Anne Sophie Mutter: Bach i Gubajdulina

Koncerty skrzypcowe Bacha i Gubaiduliny (okładka płyty)

Koncerty skrzypcowe Bacha i Gubaiduliny (okładka płyty)

Bóg objawia się zawsze człowiekowi samotnemu i skupionemu” – pojmował Honoriusz Balzak, i ta refleksyjna emfaza zdaje się rzeczywistą taksacją wiolinistycznego kunsztu Anne-Sophie Mutter, której mosiężny timbre, emocjonalna kondensacja i substancjalna technika nakazują bezwarunkowe a pietystyczne poddanie. W tygodniach, jakie poprzedziły realizację tej prominentnej etiudy, niemiecka solistka konfudowała amerykańską publikę, twierdząc, iż odstąpi od rejestracji nowych albumów z chwilą „ukończenia 45 lat” (tzn. w czerwcu 2008 roku).

Roberto Matta: Kompozycja

Roberto Matta: Kompozycja

Jednak niezwłocznie replikowała ową trwożliwą supozycję, objaśniając nader wnikliwemu Washington Post, że „dopóki będzie władna wnieść do muzyki cokolwiek nowego, ważnego i innego niż dotychczas”, jej wirtuozowska aktywność z pewnością nie ustanie. Ekscytująca koalicja dystyngowanych koncertów lipskiego Kantora z nieprzeniknionym dramatem Gubajduliny o proweniencji mrocznej, mistycznej a obrzędowej, stanowi materialny rewers, iż artystyczny arbitraż tyleż pięknej, co utalentowanej Sophie okazał się w pełni uzasadniony.

Roberto Matta: Inwazja nocy

Roberto Matta: Inwazja nocy

Mutter sięgała już do Bachowskich traktatów, wdzięcznie korelując (circa ćwierć wieku temu) z Salvatore Accardo i Angielską Orkiestrą Kameralną. Była podówczas, proszę wybaczyć to anachroniczne miano, młódką, i takież niewinne, dziewczęce rozmarzenie emanuje z kremowych i lukrowanych eksplikacji jej smyczka; bez mała lirycznych, acz ślizgających się po powierzchni i nie miarkujących wewnętrznej istoty monumentu. Minęły lata, i oto Anne Sophie przystępuje dziś do tych esejów z dojrzałą rozwagą, dumną ekspresją i skrzącym wigorem; nie rezygnuje jednako z łagodnej rzewności i aluzyjnej śpiewności.

Roberto Matta: Skały

Roberto Matta: Skały

Srebrzysty ton wije się wąską dróżką śród balsamicznych rojeń orkiestry, korzennych a orzeźwiających; skrzypaczka treluje swobodnie i poufale, nie bacząc na surowe restrykcje, jakie narzuca praktyka posługiwania się oryginalnym instrumentarium („Jestem przekonana – nadmienia – iż muzycznej idei Bacha obce były problemy z niestosowną intonacją, tudzież inne mankamenty związane ze stosowaniem strun jelitowych”), dozwala na hojne glissanda, vibrato i portamento, rozkoszuje się nie krępowaną elastycznością, dopuszcza niejednostajne rubato. „Jestem powściągliwa wobec specjalizacji w jakimkolwiek zakresie – wyjaśnia swoją niechęć wobec procedur historycznych – Doktryny powstrzymujące przed zadawaniem pytań, przeciwdziałają poczuciu wolnej inspiracji w sztuce. A autentyczność, w każdym przypadku jawi się utopią. W końcu wszyscy wykonujemy melodie Bacha z perspektywy XXI wieku”.

Roberto Matta: Psychologiczna morfologia

Roberto Matta: Psychologiczna morfologia

Przejrzystość i lekkość, wrażliwość i śpiewność, intymność i kordialność estetyzowanej frazy, są cnotami, o jakie Mutter otwarcie kruszy uroczą kopię. Dlatego duplikaty barokowych smyczków (acz„nieautentyczne” struny), zezwalające na efektowne smyczkowanie. Dlatego melodyjna kantylena rozsnuwająca tkliwe murmurando śród ciepłych iskier bożonarodzeniowego kominka. Dlatego szlifowanie i polerowanie partytury, schludna pasteryzacja, powściągliwa subtelność i delikatne przymilanie, łacno rodzące hipotezę o niefrasobliwej powierzchowności. I jeśli nawet nie jest to prezentacja o marce ultymatywnej, to czyż nie mylił się Alfred de Musset sądząc, że „krytyka powinna atakować tylko wtedy, kiedy liczy na kogoś”? Inaczej bowiem – jak zaznaczał – surowa bez miary, jeśli sprawiedliwa – jest bezużyteczna, jeśli się myli – jest szkodliwa”.

Roberto Matta: Wielkie oczekiwania

Roberto Matta: Wielkie oczekiwania

Aliści nobliwe dysertacje spod szlachetnego szyldu Jana Sebastiana, to nikło skromne hors d’oeuvre; łaskawa anakruza do hipnotyzującej a seraficznej egzegezy Wszechbytu: In tempus praesens pióra Gubajduliny; posępnej i ekstatycznej wędrówki od onirycznych okropieństw piekieł ku najczystszemu światłu epikurejskich niebios. Zgęszczona, ekstensywna mikstura, udrapowana tragicznym gestem, rozwibrowana opalizującym tonem i rozpłomieniona spirytualnym żarem; stygmatyzowana mistycznym piętnem ortodoksyjnego chrześcijaństwa i surrealną teksturą egzystencjalnych rozpraw Szostakowicza – ujarzmia konwencjonalne a bezradne skrzypce, wiodąc je ku skąpanym w insolacji, to pogrążonym w martwych szarościach rejestrom, o jakich twórca Suit francuskich mógłby nieledwie fantazjować.

Roberto Matta: "El desterrado cegador"

Roberto Matta: "El desterrado cegador"

Rzecz w tym, aby obdarzyć człowieka skrzydłami, dzięki którym mógłby wzbić się do sanktuarium, gdzie ukrywa się Bóg”– kontemplował Balzak, i trudno nie ferować, iż medytacyjna a kojąca czucie monografia Gubajduliny (jakiej przysięgłą podnietą okazał się drogocenny kunszt samej Mutter) rości do owej drabiny Jakubowej, po której stopniach cierpliwie zdążają czyśćcowe dusze.

Roberto Matta: Woda

Roberto Matta: Woda

Pokonując heroiczny dukt ku Bogu i kulminując w rafinowanym Wagnerowskim triumfie; stłumione i rozdygotane solo zdaje się zamierać pod ciężarem mrocznych altówek, rzewnych wiolonczel i chmurnych trombonów. „Skrzypce nigdy nie milkną – wyjawia Mutter – lecz wyłaniają się z dialogu z orkiestrą. Jednocześnie ta ustawicznie je przyćmiewa, (…) co finalizuje się w niezwykle dramatycznej atmosferze dzieła oraz ustawicznym poczuciu opresji, oczywistym od pierwszego wybuchu instrumentu. Jest w tym coś zarazem oskarżycielskiego, jak i psalmodycznego. Nie ma chwili zezwalającej na zaczerpnięcie oddechu”.

Roberto Matta: Niemożliwość

Roberto Matta: Niemożliwość

Artystka celebruje ten niepojęty trakt z wszechmocą Parki tkającej somnambuliczne sieci; pnie się z ferworem ku niepisanym rewirom Piękna, odczynia makiaweliczne uroki, porusza tajemne niuanse, wznosi się brzękiem trzmiela dzierżącego złudny zwiastun legendarnemu Sałtanowi; nurza się w dantejskich piekłach i konferuje z wszystkimi duchami Wszechświata. Lotem walecznej Walkirii, uśmierzającej bóle mężnych poległych, filigranowa Muza – wspierana drżącą maestrią Walerego Gergiewa – przemierza odległe epoki i niezbadane wzrokiem przestrzenie, otwierając bezkresy Umysłu i rozbrajając bezradną duszę.

Roberto Matta: Ucieczka do wewnątrz

Roberto Matta: Ucieczka do wewnątrz

Znużony zgiełkiem życia, nie oczekujący odeń już nic i pragnący pogrążyć się w arce chroniącej od nieustającej niedoli; biorę świadomy rozbrat z napierającą miałkością, pospolitością obyczajów i turkoczącym hałasem współczesności. Oddając się temu transcendentnemu misterium, jakie w zarodku uśmierza dotkliwe dychotomie, snuję skryte a niewesołe facecje o ludzkim życiu: „Jak samotniśmy jednak na tej naszej ziemi, / Z naszą nieskończonością, nędzą i bogami. / Bez ojca, bez miłości, zawsze opuszczeni, / W wielkim szaleństwie Niebios tak straszliwie sami!” (Juliusz Laforgue).

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 4 Maj 2010 at 8:24  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2010/05/04/anne-sophie-mutter-bach-i-gubajdulina/trackback/

%d blogerów lubi to: