„Mała fraza” Césara Francka

Sir Lawrence Alma-Tadema: Obietnica wiosny

Sir Lawrence Alma-Tadema: Obietnica wiosny

Zeszłego roku na jakimś wieczorze Swann usłyszał pewien utwór na skrzypce i fortepian – relacjonuje Marcel Proust na kartach W poszukiwaniu straconego czasuZrazu poddawał się po prostu zmysłowemu czarowi dźwięków sączonych przez instrumenty. I to już była wielka przyjemność, kiedy naraz pod wąską, cienką, gęstą i dominującą linią skrzypiec ujrzał nagle, jak się stara wznieść płynny plusk, masa partii fortepianowej, wielokształtna, niepodzielna, szeroka, wstrząsana niby fioletową grą fal, które urzeka i bemolizuje blask księżyca (…) Otóż ledwie młody pianista w salonie pani Verdurin zaczął grać, nagle, tuż po wysokiej nucie wytrzymanej przez dwa takty, Swann ujrzał, jak zbliża się ów motyw, (…) poznał ukochaną frazę, tajemną, szemrzącą i rytmiczną, pachnącą i lotną. I była tak odrębna, miała czar tak swoisty i niezastąpiony, że Swann miał uczucie, jakby w salonie u przyjaciół spotkał osobę, którą zachwycił się na ulicy, wątpiąc, aby ją kiedy mógł odnaleźć”.

Sir Lawrence Alma-Tadema: Słodycze

Sir Lawrence Alma-Tadema: Słodycze

Jest prawdopodobnym przypuszczać, iż ewokowana przez narratora fraza; subtelny temat nieszczęsnego Vinteuila, wiedzie swój żywot z rapsodycznej Sonaty A-Dur na skrzypce i fortepian Césara Francka (1886), śpiewnego opusu o transparentnej barwie i urzekającym liryzmie. Melancholijne credo o kantylenie rozpłomieniającej zmysły, inspirowane mariażem kompatrioty i wirtuoza Eugeniusza Ysaÿe, konstytuuje cztery stance o tonie szlachetnym i powściągliwym, prawiące o potędze człowieczego cierpienia, blaskach i cieniach miłosnej egzystencji „spowijającej na kształt zapachu lub pieszczoty”, transcendentnych rozkoszach ducha „kosztującego uroków boskiej słodyczy”. Sergiusz Khachatryan, młody Ormianin o bezpretensjonalnej konduicie i ewidentnej famie enfant prodige, wraz z uroczą i równie obdarowaną siostrą Lusine, naznaczają ten elegijny klejnot tchnieniem salonowego poloru, w którego olśniewających niuansach tlą się niejasne emocje, szemrzą pragnienia, szlocha ulotna psyche: „Najpierw samotny fortepian skarżył się niby ptak opuszczony przez towarzyszkę; skrzypce usłyszały go, odpowiedziały mu jak gdyby z sąsiedniego drzewa. Było to jakby na początku świata; jak gdyby było tylko ich dwoje na ziemi lub raczej w owym świecie zamkniętym wszystkiemu innemu, wzniesionym logiką twórcy i gdzie będzie zawsze tylko ich dwoje”.

Sir Lawrence Alma-Tadema: Pod niebem jońskim

Sir Lawrence Alma-Tadema: Pod niebem jońskim

A kiedy oczarowani, silimy się pochwycić tę niebieską harmonię, spływającą na pozór woni kapryfolium upajającej wilgotną aurą wieczoru, ona odpływa, wieszcząc świat tak odrębny i niekompatybilny, aż trudno pojąć, iż peregrynuje po jego zaułkach ta sama para solistów. Ponętna Lusine, snująca wysubtelnione skargi pnące się w rytm osobliwej arabeski, przeistacza się w niepokorną tygrysicę przeskakującą partyturę w ferworze ekspresji, a romantyczny dandys Sergiusz, miast kreślić i zatapiać w marzeniu niepochwytne takty, z brutalnym żarem godnym Scyta i wnikliwością jątrzącą nerwy, rzeźbi egzystencjalną rozprawę ery totalitaryzmu – Sonatę G-Dur na skrzypce i fortepian Dymitra Szostakowicza (1968), prowokacyjną, ironiczną i ekstremalną.

Sir Lawrence Alma-Tadema: Oleander

Sir Lawrence Alma-Tadema: Oleander

Herold Symfonii o Babim Jarze wykrystalizował idiom, jaki w powodzi stylów i historycznej elokwencji, okazał się zdolny przekazać intymne treści współczesności. Obecność konkretnej tonacji, okalającej konturem harmonijności sugestywne i tlące dysharmonią wariacje, melodyczna koherentność i klarowność połączona z pandemonium prowokacyjnych dysonansów, nieskrępowane trawestacje przeszłości – oto symptomy osobistego stylu o niepowtarzalnej tektonice, usiłującego ująć w spójną syntezę odległe detale dodekafonii i tonalności. Z tej fosforyzującej fuzji wyrasta Schoenbergowska w posmaku Sonata G-Dur, dedykowana Dawidowi Ojstrachowi i przez tegoż zaprezentowana światu (wraz z Mieczysławem Weinbergiem przy fortepianie); posępny traktat o autobiograficznej proweniencji i szokującym radykalizmie formalnym zmrożonym w ryzach zimnego intelektu. Introspektywny dyskurs oscylujący pomiędzy liturgicznym misterium a srogą antyfoną wytrawioną z cienia emocjonalizmu, histeryczne partie solowe najeżone tysięcznymi trudnościami i oszałamiająca fluktuacja tematów, odsłaniają nieprzeniknione meandry umysłu piewcy Romansów do wierszy Aleksandra Błoka, zdającego się zastygać w pytaniach, na które byt nie żąda użyczyć responsu, i jakie kumulują w szeregu intensywnych, szarpiących przetworzeń.

Sir Lawrence Alma-Tadema: Nie proś o więcej

Sir Lawrence Alma-Tadema: Nie proś o więcej

Ormiańskie rodzeństwo, czy to w galijskiej konfesji Francka, czy restrykcyjnym rostrum Szostakowicza, wznosi się w elizejskie rejestry zawarowane dla artystycznych herosów; tu lśni już promienną gwiazdą i wiedzie trakt przez Niezbadane, fraternité o mianie Menuhin: orzeźwiające, odkrywcze i niekonwencjonalne. Nikt tak jak oni nie folgował fantazji, nikt z taką logiką nie przemawiał bez słów, nigdy w tym stopniu nie celował w pytaniach. I oto Sergiusz i Lusine Khachatryan, powabne istoty, których tkliwa sztuka zjawia się po to, aby zawisnąć w eterze, zabrzmieć przez interwał złudny a ulotny, rozbłysnąć i zamrzeć; wstrząsnąć szlochem, podobnym temu, jaki w nas rodzi kontemplacja Piękna alboż smutna wieść, przeistoczyć martwe serca, wydrzeć je z rąk pożądliwej nicości… „Zginiemy, ale mamy jako rękojmię owe niebiańskie zakładniczki, które podzielą nasz los. I śmierć wraz z nimi jest czymś mniej gorzkim, mniej bezsłownym, może mniej prawdopodobnym” (Marcel Proust).

© Andrzej Osiński

Published in: on 14 Styczeń 2010 at 9:05  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2010/01/14/mala-fraza-cesara-francka/trackback/

%d bloggers like this: