Łabędzi śpiew romantyzmu: „Cztery ostatnie pieśni” Ryszarda Straussa

Ryszard Strauss

Ryszard Strauss

W czerwcu 1924 roku, przy okazji sześćdziesiątej rocznicy urodzin autora Symfonii alpejskiej – „ostatniego – jak głosił Stefan Zweig – z wielkiej generacji sięgającej od Haendla, poprzez Beethovena i Brahmsa, aż po nasze dni” – niemiecki dramaturg, nowelista i powieściopisarz, Gerhart Hauptmann wyraził następującą opinię: „Wielki muzyk Ryszard Strauss należy ciałem i duszą do kultury zachodnioeuropejskiej, równocześnie jednak jest całkowicie Niemcem. Dziecko epoki wilhelmińskiej, jest on przecież zdrowszy niż owa epoka. Także i ogólne schorzenia wywołane przez wojnę pozostawiły jego sztukę nietkniętą, zdrową jak dawniej. (…) Tam, gdzie najpiękniejsza, upodabnia się jego muzyka w swojej materialności do kwiatu i owocu. Jak one powstają ze zdrowego misterium drzewa, tak powstaje i ta muzyka. Jej korzenie tkwią oczywiście w ziemi, lecz ukazuje ona, podobnie jak drzewo, tylko to, co jest nad ziemią – ukazuje w słonecznym blasku wraz z górami, dolinami, wichrami, chmurami, wraz z ludzkim losem”.

Dante Gabriel Rossetti: Flammetta

Dante Gabriel Rossetti: Flammetta

Sugestywna spuścizna autora Elektry, krystaliczna, zmysłowa i transcendentna – „Eros Platona, unoszący się między niebem a ziemią, odsłaniający najgłębsze tajniki duszy ludzkiej” – wyznacza kres późnoromantycznej kultury muzycznej, zasobnej, sytej i promieniejącej blaskiem czarodziejskiego splendoru; zmierzch wyrafinowanego Elizjum jednoczącego siły minionych stuleci i transmutującego pod tchnieniem ducha powojennego ładu.

Malarska fraza Straussa, „niezwykle utalentowanego młodego człowieka (…) Po Brahmsie bez wątpienia najwybitniejszej indywidualności, elastycznego, żądnego wiedzy, pewnego siebie i taktownego” (Hans von Bülow), stanowi ucieleśnienie apollińskiego piękna w jego świetlistym zenicie; to wizja idealizowanego wykwintu, rozkoszująca się płomienistym przepychem, podniosłą barwą, soczystą melodyką, przenikliwą maestrią brzmienia. „My, artyści, musimy dążyć do zachowania jasnego spojrzenia na to, co piękne i wzniosłe – apelował w liście do Romain Rollanda, podyktowanym w latach wojennej makabry – i stawać w służbie prawdy, która wreszcie, jak światło ciemność, przeniknąć musi gęstą sieć kłamstwa i oszustwa, oplatającą otumaniony urojeniami świat”.

Dante Gabriel Rossetti: Flammetta: Galahad, Bors i Parsifal

Dante Gabriel Rossetti: Flammetta: Galahad, Bors i Parsifal

Wraz z akordem H-Dur kończącym ‘Tristana’ skończył się na dwieście lat romantyzm – oznajmił – Musimy więc zabrać się do czegoś innego”. Reprezentując erę zatraconą w duchowej alienacji od namiętnego społecznego rostrum, oddaną egocentrycznym stanom psyche i nietzscheańskim prawidłom, Strauss nie lekceważy zewnętrznego uniwersum, postrzegając w sztuce „barwne odbicie życia” (Goethe) i przemawiając głosem istnienia zanurzonego w bujnej codzienności. „Sztuka jest wytworem artystycznym – głosił – Nie jest jej zadaniem wieść pełną samozadowolenia, izolowaną egzystencję, według praw samowolnie wymyślonych lub dostosowanych do aktualnej potrzeby, a później określonych jako ‘wieczne’; jej naturalnym zadaniem jest natomiast dać świadectwo o kulturze czasów i narodów”.

Dante Gabriel Rossetti: Święta Katallina

Dante Gabriel Rossetti: Święta Katarzyna

Rzeczywistość pozbawiona znamion abstrakcji i homo sapiens w jego niezafałszowanej „idylli” stały się przedmiotem doczesnej afirmacji tego „wielkiego współczesnego” (Mahler), doświadczającego rozkwitu własnego kultu; sprawiedliwego humanisty wielbiącego naturę i rozsnuwającego lament nad demonicznym losem upadłej ludzkości. „Pożar monachijskiego Hoftheater, – ubolewał wiosną 1945 roku – w którym przeszły chrzest pierwsze przedstawienia ‘Tristana’ i ‘Śpiewaków norymberskich’, w którym przed 73 laty po raz pierwszy słyszałem ‘Wolnego strzelca’, gdzie mój drogi ojciec 49 lat grał w orkiestrze jako pierwszy waltornista, to była największa katastrofa, jaka wstrząsnęła moim życiem, wobec tego nie ma już w moim wieku żadnego pocieszenia i żadnej nadziei”.

Byt autora Metamorfoz, uporządkowany, stateczny i wypełniony; pławiący się w majestatycznej świetności wilhelmińskiej Rzeszy, spięty klamrą światowych hekatomb, dogasający na zgliszczach zdegenerowanego imperium, oscyluje „między gloryfikacją a lekceważeniem” (Tomasz Mann), rozciągając się na przestrzeni interwału o treściach niejednolitych; od delirium zrewoltowanego Don Juana po szlachetną ariergardę skrzącego Capriccia, od mistycyzmu tristanowskiej chromatyki po winckelmannowską prostotę „starożytnych” idei Goethego, od dysonansowego monstrum gargantuicznej orkiestry po kameralną ekonomikę brzmienia; subtelne wyrzeczenie i uwolnienie od postromantycznego balastu. ”Dawniej znajdowałem się w forpoczcie. – żartował w 1923 roku – Dziś jestem niemal strażą tylną”.

Dante Gabriel Rossetti: Melodia siedmiu wież

Dante Gabriel Rossetti: Melodia siedmiu wież

Znam dwa cudowne języki, poprzez które Stwórca dał człowiekowi możność ogarniania i pojmowania rzeczy Boskich w całej ich potędze – pisał Wilhelm Heinrich Wackenroder – Docierają one do naszego wnętrza całkowicie odmiennymi drogami, (…) poruszają za jednym razem w cudowny sposób całe nasze jestestwo i wnikają w każdy należący do nas nerw i każdą kroplę krwi. Jednym z tych cudownych języków mówi tylko Bóg; drugim mówią jedynie nieliczni wybrani, których namaścił jako swych ulubieńców”. Wyszukane formalnie i niestrudzone technicznie dzieło piewcy Kawalera srebrnej róży – misterne psychologicznie, tryskające dowcipem, rozlewające się kantyleną uprzędzioną w bieli i złocie, epatujące perlistym tremolo – cechuje nieustanna progresja, wyrażająca się w zmierzaniu ku maksymalnemu klasycyzmowi oraz niechęć wobec rutyny, postrzeganej w kategoriach „śmierci prawdziwej sztuki”.

Dante Gabriel Rossetti: The Blessed Damozel

Dante Gabriel Rossetti: The Blessed Damozel

Dążę do maksymalnej prostoty – ujawniał – u prawdziwego artysty nie ma dążenia do oryginalności”. Straussowska ścieżka, śmiała, swobodna i uskrzydlona – po zatrudnieniu rozległego spektrum ekstatycznych i zagęszczonych środków wyrazu – wiodła nie w górę, a w dół, ku wirtuozerii smaku, subtelnej nastrojowości, cyzelatorskiej sublimacji. „Moją myślą jest melodia – wyznaje jeden z bohaterów Capriccia Ona obwieszcza głębię niewypowiedzianą! W jednym akordzie przeżyjesz cały świat!”.

Pragnienie nieustannej przemiany, stawiania stopy na lądzie nieznanym, radosnej zuchowatości, bez której – jak zauważa Goethe – istnienie talentu wydaje się jawnie wątpliwe, piętnuje tę nieskończenie witalną egzystencję lśniącą harmonią rodzinnego szczęścia (Sinfonia domestica), roztopioną w lodowej panoramie Garmisch (Symfonia alpejska), przesyconą zdrową, zmysłową dojrzałością (Don Juan), wielbioną w autonomicznych dziełach (Śmierć i wyzwolenie, Żywot bohatera). „Zalecają mi, bym nie komponował zawsze siebie samego” – ironizował – „Czy zna Pan kompozytora, który komponowałby cokolwiek innego niż siebie samego?” – pytał Bernharda Schustera, a w liście do Rollanda przyznawał: „Nie pojmuję, dlaczego nie miałbym napisać symfonii o sobie samym. Uważam się za człowieka nie mniej interesującego niż Napoleon czy Aleksander Wielki”.

Dante Gabriel Rossetti: Święty Jerzy

Dante Gabriel Rossetti: Święty Jerzy

Protagonista Z Italii, którego diamentowy styl – fantazyjny, przejrzysty i nie przyćmiony – objawił się był w pełnej krasie tuż u progu twórczości, uderza w tony kwitnące niebiańskim pięknem, przesadnie stylizuje i naturalizuje, zanurzając się w otmęty jaskrawej ekspresji; biegnie po spirali komediowego czaru, filigranowej kameralistyki i patetycznej barokowości, krąży po niespokojnych parafrazach i secesyjnych wahnięciach, spoczywa w krainie kunsztownej estetyki i niewysłowionej rozkoszy barwnej. „Dążyłem zawsze do stylu, który najlepiej dostosowany jest do istoty dzieła – tłumaczył – Według mojego przekonania każde dzieło musi być napisane innym językiem i musi nosić na sobie tylko skrojoną szatę”.

Myślę, jak krótkie jest zainteresowanie czymś, co do nas dociera z zewnątrz bez oddziaływania artystycznego – rozważał w listopadzie 1892 roku – Na trwałe pociąga jedynie to, co człowiek z siebie samego wkłada w naturę; własna praca artystyczna lub recepcja pracy artystycznej innych, dzieł naszych wielkich geniuszy”. W im wyższe rejony mądrości wstępował, tym bardziej czuł się naturalnym spadkobiercą przepastnej spuścizny wieków XVIII i XIX, nie tracąc z oczu burzliwej frazy późnego romantyzmu, odżywiającej fertycznie jego nieskazitelną i nieugiętą sztukę.

Dante Gabriel Rossetti: Rocznica śmierci Beatrycze

Dante Gabriel Rossetti: Rocznica śmierci Beatrycze

Dawno się nauczyłem, że komponując, nie jestem zdolny do napisania czegokolwiek bez programu, który by mnie prowadził” – zaznaczał, definiując odrębny język muzyczny, w którym – niczym w tajemnym ogrodzie – rozkwitały kwiaty egzotyczne, oślepiające i wysublimowane. Stapiając namiętnie duchy przeszłości odległej i heroicznej: grecką tęsknotę, umiłowanie przyrody, sympatię dla baśni, upojenie średniowieczną Germanią, ludową kantylenę, świetlisty barok wiedeńsko-salzburski, rokokowe pastele Watteau i dionizyjski przepych Slevogta, autor Tako rzecze Zaratustra przetwarza je z epicką ekspresją, kreując inkrustowaną złotem świątynię, którą niepodzielnie zarządza i w której trwa opalizujące muzyczne nabożeństwo. „Mojego życia nie określa żadne prawo duchowe, mój Bóg przemawia do mnie przeze mnie samego” – grzmi wolnomyśliciel dotknięty creator spiritus – „Chrześcijaństwo musiało powstać, by można było po Fidiaszu stworzyć colmarski ołtarz, namalować Madonnę Sykstyńską, napisać ‘Missa solemnis’ i ‘Parsifala’”.

Dante Gabriel Rossetti: Grobowiec Artura

Dante Gabriel Rossetti: Grobowiec Artura

Przy swojej swobodnej i zdecydowanej postawie robi [on] wrażenie jednego z owych wielkich badaczy, co z uśmiechem na ustach przemierzają obszary zamieszkałe przez dzikich” – oceniał erudycję autora Don Kichota Claude Debussy, a Hermann Bahr zauważał: „Tacy są ogrodnicy, a także ludzie pracujący dużo przy mikroskopie; ludzie, którzy przywykli oglądać rzeczy z bliska, dokładnie i z namysłem, którzy odznaczają się miłością, cierpliwością i wiernością”.

Dante Gabriel Rossetti: La Ghirlandata

Dante Gabriel Rossetti: La Ghirlandata

Wszechstronność i różnorodność, otwartość i umiejętność adaptacji do aktualnych zjawisk, wola czerpania z niezliczonych bodźców myślowych, społecznych i światopoglądowych, płynących z rozproszonych dziedzin bytu i sztuki, łaknienie transcendencji przenikającej chorobliwą epokę wzwyż i w głąb oraz rzeczowy etos – znamionują tę sugestywną frazę „widzianą słuchem” (Wilhelm Kienzl) i komponowaną „zawsze nazbyt skomplikowanie” (Strauss o sobie). W dziele twórcy Ariadny ujawnia się niekłamana sympatia dla życia przemierzającego trudną współczesność, pogodny epikureizm pokonujący „leniwy bieg czasu” (Hölderlin), uważna partycypacja w beznamiętnym continuum rzeczywistości, wyzwalająca partyturę z pęt „odświętnej izolacji” (Tomasz Mann) i zaprzęgająca ją w wieczystym dziele elewacji ludzkości. „Cała Europa winna wiedzieć, że nasza przyszłość leży w sztuce, zwłaszcza muzyce” – ogłosił na gruzach „pięknej epoki” – „Powinny za siebie mówić czyny i dzieła, nie zaś słowa!”.

Od chwili, gdy płynąc z Brindisi na włoskim parowcu – rozważał u schyłku obfitej drogi – zobaczyłem Korfu i błękitne góry Albanii, pozostałem germańskim Grekiem do dziś, kiedy to mogę spoglądać wstecz na swoje dzieła”. Mieszczański humanista; idealista i wagnerianin („Kto pojmie naród niemiecki – to pomieszanie beztalencia i geniuszu, heroizmu i służalstwa?” – pytał Hugo von Hofmannsthala w pierwszych tygodniach Wielkiej Wojny), odnajdujący się w roli reprezentanta dumnej nacji i spadkobiercy olśniewającego sezamu staroniemieckich idei („W gruncie rzeczy wszystko to już zrobił przede mną pewien starszy pan: Wagner”), znużony jego unicestwieniem i porażony powszechnym zatraceniem wartości, o jakie cierpliwie kruszył kopię („Paralela z Atenami po zniszczeniu ich przez Sullę jest wstrząsająca – konstatował na gruzach rozdartego nalotami Monachium – Lecz wynalazłszy niemiecką muzykę, spełniły Niemcy swoją ostatnią i najwyższą misję kulturalną, i z tą myślą chętnie będę oczekiwał momentu, w którym zostanę powołany do moich bogów na Olimpie”)

Dante Gabriel Rossetti: Walenty i Sylwia

Dante Gabriel Rossetti: Walenty i Sylwia

Twórca Arabelli wieszcząc duchowe apogeum Germanii, oddaje się eterycznym wspomnieniom śródziemnomorskich peregrynacji („Tak naprawdę, to nigdy nie wierzyłem w inspirujący wpływ piękna przyrody, – zwierzył się w liście do Bülowa – lecz rzymskie ruiny otworzyły mi oczy, myśli goniły jedna drugą”), bezgranicznej erudycji, atencji wobec kultur, dionizyjskiemu upojeniu życiem oraz wykwintowi światowego intelektu, „przenoszącemu spojrzenie z jednostronnego kierunku widzenia niemieckiego muzyka na wszystkie sprawy tego świata” (Goethe). „Klasycy wiedeńscy, antyczność, Weimar Goethego, dzieła Wagnera – oto duchowe piętno, które było dla niego święte” – wyjawia Ernst von Schuh.

Dante Gabriel Rossetti: Ds Manibus

Dante Gabriel Rossetti: Ds Manibus

Żywiąc przekonanie, iż „wielka artystyczna indywidualność zawsze będzie instynktownie akceptowana przez szeroką publiczność jako zjawisko w pewnym sensie naturalne, choć z braku jasnego sądu nie zostanie w szczegółach zrozumiana”, Strauss nader rzadko nawiedza płaszczyznę banalności, pretendując do wyższych rejonów sztuki („Najpierw sztuka, potem wszystkie inne względy”). Malarska słodycz o proweniencji hymnicznej, świetlista, powabna i falująca, wiedzie do krainy chromatycznego rozkwitu, nadrealnego przepychu i brawurowych refleksów spowitych mrokiem homeryckiego umiaru („Mogę was zapewnić: w muzyce Ryszarda Straussa jest słońce” – nadmieniał Debussy); w obszary, gdzie króluje ujmująca klarowność i wysublimowana delikatność, ponad horyzont pokrywający odwieczne światło poezji i prawdy – po to, aby je schwytać i na zawsze uwięzić, „oderwać strzęp nieba i wchłonąć go w siebie” (Hofmannsthal).

Kto chce być prawdziwym muzykiem, ten musi umieć przemienić w muzykę nawet kartę dań” – napisał kiedyś do Stefana Zweiga. Przejrzyste brzmienia o łagodnie cieniowanej skali, dbałość o prawa instrumentów i głosów, właściwy dobór barw, feeria afektów: od upojnego, dusznego przędziwa po histeryczny komentarz szarpiący nerwy („O co tym ludziom w ogóle chodzi?” – zdumiewał się po premierze Elektry – „Gdy na scenie zostaje zabita matka, orkiestra nie może przecież grać koncertu skrzypcowego!”) – zdradzają boskie tchnienie geniuszu, wiodącego dźwiękowe pandemonium – burzliwe, natarczywe i rozkołysane – do ostatecznych granic percepcji, na bezkresne wody czarownej synestezji, iluminującej i olśniewającej platońską aurą.

Dante Gabriel Rossetti: Zwiastowanie

Dante Gabriel Rossetti: Zwiastowanie

Prometejski trakt ku doskonałości („Praca, której oddałem się całkowicie, trwa bez przerwy i nigdy nie słabnie”) znaczy surowy obiektywizm – odległy od posępnej refleksji wagnerowskiego delirium, credo mistyka Brucknera, mahlerowskiego samounicestwienia czy byronowskiego żaru Berlioza („Lubię, gdy rozum panuje nad uczuciem, nie na odwrót”). Podążają za nim drobiazgowe studia z historii i kultury, ponawiane cierpliwie i z pasją naukowca („Geniusz to pilność” – powtarzał za Schopenhauerem), rozważna świadomość własnej niedoskonałości („Oceniał własne dzieło tak rzeczowo i w sposób tak bezstronny, jak gdyby tę muzykę słyszał po raz pierwszy i jakby napisana została przez kogoś zupełnie obcego” – wspomina Stefan Zweig) oraz poszukiwanie idealnego metrum, pod którego midasowym dotknięciem wątła struktura pęcznieje cudownym złotem o południowoniemieckim zabarwieniu i wiosennej świeżości („Niechętnie przebywam w półmroku, lubię światło”). „Wiśnie nie kwitną zimą” – zauważał – „Podobnie pomysły muzyczne nie rodzą się, gdy przyroda jest pusta i zimna. Jestem wielkim przyjacielem natury. Oto, dlaczego moje najlepsze dzieła powstają na wiosnę w górach Bawarii”.

Sprzęgniecie dwóch stojących uparcie w opozycji tematów i zmuszenie ich, żeby się pogodziły – to moim zdaniem coś” – wyznał Ferdynandowi Schreiberowi. Dusza i uczucie – jako elementy woli twórczej – zostają w twórczości autora Burleski podporządkowane tytanicznemu intelektowi, ujarzmiającemu myślowe hybrydy. „Nic z demona, nic z narwanego artysty, nic z desperacji i depresji – relacjonuje Stefan Zweig – Strauss pracuje rzeczowo i chłodno, komponuje jak Jan Sebastian Bach, jak wszyscy ci szlachetni rzemieślnicy sztuki – spokojnie i regularnie. O dziewiątej rano zasiada do stołu i podejmuje pracę dokładnie w tym miejscu, w którym ją przerwał poprzedniego dnia (…) Obca jest mu jakakolwiek nerwowość, jego artystyczny umysł zarówno za dnia, jak i w nocy pozostaje zawsze jasny i trzeźwy”.

Dante Gabriel Rossetti: Anioł

Dante Gabriel Rossetti: Anioł

Racjonalista, godzący swobodne życie z wysoką sztuką, mgliste przeczucia z jasną świadomością a afirmującą doczesność z tragicznym mrokiem egzystencjalnej wizji, spełnia się w muzycznym rzemiośle, pielęgnowanym pogodnie, starannie i bez zbędnej zwłoki. „Nigdy nie pracuję: to, co robię, jest dla mnie rozrywką” – powtarzał za Aristidem Maillolem, zdumiewając iście niemiecką precyzją, żelazną konsekwencją i nie budzącą dyskusji dyscypliną. „Komponuję wszędzie: na spacerze i w czasie podróży, przy jedzeniu i piciu, w domu i poza domem, w hałaśliwym hotelu, w moim ogrodzie, w wagonie kolejowym” – relacjonował Davidowi Evansowi – „Nigdy nie opuszcza mnie mój notatnik i gdy tylko pojawi się jakiś motyw zapisuję go”.

Pod skalnym rumowiskiem pracuje i żyje wulkan, podziemny ogień, a nie zwykły fajerwerk” – egzaltował się Gustaw Mahler. Rozległa działalność dyrygencka angażująca bez reszty, kierownictwo Opery Wiedeńskiej i Berliner Tonkünstlerorchester, prezesura ogólno-niemieckiego Związku Muzyków, studia filozoficzne i historyczne, traktowane jako „jedyne zajęcie godne człowieka wykształconego”, obfite peregrynacje po europejskich muzeach i galeriach dzieł sztuki, obszerna lektura, praca dydaktyczna i publicystyczna oraz sumienna działalność epistolarno-literacka („Pan ma zawsze coś do powiedzenia, kiedy pisze – obojętne: nutami czy słowami” – stwierdził Bülow) – cały ten hałaśliwy entourage i szalone tempo istnienia nie zagrażały tytanicznej radości tworzenia Straussa, trzeźwej, wytrwałej i nieustającej.

Dante Gabriel Rossetti: Panna młoda

Dante Gabriel Rossetti: Panna młoda

Dwa takty melodii wymyślam spontanicznie, a potem snuję ją dalej i piszę znów kilka taktów, lecz już odczuwam niedoskonałości, kładę kamień po kamieniu, aż do udanego, ostatecznego ujęcia” – tłumaczył – „Nieraz trwa to długo, bardzo długo. Melodia, którą – jak się zdaje – zrodziła chwila, jest niemal zawsze rezultatem żmudnej pracy”. Wytchnienie przynosiły obowiązki rodzinne: znakomity czas poświęcony ukochanej małżonce Paulinie de Anha, obiecującej pieśniarce, niefrasobliwej i energicznej („Moja żona jest często bardzo szorstka, ale wie Pan, ja tego potrzebuję!”– zwierzał się twórcy Pieśni o Ziemi), jedyny syn Franciszek, rozpieszczane wnuki („Nie potrafię pojąć ducha muzyki inaczej niż jako ducha miłości” – powtarzał za Wagnerem). W alpejskim Garmisch autor Makbeta zrzucał z siebie frak światowca i przybierał „niedbałą domową kurtkę górnobawarskiego prostaczka” (Ernst Krause), żegnał troski, grał w szachy i skata, odchodził w cień różanego ogródka, gdzie „lato bardzo wolno zamyka duże, znużone oczy swe” (Hesse).

Dante Gabriel Rossetti: Łąka

Dante Gabriel Rossetti: Łąka

Miej na uwadze, że grając, masz sprawić przyjemność nie sobie, lecz swoim słuchaczom” – powtarzał górując nad dyrygenckim pulpitem i pozwalając płynąć orkiestrze świetlistą falą, przejrzystą, lekką i elastyczną, a przecież tchnącą nieodgadnioną głębią wyłaniającą się spod gładkiej tafli dźwięku. Błyskotliwe umiejętności rozwichrzonego młodzieńca zburzyły sceptycyzm wytrawnych akademików w Meiningen, którzy pojęli, iż niebiosa desygnowały maestro nieprześcignionego, cytującego z pamięci najbardziej zagmatwaną partyturę; wirtuoza dźwięku, wrażliwego na rozległe cnoty kwiecistego instrumentarium, jakie bezkreśnie poszerzał i jakie z polotem poddawał nieugiętej woli.

Może to się da zagrać na fortepianie, Herr Doktor, ale na moim klarnecie nigdy” – rozpaczał jeden z muzyków podczas prób Salome, na co Strauss udzielił stoickiej riposty: „Niech się pan pocieszy: na fortepianie też się nie da!”. Z wiekiem osiągnął romańską ekonomikę i bizantyńską godność gestu, ograniczając swą interwencję do niezbędnego minimum: „Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie wytwornego pana – wspomina Fritz Busch – można go było wziąć za dyrektora banku. Nikt by nie przypuszczał, że jest to artysta”.

Dante Gabriel Rossetti: Monna Vanna

Dante Gabriel Rossetti: Monna Vanna

Był cenionym interpretatorem własnych dzieł (Po premierze Don Juana, ociekający potem waltornista szepnął: „Dobry Boże! Cóżeśmy Ci zawinili, żeś zesłał na nas tę plagę? Nie pozbędziemy się jej szybko!”); instynkt popychał go ku nieokiełznanej frazie piewcy Śpiewaków norymberskich („Myślę, że nauczyłem się od Wagnera wszystkiego, czego można się w ogóle nauczyć”), owej natchnionej świątyni Graala, darzonej szczerym podziwem i poddawanej nie kończącej się parafrazie, acz przezwyciężonej w procesie indywidualnej ewolucji („Obiecuję Panu, że zdejmę z siebie definitywnie wagnerowski pancerz muzyczny” – zadeklarował wobec Hofmannsthala).

Atencją obdarzał wirtuozowskie rostrum Liszta („Tak niewiele kunsztu, a tyle wyrazu, tak mało kontrapunktu, a tyle muzyki” – wyraził się o Świętej Elżbiecie), programowe fascynacje Berlioza, inspirującą kolorystykę Rimskiego-Korsakowa, migotliwe impresje Debussy’ego, dyskretną sztukę Mozarta: wdzięczną, łagodną i bezpretensjonalną. „Tak prosto chciałbym właśnie komponować” – wyraził się o kwartetach smyczkowych autora Jowiszowej, a o tercecie masek w Don Giovannim wyszeptał: „Gdyby mi się udało skomponować te dwa takty, oddałbym za nie chętnie swoje opery…

Dante Gabriel Rossetti: La Bella Mano

Dante Gabriel Rossetti: La Bella Mano

Dzieło sztuki, które nie bierze początku w naszym własnym bycie, nie ostanie się – rozważał Philipp Otto Runge – i tak samo będzie z człowiekiem, który nie ma oparcia w Bogu. Owoce rodzą się z tych kwiatów, które wykwitają w nas ze świadomości naszego prapoczątku – z tego pnia świata, skąd czerpiemy soki: każdy człowiek jest gałęzią tego wielkiego drzewa i tylko poprzez pień może zaczerpnąć sok, żeby wydać wieczne, nieśmiertelne owoce”.

Mędrzec świadomy, iż ludzki duch potężnieje na drodze nietzscheańskiego przemieniania lichoty; pączkując kwieciem w pokonywaniu ścieżki, w pięciu się ku subtelniejszym aktom twórczym, w zdążaniu ku szczytom, żąda beznamiętnie od Hermanna Bahra: „Proszę o możliwie ostrą krytykę. Nie jestem wcale obraźliwy”. Twórca Intermezza pojmuje profesję kompozytora jako działanie czysto mieszczańskie, pozbawione znamion obłędu, genialnej histerii, chorobliwego kuriozum. „Wyczuwa się coś demonicznego w tym zadziwiającym człowieku, który swą punktualnością, metodycznością, solidnością, rzemiosłem i pozornym brakiem nerwowości w stylu pracy budzi zrazu pewną nieufność” – zdumiewał się Stefan Zweig.

Dante Gabriel Rossetti: Rachela i Lea

Dante Gabriel Rossetti: Rachela i Lea

Każdy przecież żyje aż do końca! W każdym razie Wielcy” – wyrwało się z ust niepokornego cherubina o jasnych myślach i podniosłym czole, którego majestatyczną drogę harmonijny los usłał był wonnymi różami. Rześkość i radość istnienia („Chcę sprawiać radość, potrzebuję jej” – przekazywał Rollandowi), wiara i serdeczny kontakt z życiem, romantyczna autoafirmacja gloryfikująca osobiste cnoty –  arkadyjska fraza Ryszarda Straussa odkrywa istotę dumną i piętnującą wszelki serwilizm („Dla mnie istnieją tylko dwie kategorie ludzi: tacy, co mają talent i tacy, co go nie mają” – informował udręczonego Zweiga w latach aryjskich prześladowań), wroga małostkowego szowinizmu i ciasnej reakcji („Wśród tych wszystkich przykrości, które przynosi ta wojna – żali się Hofmannsthalowi jesienią 1914 roku – jedynym ratunkiem jest pilna praca. Inaczej można by umrzeć ze złości nad (…) całym naszym brakiem godności”), pozbawionego zawiści protektora młodych talentów, dobrodusznego kpiarza tryskającego bawarskim humorem, skrzącym, pogodnym i niewymuszonym: „Gdybym był rozsądny – figlował – nie byłbym sowizdrzałem”.

I u końca drogi / Mędrcy często skłaniają się do piękna” –  śpiewał apostoł nieziszczalnego ideału, Fryderyk Hölderlin. Cztery ostatnie pieśni orkiestrowe (1949) o tycjanowskiej maestrii, klasycystycznym modusie i światłocieniowej retoryce – przejaw nieposkromionej fantazji Tintoretta wieku zgiełku i wrzawy – przynoszą poruszające świadectwo ludzkiego zmierzchu, dogasającego w bezkresnej naturze:

Dante Gabriel Rossetti: Prozerpina

Dante Gabriel Rossetti: Prozerpina

Ogród pogrąża się w żałobie,

Deszcz chłodem siąpi na kwiaty.

Lato drży w milczeniu,

W obliczu swojego kresu.

Liść po liściu opada złotem

Z wysokiej akacji.

Lato uśmiecha się ze zdumieniem, zmęczone

W umierającym śnie o ogrodzie.

Zatrzymuje się na długo jeszcze przy różach,

Pożąda spoczynku.

Powoli zamyka duże, znużone

Oczy swe.

Tren na odejście świata wartości, skruszonych butnie wojenną barbarią, obnaża wrażliwe wnętrze sędziwego artysty, kontemplującego los cywilizacji i dotykającego spraw ostatecznych. Z gruzów i mroków przygnębienia wyłania się podniosła afirmacja bytu; majowa aura transmutująca namiętność w czystość, żar – w błogie ciepło, szaleńczą burzę – w pokój wiosennego dnia:

W grobowcach pogrążonych w mroku

Długo marzyłem

O twoich drzewach i modrych podmuchach,

O twojej woni i śpiewie ptaków.

I oto otwierasz się przede mną

W blasku i krasie,

Skąpana w świetle,

Niczym cud.

Rozpoznajesz mnie,

Wabisz mnie czule.

Wszystkie moje członki

Drżą twoją błogą obecnością.

Dante Gabriel Rossetti: Pia

Dante Gabriel Rossetti: Pia

Muzyka jest ostatnim tchnieniem ducha, – pisał Johann Ludwig Tieck – najsubtelniejszym żywiołem, z którego najtajniejsze marzenia duszy czerpią pokarm jak z niewidocznego strumienia; muzyka gra o człowieka, nie chce niczego i chce wszystko, jest organem delikatniejszym niż myśl, (…) żyje i zatacza swoje własne czarodziejskie kręgi”. Uwodzicielska fraza o harmonijnym kolorycie, błogim, kojącym i platonicznym, spowija melancholijne strofy Hermanna Hessego i Josepha von Eichendorffa, unosząc się lotem swobodnym i nie skrępowanym, w krainę najszlachetniejszego piękna; w złocisty eter umierającego wieczoru, rozbrzmiewający echem niesfornych skowronków:

W nędzy i radości

Przemierzaliśmy świat ręka w rękę.

Teraz odpoczywamy od wędrówki

W tej oto spokojnej krainie.

Dookoła pochylają się doliny,

Powietrze spowija już mrok.

Dwa skowronki unoszą się jeszcze tęsknie

W przestrzeni przesyconej aromatem.

Podejdź tu i pozwól im trelować,

Zbliża się pora spoczynku.

Obyśmy nie zabłądzili

W tej samotności.

O, cóż za szeroki, cichy pokój!

Tak głęboki o zmierzchu.

Jakże jesteśmy zmęczeni wędrówką –

Czy to jest może śmierć?

Dante Gabriel Rossetti: Siddal

Dante Gabriel Rossetti: Siddal

Autor Heleny egipskiej żegna się ze światem bez żalu i bez goryczy. Stojąc u progu wielkiego misterium, z wdziękiem poddaje się wiecznej naturze, drżącej przeczuciem Boga, płynącej i opadającej w odwiecznym rytmie bytu, odradzającej się w niekończącej się wiośnie:

A dusza niestrudzona,

Uniesie się na nie spętanych skrzydłach,

Tak, by w czarownym kręgu nocy

Istnieć głęboko i tysiąckrotnie.

Jego głos pokonuje przestworza, wznosząc się ponad ziemskim okręgiem dotkniętym dłonią niewidzialnego Siewcy; przemierza meandry nocy skąpanej w szacie tajemnej ciemności, odchodzi w dal „gdzie różowi się eter i słońce rozjaśnia świat”, tam gdzie „wszystko zlewa się w jeden akord, dusza rozbrzmiewa radością i wzlatuje krążąc w niezmierzoną przestrzeń i nie ma już dołu ani góry, ani czasu, ani początku, ani końca”, lecz „żywe tchnienie Boga, który podtrzymuje i niesie świat, dzięki któremu wszystko żyje i działa” (Runge).

© Andrzej Osiński

© Tłumaczenie liryków Hessego i Eichendorffa: Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 3 grudnia 2011 at 9:56  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/03/labedzi-spiew-romantyzmu-cztery-ostatnie-piesni-ryszarda-straussa/trackback/

%d blogerów lubi to: