Eugeniusz Delacroix: „Książę Salina malarstwa”

Eugeniusz Delacroix

Eugeniusz Delacroix

W Dzienniku pod datą 27 maja 1854 roku Eugeniusz Delacroix zanotował: „Nie zaniedbuj niczego, co może uczynić cię wielkim”. Egzaltowany esteta odczuwający wstręt wobec najdrobniejszego nieładu, poetycki marzyciel postrzegający siebie jako herosa wysublimowanych wizji, wrażliwy introwertyk niepokojący naturą posępną i tajemniczą, fantasta powściągający wodze myśli i namiętności, intelektualista gardzący pieniędzmi, acz obawiający się je utracić, arystokratyczny mizantrop przedkładający kontemplację abstrakcyjnego piękna ponad uroki towarzystwa; Eugeniusz Delacroix (1798-1863) był twórcą dumnym ze swej wyjątkowości i świadomym geniuszu wynoszącego go ponad przeciętność. „Jest we mnie coś, co często jest silniejsze niż moje ciało i nieraz czerpie z niego swoją radość – pisał – Bez tego załamuję się, ale to mnie zniszczy: mówię o wyobraźni, która mną owładnęła i prowadzi mnie”.

"Kobiety algierskie"

"Kobiety algierskie"

Romantyk olśniony przepychem Poezji i Wschodu, piewca współczesności poszukujący podniet imaginacji od niej jak najodleglejszych, krytyk odrzucający próżnię l’art pour l’art, lecz wyrażający ją w uroczystej praktyce, szlachetny dandys pozbawiony złudzeń wobec wartości, jakie ceni otaczająca go rzeczywistość; samotny i wyobcowany autor Kobiet algierskich, w takim stopniu jak wielkim malarzem pragnął być wielkim Francuzem pławiącym się w blasku uznania i pozwalającym, aby służono mu z atencją godną mistrzów włoskiego Cinquecenta. „Sława nie jest dla mnie pustym słowem – wyznawał – szmer pochwał upaja mnie rzeczywistym szczęściem, ale dążenie do sławy odpowiada potrzebom własnego ja, podczas gdy dążenie do uznania przez innych jest bezsensowne i wynika z pragnienia, aby dodać sobie znaczenia w społeczeństwie”.

"Grecja na ruinach Missolunghi"

"Grecja na ruinach Missolunghi"

Mario Praz pisał: „Marzenia pociągały [go] ku barbarzyńskiej i wschodniej starożytności, gdzie można było dać upust najbardziej nieokiełznanym pragnieniom i gdzie mogły się urzeczywistnić najokrutniejsze fantazje”. Osierocony przez ojca, statecznego gentilhomme oddanego idei porządku i ładu, po którym autor Grecji na ruinach Missolunghi odziedziczył był Roussowską moralność i szacunek dla umów społecznych, wychowany przez wytworną matkę z rodu wersalskich ebenistów; Delacroix o oliwkowej cerze, bujnej czuprynie i nieprzeniknionym wyrazie twarzy był „jednym z tych książąt hinduskich, których oczy wśród przepychu najwspanialszych uroczystości, kryją w swej głębi wyraz niezaspokojonego pragnienia i niewytłumaczonej tęsknoty” (Karol Baudelaire).

"Śmierć Sardanapala"

"Śmierć Sardanapala"

Otoczony nimbem tajemniczości i emanujący pełnym „powagi smutkiem jego talentu, odpowiadającym naszej religii (…) powszechnego cierpienia” (Baudelaire), wolterianin doświadczający patosu chrześcijaństwa i humanista pozbawiony idei grzechu (Baudelaire: „Wszystko, co jest bólem w Pasji, przejmuje go namiętnie; wszystko, co jest blaskiem w kościele, opromienia go. Kolejno leje na swe natchnione płótna krew, światło i ciemności (…) do majestatu Ewangelii chętnie dorzuciłby jeszcze własną wspaniałość”), autor Śmierci Sardanapala zanurza się w otchłań ekstatycznego inferno, portretując rubensowskie ciała ogarnięte paroksyzmem rozkoszy, omdlałe lub wijące się pod ciosem oprawcy, fosforyzujące aurą wieczności i rozpłomienione gwałtem rzezi. „Można by rzec, że oczy ich zdradzają jakąś bolesną tajemnicę (…) – analizował Baudelaire – Kobiety te, o chorej psychice lub chorym sercu, mają rozgorączkowane, ołowianej barwy oczy lub też lśniące anormalnym i dziwnym żarem ukrytej w nich choroby”.

"Hamlet kontemplujący czaszkę Yoricka"

"Hamlet kontemplujący czaszkę Yoricka"

Ironiczny bourgeois wstrzemięźliwy wobec balzakowskiego prostactwa („Szczęśliwi ludzie, których zadowala zewnętrzna strona rzeczy” – drwi), nie kochający własnego ciała i poddający je surowej dyscyplinie, przedkładający uroki męskiej przyjaźni i cnotliwe wyrzeczenie ponad miłosne uniesienia i lekceważącą pozory poufałość („Bal w Tuileriach: znowu uczucie znudzenia innymi i sobą samym. Ta pozłacana nikczemność jest najsmutniejsza ze wszystkich”), zdradzał w istocie naturę tygrysa; melancholijną krwiożerczość markiza de Sade podsycaną lekturą Byrona i poszukującą ujścia w intymnych kreacjach malarskich. „Niepokój, poczucie bezsilności rozdzierają tego współczesnego artystę pełnego pomysłów (…) skłóconego z samym sobą, toczącego nerwową walkę o wielki styl w sztuce” – zauważył Paul Valéry.

"Rzeź Greków na Chios"

"Rzeź Greków na Chios"

Francuski lampart, paryski książę Salina („Kocham stare domy i antyczne meble, to co jest zupełnie nowe, nie przemawia do mnie wcale. Chcę by miejsca mojego zamieszkania i przedmioty, które są do mojego użytku, mówiły mi o tym, co widziały, czym były i co się koło nich działo”), chroniący się pod lamperiami pałaców o minionej świetności; na wyspie św. Ludwika, kruchej enklawie ancien régime’u, w ekscentrycznym Hotel Lambert rozbrzmiewającym pyszną frazą Chopina, w gotyckich ruinach normandzkiego Valmont, oplecionych bluszczem i wspomnieniami dzieciństwa. Delacroix dostrzega jak rozległa i niespokojna jest postępująca nowoczesność, jakim anachronizmem staje się człowiek wszechstronny, jak giną środowiska, które mogłyby go podtrzymać i uczynić jego życie niezbędnym. „Od czasu przebudowań, które upodobniły miasto do wszystkich innych w Europie – nie poznałem mojego Paryża – ocenia kontrowersyjną inicjatywę barona Hausmanna – Tak bardzo mi się nie podoba, jak bardzo go kiedyś kochałem”.

"Sprawiedliwość Trajana"

"Sprawiedliwość Trajana"

Młodzieńcza i samotna dusza, [która] nieustannie i aż do końca prowadzi walkę ze swoim aniołem” (J. Cassou) wzrastająca w epoce napoleońskich triumfów, arystokratycznej plutokracji i Liwiuszowego patosu; erze batalii herosów zastygłych w podziwie dla cnót starożytnych; zniechęcona marazmem i duchową pustką burbońskiej Restauracji, przerażona niepowstrzymaną ekspansją filisterstwa i finansjery Drugiego Cesarstwa upojonej cywilizacyjną progresją i gromadzącej dowody Postępu w XIX-wiecznych bazylikach industrialnych; autor Sprawiedliwości Trajana poszukuje stoickiej wielkości człowieka, zwracając się ku przeszłości ustępującej pod naporem barbarii. „Wielki artysta skupia zainteresowania, usuwając szczegóły zbędne, odpychające czy głupie – deklaruje – jego potężna ręka rozdziela i ustala, dodaje lub usuwa, posługując się w ten sposób przedmiotami, które do niego należą; porusza się w swoim królestwie i ofiarowuje wam ucztę, jaką chce”.

"Wolność wiodąca lud na barykady"

"Wolność wiodąca lud na barykady"

Rewolucja, kalecząc mury omszałych budowli, odkryła je dla świata literatury i sztuki, „wdzierającej się bezprawnie w przywileje poezji” (Wiktor Hugo). Należąc do generacji wyniosłego autora Nędzników, porywczych Gautiera i  Mérimée, przenikliwego Stendhala i napastliwego Micheleta, autor Wolności wiodącej lud na barykady dojrzewa na ruinach średniowiecznej świetności, restytuując ją w wizjach opętanych bohaterów poróżnionych ze społeczeństwem: Hamleta, Götza von Berlichingen i Fausta (zachwycony Goethe przyzna: „Delacroix przewyższył moje własne wyobrażenie scen przeze mnie napisanych); peregrynuje z widmami Dantego i Wergiliusza w piekle spowitym odium rozpaczy (Teodor Gericault: „Pod tym obrazem chciałbym się podpisać”), poddaje się onirycznemu przemijaniu istnienia w chaosie Śmierci Sardanapala (Goethe: „Francuzi ganią malarza za jego dzikość, ale właśnie tu wychodzi mu ona na dobre”), medytuje nad pogardliwym triumfem Wkroczenia krzyżowców do Konstantynopola.

"Marokańczyk z koniem"

"Marokańczyk z koniem"

Wyobraźnia Delacroix, jarząca się jak pochodnia, płonie wszystkimi ogniami, wszystkimi odcieniami purpury” – pisał piewca Kwiatów zła. W malarstwie historycznym, zespalającym ideał z prawdą zdarzeń i rozgrywającym się na pograniczu jawy i nierzeczywistości, artysta zawiera panoramę ludzkiej myśli i siły emocji, „wkładając w swoje dzieła całą namiętność, dynamikę i świetność, a przy tym i pewną zdecydowaną poufałość, której wrażeniu nie sposób się oprzeć” (Teofil Gautier); buduje ponure zwierciadło stulecia, urzeczywistnia gorzką walkę o własną godność … pragnie być cicerone pozbawionego nadziei narodu. „Surowi geniusze zgłębiający otchłanie duszy, którzy chętniej ujmują sprawy ludzkie od strony pełnej patosu i grozy, wywierają wpływ bardziej ograniczony i budzący większy sprzeciw – ubolewa – Gwałtowność lub niezwykłość ich dążeń oddziela tych ludzi od zwyczajnych uczuć”.

"Chrystus na jeziorze Genezaret"

"Chrystus na jeziorze Genezaret"

Parsifal malarstwa zgiełku i wrzawy, rewolucjonista w sztuce acz nie postawą życiową („Poszanowanie tradycji jest przestrzeganiem dobrego smaku” – obwieszcza), znienawidzony przez krytykę postrzegającą w nim arywistę („Człowiek ten to rodzaj szarlatana, dzięki znaczeniu, jakie sobie przypisuje, i aktywności, którą rozwija” – to zjadliwy Journal des Artistes), postponowany przez tych, których istotnie poważał („Od przeszło trzydziestu lat jestem wydany na pastwę zwierząt” – napomknie z sarkazmem podczas Wystawy Powszechnej 1855 roku) i wielbiony przez lekceważonych („Pan traktuje mnie tak, jak traktuje się jedynie wielkich zmarłych – poucza Baudelaire’a – Pan mnie zawstydza i zarazem bardzo się podoba”), humanista, którego szacunek dla różnorodnych form ekspresji („Piękno jest wszędzie (…) każdy człowiek nie tylko je widzi, ale powinien je wyrażać na swój sposób”) i niechęć do powierzchownej malowniczości nie odpowiadały reprezentacyjnym gustom paryskiej socjety („Jakiż bowiem jest ostateczny cel każdego rodzaju sztuki, jeśli nie oddziaływanie?” – pytał retorycznie); autor Rzezi na Chios gardzi akademicką publicznością, rozentuzjazmowaną pogrążonym w marmurowym odrętwieniu uniwersum Ingresa. „Odnoszę wrażenie, że jestem na placu budowy, gdzie każdy z obrabianych kamieni osobno ukazuje się moim oczom, bez związku z miejscem, jakie zajmie w całości budynku – komentuje płótna hałaśliwej école swojego adwersarza – Przyglądam się im każdemu z osobna, zamiast widzieć (…) całość”.

"Jakub walczący z Aniołem", kościół St. Sulpice w Paryżu

"Jakub walczący z Aniołem", kościół St. Sulpice w Paryżu

Bóg jest w nas – notował w Dziennikach wyrażających sumę jego estetycznych i duchowych doznań – jest to ta wewnętrzna obecność, która sprawia, że podziwiamy piękno, i przynosi nam radość, gdy spełniliśmy dobry czyn. To z pewnością ona jest natchnieniem geniuszy i napawa ich radością na widok własnego dzieła”. Natura niespokojna i nerwowa, wyklęta przez oficjalne salony (Gustaw Planche: „Delacroix jest interesujący (…) jako malarz i nie ma nic do ofiarowania głupocie gapiów, poszukujących w obrazie literackich wątków”), pędząca życie pośród nieustannych trosk i finansowych kłopotów („Prawdziwa wolność polega na tym, że można żyć sobie w spokoju, rozmyślać a zwłaszcza jeść obiad o godzinach ustalonych przez siebie”), zrezygnowana spóźnionym powodzeniem i rozdrażniona chroniczną nudą („Chwilami (…) dochodzą mnie, zmieszane ze śpiewem słowików i zapachem różanego kwiecia przesycone, melodie muzyki Chopina. Takie życie jest zbyt łatwe, muszę je wyrównać niezmordowaną pracą”) – autor Wesela żydowskiego w Maroku mimowolnie stał się rzecznikiem sprawy, której wcale nie cenił.

"Dante i Wergiliusz w piekle"

"Dante i Wergiliusz w piekle"

Prawdziwy płomień to ten, który potrafi rozpalić widza” – przyznawał. Zuchwały Dante i Wergiliusz żeglujący przez potępiony bezmiar zsiniałych ciał, bezlitosna Rzeź na Chios, postludium złowrogiego rostrum Caprichos, bezbronna Grecja przemierzająca zbryzgane krwią ruiny, Byronowska śmierć zblazowanego Sardanapala, maharadży odchodzącego pośród upiornego stosu poskręcanych istnień, zgorzkniałe Wkroczenie krzyżowców do umęczonego Konstantynopola, alegoryczna Wolność wiodąca lud na barykady lipcowej rewolty, pokryta prochem i kurzem strzelniczym, „dziwny konglomerat Fryne, handlarki ryb i bogini wolności” (Heinrich Heine), skazana na artystyczną banicję – świadczą, iż Eugeniusz Delacroix, „niezmierzona pasja, spotęgowana niesamowitą wolą” (Baudelaire) był zakorzeniony we współczesności znacznie bardziej, aniżeli wskazywał na to kostium jego kreacji.

"Koń przerażony błyskawicą"

"Koń przerażony błyskawicą"

Malarz wyraża wszystko przy pomocy akcesoriów – pisał – Cały ten niższy przerażający świat w mniejszym stopniu symbolizuje toczący pianę potwór czy wspaniałe ciało leżącej nimfy niż nieokreślona gama kolorów, te jakby chore barwy, które każą nam myśleć o śmierci”. Wszystko – oszałamiająca barwa, jak i natchniona forma – staje się eminentnym symbolem uczestniczącym w spirytualnej harmonii. „Tu kryje się ów czar, bez którego, jak się zdaje, malarstwo nie może się obejść – zaznaczał – jedności nie stworzyłyby same linie, nawet najbardziej pomysłowo skomponowane”.

"Attyla i jego hordy opanowujący Italię i sztuki piękne", fragment dekoracji Palais Bourbon

"Attyla i jego hordy opanowujący Italię i sztuki piękne", fragment dekoracji Palais Bourbon

W dekoracjach paryskiego Ratusza, w pełnych rozmachu alegoriach bibliotek Palais de Bourbon i Palais de Luxembourg, Lebrunowskiej galerii Luwru i kaplicy Świętych Aniołów przy kościele St. Suplice – ujawnia się niszczycielski żywioł, potworniejszy od demonów czepiających się chciwie barki Dantego; olśniewająca wszechstronność i powołanie do wzniosłych przestrzeni rozsadzające zaduch małostkowej epoki. Apolliński rydwan utrzymany cuglami klasycznej kompozycji, uwalnia twórcę od jego pesymizmu i lamentu nad losem cywilizacji. Dla geniusza zbyt wielkiego dla współczesnych liczy się tylko Piękno: „Pierwszą zaletą obrazu jest, że daje radość oczom. To nie znaczy, że myśl się nie liczy; ale z malarstwem jest podobnie jak z pięknymi wierszami: wszystka mądrość świata nie sprawi, aby były dobre, jeśli rażą ucho”.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 29 marca 2010 at 11:41  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2010/03/29/eugeniusz-delacroix-ksiaze-salina-malarstwa/trackback/

%d bloggers like this: