Chateaubriand: Duch zrodzony na gruzach przeszłości

François René de Chateaubriand

François René de Chateaubriand

Szlachetne umysły, jaśniejące pośród powszechnej podłości, nie poprawiają społeczeństwa – rozważał François René de Chateaubriand (1768-1848) – Pozostają bez wszelkiego związku z wydarzeniami swojej epoki; odosobnione i obce współczesnemu sobie biegowi rzeczy, nie mogą wpływać na przyszłość. Świat, tocząc się ponad owymi umysłami, nie może ich za sobą pociągnąć, lecz i one nie mogą zatrzymać świata. Ażeby wzniosłe dusze były użyteczne społeczeństwu, muszą zrodzić się wśród ludu, który dochowuje miłości ideałom ładu, wiary i obyczaju, którego geniusz i charakter są zgodne z jego stanem moralnym i politycznym”.

Chevalier starożytnego bretońskiego rodu sięgającego mroków wojen krzyżowych, wzrastający na gotyckiej wyspie Saint-Malo o wąskich zaułkach i wielowiekowych domostwach; w kraju oblanym morzem rozpraszającym swe dumne fale o postrzępione skały, przesyconym zwinną bryzą szepczącą wieści odległych lądów, dźwięczącym nabożnym śpiewem pokornych rybaków – autor Atali przyszedł na świat w wieku niepodzielnego dyktatu rozumu, odmawiającego głosu uczuciu spontanicznemu i pozbawionemu jego kontroli: „Wróciliśmy do materialnego społeczeństwa pogańskiego, gdzie każde zepsucie miało swój ołtarz – ubolewał – rozkładająca się cywilizacja dzisiejsza zatraca się sama w sobie; i niepodobna jej uratować szukając innego naczynia: z rozbitego nic się nie da przelać”.

Anne Girodet de Trioson: Złożenie Atali do grobu

Anne Girodet de Trioson: Złożenie Atali do grobu

Z własnej substancji ukształtowałem istoty, których nie znajdowałem w życiu, a które nosiłem w sobie – oto artystyczne credo twórcy Męczenników, podróżnika, moralizatora i dyplomaty, otoczonego uwielbieniem prześwietnych kobiet, z których nazwiska Julii Récamier i pani de Staël świecą szczególnie jasną gwiazdą – Aleksander wznosił miasta, gdziekolwiek się zjawił; ja pozostawiłem sny, gdziekolwiek toczyło się moje życie”.

Osamotniony przez rodziców pochłoniętych obowiązkami majątkowymi i towarzyskimi, porażony ponurym usposobieniem ojca, mizantropa i „rekluza”, po którym odziedziczył był osobiste skłonności; mały René zaznawał czułej opieki ze strony oddanej Villeneuve – wiekowej służącej – oraz starszej siostry Lucyli, równie co on opuszczonej i nieszczęśliwej. „Melancholijne usposobienie ciągnęło mnie w głąb lasów; spędzałem tam całe dni sam, niby dziki między dzikimi” – na taką konfesję poważy się porte parole owego „compagnon des flots et des vents”; literacki René cierpiący na nieuleczalną mal du siecle (rozsławioną z czasem przez Musseta), oddany odwiecznemu misterium przyrody, urzeczony pięknem starożytnych arcydzieł, zdrętwiały grozą oplecionych listowiem ruin – „Zgryzota stała mi się zajęciem, które wypełniało wszystkie chwile!”.

Eugène Delacroix: Ranny zaspokajający pragnienie

Eugène Delacroix: Ranny zaspokajający pragnienie

W lasach Comburga stałem się tym, kim jestem – wyznał na łamach Pamiętnika zza grobu, literackiego monumentu opiewającego blaski i cienie stylizowanej egzystencji – tam poczułem pierwsze dotknięcie nudy, którą wlokłem za sobą przez całe życie, i tego smutku, który był moją udręką i moim szczęściem”. Kilkuletnia izolacja w średniowiecznym zamczysku podszytym leśnymi wrzosowiskami; poddanie marzeniom uwalniającym duszę od trosk codzienności, pogrążenie w kontemplacji Wszechbytu, egzaltowane dyskursy z ukochaną Lucylą i peregrynacje po bukolicznych ostępach konstytuują duchowe oblicze piewcy Ducha Chrześcijaństwa, płonącego wieczystą admiracją dla elegijnej i estetycznej frazy Jana Jakuba Rousseau.

Chrześcijaństwo wygnało ów tłum faunów, satyrów i nimf, przywracając grotom ich ciszę, a lasom rozmarzenie. Przy naszej religii pustynie stały się bardziej smutne, tajemne i wzniosłe, sklepienia naszych lasów uniosły się, rzeki rozerwały swe ciasne urny i dały wodom spływać ze szczytów gór w otchłanie. Prawdziwy Bóg wkraczając w swoje dzieło nadał naturze własny swój bezmiar” – zauważy, wypowiadając wojnę zarówno klasycystycznym regułom, rażącym brakiem psychologicznej prawdy, co romantycznej ekscentryczności, żywiącej pogardę dla szlachetnego beau idéal oraz nakazów dobrego smaku – „Opuszczam dziewicze i ciche schronienie samotności, by wkroczyć na zbrukane i hałaśliwe rozdroża świata; pełne światło rozjaśni marzycielskie życie, dzień obejmie królestwo cieni”.

Antoine Jean Gros: Bitwa pod Nazaretem

Antoine Jean Gros: Bitwa pod Nazaretem

Wybuch rewolucji, obalającej absolutystyczny porządek rzeczy, wytrącił przesiąkniętego sentymentalnymi i wolteriańskimi ideami młodzieńca z istnienia onirycznego i wysublimowanego, rzucając w otchłanie cierpienia rzeźbiącego charaktery i postawy. „Chwile przełomów zdwajają żywotność człowieka – podnosił – W społeczeństwie, które się rozpada i tworzy na nowo, walka dwóch natur, zachwiana przeszłość i przyszłość, pomieszanie dawnych obyczajów z nowymi przynoszą układ przejściowy, w którym nie ma chwili na nudę. Rozkiełznane namiętności i charaktery objawiają się z siłą, której nie mają nigdy w uporządkowanym państwie”.

W 1791 roku gnany żądzą poznania dziedziny dzikiej i egzotycznej, wyrusza w podróż do Ameryki Północnej, przemierzając rozległy interior pomiędzy Luizjaną a Labradorem, wiodąc dysputy z tubylcami, kontemplując indiańskie ustronia i dziewicze krajobrazy: „Ileż to razy przy świetle tych samych gwiazd w lasach Ameryki, na drogach Niemiec, w zaroślach Anglii, na polach Włoch, pośród morza oddawałem się takim samym rozmyślaniom o burzliwych odmianach żywota!” – wspomni dwie dekady później na kartach Opisu podróży z Paryża do Jerozolimy.

Eugène Delacroix: Polowanie na lwa

Eugène Delacroix: Polowanie na lwa

Z dala od ojczyzny, pośród obfitej i niezbadanej przyrody ambicje odkrywcy ustępują refleksji wrażliwego poety, zapełniającego subtelne karty Atali (1801) oraz powołującego do życia tęsknotę za wielkością i pięknem; Boską immensité stanowiącą niewyczerpane źródło sublimacji i uszlachetniania ludzkiego ducha: „W życiu ważonym jego lekką wagą, mierzonym jego krótką miarą i wolnym od wszelkiej ułudy dwie rzeczy są prawdziwe: religia wraz z inteligencją, miłość wraz z młodością, to znaczy przyszłość i teraźniejszość; reszta nie jest warta zachodu”.

To, co na ziemi zowiemy życiem, jest śmiercią – głosił – Nie ma życia innego, jak tylko w wiecznej dusz dziedzinie, a do tej dziedziny prowadzi jedynie świętość, pobożność, sprawiedliwość, uszanowanie dla rodziców i poświęcenie się dla ojczyzny”. Angielski emigrant w służbie aresztowanego króla, ranny przy oblężeniu Thionville, opuszcza udręczoną macierz, unosząc w sercu pogardę dla wszelkiej anarchii: „Człowiek idzie od upadku do upadku (…) nasze godziny oskarżają się wzajemnie: nasze życie jest ciągłym wstydem, bo jest nieustającym błędem”.

Eugène Delacroix.: Śmierć Ofelii

Eugène Delacroix.: Śmierć Ofelii

Pod wpływem uważnej lektury teatru Szekspira oraz Raju utraconego Miltona – wiernego towarzysza w interwałach nieszczęsnych i przesyconych boleścią – pogłębia się jego wnętrze a racjonalna świadomość, poszukująca ucieczki przed duchową pustką epoki, pochłania zdumionymi zmysłami magiczny urok literatur Północy epatujących silnymi wrażeniami, szczodrym moralizatorstwem i posągowym patosem: „Człowieku, jesteś jeno ulotnym snem, bolesnym marzeniem – rozpacza Szaktas po stracie Atali – istniejesz jedynie przez ból; jesteś czymś jeno przez smutek swej duszy i przez wiekuistą melancholię myśli!”. Poezja skandynawskich skaldów i zrewoltowane wersy niewidomego Osjana – „Homere du Nord” – falujące w przestworzach somnambulicznego Morwenu, wskazują Chateaubriandowi nowe źródła natchnienia i inspiracji; niewyczerpana mądrość i oryginalność Biblii wywierają nań skutek dobroczynny, budząc potrzebę odnowy religii zdolnej moralnie i ideowo odrodzić pogrążony w szaleństwie naród.

Utrata umęczonych terrorem bliskich, nostalgia za utraconym krajem lat dziecinnych, wrodzone ubóstwienie przyrody i umiłowanie harmonii we Wszechświecie dopełniają transcendentnej przemiany autora Ostatniego z Abenserażów predestynując go do roli wieszcza przywracającego dotkniętych zwątpieniem współbraci do świątyni wiary przodków: „Dla człowieka pozbawionego religii groza istnienia jest w tym, że widzi nicość – zaznaczał – gdyby się nie narodził, nie zaznałby okropności niebytu”.

Eugène Delacroix.: Wkrocznie krzyżowców do Konstantynopola

Eugène Delacroix.: Wkrocznie krzyżowców do Konstantynopola

Śmierci matki i powrotowi sceptycznego estety na łono religii katolickiej zawdzięcza swoją genezę Duch Chrześcijaństwa (1802), przygotowany po powrocie z wygnania i ogłoszony w przededniu otwarcia zrujnowanych kościołów. Duch to zwiastun sztuki świtającego wieku, o treści podniosłej i poruszającej, pławiący się w krasie rycerskiego średniowiecza, nawołujący do oddania rodzimej tradycji, promieniejący uwielbieniem dla XVII-wiecznego bon goût: „Chrześcijanie ubolewają dziś nad oziębłością względem wiary: któż wie, czy Bóg nie rzucił w jakim nieznanym zakątku ziarna gorczycznego, które rozmnoży się na polach? – zapytywał i wyjawiał: „Gdzie można znaleźć u pisarzy starożytnych coś tak wzruszającego, tak cudownego jak ostatnie zdarzenia w Ewangelii? Nie są to dziwaczne przygody jakiegoś bóstwa, które nie ma nic wspólnego z ludźmi: to historia najbardziej patetyczna, która nie tylko wyciska łzy, lecz której skutki, odnosząc się do całego świata, zmieniły oblicze ziemi”.

Pozaczasowe dygresje, podniesione tu językiem subtelnym i czystym, prowadzą po osobliwych meandrach myśli samotnych génies-meres; naznaczonych „chantres de la race divine”, wieszczących głosem Pana i wytyczających ścieżki, jakimi cierpiąca ludzkość podąży ku dobru, prawdzie i elewacji: „Jak mały jest człowiek na danej mu cząsteczce! Ale jakże wielki jako inteligencja! Mikroskopijny owad, niedostrzegalny w fałdzie szaty niebios, a planety nie mogą przed nim ukryć żadnego ze swych ruchów w głębiach przestrzeni!”.

Eugène Delacroix.: Fanatycy Tangeru

Eugène Delacroix.: Fanatycy Tangeru

Nigdy nie potrafiłem przyglądać się z brzegu, jak toną inni, cierpię, gdy widzę cierpienie ludzkie. Muzy nie mają wtedy nade mną jakiejkolwiek władzy prócz tej, która sprawia, że litujemy się nad nieszczęściem innych” – wyznawał duch wieku udrapowany płaszczem fatalności. Proza Chateaubrianda, ogarniająca spojrzeniem epoki odległe i tajemnicze, płynąca lotem swobodnym i niezakłóconym, pretendująca do uduchowionego oglądu wszechrzeczy, sprzeciwia się pogrążaniu w przebrzmiałych ideach koturnowego antyku, nie zaspokajających pragnień nowoczesnego społeczeństwa.

Czyny wspaniałomyślne są dziś zbyt rzadkie, toteż trzeba im oddawać cześć bez względu na to, jaka je kryje odzież, habit zakonnika czy płaszcz wolnomyśliciela” – pisze. Wierność chwili obecnej jawi się programem niewymagającym zbędnej zwłoki; podobnie jak pełne pokory oddanie dla tradycji chrześcijańskiej, która odsuwając w cień helleński politeizm uformowała nowy obraz świata, człowieka i jego egzystencji. „Zazwyczaj bowiem odrzucamy dziś to, co pochodzi ze źródeł, jak nam się zdaje nazbyt przepojonych wiarą” – ubolewał, podczas gdy ta „nigdy nie toczy sporu z prawdą”. Nadchodząca era jest erą chrześcijańską – taka też winna być jej literatura.

Eugène Delacroix.: Uprowadzenie Rebeki

Eugène Delacroix.: Uprowadzenie Rebeki

Emil Faguet zauważył, iż zasadniczym przymiotem protagonisty Renégo była „zdolność odczucia piękna właściwego dla każdego przedmiotu i zjawisk jak najbardziej zróżnicowanych”. „Lud, który nie zna sztuki nie jest szczęśliwszy niż lud, który zostawia po sobie świetne pomniki swojego geniuszu” – podkreślał na łamach Opisu podróży z Paryża do Jerozolimy (1811), żądając od sztuki służenia pięknu harmonijnemu, wolnemu od chłosty satyry i karykaturalności, degenerującej wieczność dzieła, oraz szerzenia powiewu humanizmu, pochylającego się nad ludzką ułomnością.

Obwiniają mnie, że zawsze wybiegam poza cel, który mogę osiągnąć: niestety! Szukam jedynie nieznanego dobra, którego przeczucie mnie ściga” – wołał nieszczęsny porte parole egotycznego mistrza, który w pogoni za idealną harmonią, podnosi arystotelesowski postulat imitacji natury; zakładając jednocześnie, iż naśladownictwo nie może rozciągać się na wszystkie jej przejawy. Sztuka, nie rozporządzająca odpowiednimi środkami, aby odtworzyć Boskie uniwersum w jego nieograniczonym bogactwie, winna podążać za kartezjańską métier, powściągliwym rzemiosłem francuskich wirtuozów: Boileau, Montaigne’a, Racine’a, Pascala, Moliera i Bossueta, odnajdujących piękno w aspektach doskonalszych od samej natury: „Biada temu, kto nie zapatruje się na przyrodzenie oczyma Fénelona i Homera!”.

Eugène Delacroix.: Jeździec grecki

Eugène Delacroix.: Jeździec grecki

W przyrodzie jesteśmy plamą, psujemy jej harmonię i słodycz swoją obecnością, słowami, uczuciami nawet – medytował Źródło wiosenne odnowiło swoje wody nie przywracając nam młodych lat i widok wszystkiego, co się odradza, wszystkiego, co szczęśliwe, przywodzi tylko do bolesnego wspominania przeszłych radości”. Przeciwstawiając się brzydocie, osnuwającej mrokiem blask i przepych doskonałości, autor Naczezów wyraża protest przeciwko szokującemu realizmowi i introdukcji tematów moralnie niegodnych. „Z wielkich obrazów powstają wielkie myśli” – zaznacza, propagując pierwszorzędne ekspozycje biblijne, wyjątki z dziejów Kościoła, bohaterskie żywoty świętych, jerozolimską epopeję Tassa, homeryckie wyznania niezbrukanych podłością wojowników Iliady oraz francuskie legendy, ożywiane niesłabnącą wiarą w nieskazitelność ludzkiego serca.

Zamiast gardzić przeszłością powinniśmy, wzorem wszystkich narodów, traktować ją jak czcigodnego starca, który w domu naszym opowiada o tym, co widział: jakie zło może nam wyrządzić?” – wnioskował, zasilając szeregi awangardy XIX-wiecznego historyzmu, rozbudzającego przywiązanie do narodowej spuścizny i odurzającego dostojną potęgą średniowiecza.

Theodore Gericault: Tratwa Meduzy

Theodore Gericault: Tratwa Meduzy

Nie znano dostatecznie człowieka; teraz się go analizuje, poddaje próbom w tyglach, aby zobaczyć, jakie być mogą z niego pożytki  (…) zepsucie umysłu, na inny sposób niszczycielskie niż zepsucie zmysłów, uznaje się za konieczne” – w takich słowach uzewnętrznia żal nad duchową depresją społeczną. Idei moralnej elewacji poprzez kontemplację abstrakcyjnego piękna służy tyleż niewyczerpana energia i nieskrępowany entuzjazm gotyku – czasu w mniemaniu twórcy Atali ideowo najwyższego, co epicka doskonałość starożytności, bujna wyobraźnia Odrodzenia, głębia myśli złotego wieku Ludwika XIV oraz egzotyzm pozaeuropejskiego prymitywu o intencjach wewnętrznie czystych i niezepsutych.

Montaigne mówi, że ludzie są otwarci na przyszłość; ja jestem maniacko otwarty na przeszłość” – deklaruje – „W dwudziestym roku życia sami sobie wystarczamy, a w pierwszej młodości jest jakaś niespójność i niepewność, która nieustannie pociąga do marzeń i urojeń. Lecz w dojrzalszym wieku umysł zwraca się do rzeczy gruntowniejszych i pragnie nade wszystko karmić się wspomnieniami i przykładami z historii”.

Theodore Gericault: Kirasjer

Theodore Gericault: Kirasjer

Przywracając wewnętrzne rostrum indywidualnego bohatera, Chateaubriand staje się rzecznikiem literackiego subiektywizmu, domagającego się ujawnienia czytelnikowi najtajniejszych przeżyć i wahań twórczych. Podąża w tym śladem autobiograficznego stylu autora Umowy społecznej, zakreślając jednakże surowe granice wszelkiej egzageracji, nie licującej z dobrym smakiem i poczuciem godności; przeciwstawia się także uszczupleniu przedmiotu dzieła do kręgu własnej jaźni, odżywianego afektacją, skargą i boleścią. „Nie jesteś młodzieńcze czymś wyższym przez to, że widzisz świat w odrażającym świetle” – poucza zdradzającego symptomy Weltschmerzu Renégo sędziwy spowiednik – „Samotność zgubna jest temu, kto nie żyje w niej z Bogiem; potęguje ona władze duszy, a równocześnie odejmuje im wszelką strawę (…) Czy może być coś nędzniejszego, niż myśleć bez ustanku o ucieczce z życia?

Zadaniem sztuki przemawiającej językiem głęboko osobistym jest unaocznienie istnienia w jego nieograniczonym zenicie, propagowanie uczuć szlachetnych, przedkładanie egzystencji upadającej pod brzemieniem losu, lecz nie rezygnującej z wysiłku i nie poddającej walki. „Jeżeli więcej niż inni cierpisz nad sprawami życia, nie powinieneś się temu dziwić: wielka dusza musi zamykać więcej boleści niż mała” – głosi ustami dożywającego swych dni Szaktasa.

Pierre-Paul Prud'hon: Sprawiedliwość ścigająca występek

Pierre-Paul Prud'hon: Sprawiedliwość ścigająca występek

Stąd niechęć do werteryzmu, oskarżanego o zgubny wpływ na dojrzewającą generację Francji, acz potajemnie wielbionego i przeżywanego; stąd brak zaufania wobec byronowskiej tragedii, zbyt przypominającej koleje własnego losu i operującej ironiczną pogardą dla otoczenia; stąd pesymizm i niechęć wobec czasu kryzysu sankcjonującego progresję zła, niskość i rozkład: „W miarę jak religia oddala się od swych źródeł, rośnie małość, aż wreszcie ukazuje się w pełni nędza Adamowych synów” – przyznaje – „Narody najbardziej wolne najprędzej też dają się uwieść namiętnościom”.

Są dwa przedmioty, które odzywają się w sercu człowieka, w miarę jak postępuje w lata: miłość do kraju rodzinnego i do religii”. Literatura głosząca pryncypia moralności, podnosząca człowieka do cnoty najwyższej względem społeczeństwa i bliźniego oraz podległa idei piękna, nie istnieje sama dla siebie, a jest krzewicielką zasad i skarbnicą zaszczytnych tradycji; wyrastając z potrzeb epoki ma równocześnie kształtować jej oblicze – oto vérités utiles bretońskiego mędrca pragnącego zapobiec chorobie wieku, pomieszaniu filozoficznych pojęć, zniewoleniu wysublimowanego umysłu.

Szczęście znajduje się jeno na powszechnych drogach” – na takie przesłanie poważy się spowiednik urokliwego Renégo, zagubionego w zrewoltowanej współczesności i poddającego w wątpliwość sprawiedliwość swojego gatunku. Posłanie Chrystusowe, niosące z sobą pokój i ukojenie jawi się jedynym czynnikiem, zdolnym przezwyciężyć kryzys systemów, karmić rozkwit kunsztów i nauk, pchnąć ludzkość na ścieżkę cnoty: „Wolność, która mogłaby uratować świat, nie postąpi kroku, skoro nie ma oparcia w religii”.

Eugène Delacroix: Polowanie na tygrysa

Eugène Delacroix: Polowanie na tygrysa

Transcendentny program sztuki, unikanie krańcowości stylistycznej, przejawiające się w subtelnej równowadze pierwiastków klasycznych i romantycznych, geniusz harmonii i piękna oraz żywa atencja wobec duchowej spuścizny przodków, poddają nieodwracalnej metamorfozie istotę samego twórcy, który z XVII-wiecznego honnête homme, służącego swym piórem konserwacji ustalonego porządku i XVIII-wiecznego encyklopedysty, rozjaśniającego mroki powszechnej ignorancji, staje się geniuszem, natchnionym talentem o proweniencji niebiańskiej, wznoszącym się ponad przeciętność oraz skazanym – dzięki indywidualnemu odczuwaniu i sposobowi wyrażania wewnętrznych przeżyć – na upokorzenie i nieopisaną samotność.

Zajęcie się naukami, tak słodkie w ukryciu, ściąga na nas burze, gdy ujawniamy jego wyniki” – przyznaje. Wyższość natury poety sprawia, iż nie może się on zadowolić życiem szarym, codziennym: „Opatrzność nami kieruje, kiedy wyznacza nam rolę na scenie świata”. Tęsknota za immensité nie odstąpi go już nigdy; nie zazna też spokoju dusza udręczona pragnieniem ekspresji i rozczarowana przemijalnością krótkotrwałych podniet: „Niepewność naszego losu nadaje rzeczywistą wartość przedmiotom, toteż ziemia oglądana pośród wzburzonego morza jest podobna do żywota, na który spoziera człowiek, co ma umrzeć”.

Pierre Paul Prud'hon: NIewinność wybierająca miłość zamiast bogactwa

Pierre Paul Prud'hon: NIewinność wybierająca miłość zamiast bogactwa

Natura delikatna, wrażliwa i subtelna peregrynuje od jednego stanu duszy do drugiego: „Całe nasze życie jest błąkaniem się wokół grobu: rozmaite choroby to tchnienie wiatru, który mniej czy bardziej przybliża nas do portu (…) Śmierć jest piękna, jest naszą przyjaciółką: nie rozpoznajemy jej, ponieważ ukazuje się nam zamaskowana, a ta maska nas przeraża”. Melancholia wodząca znużonym wzrokiem po ziemskiej domenie, wznieca niekiedy w sobie potęgę olbrzyma; gargantuiczny entuzjazm wiodący bój z intensywnym cierpieniem, jakim Istota Najwyższa piętnuje swoich wybrańców.

Czy męczennik walki o niepodległość jest większy od męczennika walki o prawdę?” – pyta autor Etiud Historycznych i konstatuje: „Geniusz nie jest niczym innym, jak cierpliwością”. A jednak, „nie ma nieszczęść dla tych, co potrafią je znosić: jeśli owe nieszczęścia przewyższają nasze siły, śmierć nas od nich wybawia”. Gehenna ciała i samotność ducha; myślenie błądzące po vaste désert d’hommes, bezpłodne w stadium udręki twórczej i wśród pospolitości tłumu, wydaje owoce słodkie i oczywiste, dojrzewając z dala od zgiełku świata („Dobre jest tylko ustronie”).

Anne Louis Girodet de Trioson: Potop

Anne Louis Girodet de Trioson: Potop

Choć jestem błędnym rycerzem, mam upodobania zakonnika” – przyznawał na kartach Pamiętników zza grobu, egotycznej encyklopedii egzystującej wyłącznie przez niego i dla niego. W istocie postrzegał niebezpieczeństwo w postępującej mizantropii, skutkującej oderwaniem się od społeczności i roztrwonieniem talentu predestynowanego do służenia innym: „Próżno chcielibyśmy zataić przed sobą, że jest w naszych sercach miłość sławy; człowiek nie myśli wyłącznie o swoim materialnym dobru; kto tak sądzi, ten zanadto go poniża” – rozważał. Geniuszowi objawione zostało być cicerone swoich bliźnich na drodze ku doskonałości i nie ustawać w głoszeniu prawdy bez względu na konsekwencje; winien przy tym podnosić upadłych o umysłach bezkrytycznych i znikomej woli, sprzeciwiać się milczeniu w obliczu represji i prześladowań, bronić przekonań wypływających z wewnętrznej integralności: „Istnieje coś, co jest wyższe ponad wszelkie poglądy, a tym czymś jest sprawiedliwość”.

Z obowiązków tych pisarz wywiązuje się w pracy sumiennej i nieustającej, tląc się w płomieniu erudycji i czcigodnego szacunku dla nauk, nie ustępując w wierze, znoju i gorączce godnej antycznych herosów: „Człowiek stawiając grobowiec nie powoduje się bynajmniej poczuciem własnej nieśmiertelności: ów grobowiec nie jest wcale słupem oznajmiającym koniec jednodziennego biegu żywota, lecz kamieniem milowym oznaczającym wchód do życia bez kresu, rodzajem wiecznej bramy wzniesionej na granicach wieczności”.

Eugène Delacroix: bitwa pod Tailleburg

Eugène Delacroix: bitwa pod Tailleburg

Upadającemu pod brzemieniem cierpień i trudu zamilknąć nie wolno: „Przyjdą inni ludzie, tak samo śmiertelni jak ja, i będą snuli takie same myśli na tych samych zwaliskach”; nagrodą pozostaje sława, szlachetna i odległa: „Nie pogardzajmy chwałą; nie ma od niej nic piękniejszego prócz jednej tylko cnoty. Najwyższy stopień szczęścia ten by osiągnął, kto by w tym życiu połączył jedną i drugą”; płynie z niej szczęście i świadomość ulżenia bliźnim, lecz i one – jak wszystko – okazują się złudne i krótkotrwałe: „Sławne rzeki mają takie samo przeznaczenie, co sławne ludy: zrazu nie znane, potem głośne na całej ziemi, na koniec wpadają w niepamięć (…) Rozwaliny słynące świetnymi wspomnieniami wykazują, że wszystko na tym świecie jest nicością…”.

Przemijanie jest stygmatem tej dumnej frazy głoszącej pochwałę ruin; pośród nich Chateaubriand szuka rozwagi i samotności, niedostępnych w gwarze tłumu; tu kontempluje znikomość i nieunikniony kres zjawisk: „Wszystko jest grobem u ludu, który przestał istnieć. Gdy człowiek przeminie, pomniki jego życia są jeszcze marniejsze od pomników jego śmierci. Grobowiec chroni przynajmniej jego prochy, ale czy pałace zachowują choćby cząstkę jego uciech?

Théodore Géricault: Cavalo bravo

Théodore Géricault: Cavalo bravo

Czymże więc jesteś, ogromie dzieł Boga, jeśli zniknięcie geniuszu ludzkiego, który jest wart całej przyrody razem wziętej, nie naruszyłoby bardziej porządku stworzenia niż jakiś przepadły atom!” – daje upust rozpaczy. Ale serce krwawiące na ruinach przeszłości bije nadal; otwiera dumne podwoje na świat rozpłomieniony żarem piękna, przemierza meandry Tybru i Missisipi, bada zaułki Jerozolimy i Aten, spoczywa w cienistych krużgankach Alhambry i na pustkowiu Morza Martwego. Piewca Męczenników ogarnia je wzrokiem i myślą humanisty, wzywającego herosów zdolnych unieść ciężar epoki, ostrzegającego wątpiących, a nade wszystko prawiącego o odpowiedzialnej misji mistrza słowa, w której spełnieniu uczestniczą wytrwałość, ofiarność i nieskazitelna moralność: „Inni w sobie znajdują swoje środki wyrazu, ja natomiast muszę zastąpić to, czego mi brak, pracami rozmaitego rodzaju”.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 3 grudnia 2011 at 9:08  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/03/chateaubriand-duch-zrodzony-na-gruzach-przeszlosci/trackback/

%d blogerów lubi to: