek Liszt – uchodzi ono niekiedy naszej uwadze. Czasem chowa się za osłonę symetrycznej regularności (…) a innym znów razem wydaje się ginąć wśród kamienistych i pełnych wybojów ścieżek harmonii, pokryte warstwą gęstej, bujnie rozkrzewionej ornamentacji”. Istotnie, oryginalność Florestanowej tematyki nie porywa; także odkrywczość współbrzmień i nowatorstwo formy nie jawią się aż tak oczywiste, gdyż w tym delikatnym świecie wirtuozeria zostaje wprzęgnięta w jarzmo poetyckiej sublimacji. A jednak jest to terra incognita o osobliwej nastrojowości, ezoteryczna, dyskretna i rozszeptana echem poufnych zwierzeń; filigranowa kraina dla wtajemniczonych, owiana smutkiem melancholii, tchnąca prostotą i niewinnością dziecka, rozbłyskująca w cieniach ulotnych kontrastów, skrząca wstydliwą aluzją. „Sceny dziecięce – zdradzał Klarze – krótkie, tkliwe, i szczęśliwe – jak nasza przyszłość”.

Jean Baptiste Greuze: Dziewczynka z gołąbkiem

Jean Baptiste Greuze: Dziewczynka z gołąbkiem

Dzieci to największy urok z istniejących na ziemi” – wyznał kiedyś pogodnemu twórcy Snu nocy letniej, którego kunszt nieustannie poważał. Czerpiąc z uroku utraconych juwenaliów, Schumann – jak tylu poetów jego pokolenia (Eichendorff, Heine, Chamisso, Lenau etc.) – nie ustawał w tęsknocie za przeminionym dzieciństwem: „Kiedy chwyta mnie smutek, – żalił się w odległym od rodzinnego gniazda Heidelbergu – myślę o swoich drogich tam, w ojczystym mieście – kochają mnie i ja ich kocham całym sercem. I myślę wtedy o rajskich ogrodach i ukwieconych polach mego dzieciństwa, i wtenczas zstępuje do mnie cichy geniusz smutku ze łzami radości w oczach, uśmiecha się tak delikatnie, że chce się płakać”. W istocie aż po kres pozostał rozradowanym dzieckiem, przekonanym, że „aniołowie wzlatują nad nim, objawiając mu najwspanialsze treści pod postacią czarownej muzyki” (Klara Schumann); stopniowo wzrastał, rozwijał się i dojrzewał – ale nie starzał – przywdziewając żartobliwe maski i porzucając kompozycję, by pobaraszkować z ukochaną gromadką. „Nie wynoś mnie tak wysoko, nie pragnę żadnego lepszego miejsca, jak przy fortepianie i razem z tobą” – powtarzał swej wspaniałej towarzyszce, przedkładając ciepło domowego ogniska nad blask sławy.

Johann Heinrich Füssli: Ondyna nawiedzająca dom rybaka

Johann Heinrich Füssli: Ondyna nawiedzająca dom rybaka

Myśli wyrażonych przez dobrą muzykę nie da się ująć słowami, nie dlatego, iż słowa są nader mgliste, lecz przeciwnie – dlatego, że są zanadto ścisłe” – pouczał Mendelssohn. Intymna wiedza o świecie doznań i pragnień małego człowieka, umiejętność spoglądania z uwagą w dziecięcą duszę – ufną, łagodną i żądną miłości – oraz ponadzmysłowa wspólność myśli i czucia promienieje z Schumannowskich Scen dziecięcych, wiodących w rejony skromnych i wzruszających przeżyć codzienności. Wrażliwy poeta wyrusza na wędrówkę po somnambulicznych meandrach dziecięcego ducha; przepływa ponad granicami jawy i snu, oddala się w rytmie lirycznej kołysanki, odmierza miniaturowe stance z egzystencji istnienia rozbawionego, przysłuchującego się tajemnemu opowiadaniu, rozmarzonego, rozważającego zdarzenia dnia, pogrążonego w niezmąconej drzemce…

Jean Baptiste Greuze: Martwy ptaszek

Jean Baptiste Greuze: Martwy ptaszek

Słodycz tej kreacji faluje transcendentną barwą: jedwabną, kojącą i wzruszającą; płynie przez nicość bezkresną i bezczasową, kumuluje pięknem tkliwych emocji, niesie ukojenie i pojednanie z Wszechbytem. A za kurtyną dziecięcych szeptów szemrze aksamitny smutek królewieckiego piewcy Dziadka do orzechów, pouczającego o nieskończonych cudach duchowej inspiracji: „Gdy słyszę muzykę, nie tylko we śnie i lekkim majaczeniu poprzedzającym sen, lecz nawet przebudzony, odnajduję podobieństwo i wewnętrzny związek między barwami, dźwiękami i zapachami. Wydaje mi się, że wszystkie je zrodził ten sam promień światła i że powinny się zjednoczyć w cudownym koncercie (…) Pogrążam się wówczas w głębokim marzeniu i jak gdyby z oddali słyszę poważny i pełny dźwięk oboju…”.

© Andrzej Osiński

Źródło: „Muzyka 21”

Reklamy
Published in: on 10 sierpnia 2009 at 11:10  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/08/10/robert-schumann-tesknota-za-utraconym-dziecinstwem/trackback/

%d blogerów lubi to: