Johannes Brahms. Rapsodia niespełnionej miłości

John William Waterhouse: Święta Cecylia

John William Waterhouse: Święta Cecylia

Johannes Brahms uważał, iż jako twórca urodził się zbyt późno, a melancholia i nostalgia za niespełnioną miłością towarzyszyły jego wrażliwej naturze przez całe życie. Zamknięty w sobie romantyk, człowiek szalenie delikatny i nieśmiały, cierpiący latami z powodu niekorzystnej pozycji społecznej, przeżywał wewnętrzny dramat, który starał się ukryć za maską abstrakcyjnej muzyki. Konflikt pomiędzy rygorami intelektu a niezaspokojonymi namiętnościami, sprawiał, iż kompozytor już od lat młodzieńczych począł uciekać w świat niczym nie skrępowanej wyobraźni. „Brahms ma naturę – pisał Józef Joachim – która osiąga pełen rozwój tylko w całkowitej samotności: czystą jak diament, delikatną jak śnieg”. Często zamiast nut, kładł na fortepianie tomik poezji, czytując ze wzruszeniem Hölderlina, Goethego czy Eichendorffa, a wyłaniający się z tych strof tajemny świat marzeń, przesycony ludzką boleścią i uwielbieniem natury, roztaczał balsam dla jego udręczonej duszy.

John William Waterhouse: Ofelia

John William Waterhouse: Ofelia

Młody Johannes, pozbawiony szerszego wykształcenia ogólnego, odkrywał królestwo ducha samotnie i instynktownie. Powtarzał: „Kto chce dobrze grać, musi nie tylko dużo ćwiczyć; musi też czytać bardzo dużo książek”. Oprócz przyrody, której urokami niezmiennie się rozkoszował, literatura niemiecka przełomu XVIII i XIX wieku, zapełniona postaciami geniuszy, mężnych rycerzy i cudownych dziewic, w zasadniczej mierze ukształtowała jego spóźnioną – jak sądził – na tle innych romantyków, twórczość.

Przeżywając i wnikając na nowo w świat, przepojony – jak zaznacza Ludwik Erhardt – „wonią kwiatów dawno już zwiędłych”, autor Niemieckiego requiem doskonale zdawał sobie sprawę, iż codzienne życie i praca wymagają o wiele większej równowagi. Tymczasem geniusz, który go pociągał, niósł z sobą elementy drażliwej histerii, egzaltacji oraz obsesji, przeplatanej ekstatyczną rozkoszą, które wiodły do śmierci i szaleństwa. Brahms był świadom niebezpieczeństwa, jakie grozi z tej strony; przypominał mu o tym traumatyczny los Roberta Schumanna, który doświadczył wyniszczających skutków niczym niepowstrzymanej emocjonalności, usiłując utopić się w spienionych nurtach Renu i kończąc przedwcześnie życie w szpitalu dla obłąkanych.

John William Waterhouse: Lady of Shallot

John William Waterhouse: Lady of Shallot

W listach do Klary Schumann, datowanych na początek lat 1870-tych, Brahms pisał: „Namiętność nie jest stanem naturalnym człowieka; idealny, prawdziwy człowiek pozostaje spokojny, zarówno radując się, jak i cierpiąc (…) Namiętności muszą szybko przemijać lub trzeba je od siebie odganiać”. Myliłby się bynajmniej ten, kto sądzi, iż kompozytor unikał wszelkich emocji. Zewnętrzna szorstkość połączona z pewną dozą brutalności nie płynęły z jego istoty, lecz stanowiły rodzaj parawanu, poza którym skrywały się wybitna wrażliwość i kruchość. „Ktoś nie mający natury wrażliwej i subtelnej, nie mógłby tak tworzyć, jak tworzył Brahms” – oceniał po latach wrażenia ze spotkania z mistrzem, Ignacy Jan Paderewski.

John William Waterhouse: La Belle Dame sans Merci

John William Waterhouse: La Belle Dame sans Merci

W Hamburgu młody Johannes zaczął namiętnie kolekcjonować stare książki, z których wyławiał fascynujące go myśli, i którymi zapełniał stosy osobistych zeszytów. Antologię tę nazwał groteskowo „Skarbnicą młodego Kreislera”, nawiązując do ironicznej biografii wyimaginowanego kompozytora, dzielącego swoje rozważania na temat życia i sztuki z autobiografią pewnego kota na łamach powieści E.T.A.Hoffmanna „Kota Mruczysława poglądy na życie”. Zwykł był powtarzać: „Wiersz czytam zawsze bardzo powoli i z reguły melodia jest już w nim zawarta”. Emocjonalną wylewność romantycznych wersów ujmował w karb szlachetnej powściągliwości, a strukturę poetyckiej frazy podporządkował bezwarunkowo muzyce, odznaczającej się doskonałym rysunkiem melodycznym i bogatą harmonią. „Nie ma takiego odcienia liryki w całej jej przebogatej skali, któremu nie dałby [on] wyrazu” – zachwycał się Alfred Einstein, jeden z najzagorzalszych miłośników pieśniarskiej sztuki Brahmsa.

John William Waterhouse: Dekameron

John William Waterhouse: Dekameron

Rapsodia op.53 na alt solo, chór męski i orkiestrę, do słów zaczerpniętych z „Podróży zimowej w Góry Harzu” Jana Wolfganga Goethego, należy do najbardziej osobistych i przejmujących dzieł mistrza. Sam autor nazywał ją z przekąsem „swoją pieśnią weselną”, donosząc w liście do Fritza Simrocka: „Napisałem tu pieśń weselną dla hrabiny Schumann – ale zrobiłem to ze skrywanym gniewem, z wściekłością!” Utwór był odblaskiem platonicznego uczucia, jakie dojrzały Johannes żywił wobec młodziutkiej Julii Schumann, córki Roberta i Klary, w trakcie pobytu w Lichtenthal w 1869 roku. Julia, dla której Brahms był jedynie przyjacielem matki i szacownym opiekunem rodziny, nie odwzajemniała tych uczuć; wkrótce też zaręczyła się z hrabią Victorem Radicati di Marmorito, co okazało się dla nie spodziewającego się odmowy kompozytora rzeczywistym wstrząsem.

John William Waterhouse: Ariadna

John William Waterhouse: Ariadna

Posępny, melancholijny nastrój, połączony z poczuciem winy wobec Klary, spowodowały, iż artysta zamknął się swoim zwyczajem w sobie, dając upust boleści i miłosnego zawodu w zachwycającej, poruszającej serca kantylenie. Nigdy nie pracował tak szybko. Utwór, któremu się poświęcił, był mu tak drogi, że – jak później przyznał – spał z kopią partytury pod poduszką. W dniu ślubu Julii, bez uprzedzenia, przybył do domu Schumannów z kompletną rapsodią, zasiadł przy fortepianie i osobiście ją wykonał. „Maria i ja siedziałyśmy w salonie, kiedy zadźwięczał dzwonek – wspomina siostra Julii, Eugenia Schumann – usłyszałyśmy, jak Brahms zmierza do pokoju matki. Wkrótce do naszych uszu dotarła głęboko poruszająca i uroczysta muzyka. Zamieniłyśmy się w słuch. Brahms odszedł, a nasza matka wpadła do nas w stanie ogromnego poruszenia. Brahms po raz pierwszy zagrał swoją rapsodię op.53 na alt solo…

John William Waterhouse: Tysbe

John William Waterhouse: Tysbe

Trzy ustępy dzieła odpowiadają kolejnym strofom „Podróży zimowej w Góry Harzu” (niem. Harzreise im Winter) z 1777 roku, w których Goethe opiewa samotność skrzywdzonego wędrowca, stroniącego od świata i zagubionego w niegościnnej, ustronnej scenerii:

„Ach, któż uleczy boleść człowieka, któremu balsam nawet stał się trucizną? Nienawiść – nawet z miłości pił? Wprzód pogardzany, teraz gardzący, zżera ukradkiem własną swą wartość, zapatrzony w siebie, niesyty nigdy”.

Subiektywne słowa poety, cierpiącego na skutek dramatycznych powikłań osobistych i braku zrozumienia ze strony społeczeństwa, można odczytać nie tylko w kontekście zawiedzionej miłości, co jako próbę wglądu w stan ducha artysty – geniusza, przeżywającego twórcze wzloty i upadki, i zdążającego „uboczem samotnym”, gdzie „w gąszczu gubi się jego drożyna, krzaki się za nim szybko zwierają, trawa się wznosi” i „chłonie go pustkowie”. Podyktowany wewnętrzną koniecznością, pełen mocy tekst, zgodnie z ideologią „burzy i naporu”, obrazuje człowieka, pragnącego rozwijać się w sposób niczym nie skrępowany i odmawiającego podporządkowania się ograniczającym go więzom społecznym.

John William Waterhouse: Hylas i nimfy

John William Waterhouse: Hylas i nimfy

Ujawnia się w tym odwaga i niezależność ludzkiego ducha z jego odwiecznym dążeniem do całkowitej swobody myśli i czynu, i walczącego z zastaną rzeczywistością w imię dalszego rozwoju człowieczeństwa. Ale bunt wobec ustalonego porządku grozi popadnięciem w pogardę dla ludzkości, skutkującą zamknięciem się w piekle wybujałego, indywidualnego egotyzmu. Autor Götza von Berlichingen przeciwstawia mu zatem nieskończone piękno przyrody, przesiąkniętej bezgranicznym Boskim pierwiastkiem i wszechogarniającą miłością Stwórcy.

John William Waterhouse: Pandora

John William Waterhouse: Pandora

Człowiek, nawet genialny, nie może działać w absolutnym odizolowaniu od innych ludzi, gdyż wszelkie jego wysiłki skazuje to z góry na niepowodzenie. Jaźń nie egzystuje samodzielnie, ale współistnieje, oddziałując na inne istoty oraz na przyrodę, której jest elementarną częścią. Temu wszechzwiązkowi uczuć i doznań, temu wzajemnemu przenikaniu się myśli, wrażeń, sił i doświadczeń, jakie składają się na jedność Boskiego uniwersum, najpełniej daje wyraz Goethe w ustępie, który stanowi kulminację brahmsowskiej rapsodii:

„O, jeśli w Twoim psałterzu, Ojcze miłości, ton jeden znajdziesz, który by ucho jego pojęło, pokrzep mu serce! Otwórz mu oczy zamglone na tysiąc źródeł, co biją w puszczy obok spragnionego.”

Wokalizie głębokiego altu towarzyszy w tej pięknej chwili brzmienie męskiego chóru i orkiestry, przywodzące na myśl ostateczne ukojenie i pogodzenie ze światem w promieniach zachodzącego słońca.

John William Waterhouse: Miranda

John William Waterhouse: Miranda

Samotność poety i samotność kompozytora połączyły się w elegijnym, zachwycającym unisono, roztapiając się i niknąc w nurcie wszechświata, wypełniającego nas wszystkich. Przesłanie Goethego i Brahmsa, jak każde genialne dzieło sztuki, przekroczyło ograniczenia epoki i przestrzeni: Każdy z nas musi zmierzyć się z wewnętrznym bólem, smutkiem i dręczącym osamotnieniem, akceptując i przyjmując je z głęboką pokorą. Wówczas otrzymamy szansę zrozumienia, czym naprawdę jest miłość i będziemy w stanie otworzyć „oczy zamglone na tysiąc źródeł, co biją w puszczy obok spragnionego”: na innych ludzi, którzy tak jak my, tej miłości i bliskości potrzebują.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 grudnia 2011 at 9:53  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/10/johannes-brahms-rapsodia-niespelnionej-milosci/trackback/

%d blogerów lubi to: