Nietzscheańskie impresje Mieczysława Karłowicza

Mieczysław Karłowicz na Szatanie

Mieczysław Karłowicz na Szatanie

Mieczysław Karłowicz tak komentował program Powracających fal op. 9 –feerycznego traktatu konstytuującego tajemną introdukcję w świat poematów symfonicznych: „Wśród gorzkich myśli człowieka targanego niemiłosiernie przez los i dobiegającego już dni swoich, odżywa nagle wspomnienie wiosny życia opromienionej słonecznym uśmiechem szczęścia. Jeden za drugim przesuwają się obrazy. Lecz wszystko ginie, a gorycz i smutek znowu biorą zmęczoną duszę w swe szpony”.

Edward Munch: Dojrzewanie

Edward Munch: Dojrzewanie

Osnute na bazie egejskiej etiudy Turgieniewa, neoromantyczne Fale o polifonicznie ekstensywnej fakturze, czerpią z modusu Wagnerowskiego i Straussowskiego, a nadto żonglują środkami zapożyczonymi z indywidualnych arsenałów „kuczkistów”, tudzież Dukasa i Głazunowa. Wszelako ich jawnie intymna harmonika, śmiałość wariacji i predylekcja do słowiańskiego koloryzmu, zdradzają talent niepośledni i nie poddający się schematycznym klasyfikacjom.

Edward Munch: Wiosna

Edward Munch: Wiosna

Neurotyczne impresje: przygnębiające, smętne i wytrawione z wszelkiej nadziei, postępują w uporczywym kontinuum o płynnej, ruchliwej figuracji ewokującej złowrogie przypływy i odpływy. Spieniony bałwan toczy euforyczne pytania i bezlitosne responsy powracające na kształt kapryśnego kalejdoskopu, skupiającego w swoich soczewkach stance bolesne i roześmiane: kruche reminiscencje nieskazitelnego dziecięctwa, nie urzeczywistnioną miłość, stłumione pragnienia; intymne żądze, które – jak podnosi Huysmans „nie wynikają z wyrafinowań pozaziemskich”, a „są uniesieniami, zrywami ku ideałowi, ku nieznanemu światu, ku dalekiemu błogostanowi, tak pożądanemu jak błogostan, który obiecuje nam Pismo”.

Edward Munch: Dziewczęta na moście

Smutna opowieść, op. 13 o chimerycznej ekspresji oscylującej pomiędzy apatycznym poddaniem losowi a immanentnym pożądaniem Wszechbytu, podsyca nietzscheańskie obsesje jej protagonisty, przygnębionego samobójczą śmiercią Jozafata Nowińskiego, i snującego niekończące się facecje o swoim skonie. Istotnie, motyw położenia życiu kresu własną ręką zdaje się epatować z tej depresyjnej muzycznej noweli, uprzędzionej w odcieniach posępnej szarości, spowitej zmierzchem wiolonczel i kontrabasów, szamoczącej się w niesprecyzowanej a zaborczej próżni, skąd dobiegają niknące strzępy Dies Irae. „Śmierć jest największym dobrem – rozważał Bernardin de Saint Pierre – powinno się jej pragnąć. Jeżeli życie jest karą, powinno się życzyć jej końca; jeśli próbą, modlić się o jej skrócenie”.

Edward Munch: Grzech

Edward Munch: Grzech

U Karłowicza to zmaganie się woli mocy z przemożną chęcią Schopenhauerowskiej anihilacji przejawia się w heroicznej batalii tematów znamionujących psyche udręczonego istnienia, jakie – uwięzione w bycie bez wyjścia – tęskni ku połączeniu z Bogiem. Wiktorię wieszczy złowrogi Thanatos; drąży on myśli nieszczęsne kroku po kroku, przenika kroplą żłobiącą niestrudzenie skałę, zatruwa pamięć, paraliżuje egzystencjalny instynkt; popycha do fatalnego strzału, z perspektywy którego „życie, wypełnione tyloma czczymi zamiarami, czyż jest czym innym jak snem?” (Bernardin de Saint Pierre).

Edward Munch: Taniec życia

Edward Munch: Taniec życia

Na koniec atmosferyczne Odwieczne pieśni, afektowany tryptyk o melodyce triumfalnej i turbującej czucie; ekstatyczna dysertacja o wiekuistej nostalgii za utraconymi rajami niebiańskiej miłości; arkadyjską domeną Piękna i absolutnego Dobra szafowanego hojnie dłonią Stwórcy; za rewirami kojącej nirwany, nie żądającej niczego a roztapiającej w błogiej i nieograniczonej Pra-jedni.

Edward Munch: Oczekiwanie

Edward Munch: Oczekiwanie

Gdy znajdę się na stromym wierzchołku, sam – egzagerował się ich twórca – mając jedynie lazurową kopułę nieba nad sobą, a naokoło zatopione w morzu równin zakrzepłe bałwany szczytów – wówczas zaczynam rozpływać się w otaczającym przestworze, przestaję się czuć wyosobnioną jednostką, owiewa mnie potężny, wiekuisty oddech wszechbytu. Tchnienie to przebiega przez wszystkie fibry mej duszy, napełnia ją łagodnym światłem i sięgając do głębin, gdzie leżą wspomnienia trosk i bólów przeżytych, goi, prostuje, wyrównywa”.

Edward Munch: Nadzieja

Edward Munch: Nadzieja

Stąd upojenie tatrzańską ekskursją, łudzącą prowizorycznym powrotem do niebytu; stąd głód zawieszenia w bezczasowości melancholijnej a ekstatycznej, tkliwa świadomość godzin o niewypowiedzianej słodyczy i transcendentna błogość kulminująca nad rozkoszą li zwierzęcą i jakże pierwotną. „Jest to wspólny instynkt wszelkich tkliwych i cierpiących istot, – konstatuje herold Pawła i Wirginii iż chronią się w najbardziej dzikie i odludne miejsce: jak gdyby skały stanowiły szaniec przeciw szczęściu i jak gdyby spokój przyrody mógł ukoić bolesne rozterki duszy!

Edward Munch: Golgota

Edward Munch: Golgota

Te fatalistyczno-apostolskie eseje – ściskające strapione serce dystynkcją, kurtuazją i rafinowaną gracją nowozelandzkich symfoników pod egidą Antoniego Wita – są egzaltowaną konfesją romantycznego humanisty o znikomej atencji dla złudnej realności, puszącej się swoim wąskim pragmatyzmem, bezduszną pogonią za materię i wątpliwym postępem. Umordowane i wyalienowane zmysły porządkowało męskie zmaganie z naturą i jej odwiecznym misterium; tutaj to „pośród rzeczywistego świata, który otaczał go swym brzękiem, piewca Litewskiej rapsodii tworzył sobie świat wizji i ekstazy, do którego niewielu dany jest dostęp”; sferę, gdzie „duch jest wszystkim” a „materia istnieje tylko pozornie” (Teofil Gautier).

Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 29 kwietnia 2010 at 11:42  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2010/04/29/nietzscheanskie-impresje-mieczyslawa-karlowicza-2/trackback/

%d blogerów lubi to: