Mauro Giuliani

John Everett Millais: Błedny rycerz

John Everett Millais: Błędny rycerz

Syntetyzując klęski i zmory człowieczej egzystencji, Fryderyk Nietzsche poważył się na znamienne spostrzeżenie: „Tylko jako zjawisko estetyczne jest istnienie i świat usprawiedliwione na wieki – głosi on – Sztuka: zbawcza, świadoma leków czarodziejka; ona jedynie zdoła owe wstrętne myśli o okropności lub niedorzeczności istnienia nagiąć do wyobrażeń, z którymi żyć można”. Próbuję odczytać te słowa w kontekście olśniewających fantazją gitarowych potpourri, zgrabnie skrojonych przez Giulianiego, a osnutych na bazie ponętnych ekscerpcji z operowego gmachu Rossiniego.

Predylekcja ku instrumentalnym parafrazom a gitarowym trawestacjom, czerpanym hojnie z bujnego rostrum piewcy „Wilhelma Tella”, stanowiła u progu XIX stulecia fakt eminentnie bezsporny, dając asumpt ku niezliczonym kompozycjom o nad wyraz rudymentarnym rycie. Z tych to wszelako „Rossiniane” op. 119-124, skombinowane w odstępie niewielu lat (1819-27) i odżywiane rozległym spectrum cytatów, jawią się jako najbardziej doniosłe, niosąc w zarodku to, co rozumny autor „Narodzin tragedii” nazywał z chęcią dionizyjskim; „przytakiwaniem życiu nawet z jego najbardziej obcymi i twardymi problemami; wolą życia radującą się ofiarowaniem swych najwyższych typów własnej  niewyczerpalności”.

John Everett Millais: Lorenzo i Izabella

John Everett Millais: Lorenzo i Izabella

Podczas mojej bytności w Rzymie skomponowałem kilka utworów instrumentalnych w stylu osobliwie nieznanym – oznajmiał Giuliani 6 lutego 1821 roku – Skorzystałem tu z wiedzy Rossiniego, który przedłożył mi szereg oryginalnych partytur, z jakich istotnie mogłem czerpać do woli. W rezultacie, życzę sobie opublikować ową muzykę”. Fertyczny Neapolitańczyk, pozostający z heroldem „Włoszki w Algierze” w nader kordialnej komitywie, a ta zażyłość przekładała się również na diaboliczną postać Paganiniego („Zawsze pozostawali oni ze sobą spleceni w domostwie tego wielkiego człowieka z Pesaro – donosi Giancarlo Conestabile – i podczas gdy jeden z nich trudnił się gitarą, drugi – wtórował mu na skrzypcach”), był prowincjonalnym samoukiem, który w piętnastej wiośnie życia opuścił swojską Italię i udał się do odległego Wiednia.

Tu nieoczekiwanie dla samego siebie zyskał niebłahą reputację koncertowego ekwilibrysty, wstępując na artystyczny parnas i konferując z prominentnymi figurami Muzy: Beethovenem, Salierim, Spohrem, Hummlem i Moschelesem. „Jest to mąż, którego najczystszy zmysł harmonii, od wczesnej młodości prowadzi w najszlachetniejszym kierunku – rozpływał się o jego gibkiej personie, kompatriota Simon Molitor – Wzięty wirtuoz, który do najwłaściwszej rejestracji przyłączył nieopisane piękno techniki oraz smaku (…) Dzięki metodzie dydaktycznej oraz duchowi imitacji, urósł był do rangi najprzedniejszych pośród nauczycieli i miłośników gitary; powołał z naszego grona tak wielu uznanych amatorów, że z trudem zaiste odnaleźć inne miejsce, gdzie by kultywowano tak oddanie i szczerze grę na gitarze, aniżeli Wiedeń”.

John Everett Millais: Isumbras

John Everett Millais: Isumbras

Nic się nie powiedzie, jeśli swego udziału nie będzie miała w tym zuchwałość” – wieszczył walecznie Nietzsche. I oto u szczytu rozlicznych dostojeństw i nieskończonych zasług, latem 1819 roku dziarski Giuliani opuszcza naddunajską domenę Habsburgów, aby powrócić do ojczyzny, gdzie sposobności pracy pedagogicznej, tudzież praktyka koncertowa, zdają się wielce ograniczone i niepewne. Peregrynując po Półwyspie i urzędując w rojnym Rzymie, nie pozwala atoli, aby odstąpił go „ów mus przekształcania w doskonałość, jaki jest sztuką”, i w którym „człowiek rozkoszuje się samym sobą” (Nietzsche).

Z tego też właśnie ekstensywnego periodu datują się urocze „Rossiniane”, których efemeryczną formację przetkano tyleż kwiecistymi wyjątkami z promiennego teatru twórcy „Kopciuszka”, co osobistym niepoślednim czynem. Oryginalny detal bywa tu cytowany na sposób wieloraki i nietuzinkowy, rozkwitając we wdzięcznych ariach, ornamentalnych dyminucjach i dramatycznych kawatynach; wyborne kancony o wielowątkowej proweniencji konstytuują miniaturowe sceniczne stance, a zdobne imitacje i elaboracje papugują zdyszany recytatyw.

John Everett Millais: Niewidoma dziewczyna

John Everett Millais: Niewidoma dziewczyna

Z kolei w wariacjach uprzędzionych wokół konfesji „Nume perdonami” pióra Pietra Generali, radośnie treluje upojny temat z „Armidy”, jednakże nie pożyczony wprost z pierwowzoru, a ciągniony okrężnie z owej manierycznej przeróbki! „W jakiejś ponurej i ponad miarę odpowiedzialnej sprawie zachować wesołość to sztuka niepoślednia: a jednak, cóż może być bardziej niezbędne niż wesołość?” – indagował apologeta „Zmierzchu bożyszcz”, i nie waham się przysądzić, iż na krotochwilnej inwencji, Giuliani w rzeczy samej nie skąpił.

Autor „Niewczesnych rozważań” eksplikował ponadto, iż „sztuka jest właściwą metafizyczną czynnością tego życia”, a jej „najwyższym i prawdziwie poważnym zwać się mogącym zadaniem – wyzwolenie oka od spoglądania w zgrozę nocy i ocalenie podmiotu od kurczu poruszeń woli leczniczym balsamem pozoru”. Zaiste niełatwo rozpoznać, czy te sofistyczne dociekania są w jakimś stopniu bliskie Frédéricowi Zigante, dość odkryć, że jego rzetelna admiracja i pobłażanie dla tych oto transparentnych okruchów, a nadto techniczna biegłość, roztropność frazy i sensytywna lekkość gestu, wybawiają na przestwór godzin z nierozwiązalnych zagadek bytu i niepomiernie cieszą zmysły.

John Everett Millais: Marianna

John Everett Millais: Marianna

Delektując się walorami tego powściągliwego i powabnego kunsztu, Glyn Pursglove ferująca werdykty dla „Music Web International”, przytacza jeszcze rozczulającą glosę z przeszłości. Otóż, relacjonujący zgon Giulianiego sycylijski dziennik „Giornale”, nie omieszkał zamieścić następującej noty: „Gitara w jego dłoniach stała się instrumentem godnym harfy, łagodząc ludzkie serca niewypowiedzianą słodyczą. Jego sukcesję przejęła młoda córka, która zdradza oznaki dziedziczenia tych niecodziennych umiejętności”. Pragnąłbym wiedzieć, cóż się z nią mogło stać?

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 3 grudnia 2011 at 9:44  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/03/mauro-giuliani/trackback/

%d blogerów lubi to: