Ernest Renan: Sumienie nowoczesnej Europy

Ernest Renan

Ernest Renan

Nauka, mój synu, jest pomocą nieba. Jest to promień tej mądrości, która włada wszechświatem, a którą człowiek, natchniony duchem niebios, nauczył się ściągać na ziemię. Podobna promieniom słońca, oświeca, raduje, grzeje (…) Ona to przywołuje nas do prawideł ludzkiego życia. Ona uśmierza namiętności, ukróca występki, ona zagrzewa do cnoty (…) Jest to córa nieba, która zstępuje na ziemię, aby koić niedole rodzaju ludzkiego” (Bernardin de Saint-Pierre: „Paweł i Wirginia”)

I.

Pierwszym obowiązkiem człowieka jest nie wpływać na własne poglądy, pozwalać rzeczywistości, by odbijała się w nas jak w kamerze fotograficznej, i w walkach wewnętrznych, jakie toczą się w głębi świadomości, brać udział tylko w charakterze widza” – głosił Ernest Renan (1823-1892), ironiczny heglista, pozytywistyczny sceptyk i chrześcijański platonik o pascalowskiej transparentności i witalizmie, w którego prominentnej spuściźnie przenikają się wszystkie polityczne, etyczne i duchowe dylematy epoki Postępu – „Kartezjusz mnie nauczył, że warunkiem zdobycia prawdy jest, byśmy się nie opowiadali pochopnie po żadnej stronie. Tylko oko całkowicie bezstronne ma możność ujrzenia prawdy”.

Izyda z Luwru

Izyda z Luwru

Oddanego Bogu, acz dezawuującego wiarę w Jego Istotę, wieszczącego podniosłe pryncypia moralne i estetyczne, acz nie ukrywającego uniżonego podziwu dla niemieckiej buty, pomawianego to o konserwatyzm i pesymizm, to o niczym nieskrępowany liberalizm – pełną sprzeczności istotę autora Luźnych kartek kształtowała pietystyczna Bretania z przeczystym Trégorrois okolonym wieńcem kaplic i oszałamiającym potęgą starożytnych kultów. XIX-wieczny Pascal – uniwersum złożone, transcendentne i żądne wysublimowanej wiedzy – doglądany troskliwie przez matkę oraz pełną oddania starszą siostrę Henriettę, która poświęciła dlań własny los; niewinny i skromny Renan roił, by stać się jednym z „tych dobrych księży”, w których wyposażona została jego niezbrukana prowincja. Lecz lata studiów w paryskich seminariach Saint-Nicholas du Chardonnet, Issy-les-Moulineaux i Saint-Sulpice, zatopione w pokładach retoryki żonglującej pustymi frazami, rodząc niechęć do utrwalonych dogmatów i rozpłomieniając pragnieniem przeniknięcia najwyższej Prawdy, sprowadziły nań kryzys nakazujący zarzucenie obranej ścieżki. „Wiedza jest pierwszym warunkiem obcowania człowieka z rzeczami – podniesie bankructwo systemów nienaukowych i utopijnych – Wiedzieć, to znaczy zostać wtajemniczonym w Boga (…) Zmartwychwstanie ostatecznie dokona się przez wiedzę – czy to człowieka, czy też innej istoty rozumnej”.

Jean Auguste Dominique Ingres: Edyp i sfinks

Jean Auguste Dominique Ingres: Edyp i sfinks

Rozległe studia w zakresie języków orientalnych i starożytnych umożliwiły przyszłemu twórcy Dialogów oryginalną lekturę Biblii, otwierającą podwoje świata skrywającego odwieczne tajemnice; wprowadziły w filologiczne rostrum niemieckich romantyków poszerzających horyzonty spętanego intelektu, podważyły wiarę w fałszywą egzegezę świętej księgi, postrzeganej nie w kategoriach niepodważalnego objawienia, a literackiego owocu myśli o fundamentalnym znaczeniu. „Nigdy nie zaobserwowano jakiegoś czynnika wyższego, który by korygował ślepe siły, kierował nimi, oświecał, doskonalił człowieka, oddalał straszne cierpienia, nie dopuszczał do niesprawiedliwości i gotował drogi wiodące do wykonania danego planu” – taką konfesją zakwestionował Boską interwencję we Wszechświecie, poddając parafialne zadowolenie i klerykalne perspektywy wyzwaniom surowej egzystencji, jakiej trudy akceptowało jego naglące sumienie: „Święty jest ten, kto życie umie poświęcić wielkim ideałom, resztę odrzucając jako zbędną”. Pozbawionego pieniędzy i opiekunów racjonalistę, zniesmaczonego wiarą w cuda i utrzymującego się z lichej pensji repetytorskiej, pochłaniają intensywne badania filozoficzne, które pozwolą uzyskać Renanowi przeświadczenie, iż chrześcijaństwo nie jest religią płynącą od Boga, a eminentnym faktem kulturowym o proweniencji semickiej i greckiej. „Nie rozwinęło niczego, co by nie miało swojego źródła w judaizmie pierwszego i drugiego wieku przed Chrystusem – ewokował – Jest essenizmem, który odniósł wielki sukces ”.

Kom Ombo, Egipt

Kom Ombo, Egipt

W 1848 roku, nagrodzony przez Akademię Napisów i Literatury za Histoire de l’etude de la langue grecque en Occident pendant le moyen age, zdobywa tytuł naukowy i publikuje pierwsze rozprawy o czystej, przenikliwej frazie; w przystępie szlachetnego entuzjazmu powstaje wówczas epokowa Przyszłość nauki, z której publikacją autor ociąga się jednakże aż do schyłku 1890 roku. Traktat doktorski o Averroesie postępuje niezwłocznie; podobnież tytaniczna praca filologiczna, historiozoficzna i religioznawcza, zyskująca uznanie najtęższych umysłów oświeconej Europy. Renan oddaje się zdumiewającej erudycji, żądającej pogodzić w sobie to, co określał „romantyzmem duchowym”, a co zawdzięczał celtyckiej melancholii i galijskiemu tchnieniu pesymizmu („Zrodzili mnie barbarzyńcy, – rozważał w znamiennej Modlitwie na Akropolu którzy mieszkają na brzegu ciemnego morza, najeżonego skałami uderzanymi ciągle przez burzliwe fale. Nie znają tam słońca. (…) Chmury są bezbarwne, a nawet radość jest zawsze trochę smutna.”), z umiłowaniem helleńskiej jasności oraz przejrzystym zmysłem krytycznym, w jakim znajdował zdobycz nowego czasu. „Byłem predestynowany, aby być tym, kim jestem, romantykiem występującym przeciw romantyzmowi, utopistą głoszącym trzeźwą politykę, idealistą zadającym sobie wiele zbędnego trudu, aby wyglądać na mieszczucha” – ironizował oceniając fascynującą współczesnych skłonność do balansowania między pojęciowymi biegunami, giętkość umysłu akceptującą aprobatę dla konkluzji niejednoznacznych i nie komplementarnych, pozorną niekonsekwencję stanowisk – „Gdyby umysł człowieka mógł przezwyciężyć sferę afirmacji antytetycznych, osiągnąłby pokój, lecz pokój jest tożsamy ze śmiercią. Opozycja, cząstkowość oto, co dostępne umysłowi człowieka”.

II.

Pieter Bruegel: Babel

Pieter Bruegel: Babel

Cywilizacja tak zajęta interesami, jak nasza, nie sprzyja rozwinięciu się potrzeb intelektualnych”, a przecież „nie masz większego wroga niż pół-poznanie, inteligencję połowiczną” – spostrzegał. Lingwista i historyk, archeolog i artysta, eseista i filozof – herold Apostołów (1866) pełnił wszystkie te funkcje i to stopniu najznamienitszym. Postrzegany jako uroczy dyletant, epatujący błyskotliwym wdziękiem, fantazją i dystansem; ekwilibrysta myśli roztaczający czarodziejskie wizje, zasłynął Renan jako piewca konkretu: historyk twórców i ich idei, na których marginesie snuł metafizyczne facecje, poddając je scjentystycznej analizie i wykluczając niejasne spekulacje. „Nie ma badań bezużytecznych i błahych” – podkreślał – „Człowiekowi wolno badać, wolno rozważać i wolno śnić na własnej tak mało obiecanej ziemi – mózgu”. Nowoczesne instrumenty poznawcze oraz szacunek dla reguł rządzących intelektem nie stanowią przy tym celu samego w sobie, acz introdukcję do pojęcia imponderabiliów o wadze dla jednostki i społeczeństw najistotniejszej: „Znam tylko jeden cel nauki, ma ona rozwiązać zagadkę, wyjaśnić człowiekowi definitywnie sens rzeczy, wyjaśnić mu, kim jest on sam”.

Ramzes II, Abu Simbel, Egipt

Ramzes II, Abu Simbel, Egipt

Wydaje mi się, że gdyby nawet wszystko inne okazało się marnością, ciekawość by nią nie była – ujawnił na kartach Esejów moralnych i krytycznych A nawet, gdyby była, ten sposób spędzania życia byłby zawsze najmilszą formą istnienia”.  Casus przemijalności i nietrwałości bytu, przejęty schedą abstrakcyjnego panlogizmu Hegla, ujmuje Renan w sposób tyleż oryginalny, co pozbawiony pretensji do jakiejkolwiek systematyczności. „Świat w swym <fieri> jest jakby szeroką siecią, w której tysiące przyczyn krzyżują się i sobie przeczą – wyjaśnia – Ich wypadkowa nie powstaje nigdy w absolutnej zgodzie z ogólnymi prawami, które usiłowaliśmy ustalić drogą indukcji”. Awersja do schematycznych uproszczeń i ultymatywnych konstatacji skierowała jego uwagę na starożytną formę dialogu, nie posiadającą „nic dogmatycznego” i pozwalającą „przedstawiać sukcesywnie różne aspekty problemu”. Podwójna formacja intelektualna wypływająca z faktu rozwodu z Kościołem, jak i subtelnej mentalności duchownego oraz niewiarygodnego – mimo utraty wiary – instynktu religijnego i szacunku dla wyznań, zaowocowała szeregiem intymnych zwierzeń o delikatnym, galijskim ésprit: lekkich, łagodnych a powściągliwych; malujących rzeczywistość na kształt wolteriańskich igraszek bądź dyskretnego wykwintu spod szyldu Montaigne’a.

Jean Auguste Dominque Ingres: Roger uwalniający Angelikę

Jean Auguste Dominque Ingres: Roger uwalniający Angelikę

Język i rozum służą tylko rzeczom skończonym” – oświadczył. Współczesna filologia opuszcza gabinet specjalisty, by stać się miarą prawdy i fałszu, probierzem intelektualnej prawości krytyka, „katedrą o zmienionym przeznaczeniu”. Język – zwierciadło jednostkowego ducha, obraz transformacji kultur i narodów – utracił pierwotną obfitość, plastyczność i wolę ekspresji, oddalił niewyczerpaną spontaniczność i dysharmonię braku reguł, przywdział szatę logiki i precyzji; zarzucił łączność z rzeczami Wszechświata i stał się wobec nich bezsilny. Jałowość analitycznych wysiłków, symplifikacji i schematyzacji, niewystarczających dla oznaczenia Boskiej immensité, jest ewidentna: „Wszystko się zawęża, zacieśnia; praktyki tracą swój sens, formalizują się, modlitwa staje się mechaniczna, kult – ceremonią, słowa nabierają kabalistycznej mocy, oddziaływają bowiem nie przez swój pierwotny sens moralny, lecz przez dźwięk i artykulację”. Racjonalista Renan poczyna wątpić w uniwersalność praw naukowych, abstrakcyjnych i uogólnionych („Tylko geometria przybiera postać aksjomatów i twierdzeń. Gdzie indziej prawdziwe jest to, co płynne”); chwieje się w nim zaufanie w historyczny determinizm i przyczynowo-skutkową bezwzględność zdarzeń, rozczarowuje nieprzewidywalność ludzkich poczynań, poraża makiawelizm germańskiego ducha. „Nie ma nic piękniejszego, niż Niemcy moralne, i bardziej okrutnego niż Niemcy zdemoralizowane” – pisze w postludium tragedii 1871 roku; klęski, która dla generacji Flauberta, Goncourtów i Taine’a okazała się próbą straszliwą; ewenementem warunkującym fatalistyczną wizję bytu. „Skończyły się raje. Nie wierzymy już w systemy świata i fikcje. (…) Kto wie czy prawda nie jest smutna?” – westchnie galijski myśliciel i eschatolog, komponujący quasi-platońskie Dialogi – traktat wyznaczający moralny dukt odnowy społeczeństwa – w cieniu wersalskich ogrodów, tuż obok ziemi, na której rozbrzmiewały surmy.

Kom Ombo, Egipt

Kom Ombo, Egipt

Gdy naród do boju, Renan do metafizyki, ojczyzna – do korda, Renan – do pióra” – oto wizerunek nowoczesnego humanisty, podejmującego ważką konwersację o losach współczesnej cywilizacji. „W noce pracowite prostował sobie ścieżki do sławy, w dzień – z bretońską poczciwością zażywnego eks-alumna od św. Sulpicjusza zacierał ślady podkopu” (Grzegorz Glass) – cicerone zagubionych dusz pogrąża się w sumiennej obserwacji zjawisk, analizując i eksplorując je z różnorakich punktów widzenia, zagląda za kulisy misterium, wątpi i dywaguje; wieszczy sceptyczny fin-de-siecle, spirytualny i mieniący się spektrum odcieni; edukuje nie żywiąc złudzeń co do rezonansu tej kampanii: „Praca mająca za przedmiot cnotę, jest mało dostrzegalna. Lecz tylko ona pozostaje”.

III.

Paul Delaroche: Hemicykl (fragment)

Paul Delaroche: Hemicykl (fragment)

Podstawą rozwoju jest pragnienie bycia, pragnienie świadomości, konieczność realizacji ideału” – formułuje tezę – „Wszystko dąży do tego, by być i być coraz pełniej”. W przekonaniu twórcy Świętego Pawła, Boskie uniwersum jest rezultatem historii, której kapryśnych prawideł i schematów nie sposób umiejscowić; podlega ono nieustannej przemianie, różnicowaniu i niejednorodności o bodźcach nieokreślonych: „Byt jest jakby równaniem matematycznym, które w większości wypadków daje w rozwiązaniu pierwiastki urojone, a tylko czasami rzeczywiste”. Niezależnie od tego, nieubłaganie realizuje się w dziejach wyższy plan, dostrzeżony wyłącznie przez nielicznych a kulminujący w spełnieniu Ideału; wiecznego absolutu oderwanego od kazualnej retoryki, irracjonalnego objawienia danego z zewnątrz i transcendentnego wobec naszych dążeń: „Istnieje w świecie świadomość ukryta, która dąży do stworzenia siebie, tajemnicza wola, która ziszcza wszelkie możliwości bytu – podnosi – Ideał jako zasada ewolucji ku Bogu, jako stwórca, cel i pierwotny bodziec wszechświata”; nieprzeparte dążenie, które zachwiało kosmiczną równowagą, popychając somnambuliczne stworzenie na heroiczny trakt ku doskonałości.

Jean Auguste Dominque Ingres: Źródło życia

Jean Auguste Dominque Ingres: Źródło życia

Życie (…) jest aspiracją bytu, by być tym, czym być może; jest pragnieniem przejścia od potencji do aktu”; najogólniejszym jego prawem jest permanentny „postęp, zdążający do świadomości”, jednak nie każdej formie, jaka rokuje, dane jest dostąpić pełni, gdyż przyroda jawi się wyjątkowo rozrzutna i znakomita większość jej wytworów idzie na marne: „Na wszystkich szczeblach swego bytu natura działa bezwzględnie, jako dyktator, wódz ludu, nie zaprzątający sobie głowy nawozem przyszłości, górą poległych dla celu”. Progresja jest niekończącym się konfliktem, ścieraniem się sił i przeciwieństw; w ich dramatycznym procesie ewoluująca ku wyższym formom zewnętrzność żąda kompromisu, eliminując przeszkody znikome i obojętne oraz zwalczając te, które zagrażają jej istocie. Nieujarzmiony instynkt, popychający istnienie ku światłu i myśli; nisus spontaniczny i nieświadomy konstytuuje bazę przemian o konsekwencjach nieprzewidywalnych i mechanice wolnej od jednoznacznych rygorów. Jednakże „w biegu rzeczy nie ma miejsca na wmieszanie się w sprawy świata istot wyższych” – cykl polega na ustawicznym różnicowaniu się organizmów, ich indywidualizacji i elewacji w coraz subtelniejsze rejestry egzystencji, przebiega po meandrach nawrotów, upadków i zahamowań, oscyluje pośród transgresji i negacji, po czym emigruje do źródła: „Istnieje <Ojciec> – łono, z którego wszystko powstaje i na które wszystko powraca”.

IV.

Ford Madox Brown: Praca

Ford Madox Brown: Praca

Nauka i tylko nauka może dać ludzkości to, bez czego żyć ona nie może: symbol i prawo” – oto dewiza, w jaką Renan ośmiela się wierzyć jeszcze u progu Wiosny Ludów; pożodze odżywiającej nadzieje egalitaryzmu, wyrosłe tak z intelektualnej rewolty Oświecenia, jak romantycznej utopii o regeneracji ducha – od niej zależy przyszłość społeczeństw; przez nią jednostka zdobywa wiedzę, w niej to urzeczywistnia się święty Ideał, godzący ograniczone antynomie i opozycje („Ideał i materia są dwoma biegunami świata”). Wszelako „nieudane doświadczenie Rewolucji uleczyło nas z kultu rozumu”; dekadencja gatunków i systemów, przekwitanie historii oraz przyrost pojęć przerastających moralne i dyskursywne właściwości umysłu, doprowadziły do wynaturzenia wiedzy i szerzenia się indyferentnego materializmu, pod którego naciskiem giną szlachetne uczucia, altruizm i ufność w piękno człowieczej psyche: „Egoizm pochłania niemal całą aktywność jednostek. Kultom Prawdy i Piękna służy niewielu szlachetnych (…) Duch ludzki może lec zdeptany własnym ciężarem i nastąpić może chwila, kiedy nawet postęp będzie upadkiem” – ostrzega na kartach posępnych Dialogów.

Joseph Wright of Derby: Doświadczenie z pompa próżniową

Joseph Wright of Derby: Doświadczenie z pompa próżniową

Równie złowrogie jawią się w oczach autora Wody żywej wyczerpanie naturalnych źródeł energetycznych planety oraz syndromy powszedniejącej demokracji, znaczone wygaśnięciem właściwej homo sapiens ofiarności, degeneracją moralności wyższej i zgnuśnieniem skoncentrowanym na potrzebach najnikczemniejszych. „Obniżenie atmosfery umysłowej na jeden, dwa stopnie, wystarczy, by uniemożliwić dojrzewanie bytów tak subtelnych, które wymagają warunków wyszukanych, jak cieplarniane rzadkie kwiaty” – zaznacza, wieszcząc deprecjację sztuki („Nie masz epopei tam, gdzie jest artyleria”), pięknoduchostwa i estetyzmu („Postęp ludzkości nie jest w żadnym razie postępem estetycznym”), zwyrodnienie i spospolitowanie kultury, rozmiłowanie w rozprzężeniu i dyletanctwie. „Ludzie – twórcy, ludzie zbawiciele ginąć będą w nędzy lub nie znajdą warunków dla rozwoju – rozpacza – Jeśliby podobny duch zapanował wśród nas, oznaczałby on koniec wszelkiej cywilizacji, wszelkich dążności postępowych”. Kontrpropozycją zdaje się oligarchia uczonych, dzierżąca środki niedostępne ogółowi („Przywilejem prawdy jest to, że oglądają jej piękno tylko wybrani”), uświęcanie umysłów wyższych i niepospolitych („Człowiek, nie masy przyniosą zbawienie”), propagowanie nieskazitelnych postaw etycznych. „Gdyby miejsce każdej jednostki w społeczeństwie odpowiadało jej funkcjom idealnym, książętami lub milionerami swego czasu byliby Newton, Galileusz, Huyghens” – spostrzega nie bez słuszności, aczkolwiek przewrotnej.

Jean Leon Gerome: Stratonika

Jean Leon Gerome: Stratonika

Elitarne obiekcje, jakie podnosi autor Antychrysta, którym nie sposób odebrać stygmatu profetyzmu, nie zaprzeczają bynajmniej Renanowskiej idee fixe, jaką jest stopienie z Ideałem, który nosi znamiona tyleż rozumu, co piękna i dobra („Istnieje tylko ideał, a przelotna rzeczywistość bytem się tylko wydaje. (…) Kto poświęci życie dobru, prawdzie, pięknu – dostąpi łaski zwiastowania”). Finalizacja kontinuum wcieleń pogrążonych w ofiarnej nędzy, cierpieniu i znoju niesie ich pożądany kres; ukojenie w kwietystycznej nicości, harmonijną jedność i homeostazę przezwyciężającą atawistyczne kontradykcje. „Geniusz wycedza się jak preparat, który musi być tłoczony, destylowany, prasowany, koncentrowany” – jeżeli nie Ziemianie, to nadludzkie devas, rasa fizjologicznie wyselekcjonowana w ustroniu laboratorium (!), o moralności wyższej, uzasadnionej odrębnością misji, przybliży jego nieuchronną realizację. Tymczasem ci, którzy sądzą, iż uniwersum pozbawione niskich i podłych okaże się sprawiedliwsze, grzeszą iluzją, gdyż primo „za silna w nas jest chęć czynu, byśmy mogli uznać doskonałość w nirwanie”, secundo bez tłumu miernych i niegodziwych geniuszowi nie dane jest istnieć, albowiem masa żywi i warunkuje jego rozwój („Filozofia jest przyprawą do rzeczy jadalnych, ale sama nie może być pokarmem”).

Ramzes II, Memfis

Ramzes II, Memfis

Renan postrzega zatem niebezpieczeństwo tkwiące w nietzscheańskim upojeniu nad-człowiekiem („Ludzkość składająca się z samych jasnowidzów, nie byłaby do życia zdolna”), kreśląc – przy wtórze osaczającej Paryż pruskiej artylerii – demoniczne fantasmagorie o gorzkim wydźwięku, przywodzące na myśl prekognicje spod szyldu Herberta G. Wellsa („Widowisko, jakie przedstawia nam świat, dowiodło, że tylko egoizm bywa nagradzany”). Odrzucając banalność demokracji gardzącej wzniosłym intelektem, autor Historii początków chrześcijaństwa epatuje porażającą perspektywą wieku, w którym kasta jednostek o wiedzy ponadprzeciętnej (devas), posiądzie najistotniejsze sekrety bytu, ujarzmiając sterroryzowane masy i utrzymując ład przy pomocy niewyobrażalnego w skutkach arsenału: „W dniu, w którym kilku uprzywilejowanych mędrców będzie posiadało w swym ręku środki pozwalające zniszczyć całą planetę; ich suwerenność zostanie zapewniona”. Urzeczywistnienie Ideału poprzedzą sztuczne selekcje, duchowa inkwizycja i rzeka krwi, z której powstaną nieliczni; celem Wszechświata nie jest szczęście ludzkości i Renan przedkłada ten fakt z oślepiającą jasnością, na długo zanim prognozowane przezeń zwyrodnienia skonkretyzują się w piekło Verdun i Holocaustu: „Absolutną jest nieczułość natury, jej transcendentna amoralność, równa amoralności historii i przyrodzonej niesprawiedliwości społeczeństw. Cokolwiek by w tym kierunku czyniono, nigdy społeczeństwo nie potrafi tworzyć sprawiedliwości”.

Jean Auguste Dominique Ingres: Jowisz i Tetyda

Jean Auguste Dominique Ingres: Jowisz i Tetyda

Biologiczny fatalizm, wstrząśnięty i nieustający w konceptualnych wycieczkach intelekt, zawodne zmysły, tysiączne wątpliwości – oto konterfekt homo sapiens zaginionego w chaosie bezładnej materii; mizernej mrówki uwikłanej w niezrozumiałe a beznadziejne procesy kosmosu, nie przeczuwającej jutra, skrępowanej siecią niejednomyślnych systemów i wierzeń: „Człowiek nie jest istotą absolutnie wolną (…) sam będąc organiczną cząstką natury, podlegać musi jej prawom”. W złowieszczym rostrum pozbawionym Pana, najskromniejszy postęp uzależniony od splotów okoliczności nieodgadnionych, wikła się w nieuniknionej gehennie jednostek („Wielkim, twórczym czynnikiem światowego pochodu – jest cierpienie”), pożąda ofiar, brutalnie doświadcza; pomimo to kapitulacja i recydywa do formacji poprzedniej są wykluczone i zagrażają jawnym unicestwieniem („Trzeba by zniszczyć świadomość, niszcząc naukę i intelektualną kulturę”). Gdzież w tym absurdzie wszechbytu Ideał, „pokój, który jest śmiercią”, promieniejący kwietyzmem, jednością, harmonią? Gdzie „te nadziemskie kształty, gdzie Boskie Istoty / Przyrzeczone (…) / Gdzie na niebieskiej sferze triumfalne wzloty / Nieskazitelnie czystych, jasnych cnót ku górze?” (Leconte de Lisle); wygaśnięcie roszczeń obracające wniwecz efemeryczność i spontaniczność bytu? Dążenie, które jest li unicestwieniem i przezwyciężeniem siebie?

Jean Leon Gerome: Walka kogutów

Jean Leon Gerome: Walka kogutów

Człowiek żyje pod warunkiem swej niedoskonałości. – poddaje się autor Przyszłości nauki Umarłby, gdyby zdobył pełnię widzenia, ponieważ widziałby stale tak samo, miałby tylko jedną myśl, jedno uczucie, jedna nuta rozbrzmiewałaby bez końca w jego uszach, muzyka wszechświata (…) jednostajnej nieskończoności”. Renan postrzega klęskę szlachetnych dążeń; pojmuje, iż nie można jednocześnie żyć pełnią egzystencji, dryfującej z natury w kierunku zmysłowości przyziemnej i bezrefleksyjnej, oraz krzewić ideałów, wymagających zarzucenia egotycznej jaźni i wycofania, gdyż życie i absolut dyktują człowiekowi prawa z gruntu odmienne. Lecz chociaż Ideału nie można posiąść, warto przynajmniej weń wierzyć, gdyż to stanowi o sensie istnienia. „Jednostka, która myśli jedynie o zaspokojeniu swych materialnych potrzeb, namiętności i szuka najniższych rozkoszy, winna być przez ludzkość uważana za dezertera – w ten sposób usiłuje uniknąć pułapki grzechu przeciw intelektowi, jakim byłoby poddanie walki – Szczytny idealizm pozostanie na zawsze najwyższym celem życia cnotliwego, życia bez zmazy”.

V.

Stela Seti w Abydos

Stela Seti w Abydos

 Na próżno nieugasła nas wzywa tęsknota: / Nikt dziś księgi rodzaju więcej nie odczyta. / Człowiek przestał pojmować już słowo żywota: / Umysł milknie, litera na zawsze zakryta”.

(Leconte de Lisle: „Dies irae”)

Anakreont inteligencji nie ufający meandrom filozofii, wnikliwy badacz, sceptyczny wobec owoców fragmentarycznej nauki („Nauka ma wartość tylko wtedy, gdy może zastąpić religię – konstatuje), herold Przyszłości, nie ufający duchowej metamorfozie człowieka, religijny skandalista, negujący nadprzyrodzoność, acz nie lekceważący ważkich tropów kulturowych i religijnych – twórca Marka Aureliusza, czyli Końca świata antycznego szczerze wątpi, aby spekulatywna wiedza była w stanie oswobodzić ducha z wiecznego niepokoju, relegując wiarę w Istotę Najwyższą: „Bóg to konieczność absolutna – dochodzi do wniosku – Czyż nie słyszymy w nas samych głosu z innego świata?”. W dobie, kiedy materialny Postęp finalizuje się w „organizacji rozumu”, żadna z nauk nie przedkłada eksplikacji, w jaki sposób materia wyłoniła się z bytu idealnego; metafizyczne rozważania na ten temat jawią się bezpłodne, acz w pełni uzasadnione wobec przyrodzonej inteligencji potrzeby dociekań, eksploracji i realizacji nieuświadomionych tęsknot. „Tłumom nie wystarcza filozofia; one żądają świętości”; transcendentnego sacrum, do którego wrót wiedzie ścieżka oddanej intuicji, ufnej sympatii i nieograniczonej wyobraźni. „W sprawach cnoty, każdy zdobędzie pewność słuchając własnego serca”, gdyż Prawda wykracza poza rygorystyczne rejestry umysłu. „Jesteśmy przepełnieni uczuciem nieskończoności i nim opętani. Wystarczy, byśmy przez chwilę wyłonili się na powierzchnię tego oceanu, którym jest byt, a już czujemy z otchłanią, naszym ojcem, tajemnicze pokrewieństwo”. „Bóg nie objawia się przez cuda, lecz przez serce…”; przejawia się w porządkach i wymiarach, których istnienie zostało zasygnalizowane w platońskiej nauce o ideach („Różnice istnieją jedynie na powierzchni, a antytezy są zawsze pozorne”), a co do których nasze reguły i prawa okazują się przejmująco bezsilne.

Alexandre Cabanel: Śmierć Franceski da Rimini i Paolo Malatesty

Alexandre Cabanel: Śmierć Franceski da Rimini i Paolo Malatesty

Kiedy mówią w nas te głosy boskie, zdaje się, że słyszymy naprawdę harmonię niebiańskich sfer, muzykę nieskończoności”. Można odnieść wrażenie, iż zza kurtyny powściągliwej duszy, autor Historii Izraela przemawia głosem kapłana głęboko oddanego Panu, admirującego Jego omnipotencję i traktującego ludzką kondycję jako zbyt kruchą na to, by wydrzeć Niebu jego arkany. Jednak błędem jest mniemanie, iż istnieje Bóg osobowy, jak tego pragną wierni; „kapryśny cudotwórca”, ferujący wyroki bądź objawiający cudowność na skutek modlitw i wytrwałej pokory („Cud jest zwykle raczej dziełem widzów niż dziełem samego cudotwórcy”). Z drugiej strony, „gdy twierdzimy, że Bóg jest bezosobowy – dywagował – świadomość nasza protestuje, gdyż nie możemy pojąć, by jakaś egzystencja nie posiadała swej osobowości”. Nie usatysfakcjonowany szczątkowością i niejasnością dotychczasowych systemów, Renan dochodzi do wniosku, iż Bóg jest niewyrażalną zasadą i porządkiem, w którym skupiają się wszelkie ideały; najwyższym bytem (esse) i stawaniem się (fieri), wiecznością i niezmiennością, jednością w różnorodności i różnorodnością w „jedności wypełnionej bez reszty” (Barbara Skarga). W Jego nieopisanym świetle każde istnienie, choćby najpośledniejsze, otoczone zostaje blaskiem transcendencji i jedyności o rajskim pięknie: tu rodzi się miłość wypełniająca naturę i transferująca jej wytwory na wyższy poziom wiekuistości; tu rozwiewają się złudy, dezorientacja i zwątpienia.

Charles Gleyre: Apostołowie wyruszający na głoszenie Ewangelii

Charles Gleyre: Apostołowie wyruszający na głoszenie Ewangelii

Kantowskie zaufanie w „symbole i obrazy”, któremu piewca Kalibana wyraźnie hołduje, przejawiające się w podążaniu za głosem ducha nakazującym wypełnianie obowiązków wbrew interesom własnym, nie jest zatem nie do pogodzenia z nauką i intelektem; przeciwnie – w pełni się na nich opiera, opatrując religię znamieniem najwyższej moralności oraz świadomej woli: „Każdy tworzy swoją teologię wedle potrzeb ducha i wszelki gwałt zadany ideom, zadaje też kłam wolności ducha (…) Każda wiara, swobodnie poczęta, jest dobra i moralna dla tego, który ją sobie wytworzył i z wszystkich stron dochodzimy do uświęcenia religii w jednym słowie: wolność”. Piewca Żywotu Jezusa nie traci mimo to przeświadczenia, iż religijność nie unicestwi wątpliwości niewyjaśnionych przez rozum; nie są one przypadkowe, gdyż tam, gdzie panuje pewność, nie ma miejsca na wiarę, tymczasem porządek moralny żąda wiary niezłomnej i pozbawionej jawnego dowodu. W konsekwencji „każda forma religijna jest niedoskonała, lecz religia bez formy istnieć nie może. Jest też ona prawdziwa w swej kwintesencji, jeśli jednak spróbujemy tę kwintesencję uchwycić, zniszczymy ją całkowicie”, pozbawimy nadziei immanentną nostalgię za doświadczeniem logosu; uczynimy życie niemożliwym.

VI.

Charles Gleyre: Wieczór. Stracone złudzenia

Charles Gleyre: Wieczór. Stracone złudzenia

Wszystkie wieki będą głosiły, że pomiędzy synami człowieczymi nie narodził się bardziej wielki niż Jezus – wyznał na łamach kontrowersyjnej rozprawy, polaryzującej XIX-wieczną socjetę w stopniu, w jakim czyniły to niegdyś renesansowe nurty reformacyjne – Za jego sprawą gatunek ludzki uczynił największy krok ku boskości”. Odzierając Chrystusa z szaty Boskiego splendoru i rozpatrując Jego symptomatyczne czyny w kontekście wydarzeń czysto historycznych, Renan sprawił, iż niemożliwa stała się zarówno wiara, jak i wolteriańska z nią walka. „Religia Jezusa jest pod pewnym względem w ogóle ostatnim wyrazem religii” – oznajmił; jej przełomowość postrzegał nie w Mądrości Mesjasza, a utwierdzeniu przezeń przekonania o kompleksowym odrodzeniu świata, w którym istnieje sprawiedliwość, kwitnie nadzieja, a zmartwychwstali spoczną na łonie Abrahama. „Jezus nie był twórcą ani dogmatów, ani symbolów; prowadził świat do krainy czystego ducha” – odrywając religię od spraw doczesnych, oczyścił ją z materializmu i polityki, wiodąc z rewirów ziemskich w sferę najcudowniejszego ideału, „czystą, bez praktyk, bez świątyni i bez kapłanów”. Obdarzając wolnością istotę ludzką, obarczył ją równocześnie całkowitą odpowiedzialnością etyczną za popełnione czyny, słowa i myśli. I oto ten uniwersalizm moralny, połączony z niewysłowioną miłością, stanowi w Renanowskiej refleksji fakt przemawiający za uznaniem nauki Jezusowej za definitywną, poprzez to, iż wzbudza ona entuzjazm dla dobra i piękna, rodzi pragnienie złożenia siebie w ofierze, urzeczywistnia instynkt objęcia Ideału. „O nie daj Boże, – wzywał – aby religia kiedykolwiek znikła! Jakże jałowe by się stało całe ludzkie życie”.

Jean Auguste Dominique Ingres: Apoteoza Homera

Jean Auguste Dominique Ingres: Apoteoza Homera

W opinii herolda Esejów moralnych i krytycznych, przesłanie Mesjasza nie koresponduje z chrześcijaństwem, które w procesie stopniowej dogmatyzacji i instytucjonalizacji organizacji kościelnej, wzmocniło wewnętrzną dyscyplinę wierzących, kosztem zasklepienia się w swojej ewolucji; podążyło ono w smugę nietolerancji i nie koresponduje ze stanem otwartych umysłów. Formalizacja zobojętniła entuzjazm, indyferentność zdusiła twórczą krytykę, przyzwyczajenie zawęziło horyzonty; mechanizacja kultu wytrawiła emocje ze spontaniczności, zachwiała poczuciem morale, uszczupliła wolność; na koniec zamorzyła samą religię, której „celem jest wszakże dobro, ale dobro, którego nie osiągamy z własnej woli, dobrem nie jest”; tak więc musi ono przeminąć. Rozwiązaniem jawi się pozytywistyczna fuzja religii i nauki – elementy platońskiej mitologii, bretońskiej frazy Chateaubrianda, rewolty spod szyldu Lamennais’ego – dziedzin empirycznie odrębnych i odwołujących się do z gruntu odmiennych racji. W jej procesie nauka, odrzucając naiwność, niespójność i nieścisłości teologiczne, wsparłaby religię, aby ta stała się tym, czym w istocie być powinna – nie podlegającą dyskusji moralnością, rozwijającą się na sposób nieskrępowany i uwolnioną od dogmatów. Ale nauka, gwarantująca Postęp, deprecjonuje wiarę, racjonalizując jej pryncypia, szerząc zwątpienie i pogrążając wyznawców w sieci dychotomicznych iluzji; niebezpiecznym rozprzężeniu, w którym człowiekowi „nie pozostaje nic innego niż dobroć, absolutna pobłażliwość, obojętność umiarkowana przez pobożność i pogardę”.

VII.

Auguste Rodin: Myśliciel

Auguste Rodin: Myśliciel

Niech poprzez wysiłek i uważność, dyscyplinę i samoopanowanie, mędrzec stworzy dla siebie wyspę, której nie pochłonie żaden potop

(Budda: Dhammapada, rozdział II, w. 25)

Paradoks, dywergencja, dysonans – oto wyznaczniki ludzkiego bytowania o nieprzychylnym Janusowym obliczu rozpiętym pomiędzy pragnieniem urzeczywistnienia Ideału a ubóstwem realiów; zagrożonego bankructwem idei, oscylującego pośród rozstrzygnięć krańcowych, zachwianego w swej równowadze. W jego bolesnym rostrum, uwikłany w nie znajdujące kresu antynomie mędrzec, „uczy się zwyczajów życia tak jak i ksiąg”, pojmując, iż rezolucje nie istnieją, a krótkotrwałość i oniryczność zjawisk, rejestrowanych przez równie ulotne zmysły, nie pozostawia złudzeń co do predestynacji żądz. „Doskonałości nie osiąga się jedynie przez cnotę. Człowiek cywilizowany jest nie tylko moralny, jest on także uczony, ciekawy, poetyczny i pełen namiętności”. Rozwiązaniem jawi się dystans, rezerwa i wstrzemięźliwość; stoickie użycie darów natury, skromny epikureizm, zanurzenie w oparach świętej Sztuki. „Najbardziej trwała dobroć opiera się na doskonałej obojętności, na przeświadczeniu, że wszystko, co dotyczy tego świata, jest w gruncie rzeczy błahe i nierzeczywiste”; nieprzeniknione i próżne do odgadnięcia, o sensie nie powziętym wolicjonalnie, hołdujące niepojętym siłom kosmosu. Wzniosłe uczucia estetyczne, obecność spirytualnego Piękna, w obliczu którego milkną podszepty intelektu a fatalne idee rozpływają się w nieskończonym Wszechbycie i ironiczna pobłażliwość, z jaką humanista Renan ogarnia ziemskie mrowisko, pozwalają na współczującą kontemplację marności oraz pokój, w którym dogasają wszelkie namiętności. Herold Kapłana z Némi podąża w tym tropem najmędrszych: Jezusa, Franciszka z Asyżu, Marka Aureliusza i Buddy; prometejską ścieżką świętości pokonującej odium śmierci. „Mógł się też uśmiechać do niej, gdyż naprawdę nie miała już ona więcej dla niego znaczenia”.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 19 sierpnia 2011 at 11:50  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/08/19/ernest-renan-sumienie-nowoczesnej-europy/trackback/

%d blogerów lubi to: