Gustaw Mahler: Treny na śmierć dzieci

Stanisław Wyspiański: Hermes

Stanisław Wyspiański: Hermes

Treny na śmierć dzieci Gustawa Mahlera (niem. Kindertotenlieder) do słów Fryderyka Rückerta to jeden z najbardziej wstrząsających utworów w dziejach pieśni klasycznej. Ale czy może istnieć większe nieszczęście, aniżeli śmierć dziecka, zdająca się urągać losowi i porządkowi wszechświata?

O tym, że ból ten przeżywa każdy człowiek jednakowo intensywnie i dogłębnie, bez względu na szerokość geograficzną, rasę, wiek, religię, okres historii czy środowisko kulturalne, w jakim żyje, świadczą nie tylko wzruszające ustępy z Biblii czy przypowieści buddyjskie, ale chociażby bliskie naszemu sercu Treny Jana Kochanowskiego, czy nie mniej bolesne wiersze o Ance – jedynej córce Władysława Broniewskiego. W nurcie tym mieści się również twórczość niemal nieznanego szerzej w Polsce wiecznego niemieckiego poety doby romantyzmu, Fryderyka Rückerta (1788-1866), którego osobistą rozpacz i tragedię, dzięki geniuszowi Mahlera, poznają i przeżywają na nowo kolejne pokolenia melomanów.

I.

Friedrich Rückert

Friedrich Rückert

Mianem Kindertodtenlieder, Rückert określił cykl 428 wierszy, które napisał dotknięty do głębi śmiercią dwójki swoich najmłodszych dzieci na przełomie 1833 i 1834 roku. Trzyipółletnia Luise i pięcioletni Ernst padli ofiarą szkarlatyny, odchodząc z tego świata w odstępie zaledwie dwóch tygodni. Powstałe strofy różnią się pomiędzy sobą długością wersów (od 4 do 30), rytmiką oraz różnorodnością środków wyrazu, których skala jest odbiciem uczuć oszalałego z bólu i rozpaczy ojca:

„A teraz słońce wzejdzie świecąc tak jasno,
Jak gdyby w nocy nie wydarzyło się żadne nieszczęście!
Nieszczęście dotknęło tylko mnie,
A słońce – ono świeci dla wszystkich!”

– pisze Rückert w skardze zatytułowanej „Nun will die Sonn’ so hell aufgeh’n”, otwierającej później Mahlerowski cykl pieśni.

W „Oft denk’ ich, sie sind nur ausgegangen!”, ból przechodzi w smutną refleksję, żywiąc się nadzieją nieznajdującą pokrycia w rzeczywistości:

„Często myślę, że one wyszły tylko na zewnątrz:
Wkrótce z pewnością powrócą do domu!
Dzień jest taki piękny! O, nie lękaj się:
One wyszły po prostu na bardzo długi spacer”.

Stanisław Wyspiański: Portret Elizy Pareńskiej

Stanisław Wyspiański: Portret Elizy Pareńskiej

Z każdą chwilą płomień nadziei gaśnie i w „Wenn dein Mütterleinnadciąga przerażająca pustka, której towarzyszą przygnębienie i rezygnacja:

„Kiedy twoja mamusia wchodzi przez drzwi,
I odwracam głowę, aby na nią spojrzeć,
Mój wzrok nie od razu pada na jej twarz,
Ale na miejsce, nieco bliższe od progu,
Tam, gdzie powinna znajdować się twoja droga twarzyczka…”

Niekiedy ból i rozpacz są tak potężne, że nie można ich uśmierzyć żadnymi środkami, żadnym poddaniem, akceptacją czy pokorą. Każda religia, każda konstelacja ducha, każda zewnętrzna pomoc wydają się nieadekwatne. Pozostaje wyłącznie okrzyk buntu:

W taką pogodę, w taki huk,
Nigdy nie wysłałbym dzieci na dwór!
Zostały wywleczone na zewnątrz siłą,
A ja nie mogłem się temu sprzeciwić!
W taką pogodę, podczas takiej burzy,
Nigdy nie pozwoliłbym dzieciom wyjść z domu,
Obawiałbym się, że zachorują:
Lecz to są tylko próżne myśli …

II.

Gustaw Mahler

Gustaw Mahler

W twórczości Gustawa Mahlera pieśń zajmuje miejsce szczególne, będąc z jednej strony naturalną kontynuacją artystycznych poszukiwań jego wielkich poprzedników, z drugiej zaś – rodzajem intymnego dziennika i wyrazem bezpośredniego doświadczania życia w całej jego rozciągłości i pełni. W tradycji muzycznego romantyzmu, zwłaszcza tej związanej z niemieckim kręgiem kulturowym, pieśń była dziedziną sztuki niezbędną i oczywistą, stanowiąc zapis najbardziej osobistych doznań kompozytora, jego wahań, nadziei i oczekiwań, ukrytych potrzeb i nieokazywanych jawnie uczuć – swoistym przewodnikiem na drodze życia.

Inspiracja poetycka, jaka płynęła ze staranie dobieranych ustępów, metafor, figur i porównań, tworzyła zasadniczy stelaż, zrąb dzieła, na którym muzyka, niczym pająk tkający sieci, rozsnuwała swoją zachwycającą strukturę. Poezja, poruszając i kształtując dzieło muzyczne, traciła w tym procesie swoją odrębność, stając się częścią syntezy; muzyczno-literackiego arcydzieła, w którym dochodziła do głosu XIX-wieczna idea niemieckich romantyków: Gesamtkunstwerk. Ukuto ją na oznaczenie dzieła sztuki przekraczającego wszelkie ustalone granice i łączącego w harmonijną całość pozornie odrębne dziedziny artystyczne.

Stanisław Wyspiański: Apollo na Olimpie

Stanisław Wyspiański: Apollo na Olimpie

Efektem owej symbiozy, urzeczywistnionej najpełniej w monumentalnych dramatach muzycznych Ryszarda Wagnera, była sakralizacja wykorzystanego w utworze tekstu. Słowa wiersza, wyrwane z kontekstu czasowo-przestrzennego, antycypowały dzieło poza czasem i przestrzenią, opus uniwersalne, docierające do odbiorcy w każdej przestrzeni i o każdym czasie. Cała literatura, cała ta słowna atmosfera w postaci komentarzy, tytułów i opowieści została podporządkowana bezwzględnie prawom muzycznej architektury, stając się drugorzędnym dodatkiem do niej, ubarwiającym przeżycie samego dzieła muzycznego, i wskazującym na bezpośrednie źródło jego inspiracji.

Gustaw Mahler, ostatni z wielkich romantyków, wzniósł pieśń na wyżyny artyzmu, do punktu, z którego próżno osiągnąć formę doskonalszą, szlachetniejszą, bardziej uduchowioną bądź przekonującą słuchaczy. Więcej, pod jego ręką pieśń zatraciła swą gatunkową odrębność, stając się integralną częścią wyrafinowanych brzmieniowo symfonii, których kosmiczny program komentowała i komplementowała; swoistym przewodnikiem po gęstej fakturze tych gigantycznych rozmiarów dzieł, oazą spokoju i refleksji nad ludzkim losem, tak nikłym w obliczu ścierających się sił Wszechświata. Idei tej służą m.in. solowe ustępy II, III oraz IV symfonii, których teksty zapożyczono z pokaźnego zbioru niemieckich pieśni ludowych „Cudowny róg pacholęcia” ( niem. Des Knaben Wunderhorn), zebranych i opracowanych przez Achima von Arnim i Clemensa Brentano w latach 1806-8.

III.

Stanisław Wyspiański: Bliźnięta

Stanisław Wyspiański: Bliźnięta

Wybór zaledwie pięciu utworów z liczącego ponad 400 wierszy cyklu Rückertowskiego został dokonany przez Mahlera niezwykle starannie, podobnie jak układ całości, pozwalający na prowadzenie słuchacza od rozpaczliwej skargi, zawartej w pierwszych taktach „Nun will die Sonn’ so hell aufgeh’n”, poprzez głęboki smutek „Nun seh’ ich wohl, warum so dunkle Flammen”, pustkę nie do zniesienia, wyłaniającą się z „Wenn dein Mütterlein tritt zur Tür hinein”, oraz podszytą ułomną nadzieją refleksję w „Oft denk’ ich, sie sind nur ausgegangen!”. Na koniec wybucha rozpacz i bunt wobec surowych, niezrozumiałych praw natury, zdającej się lekceważyć ludzkie pragnienia i potrzeby, zobrazowany przenikliwie w wieńczącym cykl „In diesem Wetter, in diesem Braus”.

Artysta komponował pieśni w atmosferze do cna przesyconej literaturą, osobliwym, dziś już trudno uchwytnym klimacie, który zdominował kulturę XIX-wiecznej Europy. Ówczesne dzieła sztuki powstawały pod przemożnym wpływem literatury; malowano po literacku, mówiono literacku, pisano po literacku; ba, po literacku komponowano programowe symfonie i opery. Pierwsza dekada XX stulecia spotęgowała te tendencje, a wyrafinowana, estetyczna atmosfera, w której nieustannie przenikały się i krzyżowały ze sobą nowe artystyczne mody, kierunki style, uległa znacznemu zagęszczeniu. Muzyka, sztuki plastyczne i literatura zaczęły się wzajemnie przenikać, a oddzielające je dotychczas granice, stały się płynne, wręcz umowne, by w dziełach geniuszy takich jak Gustaw Klimt, Aleksander Skriabin czy sam Mahler, uwolnić się z wszelkich więzów i ograniczeń, dając wyraz jedynie nieposkromionej fali emocji i uczuć. To przekroczenie granic sprawia, iż klimat Mahlerowskich „Kindertotenlieder” można z łatwością uchwycić w innych ówczesnych dziełach sztuki, takich jak ekspresyjne obrazy Edwarda Mucha czy portrety schorowanych dzieci Stanisława Wyspiańskiego.

Stanisław Wyspiański: Mietek

Stanisław Wyspiański: Mietek

Motyw śmierci, przewodni w twórczości mistrza, przyjął w tym opusie formę ściszoną, intymną i mniej dramatyczną. Kompozytor złożył w nim hołd wszystkim rodzicom, którzy – jak Rückert – doświadczyli niewypowiedzianej tragedii, jaką jest utrata własnego dziecka, w tym i swoim rodzicom: Marii oraz Bernhardowi Mahler, którym przyszło pochować kilkoro dzieci. Szczególnie traumatycznym przeżyciem była dla kompozytora utrata młodszego brata Ernsta, który zmarł w 1874 roku, kiedy Mahler miał zaledwie 14 lat. Także jedno z dzieci Rückerta nosiło imię Ernst.

IV.

Nic zatem dziwnego, że dzieło tej miary stanowi od lat prawdziwe wyzwanie dla gwiazd wokalistyki, będąc swoistym sprawdzianem ich umiejętności i wokalnego kunsztu. Wykonawcy zyskują tu unikalną okazję, by swoją kreacją stworzyć miniaturowy wszechświat ludzkich cierpień; wszechświat, w którym w pełnym harmonii i liryzmu sacrum, przenikają się wzajemnie i stapiają przeżycia Rückerta, Mahlera, interpretatorów jak i samych odbiorców. Końcowy efekt hipnotyzuje percepcję słuchacza, wciągając go w odrębny mikrokosmos, usytuowany poza czasem i poza przestrzenią.

Stanisław Wyspiański: Chłopiec z pistoletami

Stanisław Wyspiański: Chłopiec z pistoletami

Odbiór tego skromnego czasowo, trwającego niewiele ponad 25 minut dzieła, wymaga porzucenia niekończących się prac i zaprzestania codziennych dyskursów, a także pozwolenia na to, aby urzekającej barwy kantylena pociągnęła nas bez reszty za sobą. Słuchacz otwiera się wówczas na otaczającą go rzeczywistość, rezygnując z utrwalonych nawyków i oddając się swoistemu misterium, które na długo zmieni jego wewnętrzną strukturę i sprawi, iż będzie już innym człowiekiem – bardziej wrażliwym, współczującym i starającym się pojąć innych.

Treny na śmierć dzieci” doczekały się najmniej kilkunastu udanych rejestracji, które są bez wątpienia niepowtarzalne i odrębne. Śpiewali je m.in. Dietrich Fischer Dieskau, Hans Hotter, Hermann Prey, Jessye Norman czy przedwcześnie zmarła Kathleen Ferrier. Mój osobisty wybór jest uzasadniony tyleż artystycznie i emocjonalnie, co last but not least cenowo, jako że reedycje tych nagrań są stosunkowo przystępne nawet jak na skromną polską kieszeń: Janet Baker z towarzyszeniem Halle Orchestra pod dyrekcją sir Johna Barbirollego – nagranie z 1967 roku (EMI Classics); Brigitte Fassbaender z towarzyszeniem Deutsches Symphonie-Orchester w Berlinie, pod dyrekcją Riccardo Chailly – nagranie z lat 1988-89 (Decca Classics) oraz Christa Ludwig z towarzyszeniem Philharmonia Orchestra pod batutą Andre Vandernoota – nagranie z 1958 roku (EMI Classics).

Stanisław Wyspiański: Gasząca świecę

Stanisław Wyspiański: Gasząca świecę

Janet Baker (ur. 1933), brytyjski mezzosopran, rozpoczęła współpracę z Johnem Barbirollim w 1964 roku podczas nagrania Elgarowskiego oratorium The Dream of Gerontius, gdzie przyjęła rolę Anioła. Dyrygent (1899-1970), który przez 11 lat od śmierci nieodżałowanej Kathleen Ferrier, bezskutecznie szukał równie wartościowego mezzosopranu, przeżył objawienie już podczas pierwszej próby. Efektem kilku lat wspólnej pracy są, oprócz szeregu innych nagrań, również cykle Mahlerowskie. Słuchając tej interpretacji można odczuć intuicyjną bliskość i telepatyczny niemal kontakt, jaki zachodził pomiędzy dwójką artystów. Alan Blyth, uczestniczący w sesji nagraniowej, w recenzji dla brytyjskiego „Grammophone” napisał: „Zdawało się, że oddech dyrygenta następował dokładnie w tym samym momencie, co oddech śpiewaczki”. Do cyklu powrócili wspólnie jeszcze w lipcu 1970 roku. Kilka dni później Barbirolli już nie żył – zmarł na atak serca – a Baker śpiewała na jego pogrzebie nie kryjąc łez i wzruszenia.

Stanisław Wyspiański: Śpiący Mietek

Stanisław Wyspiański: Śpiący Mietek

Mimo dominującego nastroju wyciszenia i intymności i namacalnej wręcz świętości, jaką przesiąknięte jest całe nagranie, wokalistka nie unika wyrażania otwartej żałości i rozpaczy, chociażby w pełnym bólu okrzyku „O, Weh!” W jej frazie czujemy nie udawany autentyzm i pełne utożsamienie z przeżyciami poety oraz kompozytora; mamy wrażenie, jakby i ją dotknęła podobna tragedia. Przypominam sobie, iż kilka lat temu, w jednym z serii wywiadów opublikowanych z okazji siedemdziesiątych urodzin śpiewaczki, Janet Baker wyznała, iż nigdy nie została matką, i mimo, iż jej życie było godne i wartościowe, nieustannie towarzyszył jej wewnętrzny ból, płynący z niespełnionego macierzyństwa. W kontekście interpretacji „Kindertotenlieder”, wyznanie to jest wstrząsające.

Stanisław Wyspiański: Strącone anioły

Stanisław Wyspiański: Strącone anioły

Powstałe dwadzieścia lat później nagranie niemieckiego mezzosopranu Brigitte Fassbaender (ur.1939), odznacza się zdecydowanie większą ekspresją i dramatyzmem. Głęboki, o ciemnym zabarwieniu, chwilami wręcz ekstatyczny głos Fassbaender, przenika do głębi, wprowadzając w nastrój pełen poruszenia, i nie pozwalając na obojętne bądź lekceważące podejście do przekazywanej treści. Wokal artystki ulega stopniowej transformacji, operując na przemian tonem znużenia i rezygnacji, a nawet samooskarżenia, jakie pogrążeni w rozpaczy rodzice, kierują w takich chwilach ku sobie; wyraża pustkę i stratę, której nic nie może zastąpić, przenika ciepłem i liryką w wersach, pozwalających na jakąkolwiek nadzieję, uderza w pełne szaleństwa, niemal Wagnerowskie tony, by w ostatniej frazie dać wyraz akceptacji głosem ściszonym, pełnym pokory i niosącym religijną pociechę. Piękne nagranie, które z pewnością usatysfakcjonuje wszystkich nielicznych „wrażliwców”, nie wstydzących się okazywania własnych emocji i przeżywania wzruszeń, także artystycznych.

Na tle omawianych wykonań, interpretacja niemieckiej śpiewaczki Christy Ludwig (ur. 1928), najwcześniejsza z całej trójki (1958), może wydać się skromna, nieefektowna i pozbawiona zewnętrznego poloru, ale jest to wrażenie zupełnie mylące. Mezzosopran Ludwig, jakże odmienny od Fassbaender czy Baker, wydaje się niezmiernie kruchy i delikatny, chwilami przypominając głos młodziutkiej dziewczyny, wręcz dziecka; zawsze jednak zachowuje pozbawioną przerysowania naturalność, ciepło i wdzięk.

Stanisław Wyspiański: Apollo i Melponena

Stanisław Wyspiański: Apollo i Melponena

Wszechstronność tej śpiewaczki, pozostającej swego czasu w cieniu wielkich gwiazd swej epoki, takich jak Maria Callas, Victoria de los Angeles, Renata Tebaldi czy Elizabeth Schwarzkopf, można ocenić dopiero z perspektywy minionych lat. Christa Ludwig, zawsze skromna i pełna umiaru, doskonale czuła się zarówno w repertuarze operowym, jak i wykonując z towarzyszeniem fortepianu niezwykle intymne pieśni późnych romantyków,. Czas pokazał, iż była idealną interpretatorką poetyckich dzieł Schumanna, Wolfa, Brahmsa, Ryszard Straussa i Mahlera. Dojrzałość, rozwaga, umiar i perfekcyjne wyważenie akcentów emocjonalnych – te przymioty w powiązaniu z doskonałymi orkiestrami, z jakimi przyszło artystce nagrywać (H.von Karajan, O.Klemperer, K.Böhm) sprawiają, iż słuchanie interpretacji Ludwig jest po prostu przyjemnością. Pozostaje nie rozemocjonowanie czy żywa reakcja, ale spokój i poczucie spełnienia, a także radość z mile spędzonego czasu. Czegóż więcej można wymagać od profesjonalnego nagrania?

V.

Stanisław Wyspiański: Studium dziewczynki

Stanisław Wyspiański: Studium dziewczynki

Wszystkie polecane wersje zdają się być potwierdzeniem pewnego spostrzeżenia, iż wartościowe interpretacje dzieł muzyki poważnej, niczym dobrej marki wino, z każdym rokiem nabierają poloru, smaku, głębi i blasku. Czy sprawia to tylko nasz sentyment do dawno minionych lat 1950, 1960 czy 1970-tych? Jest coś jeszcze – rejestrujący wówczas swoje nagrania soliści, wykonawcy i orkiestry, czynili to z prawdziwą pasją i oddaniem, a także z poczuciem pewnego rodzaju misji, może nawet sacrum. Walor finansowy, acz istotny, wydawał się znajdować na bardzo dalekim planie.

Dziś te proporcje się zmieniły, drastycznie spadł również odsetek ludzi słuchających muzykę, określaną mianem poważnej. Jej nieznajomość nie rodzi już poczucia wstydu i braku wykształcenia, nawet wśród ludzi z dyplomem wyższej uczelni. Wkrótce nazwiska Mahlera, Wagnera czy Brahmsa mogą okazać się znajome jedynie garstce zapaleńców, niczym imiona faraonów kolejnych dynastii wymieniane przez archeologów i egiptologów. Przemijalność i odchodzenie, jakimi przesiąknięta była twórczość romantyków, stają się faktem, zachodzą tu i teraz na naszych oczach.

Stanisław Wyspiański: Achilles i Pallas

Stanisław Wyspiański: Achilles i Pallas

Historia dopisała nieoczekiwane zakończenie do „Kindertotenlieder”. Nieubłagany los, który tak doświadczył kompozytora w okresie wczesnego dzieciństwa, nie oszczędził Mahlera i w latach późniejszych. Dwa lata po premierze utworu, latem 1907 roku, zmarła na szkarlatynę ukochana córeczka mistrza – pięcioletnia Maria. Ta osobista tragedia doprowadziła do kryzysu związku z Almą, która twierdziła, iż ponure w nastroju i klimacie „Treny na śmierć dzieci”, nad którymi Mahler tak intensywnie pracował, sprowokowały los. Artysta nie odzyskał już spokoju ducha; zmarł cztery lata później i został pochowany obok córki na cmentarzu w austriackim Grinzig.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 12 listopada 2011 at 9:01  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/11/12/gustaw-mahler-treny-na-smierc-dzieci/trackback/

%d blogerów lubi to: