Andreas Steier: Schumann wyrafinowany

Antoine Watteau: Kataryniarz

Antoine Watteau: Kataryniarz

W 1836 roku, na kartach osobistego dziennika Robert Schumann zanotował: „Pewnego wieczoru udałem się na lipski cmentarz, aby odnaleźć miejsce spoczynku wielkiego człowieka. Szukałem godzinami, mogiła po mogile, lecz nie znalazłem wzmianki >J. S. Bach<. A kiedy zagaiłem o to grabarza, ten pokręcił głową wobec nieznajomości człowieka, jakby pragnął powiedzieć, że tutaj było wielu Bachów. W drodze do domu, powtarzałem sobie: >Jakże poetyckie są poczynania losu. Żeby nie myśleć o efemerycznym pyle, żeby nie pojawiło się przed naszym wzrokiem jakieś pospolite wyobrażenie śmierci, los rozproszył jego prochy na cztery strony świata, i w ten sposób będę już zawsze wyobrażał sobie go siedzącego wyprostowanym przy organach, w jak najlepszym rynsztunku, z pracami piętrzącymi się u jego stóp, kongregacją wiernych unoszącą pobożnie wzrok ku górze, tudzież – kto wie – aniołami spoglądającymi na  dół<”.

Na subtelną kondycję piewcy „Symfonii Reńskiej”, postać lipskiego Kantora wywierała influencję iście przemożną, wiodąc go tyleż ku zdefiniowaniu kompozytorskich pryncypiów, co uśmierzając dręczące troski i periodyczne napady fiksacji. „>Das Wohltemperierte Clavier< jest moim podręcznikiem gramatyki – relacjonował upojony kontrapunktycznymi studiami i analizami, jakie odżywiały źródła jego somnambulicznej imaginacji oraz koiły natrętne demony – i tak czy owak, jest on najlepszy z dostępnych. Rozłożyłem na czynniki pierwsze fugi, jedną po drugiej, aż po ich najdrobniejsze implikacje; są one wybitnie dobroczynne i wywierają wpływ na moralne wzmocnienie całego organizmu, jako iż Bach był istotą kompleksową (…) a jego dzieło jawi się wieczne”.

Antoine Watteau: Pielgrzymka na Cyterę

Antoine Watteau: Pielgrzymka na Cyterę

Ten osobliwy manifest aż nadto dowodzi, iż casus mistrza z Zwickau wykracza poza znamiona XIX-wiecznego historyzmu i akademickiego reweransu dla schedy przeszłości, wkraczając w rewiry rozpłomienionej a transcendentnej weneracji, bliskiej ideowo domenie intymnej wiary. Schumann skrupulatnie pielęgnował jej prawidła, kultywując Bachowskie inspiracje na szereg skomplikowanych i zakamuflowanych sposobów. I tak, już pośród „Scen dziecięcych” (1838) pojawiają się dwie oniryczne stance opatrzone intytulacją konfidencjonalną i aluzyjną („O obcych krainach i ludziach”, „Poeta przemawia”), zasugerowane Hoffmannowskimi facecjami o Kreislerze i uprzędzione wokół progresywnego motywu „B-A-C-H”.

Antoine Watteau: Gilles

Antoine Watteau: Gilles

Wieszcz prawiący kurioza w postludium cyklu, zagaja chorał (genre par excellence Bachowski), pauzowany powściągliwym recytatywem. Tak partykularny alians zdaje się kreślić ambiwalentny konterfekt autora dziecięcych odsłon, o którym informowano: „Generalnie odzywał się niewiele bądź wcale, nawet kiedy był o coś zapytany; albo ronił bezładne uwagi, jakie mimo to zdradzały jego mentalną aktywność wobec przedmiotu, który go zajmował. Jego metoda wypowiedzi często przypominała mruczenie do samego siebie, zwłaszcza, iż używał głosu cichego i pozbawionego tonu”.

Lakoniczne ekscerpcje zaczerpnięte z „Albumu dla młodzieży” (1848) o quasi-polifonicznej, czteroczęściowej strukturze, w obrębie której fluktuują pozornie rozbieżne motywy, stanowią łamigłówkę odmiennego autoramentu. Anagram „B-A-C-H” i tu zaznacza swą kryptograficzną obecność, pulsując podskórnie pod powierzchnią romantycznego rozwichrzenia, transmutując i permutując w nieprzeliczonych wariacjach, fatygując wielogłosowy idiom w służbie rafinowanej egzaltacji.

Antoine Watteau: Les charmes de la vie

Antoine Watteau: Les charmes de la vie

Inna hybryda o mianie „Scherzo, giga, romanca i fughetta” op. 32 (1839), już samym nagłówkiem insynuuje komitywę impresyjnego rozmarzenia z mosiężnym rostrum rozwiniętego baroku; podobnież „Siedem utworów na fortepian w formie fughetty” op. 126 (1853), o gęstej kontrapunktycznej teksturze spowitej w całun sublimowanej melancholii.

Ów finalny wytwór epatujący anachroniczną w erze biedermeieru pedanterią, tudzież niewiarygodnie ślamazarnym tempem (postrzeganym zrazu jako symptom postępu nieubłaganej choroby), konstytuuje autarkiczny monument w heterogenicznym legacie herolda „Wiosennej”, którego olśniewający kunszt „ma zawsze dwa sprzeczne oblicza, jest jak medal, który z jednej strony wykazywałby podobieństwo do Pawła Rembrandta, zaś rewers do Jakuba Callot” (Aloysius Bertrand).

Antoine Watteau: Wesołe towarzystwo

Antoine Watteau: Wesołe towarzystwo

W tych wyrafinowanych korespondencjach rozsnuwających misterną więź między koherentnymi epokami ludzkiego ducha, objawia się urok szczególny; tajne guślarstwo poruszające fibry ufnej psyche, rzewna kontemplacja, co przekroczywszy granice melodii zapożycza od sztuk plastycznych najsubtelniejsze sugestie, najcudowniejsze odpryski, najwykwintniejszą delikatność.

Istnieją artyści, których wewnętrzne ucho wykreowało dzieła tak urzekająco subtelne, iż ucho zewnętrzne staje się świadome ich umiejętności dopiero za pośrednictwem wzroku” – ekscytował się Schumann unoszony falami irracjonalnej frazy. Dwa wieki później, wśród halucynacyjnych wirów; śród eterycznych refleksji, kruchych piękności i transparentnych harmonii, celebruje się lapidarna biesiada o kruchej, wytwornej intonacji.

Antoine Watteau: Diana po kąpieli

Antoine Watteau: Diana po kąpieli

Nieskazitelne pienia zwiewnego Erarda szkicującego namiętne konfesje na sensualną modłę galijskich pointylistów, baśniowa filigranowość i feeryjna finezyjność – oto stygmaty Staierowskiego kunsztu, w którego spirytualnych, ulotnych meandrach skrzą się stłumione myśli, sekretne pobudki, rozsmakowane epizody. Kosztuję je niczym świętą księgę, gotycką modlitwę o arabesce modulowanej stosownie do wzlotów duszy, hymn nieprzerwany i wzbijający się od stuleci.

Antoine Watteau: Spokojna miłość

Antoine Watteau: Spokojna miłość

Karmię się bezcielesną i instynktowną kantyleną rozpływającą się w akwarelowych niuansach i sensytywnych trylach, nie będąc władny pojąć jej forteli, ni objąć zmysłu tak czarującego i prostolinijnego, jakby był dziełem bogobojnego anonima. Zaprawdę, „poeta jest podobny do wątłej i pachnącej lewkonii, czepiającej się granitu i wymagającej mniej ziemi niż słońca” (Aloysius Bertrand).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 24 listopada 2011 at 10:26  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/11/24/andreas-steier-schumann-wyrafinowany/trackback/

%d blogerów lubi to: