Mendelssohn Anne Sophie Mutter

Anne Sophie Mutter (okładka płyty)

Anne Sophie Mutter (okładka płyty)

Dusza człowieka / Jest jak woda; / Z nieba przybywa, / W niebo wstępuje, / Potem z powrotem / W ziemię iść musi, / Wiecznie krążąc” (Johann Wolfgang Goethe).

Rozważając przymioty, jakimi winny się odznaczać subtelne translacje literackie, tudzież projekcje muzycznych opusów, natchniony lśnieniem przestworzy Novalis, rokował: „Tłumaczenie może być albo gramatyczne, albo przetwarzające albo mityczne. Tłumaczenia mityczne są tłumaczeniami w najwyższym stylu. Przedstawiają one czysty, doskonały charakter indywidualnego dzieła sztuki. Oddają nam nie rzeczywiste dzieło, ale jego ideał. (…) Prawdziwy tłumacz tego typu musi być w istocie artystą i móc mówić według swojej i zarazem jego własnej idei poety”. Ową szlachetną kontemplację przywołuję z drogiej mojemu sercu niemieckiej przeszłości, chyląc z atencją czoło przed lirycznymi a płomiennymi traktatami Mendelssohna, którego pokaźną rocznicę życzyła sobie uświetnić euforyczna Anne Sophie Mutter.

Johann Gottfried Schadow, Książę von der Mark

Johann Gottfried Schadow, Książę von der Mark

Osobistą kapliczkę fertycznej heroiny konstytuuje czarowny a krystalicznie wzniosły „Koncert e-moll na skrzypce i orkiestrę”; zwiewny, bajeczny i o dyskretnie skrzącej barwie, a nadto garść bukolicznych elukubracji ujętych wytworną wiolonczelą i nienatrętnym fortepianem, jakie piewca „Symfonii Szkockiej” wycyzelował po krańce maestrii i nie pohańbił nieznośną asymetrią. Dystyngowany i transparentnie nieskazitelny esej; melancholijny, smukły i pastelowy, o welwetowej kantylenie spowitej blaskiem parnasistowskich harmonii, był już przedmiotem dogłębnych rozważań naszej uroczej bohaterki w roku 1980, kiedy to zaprzęgnięta do triumfalnego rydwanu von Karajana sylfida, płynęła z wyniosłych szczytów, opromienionych jutrznią uskrzydlonego poranka.

Pasteryzowana i przyobleczona pralinkami ekloga, będąca spuścizną tejże kooperacji; tchnąca dziewczęcym rozmarzeniem i gimnazjalną aurą memuarów, zda się nie kontentować ambitnej Sophie, która w chęci zmierzenia się z jej pasażami i dionizyjskim źródłem głuchych uczuć, przystępuje do partytury po raz drugi, epatując w pełni dojrzałą kobiecością i świadomością intymnych pragnień.

Anne Louis Girodet Trioson: Sen Endymiona

Anne Louis Girodet Trioson: Sen Endymiona

Utworu klasycznego nie trzeba nigdy móc zrozumieć do końca – analizował Friedrich Schlegel – Ale ci, którzy są kształceni i kształcą się, powinni chcieć uczyć się z niego coraz więcej”. Z uduchowionej i elokwentnej rozprawy o kruchym brzmieniu majowej bryzy; tęsknej, klarownej i roztopionej w słowiczych trelach, wyławia złotolica germańska ondyna pierwiastek diabolicznego „Sturm und Drang”, tak immanentny północnej psyche: somnambuliczne ekstremum szarpiące się w posępnym ścisku Króla olch i histerycznych nokturnach Füssliego; Böcklinowską insulę pulsującą upiornym wichrem, rozchichotaną dreszczem gałęzi i mknącą w blednicy złowrogich przestworzy.

Pomna Schlegelowskiej admonicji, iż „w każdym dobrym wierszu wszystko musi być zamierzone i zarazem instynktowne, dzięki czemu zbliża się on do ideału”, sensualna Mutter elektryzuje i emanuje omal stratosferycznym wigorem, ujarzmiając nadprzyrodzone moce i nakłaniając człowiecze smutki do ustąpienia w rewiry światła – gdzie porzuciwszy martwe cienie oraz zdławiwszy bezkształt samotni, pogardzą one chmurnym globem i karmić się będą jeno Bożym objawieniem, w którego brzasku wolne pozostać będą na wieki. Tam, zwielokrotnione żądzą doznań, spoczną czcigodnie na łonie Najwyższego i spłyną błogim obłokiem ciszy w dolinę mglistej żałości tkliwej, opiętej dymem błagalnych modlitw i litaniami rzewnych skarg, która się zowie naszą Ziemią. „Duszo człowieka, / Tak wodzie podobna! / Losie człowieka, co jesteś jak wiatr!” (Goethe).

Christian Daniel Rauch, Luiza - królowa Prus

Christian Daniel Rauch, Luiza - królowa Prus

Śliczna Anne Sophie, czy to wpierana solenną partycypacją lipskich filharmoników pod wodzą nieulękłego Kurta Masura („Pozwólcie jej płynąć” – miał on poinstruować swoich sprężystych podopiecznych); czy rajcująca triumfalnie wespół z mentorem i ex-partnerem Prévinem nad utajnioną i niepublikowaną sonatą F-Dur („Nadrzędnym przesłaniem tego hymnu jest chęć ucieczki z kochankiem; wszystko mówi tu o płonącym pożądaniu oraz młodzieńczej impulsywności” – wyjawia artystka), czy wreszcie szemrząca w powabnym dyskursie d-moll, nad którego maestrią rozpływał się sam Schumann („To dzieło będzie zachwycać nawet nasze wnuki i prawnuki!”), olśniewa miłosną świeżością i głębokością szczęsnego wejrzenia, czuwającego nad kształtem zdarzeń.

Anne Louis Girodet Trioson: Osjan witający dusze poległych żołnierzy francuskich

Anne Louis Girodet Trioson: Osjan witający dusze poległych żołnierzy

Autor „Lucyndy” nadmieniał jeszcze o „artystach, którzy w istocie są dziełami sztuki stworzonymi przez naturę”; ufającymi szczerze i bez podejrzeń w odważne, prawe ludzkie serce i ujawnienie błądzących marzeń. W śledzeniu dziwnych spraw chaosu, w grzęźnięciu w męce i żałobie, w nagannym rzeczy pomieszaniu i majaczącej śnieniem złudzie, anielska skrzypaczka przemierza wytrwały trakt ku Pięknu i snuje śpiewy o żywej wiośnie.

Drżąc w kwiatów przędzy i runi zbóż; w błogosławionej gęstwie drzew, zieleni gajów, w gwiezdnych mgłach; budzi niemrawych i odrętwiałych, uskrzydla kroki i pierzcha w dal. Chwieje się – krąży, bliżej – dalej, rośnie, osacza, zwycięża mnie… „Jak ja cię kocham / Serca pożarem, / Ciebie, co młodość, / Radość i wiarę / Dajesz mej pieśni, / Że w lot się zrywa. / O, za tę miłość / Bądź mi szczęśliwa” (Johann Wolfgang Goethe).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 25 listopada 2011 at 11:42  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/11/25/mendelssohn-anne-sophie-mutter/trackback/

%d blogerów lubi to: