Suity francuskie Jana Sebastiana Bacha

Hubert Robert: Villa Farnese w Rzymie

Hubert Robert: Villa Farnese w Rzymie

Sztuka jest wielkim stymulatorem życia: jakże można ją pojmować jako pozbawioną celu, jako >l’art pour art<? – indagował w dobie rewaluacji idei, ironiczny dysydent dekadencji, Nietzsche – Sztuka ukazuje wiele z brzydoty, twardości, problematyczności życia – czy tym samym, jak się zdaje, nie wybawia od życia?”. Herold nowożytnego pojmowania kunsztu, apostoł zgody i wyzwoliciel nowych muzycznych modusów, Bach, był w pełni świadom transcendentnego znaczenia dźwięku i retorycznych aspektów ducha, jakie ten bez obostrzeń do woli wyjawiał i konwertował uległe dusze.

Hubert Robert: Ruiny

Hubert Robert: Ruiny

Instrumentalna fraza, aczkolwiek nie wspomagana emocjonalnym, skrzącym finezją wokalnym credo i nie zdefiniowana co do kontekstu, jawiła się źródłem przepysznej fantazji, tudzież imaginacji prowokującej tysiączne domysły. Mogła tym samym, na równi z kantatą czy oratorium o pietystycznej proweniencji, podnosić krnąbrne serca i poruszać spragnione zmysły, wspierając ich znojny nakład w woli zdążania ku odległemu niebu oraz być przyczynkiem do refleksji nad najświętszymi przymiotami Boga.

Nie dosyć na tym, by utwór był piękny, niech będzie wzruszający i niechaj, dokąd zechce, prowadzi duszę słuchacza” – egzagerował się Horacy w symptomatycznym liście do braci Pizonów. Nielekko zaiste dywagować, czy piewca „Koncertów brandenburskich” znał owe egzaltowane strofy, dość odkryć, iż w sześciu suitach skonstruowanych w Köthen i opatrzonych post factum terminem „francuskich”, zaaplikował on pewną sekwencję: intencjonalną i wyważoną, która bezspornie zmierzała ku ewokacji zmyślnego idiomu.

Hubert Robert: Malarze

Hubert Robert: Malarze

Owa idea cyklu opusów ugrupowanych w sześciu tonacjach – trzech mollowych: medytacyjnej i posępnej d-moll, smętnej i wiotkiej c-moll, melancholijnej h-moll, i trzech durowych: afektowanej Es-Dur, beztroskiej i roztańczonej G-Dur oraz nieziemskiej E-dur; wiedzie swój frapujący żywot z fundamentalnych koncepcji późnego baroku, spirytualnej przytomności i kartezjańskich definicji Matthesona.

Hubert Robert: Ścieżka w parku

Hubert Robert: Ścieżka w parku

Oferuje ona feerię tonów i wachlarz rozlicznych konwencji, rozpostartych pomiędzy baletowymi almandami, dwornym kurantem i posuwistą sarabandą a polifoniczną substancją o gęstej masie; a nade wszystko uprawnia do snucia wdzięcznych facecji i roztaczania kruchych konfabulacji. „Podczas fantazjowania – donosi z emfazą Albert Schweitzer – szczególną przyjemność sprawiało mu przechodzenie do wszelkich możliwych tonacji i docieranie nawet do najodleglejszych oraz powracanie, tak, żeby tego nie dostrzeżono i sądzono, iż tylko modulował w wewnętrznym kręgu jednej jedynej tonacji”.

Bach, osadzony w realiach epoki, acz niepodległy jej znikomym pryncypiom, był oddanym chrześcijaninem o symbolicznej atencji dla świata zdarzeń i nieprzeciętnej ofiarności dla rozległego dzieła Stwórcy, a jego strzelista kolokacja rozkwita na bazie podniosłej modlitwy i krystalicznie czystej wiary. Przenika ona do głębi zda się najbardziej abstrakcyjne figury, w których ścieżka duchowej konsolacji – dozowana roztropnie i cieniowana z nobliwym umiarem – biegnie od potępienia i udręk życia (Pierwsza i Druga Suita), poprzez ekspiację i zaufanie (Trzecia), szlachetną łaskę i uwolnienie (Czwarta i Piąta), po zawierzenie okazane zbawiennej mocy Jezusa Chrystusa i rajski pobyt na Jego wiecznym łonie (Szósta).

Hubert Robert: Krajobraz z kanałem

Hubert Robert: Krajobraz z kanałem

W tym sensie odsłania się naszym oczom zadziwiająca „wielkość myśli, która jest niewidoczna królom, bogaczom, wodzom, wszystkim mocarzom cielesnym” (Pascal), i która jawi się twórczym oddechem najsubtelniejszej metafizyki; promiennej psyche napędzającej tajemne muzyczne struktury i odradzającej się w ich elementarnych napięciach.

Najczęściej, o ojcze i wy synowie godni takiego ojca, my poeci dajemy się uwodzić chwalebnym pozorom – rozważał zafrasowany Horacy – Mozolę się nad zwięzłością, a przez to staję się ciemny; w pogoni za gładkością tracę siły i zapał; kto zapowiedział wzniosłość, popada w nadętość; pełza prozaicznie po ziemi zbyt ostrożny i bojący się burzy”. Boloński klawesynista Franco Cera, szczęśliwie uniknął był owej konfuzji – jaka zbyt często staje się udziałem mych krytyk – i ekscytuje niewiarygodną gracją, finezją i troskliwością artykulacji, a nadto niezaprzeczalną akrobatyką oraz szacunkiem dla detalu.

Hubert Robert: Pont du Gard

Hubert Robert: Pont du Gard

Kluczem do pojęcia urzekającej transparencji przebiegającej truchtem przez rozświetlone pięknem pasaże, zdaje się fakt zatrudnienia osobliwej innowacji: współczesnej kopii francuskiego klawesynu Vincenta Tibaut, przechowanego w paryskim Muzeum Muzyki i datowanego na ostatnią dekadę XVII stulecia, a zatem czas istotnie uprzedzający skomponowanie suit.

Hubert Robert: La Bievre

Hubert Robert: La Bievre

Ta kuriozalna niebanalność, zuchwała i ryzykowna dla zniesmaczonych purystów, okazała się prawdziwie dobroczynna, wyposażając bachowskie konfesje w iskrę egzystencjalnej energii: entuzjastycznej i kwietystycznej zarazem, w której chwalebnym blasku, nucąc i tańcząc, objawia się człowiek jako uczestnik wyższej społeczności; zapomniał chodzić i mówić, i jest już gotów, w pląsach i tanach, wzbić się bez mała w przestrzeń… Klarowna, medytacyjna wizja. „W sobie samej teraźniejszość sztuki zawiera swoją wieczność i nie potrzebuje przyszłości, bowiem wieczność oznacza jedynie doskonałość” (Ludwig Tieck).

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 24 listopada 2011 at 10:06  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/11/24/suity-francuskie-jana-sebastiana-bacha/trackback/

%d blogerów lubi to: