„Dafnis i Chloe”: Niewinny gaj Maurycego Ravela

Maurycy Ravel

Maurycy Ravel

W rozmowie z jednym z przyjaciół, Maurycy Ravel ubolewał: „Widzisz, zarzucają mi oschłość serca. To nieprawda – sam wiesz. Lecz jestem Baskiem. Baskowie doznają gwałtownie, ale okazują uczucia rzadko i tylko wybranym”. Autor Bolera, którego artystyczna dojrzałość i duchowa wrażliwość objawiły się w pełnym blasku tuż u progu twórczości, przejrzystej, jasnej i świadomej swych zamierzeń, nie zaniedbał niczego, aby usunąć z dzieła siebie i nie zdradzić się intymnym wyznaniem. Tego czystego muzyka o wyrafinowanym słuchu i nienasyconym pragnieniu kuriozów, dla którego patos oznaczał kwintesencję złego smaku a egzaltacja jawiła się antytezą własnej godności, cechowała uderzająca „wstydliwość emocji” sprzeciwiająca się neoromantycznej tendencji do nadmiernego ekshibicjonizmu. „Nie ma nic wulgarniejszego, niż opisywać dźwiękami swoje wnętrze” – mawiał, wyrażając dążenie do bezosobowego i obiektywnego odzwierciedlania prawdy życia.

Pierre Puvis de Chavannes: Biedny rybak

Pierre Puvis de Chavannes: Biedny rybak

W imię logiki Ravel odbiera językowi muzycznemu nie tylko jego międzynarodowość i powszechność, ale nawet zwykłe człowieczeństwo” – oburzał się Emil Vuillermoz, dotknięty projekcją Godziny hiszpańskiej; w istocie jej twórca o niepozornej postaci, przywdziewał maski konwencji i stylów, by pod ich zewnętrznym czarem przemycić ponadprzeciętną wrażliwość, skromność podyktowaną dumą, delikatność złączoną z bezpretensjonalną prostotą. „Mówić o rzeczach, nie o sobie” – oto Ravelowska dewiza, jakże bliska kartezjańskiemu métier, powściągliwemu rzemiosłu francuskich wirtuozów le bon goût: Boileau, Maupassanta, Montaigne’a, Racine’a, Corneille’a i Couperina.

Pierre Puvis de Chavannes: Śmierć i dziewczyna

Pierre Puvis de Chavannes: Śmierć i dziewczyna

Czyż muzyka nie jest pewnym określonym porządkiem w czasie i organizacją dźwięków według określonych metod w stosowaniu następstw rytmicznych?” – zapytywał Igor Strawiński. Autor Dafnisa i Chloe, umysł żądny nowości, chłonny podniet i nie zasklepiający się w wybranym kostiumie, chętnie wyparłby się twórczego natchnienia, utrzymując za Paulem Valérym, że inspiracja polega wyłącznie na urzędniczym zasiadaniu do biurka, – codziennie o ustalonej porze – i że artystyczna kreacja jest domeną rzemiosła, nie promieniującego z romantycznych przeżyć i nie drżącego mistyczną impresją. „W sztuce najczęściej walczy się tylko z sobą samym, a zwycięstwa, jakie się wówczas odnosi, są wówczas najpiękniejsze” – mawiał Debussy. Alchemiczna fraza Ravela, łudząca wrażeniem jakby powstała za jednym muśnięciem pióra, rodzi się z zaciekłego wysiłku, odwagi przezwyciężania trudności, woli ujarzmienia opornej materii. Nagie takty cyzelowane i transmutowane w bizantyńską mozaikę, niderlandzkie pandemonium Boscha – subtelne i precyzyjne – lśnią blaskiem geniuszu; transcendentną próżnią, z jakiej akt tworzenia – Manuelowska „estetyka szalbierstwa” – nie wyłania się i pozostaje wieczystą tajemnicą.

Pierre Puvis de Chavannes: Drzemka

Pierre Puvis de Chavannes: Drzemka

Mistrzowi Walców szlachetnych i sentymentalnych, które Henri de Régnier określał w kategoriach „rozkosznej i wciąż nowej przyjemności bezużytecznego zajęcia”, obcy był romantyczny dysonans powołania i przeznaczenia. Tak jak Chopinowi czy Faurému – bergamasceńskiej dekoracji poddanej surowym rygorom – tak i Ravelowi, sztuka jawi się odświętną uroczystością, zamkniętą w zaklętym kręgu Apollina; magicznym ogrodem eleganckich doznań, szczęśliwą Cyterą, kruchą i pastelową, strzeżoną przed zamętem barbarzyńskiej epoki.

Pierre Puvis de Chavannes: Sen

Pierre Puvis de Chavannes: Sen

Muzyka twórcy Szeherezady, istoty wewnętrznie sprzecznej, systematycznej, skrytej i oddanej naukom ścisłym, a przy tym wiodącej cygański tryb życia i obdarzonej nieposkromioną żyłką do flanowania, tego rozdźwięku nie oddaje; jest raczej nie kończącą się próbą ucieczki poza granice rzeczywistości i poza doświadczenie samego życia, którego stance – ubogie w wydarzenia zewnętrzne – znaczą jubilerskie i apoetyckie dzieła. Ravel, gdy komponuje, zamyka się w swojej pracowni: „Nieraz sobie myślę o jakimś pięknym klasztorze w Hiszpanii, ale dla niewierzącego byłby to kompletny idiotyzm – mówi – I w jakiż sposób komponować tam walce wiedeńskie i inne fokstroty…”; kiedy nie terminuje, fortepian milczy, a egzystencja toczy się niezobowiązującym trybem znaczonym szczyptą baudelairowskiego dandyzmu.

Pierre Puvis de Chavannes: Dziewczęta nad brzegiem morza

Pierre Puvis de Chavannes: Dziewczęta nad brzegiem morza

Można się z nim było przyjaźnić, nie sposób było się spoufalić – pisze Stefan Kisielewski – Niejeden spędził z nim długie godziny, niczego się nie dowiedziawszy; Ravel milczał tonąc w kłębach papierosowego dymu – był namiętnym palaczem i łączył południową ruchliwość z hieratyczną nieruchomością starych ras”. Rzemieślnik i poeta, piewca arytmetyki i mechanik najsłodszego liryzmu, autor Jeux d’eau, o których zauważył, iż „stały się początkiem wszystkich nowości pianistycznych, jakie zechciano dostrzec w mej twórczości”, rozszerza granice subtelnej percepcji, włączając do swego oeuvre zmysłową miękkość Masseneta, zwiewne szepty, dyskretne półcienie i aluzyjne pawany Faurégo, dobroduszne błazeństwa Chabriera, nieokiełznanego hispanisty i szaleńczego kpiarza, ekstrawagancki nonsens Satiego, groteskowy, obsesyjny i hermetyczny, powabną gnuśność rosyjskich dumek, wirujących w rozedrganych Tańcach Połowieckich, skrzących w wielobarwnej instrumentacji Rimskiego-Korsakowa, dźwięczących kremlowską trwogą Borysa Godunowa.

Pierre Puvis de Chavannes: Nadzieja

Pierre Puvis de Chavannes: Nadzieja

Sprzymierzając logikę z namiętnością, Ravel porządkuje to rozkapryszone rostrum z powagą osiemnastowiecznego wolterianina, niezłomnego ideologa, zanurzającego się w Boucherowsko wyrafinowany wykwint; racjonalisty oddanego dyscyplinie rzymskiego Scypiona, zwiedzionego skradzionymi pocałunkach Fragonarda i akwarelowymi fêtes galantes Watteau. Ballets Russes zabarwione greczyzną, paryska hiszpańskość i słowiański orientalizm, Ronsardowska archaizacja, wątły klawesyn Rameau i haydnowskie menuetti, ezoteryczne imaginacje Gounoda, mechaniczne „scarlattiana” mknące na skrzydłach wiatru, eteryczne i precyzyjne jak metronom – autor Grobowca Couperina pławi się w stylizowanych formach i smakach przeszłości, ironizując, parafrazując i parodiując. „Co by też pani powiedziała o filiżance i czajniczku ze starej czarnej porcelany wedgewood, śpiewających ragtime?” – zapytywał Colette, a po premierze Bolera, podczas której „pewna pani, wczepiwszy się w swój fotel, krzyczała ‘Wariat! Wariat!’” (Gustaw Samazeuilh), konkludował: „Ona zrozumiała!”.

Maurice Denis: Wrzesień

Maurice Denis: Wrzesień

Pastiszując cudzą osobowość i asymilując ją z pasją zegarmistrza, improwizując i żonglując rytmami, natarczywymi, kanciastymi i przezroczystymi, Ravel kreuje rzeczowość obiektywną, zdyscyplinowaną i diamentowo czystą. Pochłania ona symbolistyczne westchnienia, hieratyzm różokrzyżowców i gotyckość Satiego, smukłe lilie i jesienną mgłę autora Morza, nieuchwytnego i nonszalanckiego („Słuchając po raz pierwszy ‘Popołudnia fauna’ zrozumiałem, czym jest muzyka” – zauważy), metaliczny i giętki świat Liszta – gwałtownego demiurga objawiającego barbarzyńską potęgę wyobraźni – egzotykę Madagaskaru i jidysz, jazzującą frazę Gershwina (błagającemu o lekcję twórcy Porgy and Bess odpowie: „Straciłby Pan wielką naturalność swojej melodyki, aby komponować złego Ravela”), politonalność Strawińskiego i abstrakcyjną gorączkę Schönbergowskiego pierrota.

Maurice Denis: Kwiecień

Maurice Denis: Kwiecień

Twórca Zwierciadeł, niespokojny i prowokacyjny („Pani Rubinstein prosi mnie o balet – zwraca się Samazeuilha oferując BoleroCzy nie sądzi pan, że ten temat jest natarczywy? Spróbuję powtarzać go wielokrotnie bez żadnego rozwinięcia, stopniując moją orkiestrę jak tylko potrafię najlepiej”), okazuje łudząco indyferentny poliglotyzm, który fluktuując i absorbując bez końca, zachowuje estetyczną samodzielność, oryginalną, wrażliwą i precyzyjną; krystaliczność barokowych płócien Vermeera i Terborcha. „Wszelka muzyka przy jego muzyce wydaje się niedoskonała” – zauważa Romain Rolland, przytaczając anegdotę o Klaudiuszu Lorrain, którego pejzaże były tak znamienite, iż stały się wzorem dla rzeczywistych zachodów słońca… Analogicznie maskaradowa Rapsodia hiszpańska trysnęła źródłem niesłabnących zapożyczeń dla iberyjskich mistrzów, od de Falli poczynając.

Maurice Denis: Muzy

Maurice Denis: Muzy

W tej pełnej paradoksów postawie à rebours, w tym przenikaniu środków obrazowania, fałszywych pozorów i optycznych złudzeń, autor Menueta antycznego nakłada ironiczne maski, kpiąc z romantycznych egzorcyzmów i osobistej uczuciowości. Kokietowanie wirtuozerią, epatowanie kuriozalnym instrumentarium („eolifon”, „jazzo-flet”, ksylofon, „fletnia Pana”, fortepian- luthéal etc.), nobilitowanie synkopowanego ragtime’u i bluesa, zdyszane rytmy, paraliżujący zmysły śpiew, inkorporowany w symfonię barw o nadzwyczajnej płynności i ekspresyjny taniec wirujący w choreograficznym bezruchu – są wyznacznikami Ravelowskiej sztuki, subtelnej, lirycznej i tchnącej panteistycznym uwielbieniem przyrody. Fabrykant utensyliów, świętokradczo przewyższających naturę i rywalizujących o supremację z fajerwerkami florenckich pirotechników, kreator mechanicznych kukiełek i Lépinowskich automatów („Na tle tego zmechanizowanego krajobrazu człowiek w końcu sam zaczyna się czuć automatem” – o postępującej destrukcji piękna), pasjonat bełkotliwych fonografów i papierowych precjozów; patron Gaspard de la Nuit drobiazgowo odtwarza przyrodę, zaopatrując orkiestrę w jej rozedrgane harmonie, ptasie balety i leśne szmery.

Maurice Denis: Kupidyn unoszący Psyche ku niebiosom

Maurice Denis: Kupidyn unoszący Psyche ku niebiosom

Ravel, spadkobierca osiemnastowiecznej mimesis, naturalistów i barbizończyków, nie czerpie z retorycznych wrażeń i nie wyposaża nimi partytur z debussyowską dezynwolturą, lecz rejestruje rozległe pandemonium cieni, szelestów i westchnień z wyobcowaną obiektywnością pointylisty. A jednak, poławiając złudne odblaski, chłonąc chmury pędzone morską bryzą i ścigając widma przeglądające się w stawach, ulega omdlałej poezji kastylijskich niedomówień, iluzji mglistych namiętności, wielkopańskiej finezji dźwięku. „Sztuka nie może polegać na rzemiośle w absolutnym tego słowa znaczeniu – wyznaje ze skruchą – rola inspiracji jest nieograniczona”.

Puvis de Chavannes: Białe skały

Puvis de Chavannes: Białe skały

Czarodziej Ravel, dystyngowany, wirtuozerski i brawurowy, nie ważący się uronić słowa „namiętność”, pada ofiarą własnych czarów. Moja matka gęś, płacząca i roześmiana… Ravelowskie paradoksy wypływają ze sporu pomiędzy potrzebą ekspresji a ironicznym humorem, z chęci ujarzmienia porywczego serca, z nieprzepartej potęgi natchnienia. „Sama wola tworzenia przynosi tylko jałowe rezultaty” – podkreśla. Niezbędna jest także ascetyczna lakoniczność, skąpa zwięzłość, obwarowana emocjonalną geometrią; Cézannowska powściągliwość, ewidentna i niewyszukana – antidotum na literacką przesadę, salonową frywolność, tetralogiczne koloratury i appogiatury, deklamacyjną frazeologię. Stąd zamierzona konwencjonalność, niespontaniczna, obojętna i podporządkowana zewnętrznym wymogom, stąd wyzywanie konwencji (zerwanie z hegemonią prawej ręki w koncercie fortepianowym etc.), stąd orkiestrowe transformacje i transkrypcje własnych arcydzieł, stąd anagramy i kaligramy kontrapunktyczne, stąd poddanie olśniewającej inwencji wielobarwnych partytur, – rosyjskich i galijskich – w jakich rozpływa się indywidualna psyche. Muzyka jest grą podejmowaną dla samej przyjemności.

Maurice Denis: Psyche odkrywająca sekret Kupidyna

Maurice Denis: Psyche odkrywająca sekret Kupidyna

Pięć pieśni greckich do słów Calvocoressiego (1904-6), skierowało uwagę Ravela w stronę śródziemnomorskiego uniwersum starożytnej Hellady, z której wydobył sielankowy temat miłości dwojga pasterzy, Dafnisa i Chloe; starogrecką legendę, uwiecznioną w II wieku n.e. Z obszernego rękopisu Longosa autor Dziecka i czarów wydestylował był jeden z dramatyczniejszych epizodów z życia kochanków: porwanie bezbronnej Chloe przez piratów i jej cudowne ocalenie za sprawą bożka Pana. Libretto Michała Fokina dla BaletówDiagilewowskich, rozsnuwające perypetie powabnych pasterzy w trzech promiennych odsłonach, stworzyło wdzięczny sztafaż dla eterycznego, tanecznego poematu o jasnej, doryckiej prostocie.

Maurice Denis: Bachus i Ariadna

Maurice Denis: Bachus i Ariadna

Jednak ironista Ravel unika jakiejkolwiek rekonstrukcji, powołując się wyłącznie na fascynację klasyczną sztuką helleńską i śródziemnomorskim pejzażem. „Pisząc ‘Dafnisa i Chloe’ – wyjawiał swoją intencję – zamierzałem skomponować wielki fresk muzyczny, troszcząc się nie tyle o archaizowanie, ile o wierność Grecji mych marzeń, spokrewnionej dość blisko z Grecją, jaką sobie wyobrażali i malowali artyści francuscy z końca XVII wieku”. Leon Bakst, nadzorujący scenografię paryskiej premiery baletu w Théatre du Chatelet 8 czerwca 1912 roku, odgadując intencje baskijskiego prestidigitatora, mylącego tropy i imaginującego nieautentyczność, ubrał tę anakreontyczną greczyznę w kostium scytyjski, czerkieski i sarmacki, patronujący również rozsłonecznionemu Popołudniu fauna.

Charles Gleyre: Dafnis i Chloe schodzący z gór

Charles Gleyre: Dafnis i Chloe schodzący z gór

Dafnis i Chloe to żywiołowy pean ku czci życia odradzającego się pośród zmiennych żywiołów natury i odwiecznych ludzkich namiętności. Dionizyjskie bachanalia, rytmiczne, wytworne i nieuchwytne, apollińska zmysłowość, przejrzysta i linearna, impresjonistyczna feeria barw, płynna, stłumiona i szlachetna, rozmarzony taniec skrzący młodzieńczą beztroską, urzekająca wokaliza chóru i potężny zew przyrody – misterna faktura odsłania wstydliwą tajemnicę lakonicznego mistrza, który pragnąc niczego nie uzewnętrzniać („Wyrażanie nie było nigdy przyrodzoną właściwością muzyki” – powtarzał za Strawińskim), odsłonił nam niewinną duszę liryka o krystalicznej uczuciowości.

© Andrzej Osiński

Published in: on 2 Luty 2010 at 9:44  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2010/02/02/dafnis-i-chloe-niewinny-gaj-maurycego-ravela/trackback/

%d bloggers like this: