„Zgasły nasze imiona, lecz nasze czyny jaśnieją”: Nekropolie Heinricha Scholza

Lichwin, Głowa Cukru

Lichwin, Głowa Cukru

Nie szanujemy ani nieba, do którego wszyscy razem zostaliśmy wezwani, ani ziemi, którą Bóg przeznaczył nam wszystkim na wspólną własność, ani nawet samej natury; wszystko zniszczyły gniew i żądza pieniędzy”  (Św. Jan Chryzostom)

I.

Pierwsza Wojna Światowa była konfliktem, którego zasięg nie tylko znacznie przekraczał wszystkie dotychczasowe starcia zbrojne, ale pociągał za sobą nieprzewidziane w skutkach, głębokie przemiany społeczne. Po raz pierwszy w dziejach ludzkości w krwawe działania wojenne zostały zaangażowane bezpośrednio nie same wyspecjalizowane armie, lecz całe narody, które każda z uczestniczących w konflikcie stron starała się demograficznie i duchowo złamać. Gwałtowny rozwój sieci kolejowej i olbrzymi progres techniczny, jaki się dokonał w Europie na przełomie XIX i XX wieku, sprawiał, iż starcia zbrojne można było inicjować w dowolnym miejscu, angażując w nie wszystkich zdolnych do noszenia broni. Straty ludzkie porażały więc swym ogromem, a jednocześnie żadne z państw nie było w stanie osiągnąć pożądanej przewagi militarnej.

Ryglice

Ryglice

Wojna stała się sprawą publiczną na zapleczu; donosiła o niej prasa, urlopowani i ranni żołnierze, ewakuowani cywile. Nasilająca się propaganda coraz częściej zajmowała się sprawami godnej oprawy żołnierskich pochówków, które szeroko omawiano na łamach czasopism fachowych oraz w ogólnodostępnych dziennikach. Jednym z istotnych celów tych publikacji było uzyskanie środków na budowę i ozdabianie cmentarzy wojskowych, których brak – w miarę upływu wojennych miesięcy – stawał się coraz dotkliwszy. Wobec faktu, iż dobra wola lokalnych społeczności, grup i związków wyznaniowych nie wystarczała, zadecydowano o przejęciu nadzoru nad grzebaniem i upamiętnianiem poległych przez państwo i jego agendy, które dysponowały odpowiednimi środkami oraz gwarantowały „wieczystą” opiekę nad rozlicznymi miejscami inhumacji.

Dąbrówka Szczepanowska

Dąbrówka Szczepanowska

Monarchie, austrowęgierska i niemiecka przyjęły na siebie odwieczne obowiązki rodziny, a sposób, w jaki to uczyniły „miał – jak raportują Rudolf Broch i Hans Hauptmann – wobec świata dać przekonywujący dowód, że te liczne tysiące poległych bojowników stracone były nie tylko dla małego kręgu swych bliskich, ale i dla wszystkich narodów zjednoczonych, (…) które opłakują ich jako swych kochanych i czcigodnych braci”.

Akcją to państwo starało się wyrazić wdzięczność wobec poległych obrońców oraz szacunek dla każdej z ofiar tej wojny, także i nieprzyjacielskiej: dla każdego, kto padł wierny przysiędze. „Żadne bowiem – ewokowali R. Broch i H. Hauptmann – nawet największe poczucie pietyzmu, żadna, nawet najbardziej oddana ofiarność rodziny nie jest w stanie stworzyć poległym żołnierzom miejsca spoczynku, które byłoby w stanie wyrazić ich zasługi dla Ojczyzny i wierność aż do ostatnich chwil życia tak, jak to czynią wspólne cmentarze bohaterów urządzone w miejscach ich pełnej chwały śmierci”.

Zalasowa

Zalasowa

3 listopada 1915 roku wiedeńskie Ministerstwo Wojny powołało do życia IX Wydział Grobów Wojennych, któremu odpowiadały liczne organy terenowe, powiązane administracyjnie z dowództwami korpusów poszczególnych armii. Nad aspektem finansowym i propagandowym czuwał Komitet Opieki nad Grobami Wojennymi w Austrii, który, celem uzyskania żądanych środków, w setkach tysięcy egzemplarzy wydawał zdjęcia, mapy pól bitewnych, pocztówki z portretem feldmarszałka Edlera Brandera von Wolfzahn, reprodukcje rysunków, akwareli i obrazów, pamiątkowe medale, odznaki „Troska o groby” oraz dyplomy.

Na terenie Galicji Zachodniej projektantami materiałów propagandowych byli zarówno artyści pracujący w ramach krakowskiego Kriegsgräber-Abteilung (Stanisław Żarnecki, Franz Mazura etc.), jak i niezwiązani strukturami wojskowymi (Wojciech Kossak). Kierownicy sekcji i okręgów cmentarnych rozprowadzali te wydawnictwa za pośrednictwem urzędów pocztowych oraz przy jawnej pomocy władz cywilnych, organizujących loterie, koncerty, odczyty oraz kwesty. Akcja ta trwała od kwietnia 1916 roku do stycznia 1918 roku i przyniosła niebagatelny dochód, przekraczający 235 tys. ówczesnych koron.

 II.

Bistuszowa

Bistuszowa

W trzecim tomie „Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”, Jaroslav Hašek opisuje scenę, jaka rozegrała się na budapeszteńskim dworcu 23 maja 1915 roku, kiedy do wojny z monarchią austrowęgierską przystąpiły Włochy: „Szeregowcy poszczególnych kompanii powracali z magazynów zaopatrzenia znowu z pustymi rękoma. Zamiast 15 deka sera szwajcarskiego, który miał być wydawany, każdy żołnierz dostał pudełko zapałek i pocztówkę, wydaną przez komitet opieki nad wojennymi grobami Austrii. Zamiast 15 deka sera szwajcarskiego każdy trzymał w ręku obrazek jednego z galicyjskich cmentarzy żołnierskich z pomnikiem zbudowanym ku czci nieszczęsnych landwerzystów przez dekującego się rzeźbiarza sierżanta Scholza, jednorocznego ochotnika”.

Siedliska

Siedliska

Pocztówka, na którą powołuje się Hašek istnieje faktycznie i prezentuje cmentarz wojenny nr 152 w Siedliskach, zaprojektowany przez znakomitego rzeźbiarza wiedeńskiego Heinricha Scholza, pełniącego ówcześnie funkcję kierownika artystycznego najważniejszego bodaj dystryktu na terenie działalności Oddziału Grobów Wojennych: VI Tarnowskiego. Tekst znajdujący się na jej odwrocie głosi: „Pod Najwyższym Protektoratem Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości Cesarza Karola I, Komitet Opieki nad Grobami Wojennymi w Austryi, Wiedeń IX/4, Canisiusgasse 10. Zachodnio-galicyjski cmentarz żołnierski: Siedliska. Projekt: art. rzeźbiarz jedn. ochotnik Feldw. Henryk Scholz. Z natury rysował H. Pangratz. Przynależność pogrzebanych: c. i k. 30 p.p. i c.k. 6 p. strzelców”.

Należy nadmienić, iż autor „Szwejka” popełnił w budapeszteńskiej scenie zamierzony anachronizm, gdyż widokówka ta nie mogła być rozdawana już w maju 1915 roku, to jest bezpośrednio po zakończeniu „operacji gorlickiej”. Bohaterowie powieści otrzymali zapewne pocztówkę, ilustrującą jakieś inne dzieło sztuki; na przykład krakowska Komenda Okręgu Wojskowego drukowała takowe już w 1914 roku.

Tuchów

Tuchów

Krakowski Wydział Grobów Wojennych, zarządzany z niezwyczajną precyzją przez kapitana (a następnie majora) Rudolfa Brocha, stanowił wyjątkowe połączenie doskonałej germańskiej organizacji ze znaczną swobodą twórczą. Nie dziwi fakt, że dla skupionych wokół niego artystów stał się on doskonałym schronieniem na czas wojny, tak że w oczach zaangażowanych bezpośrednio w działania frontowe zyskali oni krzywdzącą opinię „dekowników”. W ramach akcji propagandowej wydawano tu w latach 1916-18 specjalistyczne czasopismo „Kriegergräber”, informujące o przebiegu budowy poszczególnych obiektów.

Cmentarz nr 152 w roku 1918

Cmentarz nr 152 w roku 1918

Nad redakcją tego periodyku, prezentującego prócz tego intrygujące materiały krytyczne na temat konkretnych projektów, czuwał kapitan Ludwig Brixel. Równocześnie w Wiedniu ukazały się albumy: „Soldatengräber und Kriegsdenkmale” (1915) oraz wspomniany „Die westgalizischen Heldengräber” (1918), z których szczególnie pierwszy, spowodował gwałtowną reakcję ze strony polskich środowisk twórczych, wyrażających obawy, iż „zalecana tam teorya tworzenia grobu żołnierza może znaleźć w kraju echo”.

Lichwin

Lichwin

Celom propagandowym służyły szeroko reklamowane konkursy, w ramach których wyłaniano najlepsze projekty pomników i założeń cmentarnych. Dotyczyło to w głównej mierze nekropolii reprezentacyjnych, tzn. lokowanych w miejscowościach o większym znaczeniu, jak również wiodących dla poszczególnych okręgów miastach. Aby dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, organizowano wystawy prezentujące dokonania Wydziału Grobów Wojennych zainteresowanej publiczności. Eksponowano na nich obrazy, rysunki, fotografie, szkice, akwarele, modele cmentarzy oraz gotowe elementy wystroju (np. krzyże żeliwne). Wystawy takie odbyły się m.in. w Berlinie, Wiedniu, Krakowie, Cieszynie, Ołomuńcu, Ostrawie i Bielsku.  

Lichwin

Lichwin

Krakowska wystawa, prezentowana w dniach 18-28 maja 1916 roku w gmachu Towarzystwa Sztuk Pięknych, doczekała się specjalnej wizytacji ze strony przedstawicieli Ministerstwa Wojny z gen. Hendkem na czele oraz Centralnej Komisji Opieki nad Zabytkami, nadzorującej urządzanie cmentarzy wojennych. Ekspozycji towarzyszył efektowny katalog „Kunstaustellung der Kriegsgräber-Abteilung des K.u.k. militärkommandos Krakau. Friedhofsprojekte und Bilde vom Westagalizische Kampfgebiet“, a gości oprowadzał Rudolf Broch wraz z architektami i artystami, których prace właśnie prezentowano. Krakowski pokaz zyskał szeroki rozgłos w stolicy Cesarstwa, Wiedniu, gdzie wszedł on w skład szerszej ekspozycji, a następnie w Berlinie, w którym zwołano w międzyczasie Międzynarodowe Sympozjum Grobownictwa Państw Centralnych. Rezonans berlińskiego pokazu był znaczny, a obszerne recenzje na ten temat zamieściła nawet prasa turecka.

III.

Rzuchowa

Rzuchowa

Do podjętych przez władze austriackie działań propagandowych i budowlanych, polskie środowiska artystyczne i rzemieślnicze, od początku podchodziły ostrożnie i nieufnie. Z czasem dystans ten wyraźnie się pogłębił, przybierając w wypowiedziach niektórych krytyków wyraz jawnej wrogości. Jeden z nich, architekt Roman Feliński postulował nawet w 1919 roku „kasatę całości lub części tych dziwolągów, aby nasz kraj uwolnić od obcego piętna”! „Poznajemy okolice Brzostka, Jasła, Gorlic, Wirchnego, Orłówki, Sącza itd. – rozpacza Feliński – jakże nieszczęśliwie ozdobione zwałami ciosów lub piramidami obelisków, budyneczków o najdziwniejszych kształtach, na których tylko dorzucone krzyże tu i ówdzie wskazują, że to nie przystanki kolejowe”.

Podobne opinie formułował Tadeusz Szydłowski, pełniący w latach 1914-1928 funkcję Konserwatora Zachodniej Galicji. „Nasze uczucia, nasze dążenia – pisał – nie były w ogóle brane w rachubę, zrodzić się musiały przede wszystkim dzieła obce, z naszą polska sztuką, z naszym rodzimym krajobrazem nie mające nic wspólnego”.

Cmentarz nr 191 w roku 1918

Cmentarz nr 191 w roku 1918

Wtórowali mu organizatorzy alternatywnego konkursu, zorganizowanego w Krakowie w 1916 roku z inicjatywy „Towarzystwa Polska Sztuka Stosowana” oraz ugrupowania „Warsztaty Krakowskie”: „Jest naszym prawem, a zarazem naszym obowiązkiem żołnierzy poległych na naszej ziemi uczcić własnymi siłami i własną sztuką. Nasi rzemieślnicy z krajowych materiałów, podług wzorów polskich artystów, powinni zbudować to wielkie cmentarzysko w Polsce. Niech na nim zakwitnie praca polskich rąk i polskiego ducha”. W tym samym duchu wypowiadał się propagator i obrońca polskiego krajobrazu, ks. Gerard Kowalski, który żądał, aby „przy projektowaniu wielkich cmentarzy, nagrobków i pomników wojennych liczono się z krajobrazem naszym i charakterem naszej rodzimej kultury”.

Ogonówka (Garbek)

Ogonówka (Garbek)

O tym jak niesłuszne i nieadekwatne były te głosy, jak krzywdząca z perspektywy minionego czasu wydaje się ich treść, świadczy opinia ks. Kowalskiego: „O ile zatem poważniej wygląda cmentarzyk wojenny zatknięty dziesiątkami krzyżów drewnianych od projektowanych parków i skwerów z pretensjonalnymi pomnikami mającymi przypominać mauzolea, piramidy czy kolumny klasyczne. Krajobraz Polski nie nadaje im dobrego tła, a słońce polskie nie zalewa ich dostatecznym światłem”. Widok pozostałych na rozległych terenach Galicji Centralnej oraz Wschodniej placów z niewielkimi zarośniętymi pagórkami, będących jedyną reminiscencją tych „zatkniętych dziesiątkami krzyżów drewnianych” nekropolii, jednoznacznie przemawia na korzyść rozwiązań, jakie wyszły spod ręki twórców skupionych wokół krakowskiego Kriegsgräber-Abteilung.

IV.

Las Tuchowski

Las Tuchowski

Wymieniony przez Haška, Heinrich Scholz, nie należał do „dekowników”, lecz był artystą wszechstronnym, który potrafił pracować w kamieniu i drewnie, a ponadto posiadał doskonałe wyczucie materiału. Niespełna trzyletnia praca dla krakowskiego Wydziału Grobów Wojennych, zaowocowała powstaniem ponad 40 realizacji, które odznaczają się nadzwyczajnym dopracowaniem szczegółów, precyzją wykonania oraz doskonale wpisują się w otaczający krajobraz. Cmentarze Scholza, tworząc pod względem estetycznym stosunkowo zwartą grupę, mieszczą się w szerokim nurcie „dwudziestowiecznego klasycyzmu, rozumianego jako ogólna zasada kształtowania formy”.

Modus ten odznacza się symetrią, prostotą, horyzontalizmem, oszczędnością środków wyrazu, powagą i osiowością. Poszczególne rozwiązania, z uwagi na różnorodność zastosowanych przez artystę motywów architektonicznych i dekoracyjnych, emblematów i rzeźb, są unikalne i zakorzeniają tę twórczość w najwartościowszych wytworach klasycyzmu, a poprzez estetykę przełomu XVIII i XIX wieku, wiążą ją wprost z artystyczną spuścizną śródziemnomorskich cywilizacji antycznych.

Pleśna

Pleśna

Plastyczność, przestrzenność, mistrzowskie operowanie perspektywą i planami, umiejętność wkomponowania nekropolii w najbardziej wydawałoby się niesprzyjające warunki terenowe i optymalne wykorzystanie walorów rzeźbiarskich, szczególnie predestynują te budowle do ekspozycji w pełnym słońcu, kiedy ostre promienie wydobywają z najdrobniejszego detalu zdumiewającą grę światła i cieni. Efekty takie osiągał Scholz zarówno w przypadku skromnych powierzchniowo mogił zbiorowych (cmentarz nr 146 w Gromniku), jak i ogromnych założeń cmentarnych, nawiązujących do idei parku krajobrazowego i rozciągających się na przestrzeni kilku bądź kilkunastu hektarów (cmentarze nr 185 na wzgórzu „Głowa Cukru” w Lichwinie oraz 193 w Dąbrówce Szczepanowskiej).

Poręba Radlna

Poręba Radlna

Godne uwagi jest wykorzystanie przez artystę istniejących lokalnych kapliczek przydrożnych, jako miejsc, wokół których założono cmentarze. Rozwiązania takie zastosował Scholz we wspomnianych Siedliskach (cmentarz nr 152), a także w Dąbrówce Tuchowskiej (157), Tarnowcu (180) i Brzozowej (184). W założeniach tego typu, kaplica bądź figura świętego pełnią rolę pomnika centralnego i stanowią czytelną dominantę kompozycyjną. Ten artystyczny zabieg przydał budowlom specyficzny „regionalny” charakter, jednak „swojskość” i „ludowość” tych cmentarzy sięgają raczej źródeł sztuki krajów niemieckojęzycznych, aniżeli samego Podkarpacia.

Kompozycyjny zamysł Scholza nie był rozwiązaniem odosobnionym i znalazł znaczące pendant w rozwiązaniach innych twórców: Roberta Motki (Bobrowniki Małe), Jana Szczepkowskiego (Staszkówka) i Gustawa Ludwiga (Żbikowice, Szczyrzyc). Był on poza tym elementem głębszej koncepcji ideowej, zgodnie z którą groby i pomniki bohaterów powiązano z ziemią, o której wolność walczyli; z jej historią, kulturą, mieszkańcami i przyrodą.

Lubcza Szczepanowska

Lubcza Szczepanowska

Realizacje Scholza wyróżniają się wprowadzeniem przez artystę osobiście zaprojektowanych rzeźb m.in. krucyfiksów w Porębie Radlnej (cmentarz nr 175), Ogonówce (158) oraz w lesie koło Tuchowa (164). Na tym ostatnim cmentarzu, rozpiętej na krzyżu figurze Chrystusa towarzyszyła jeszcze w okresie międzywojennym pełnoplastyczna grupa lamentujących niewiast: Matki Boskiej Bolesnej i Marii Magdaleny. Dziś znamy ją wyłącznie z archiwalnych zdjęć.

W kiepskim stanie zachowała się unikalna płaskorzeźba, wyobrażająca kawalerzystę, nad którym pochyla się ukrzyżowany Zbawiciel. Mieściła się ona w niszy kaplicy, wokół której Scholz założył cmentarz nr 149 w Zadzielu (Chojnik). Przed całkowitym zwietrzeniem rzeźbę uchroniły władze gminy Gromnik, które zabrały ją do swej siedziby. W pobliskim Siemiechowie, na cmentarzu nr 183, znajduje się płaskorzeźba, przedstawiająca św. Jerzego walczącego ze smokiem. Artysta wyeksponował ją w specjalnie skonstruowanej kaplicy, nawiązującej formą do wolnostojących ołtarzy rzymskich (arae).

Janowice

Janowice

Na cmentarzu nr 190 w Janowicach, Scholz powrócił do motywu Ukrzyżowania, wiążąc potężną płaskorzeźbę Chrystusa z masywną ścianą pomnikową, umieszczoną na osi założenia (niem. Denkmalswald). Natomiast w obrębie nekropolii nr 156 w Siedliskach, na wysokim kamiennym postumencie, wznosi się pełnoplastyczna rzeźba nagiego mężczyzny, podtrzymującego stylizowany feston z liści dębu. Ta nietypowa na tle wojennej sztuki sepulkralnej postać, znajduje analogie jedynie z potężną figurą rycerza, dłuta Franza Mazury, pełniącą funkcję pomnika centralnego na cmentarzu w Nowym Sączu. Posąg w Siedliskach jest zdecydowanie bliższy wyobrażeniom antycznych herosów, aniżeli współczesnych żołnierzy, i jako taki odwołuje się do szeroko pojętego etosu i honoru rycerskiego. W nurcie tym mieszczą się wielokrotne cytowane motywy wieńców i liści dębu (cmentarze nr 191 w Lubczy Szczepanowskiej, 146 w Gromniku, 193 w Dąbrówce Szczepanowskiej), stylizowane antyczne głowy wojowników w hełmach (cmentarze nr 150 w Chojniku, 187 w Lichwinie, 197 w Szczepanowicach), urny (cmentarz nr 146 w Gromniku) oraz głowy hoplitów (cmentarze nr 191 w Lubczy Szczepanowskiej, 145 w Gromniku).

Podtarnowskie nekropolie zaskakują mnogością motywów architektonicznych i plastycznych, zaczerpniętych z repertuaru klasycznego i neoklasycznego, stanowiąc szereg wariacji na temat idei pomnika, cmentarza i ziemskiej chwały. Spotykamy tu wolnostojące kolumny o klasycznym porządku (cmentarz nr 191 w Lubczy Szczepanowskiej), pary kolumn, wspierających belkowanie (cmentarz nr 196 w Rzuchowej), obeliski (cmentarze nr 145 w Gromniku, 185 na „Głowie Cukru” w Lichwinie, 193 w Dąbrówce Szczepanowskiej) i ciężkie kamienne pomniki (cmentarze nr 146 w Gromniku, 198 w Błoniu).

Lubcza

Lubcza

Niekiedy, w założeniach pojawiają się centralne kaplice kopułowe w formie otwartej (niem. Durchgangkapellen) i zamkniętej (cmentarze nr 171 w Łowczówku wraz z Siegfriedem Hallerem, 192 w Lubczy wraz z Gustawem Rossmannem). Niektóre realizacje uskutecznił Scholz w konwencji „świętego gaju bohaterów”, odwołując się tym samym do ważkiej staroniemieckiej idei Heldenhain, w której widomą rolę obok samej architektury pełniła przyroda. Należą do nich m.in. nekropolia na wzgórzu „Głowa Cukru” (185), zajmująca całą kulminację tego wzniesienia oraz przestrzenny kompleks cmentarny w Dąbrówce Szczepanowskiej (193).

Dziś, po niemal stu latach od wydarzeń „Wielkiej Wojny”, która nieodwracalnie położyła kres romantycznym wartościom i ideom, odnowione i podniesione troskliwymi rękoma z ruin, cmentarze Heinricha Scholza, znów, jak przed laty pełnią przypisaną im przez budowniczego funkcję, stanowiąc niezwykły testament poległych. Artysta perfekcyjnie wykorzystał krótki czas, jaki dała mu historia, a jego dzieło zasługuje na znacznie więcej, aniżeli skromna wzmianka w Szwejkowskich perypetiach. W tych kilkudziesięciu pomnikach udało się Scholzowi „zakląć” ducha minionej epoki; epoki, w której humanizm, indywidualizm, idealizm, estetyzm i wiara w stopniowy postęp ludzkiego ducha były cnotami, dla których warto oddać swoje życie.

Frasobliwe postludium

Dąbrówka Szczepanowska

Dąbrówka Szczepanowska

Nasze imiona zgasły, ale nasze czyny jaśnieją” – głoszą słowa wykute na tablicy cmentarza wojennego nr 193 w Dąbrówce Szczepanowskiej koło Tarnowa. Podróżując polskimi drogami, obojętnie mijamy ślady naszej bolesnej przeszłości, takie jak ta nekropolia, zagubiona wśród drzew i porośnięta mchem, otulona kurzem upalnego lata i ubłocona jesienną szarugą. A przecież, już ponad dwieście lat temu biskup Ignacy Krasicki pouczał: „Nagrobki, tak jak inne ku następnej pamięci stawiane gmachy, są najtrwalszymi, a zarazem najoczywistszymi dowodami dziejów krajowych, odmian rozmaitych, gdyż z napisów w nich umieszczonych, dochodzić można czasów, w których czyny rozmaite się wydarzały”.

Cmentarz nr 156 w roku 1918

Cmentarz nr 156 w roku 1918

Ulokowany na powierzchni nieomal 1800 m. kw., kompleks sepulkralny w Dąbrówce Szczepanowskiej, został zaprojektowany z uwzględnieniem naturalnego ukształtowania terenu w miejscu szczególnie ciężkich walk toczonych tu w ramach „operacji gorlickiej” w dniach od 2 do 6 maja 1915 roku. O ich skali i natężeniu świadczy fakt, iż na każdy jednokilometrowy odcinek frontu przypadało ponad 30 ciężkich dział artyleryjskich i moździerzy, co w czasie poprzedzającym nieludzkie zmagania pod Verdun, nie miało w dziejach oręża miejsca, i – jak zauważył Arnold Zweig na kartach wstrząsającego „Sporu o sierżanta Griszę” – „było jedną z cech tej zwariowanej wojny, w której kawaleria nie grała żadnej roli, muzyka i chorągwie pozostawały w tyle, a piechota szła do natarcia dopiero wówczas, kiedy pewne było, że w okopach nieprzyjacielskich ani jeden żyjący obrońca nie ma ochoty się bronić”.

Lichwin

Lichwin

O nadzwyczajnym znaczeniu omawianego założenia, świadczy fakt, iż w jego obręb inkorporowano cały sąsiadujący teren ze wszystkimi zmianami spowodowanymi przez Wielką Wojnę (w ostatnich latach zrekonstruowano m.in. część rosyjskich rowów strzeleckich i schronów). Pierwotnie liczył on ponad 4 ha i był ogrodzony płotem z siatki na betonowych słupach. Mogiły poległych walczących armii zostały zgrupowane w dwóch odrębnych zespołach grobowych, pomiędzy którymi ulokowano majestatyczny pomnik centralny z podniosłymi inskrypcjami pióra kapitana Hansa Hauptmanna, poety i oficera w krakowskim Wydziale Grobów Wojennych. Głoszą one co następuje: „Bohaterowie szturmowali to wzgórze bronione przez bohaterów” i „Nieśmiertelna sława wieńczy zwycięzców”. Inskrypcjami zaopatrzono również pola cmentarne w kwaterach rosyjskiej i austriackiej: „Wspólna ojczyzna wzywa wszystkich poległych”, i drugą, przytoczoną na wstępie postludium.

Cmentarz nr 164 w roku 1918

Cmentarz nr 164 w roku 1918

Te uroczyste frazy nasuwają myśli o dramatycznym przebiegu bitwy, o cierpieniach i bohaterstwie poległych (w liczbie 594), o ich szlachetnym uświęceniu. W tej teatralnej na poły scenerii rozlega się porażające wołanie o pamięć; tu wojna zostaje odarta z ideologicznych podtekstów, tu ukazuje ona swoje w pełni realne, upiorne oblicze. Zmarli bohaterowie spoczywają wspólnie, niezależnie od wyznawanych przekonań, rang i nacji i przestrzegają następne pokolenia przed rozpętaniem podobnej pożogi w przyszłości. „Nie przychodźcie z wieńcami, przychodźcie z otwartymi umysłami – woła napis na cmentarzu nr 121 w Biesnej – By przyjąć i w czystych sercach zachować przestrogę tego miejsca: Bądźcie zgodni, ofiarni, odważni i wierni”.

Lichwin, Głowa Cukru

Lichwin, Głowa Cukru

Kiedy więc w listopadowy, jasny i ciepły Dzień Niepodległości 2008 roku, dane mi było odbyć pielgrzymkę do tego cerebralnego ustronia, zbliżałem się doń zrazu powoli, w pełnym misterium solennym nastroju, tak starannie zaplanowanym przez Scholza i sięgającym najstarszej tradycji biblijnej („Zdejm sandały z nóg twych, gdyż miejsce, na którym stoisz jest ziemią świętą” – to właśnie motto, zaczerpnięte z Księgi Wyjścia, stało się naczelną dewizą galicyjskich budowniczych). Czyż ułomny ludzki język władny jest do cna opisać bezmiar rozpaczy, jaki się stał mym udziałem, kiedy stwierdziłem, iż oto w samym centrum cmentarza, na kulminacji wzgórza, doszło do marnej inwestycji, urągającej randze tego zabytku i zagrażającej jego niechybną degradacją?

Rychwałd

Rychwałd

Relacjonując ten usankcjonowany prawnie akt wandalizmu, pragnę zarazem skierować retoryczne pytanie do inwestora: o czym myślał, decydując się na rozpoczęcie budowy w tak newralgicznym miejscu, i czy był aby cokolwiek świadom męczeństwa tutaj spoczywających? A także, czy żywi potrzebną przytomność, iż dzięki ich bezwzględnemu, krwawemu trudowi, dany mu został wolny byt? Gdyż galicyjscy bohaterowie przypominają nam o tym nieustannie w inskrypcji, znajdującej się na cmentarzu nr 160 w Tuchowie:

Wasze młyny znowu mielą, / A Wasze oczy znów promienieją blaskiem, / Wasze kosy znowu brzęczą / A Wasze kobiety śpiewają pieśni / Wasze dzieci ponownie kwitną. / Bóg tego chciał i wymodlił, /A sprawiliśmy to my: umarli”.

© Tekst i zdjęcia: Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 25 listopada 2011 at 10:30  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/11/25/%e2%80%9ezgasly-nasze-imiona-lecz-nasze-czyny-jasnieja-nekropolie-heinricha-scholza/trackback/

%d blogerów lubi to: