Johannes Brahms: Kwintet klarnetowy

Johannes Brahms: Kwintet klarnetowy (okładka płyty)

Johannes Brahms: Kwintet klarnetowy (okładka płyty)

Już od pierwszego taktu uderza krystalicznie czysty, ostry dźwięk klarnetu i nieopisana żywiołowość, z jaką zrealizowano to nagranie. Kto oczekiwał smutnych, „jesiennych” klimatów, jakimi przez lata epatowały najwybitniejsze wykonania szlachetnego kwintetu Brahmsa, może przez chwilę poczuć się rozczarowany, ale wierzę, że to rozczarowanie szybko ustąpi szczeremu uwielbieniu i niekłamanemu zachwytowi.

Jak doszło do powstania tego nagrania, które nie waham się określić mianem fascynującego? Otóż wrażliwa i wszechstronna Lesley Schatzberger, której artyzm dojrzewał pod okiem mistrzów tyleż doświadczonych, co wymagających (R. Norrington, J.E. Gardiner, C. Hodgwood), zdecydowała się na instrument, będący idealną kopią klarnetu, używanego przez Richarda Mühlfelda, w czasie kiedy ten zetknął się z kompozytorem w Meiningen. Pamiętamy, że spotkanie to zainspirowało mistrza z Hamburga do napisania kilku arcydzieł sztuki kameralnej, w tym i opusu 115.

Narcisse Diaz de la Pena: Las Fontainebleau

Narcisse Diaz de la Pena: Las Fontainebleau

Oryginalne instrumentarium stało się punktem wyjścia do przeprowadzenia szerszej rekonstrukcji, której celem było ustalenie, jak kwintet na klarnet brzmiał naprawdę w ostatnich latach życia autora Niemieckiego requiem. Schatzberger i towarzyszący jej rewelacyjny Fitzwilliam String Quartet, zespół niezwykle głośny już u progu lat 1970-tych, kiedy to jego członkowie dokonali pierwszej na Zachodzie rejestracji wszystkich kwartetów smyczkowych Dymitra Szostakowicza, nieustannie stawiali pytanie, czy rzeczywiście 58-letni Brahms był człowiekiem tak zrezygnowanym, rozczarowanym i zmęczonym życiem, jak dotychczas przyjęto?

Narcisse Diaz de la Pena: Stary młyn w okolicach Barbizon

Narcisse Diaz de la Pena: Stary młyn w okolicach Barbizon

Muzycy sięgnęli po archiwalne nagrania opusu 115, konstatując ze zdumieniem, że te, liczące sobie najmniej 60 lat, sędziwe realizacje, operują niebywałą dynamiką, nie ukrywaną pasją i godną podziwu ekspresją, nie wspominając o żywym, cygańskim rytmie i ostrych kontrastach, w jakich kompozytor wyraźnie się lubował i które zaiste trudno nazwać „jesiennymi” czy melancholijnymi. Zachęceni odkryciem, przypomnieli autentyczny klimat utworu, nasycając go szczerym i burzliwym uczuciem, dalekim od wszelkiej nostalgii czy wyciszenia. Interpretacja skrzy blaskiem i mieni się wszystkimi kolorami tęczy; powstała muzyka żywa i silnie skontrastowana, swobodna, o niejednolitym rytmie, świeża i w tej świeżości zachwycająco piękna.

Narcisse Diaz de la Pena: Pejzaż z sosną

Narcisse Diaz de la Pena: Pejzaż z sosną

Pozostały repertuar równie porusza zmysły. Fragmentowi kwintetu B-dur, K.516 W.A. Mozarta, starannie i przekonująco zrekonstruowanego przez Duncana Druce’a, towarzyszą orientalna w tytule, acz czysto rosyjska w treści, ezoteryczna fantazja, jakże rzadko dziś wykonywanego Głazunowa oraz kontemplacyjna suita współczesnego kompozytora rodem ze Szkocji, Williama Sweeney’a. W tej ostatniej, z celtycka zatytułowanej An Og-Mhadainn („Wczesny poranek”), promienny klarnet mruczy i śpiewa na tle delikatnego ostinato smyczków, rozpływając się z wolna w wszechobejmującej ciszy.

Piękna, medytacyjna płyta, udatnie łącząca dzieła mistrzów kilku epok.

© Andrzej Osiński

Źródło: „Muzyka 21”

Reklamy
Published in: on 16 września 2009 at 10:40  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2009/09/16/johannes-brahms-kwintet-klarnetowy/trackback/

%d blogerów lubi to: