O felice morire!

O felice morire (okładka płyty)

O felice morire (okładka płyty)

W dobie późnego średniowiecza protagoniści muzy sakralnej z lubością oddawali się kultywacji nadobnych kunsztów polifonii, ujętej ryzą sofistycznego kontrapunktu. Sztuki piękne, odżywiające się uniwersum niedoskonałych fenomenów, wiodły istnienie ledwie dyspozycyjne względem religii i teozofii o arystotelicznym zabarwieniu, ważącymi lekko ziemską znikomość oraz ułomny człowieczy czyn – jakże niedoskonały w obliczu Stwórczej omnipotencji! Wiosenna bryza humanizmu niosąca tchnienie pionierskich idei transmutujących ludzkie serca, prowokowała impulsywnie ewoluujące struktury i mentalności.

Estetyczna rewolta wstrząsająca warsztatem wyemancypowanego twórcy i posadami chrześcijańskiej katedry, dotknęła matematycznie koncypowane chorały ewokujące harmonię Wszechbytu i otwarła podwoje intymnym affetti przywoływanym w postaci nobliwych konfesji: sublimowanych, rozedrganych i skrzących inwencją. „Gdy boska nasza część sobie obierze / Twarz i kształt w myśli. Tedy przez nie wciela, / Mimo lichego, marnego modela / Wolna przymusu, w kamień życie świeże” – rozważał „Fidiasz Odrodzenia”: Michał Anioł.

Annibale Carracci: Herkules

Annibale Carracci: Herkules

Giulio Caccini okazał się tym heroldem nowożytności, któremu przypadła rola ikonoklasty wielogłosowych motetów, oraz apologetą bezpretensjonalnej pieśni scenicznej. Piewca Dalla porta d’oriente; rzymski wirtuoz pędzący żywot w cieniu florenckich Medyceuszy, celował w dyskusjach i dywagacjach rozkwitających w erudycyjnych akademiach toskańskiej metropolii. Partycypacja w podniosłych camerata, żądnych określić adekwatny język ekspresji, tudzież debaty na łonie kontemplacyjnych koterii pretendujących sformalizować facecje sokratejskie i platońskie, uskuteczniły poczęcie subiektywnego stile recitativo: akompaniowanej monodii karmiącej się udramatyzowaną deklamacją oratorską.

Le nuove musiche, skonstruowane z madrygałów, a nadto jednogłosowych arii stroficznych, (publikowanych w latach 1601 i 1614), konstytuuje muzyczny testament twórcy Deh chi d’alloro, antycypujący wokalne pryncypia baroku. W metodycznym kompendium, Caccini eksploruje techniczne kryteria nowatorskiej maniery wokalnej, usiłując sprecyzować jej wirtuozowską specyfikę, odzianą w kostium elastyczności, głębię transmisji oraz stosowność środków. „Bo nierozważnie sądzi i szalenie, Kto w zmysły ściąga piękno, podnoszące / Do nieba zdrowy umysł. – syntetyzował Michał Anioł – Nad przyziemną / Śmiertelność, ku bóstwu nie wzleci spojrzenie / Słabe, na zawsze zaś tam zostające, / Gdzie chcieć bez łaski wnijść – rzeczą daremną”.

Annibale Carracci: Pejzaż rzymski

Annibale Carracci: Pejzaż rzymski

Toteż i autor Muove si dolce łaskawie napomina, iż sensualna krasa nie życzy sobie nadmiernej demonstracji i wybujałości oszałamiającej czucie, acz koherencji, powabu i wystudiowanej niefrasobliwości; niezobowiązującej sprezzatura odziedziczonej legatem Baltazara Castiglione. Bard Dworzanina podnosił wszak, co następuje: „Należy za wszelką cenę unikać afektacji i indukować to, co zapewne jest nowym konceptem, demonstrowanym w szeregu spraw – >sprezzatura<, jaka ukryje sztukę. (…) Dla tego powodu, można oznajmić, iż prawdziwa sztuka jest tym, co nie wydaje się sztuką, i każdy ponad wszystko winien jest czynić starania, aby ją ukryć; gdyż odkryta – pozbawia wszelkiego uznania i opatruje nieznaczną estymą”.

Kilka dekad po odejściu twórcy Amor ch’attendi, Cacciniowska bella maniera, wzbudzała nader żywy rewerans w aplikacjach niemieckiego teoretyka Christophera Bernharda, który odkrywał: „Aby zasłużyć na miano śpiewaka, nie wystarczy li być zdolnym do zaśpiewania wszystkiego, co stworzono; co więcej należy dysponować doskonałym głosem oraz artystycznym stylem prezentacji, określanym generalnie mianem <maniery>”. Atoli pod tchnieniem Girolamo Dalla Casy, transformowała skromna a oszczędna rozprawa zrodzona u progu Seicento w tkliwy a rafinowany buon canto, ujęty puncą uroczych pasaży i dyminucji.

Annibale Carracci: Pokutująca Magdalena

Annibale Carracci: Pokutująca Magdalena

Szlachetne dziecię Palermo, Sigismondio d’India, wzniósł był ten kunszt na wyżyny dwornej konfiguracji gardzącej arbitralną konwencją i kultywującej ekstremalnie ekscentryczną arytmię, upudrowaną wielobarwnym continuo. Elukubracje Kapsbergera, wirtuoza teorbanu i lutni rodem z chmurnej Germanii, nurzają się w eksklamacjach i sążnistych ornamentach o nieodpartej gracji, podczas gdy artykulacje Giovanni Puliaschiego i Stefano Landiego peregrynują po rejestrach bardziej subtelnych, wydelikaconych i o promiennie zwinnych melizmatach.

Z kolei Falconieri, łudząco tożsamy z Kapsbergerem, w tym, iż udatnie władał on lutnią i harfą, był figurą wszechstronną i wieloaspektową, o kunszcie łacno mogącym posłużyć za exemplum rozwichrzonego stile moderno, trawestującego eksponowaną poetykę d’Indii. Wszelako melodyczne harmonie i figury są tu pokaźnie prostsze, acz nie wytrawione z oznak misternej elegancji.

Annibale Carracci: Pejzaż

Annibale Carracci: Pejzaż

Na ostatek, kontrapunktyczny elaborat Monteverdiego; luksusowa konfabulacja, egzaltowana, profetyczna i zbalansowana ręką samego Boga; oscylująca pomiędzy renesansową polifonią a dysonansem nadciągającej Kontrreformacji, wieńczy ten opalizujący poemat, o którego niebiańskie meandry mistrz Castiglione pragnąłby tak oto indagować: „Możesz być przyjemniejsza miłość, milszy płomień nad ten, który się z widzenia najwyższej piękności rodzi? Piękność początkiem jest i studnią, z której wszyscy czerpią, a jej przez się ani ubywa, ani przybywa, ale w swej mierze ustawicznie stojąc, wszystkim na świecie pięknym rzeczom swej piękności użycza ”.

Zaiste brak mi słów, aby przedłożyć rzetelną taksację urzekającej dykcji i marmurowej deklamacji Joela Frederiksena; posępnego „Elfa Północy” zagubionego w spowitej blaskiem krainie arkadyjskich złudzeń i italskich czarów. Welwetowa czystość, aksamitna przejrzystość i jedwabna fleksja, w jakie artysta drapuje florenckie westchnienia i dąsy, snując do taktu lutniowe przędziwo – są niebywałe i pozwalają wątpić w absencję interferencji pozaziemskiej.

Annibale Carracci: Wenus i Gracje

Annibale Carracci: Wenus i Gracje

Kojący, mesmeryczny timbre o heroicznej proweniencji; dystyngowany, szlachetny i czarodziejski, uśmierza rozhisteryzowane czucia i łagodzi rozdygotane członki, nakazując bezwarunkową akceptację, pokorne oddanie i somnambuliczną wędrówkę po stadiach nieodgadnionego ducha. Postępuję przeto za osobliwą  kantyleną w owe utracone raje; bezwolny i poddający walkę – jakby wezwany przez szczurołapa z Hameln; lotem strzały uciekam w marzenia, chronię się w ułudę kuriozalnych feerii, obieram samotność, z dala od moich czasów i przestrzeni, przywołując wspomnienia epok bardziej na duchu krzepiących, środowisk mniej nikczemnych.

Zaszyty w pustelni, żądny zagłuszyć turbującą bezlitosność życia, pogrążam się w medytacjach i bratam ze Sztuką. „Albowiem taż to jest piękność od najwyższej dobroci nieoddzielona, która swą światłością wzywa i ciągnie ku sobie wszystkie rzeczy (…) drogę nam do nieba pokazuje (…) gdzie niebieska pożądana a istotna Piękność mieszka, która w tajemnym zamknięciu u Boga najwyższego jest dlatego, izby tylko święte oczy patrzeć na nią mogły” (Castiglione).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 grudnia 2011 at 8:59  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/10/o-felice-morire/trackback/

%d blogerów lubi to: