Krzysztof Penderecki

Max Klinger, ---

Max Klinger, ---

W twórczości Krzysztofa Pendereckiego symfonika zajmuje miejsce centralne, ewoluując od radykalizmu i sonoryzmu przełomu lat 1960 i 1970-tych, poprzez neoromantyczną stylizację wagnerowskiego sacrum i profetycznych Brucknerowskich misteriów w następnej dekadzie, po wyrafinowany pluralizm heroicznych kompozycji wokalnych (Siedem bram Jerozolimy, Pasja św. Łukasza, Te Deum etc.) zwiastujących nowe millenium ludzkości.

Ósma symfonia „Lieder der Vergänglichkeit” (Pieśni o przemijaniu) z 2005 roku, której premierę mamy okazję podziwiać, stanowi cykl dwunastu pieśni na sopran, mezzosopran, baryton, chór mieszany i orkiestrę, osnutych na kunsztownej frazie znamienitych liryków niemieckiego romantyzmu i symbolizmu. Uniwersalne strofy Goethego, Hessego, Eichendorffa, Rilkego i von Arnima odrywają się od życia na powierzchni przenikając w świat refleksji nad kondycją człowieczego ducha, utrudzoną podróżą przez życie, rodzeniem się i umieraniem zjawisk.

Max Klinger, ---

Max Klinger, ---

Johann Joseph von Görres pisał: „Muzyka, która przecież ma znaczenie również z uwagi na siebie samą, dopiero wtedy osiąga szczyty, kiedy połączy się z nią poezja jako jej dusza; kiedy ciemny ton otrzymuje słowo i artykułuje się w nim, i kiedy słowo wtapia się z kolei w ton, i w nim teraz paraduje dumnie i bogato i metalicznym brzmieniem dochodzi do poruszonych zmysłów”.

Max Klinger, ---

Max Klinger, ---

Nocna elegia do słów Eichendorffa, adoratora mistycznego piękna przyrody, panteisty i fantasty, stanowi tajemną introdukcję w świat znaczony bólem i nieuchronnym przemijaniem (Rilke), niespełnionymi aspiracjami (Goethe), izolacją i utratą bliskich (Hesse), znużeniem, śmiercią i rozpadem. Dramat nieubłaganego rostrum spowija autor „Polskiego Requiem” w tony szlachetne i czyste, o skali harmonicznej rozległej od subtelnej diatoniki po okrutny dysonans; żongluje awangardową konwencją wcześniejszych utworów, ekspresyjną i szarpiącą nerwy, zderzając ją z kantyleną mahlerowskich „Rückert Lieder”, kolorystyką orkiestrowych kreacji Ryszarda Straussa, pozaczasową wielkością „Hymnów do nocy” Diepenbrocka.

Fascynacja urzekającą i transcendentną „Pieśnią o Ziemi” wydaje się oczywista i jeśli w kosmicznym dziele autora „Cudownego rogu pacholęcia” zwycięża wiara w piękno i niezniszczalność ludzkiego ducha, tak i u Pendereckiego przeważy aspekt dionizyjski. W pieśni do słów Achima von Arnim (notabene współtwórcy Cudownego rogu) wieńczącej cykl, mistrz daje wyraz szczeremu zachwytowi „zieleniącym się drzewem życia”, w którym tkwią nieśmiertelność, nieprzemijalność i wieczność.

Max Klinger, ---

Max Klinger, ---

Dies Irae” na sopran, tenor, baryton i chór mieszany, ukończone w 1967 roku, pozwala na poruszającą peregrynację w czasie, wiodąc do ery spektakularnych eksperymentów dźwiękowych, w zaklęte rewiry groźnych form o intensywnej ekspresji, w pasaże o proweniencji surrealnej, do rekwizytorni upiornych harmonii Tadeusza Brzozowskiego, beznamiętnego spectrum „Medalionów”, żałobnego moralitetu Różewicza.

Max Klinger, ---

Max Klinger, ---

Trzyczęściowe oratorium do słów zaczerpniętych m.in. z poezji Broniewskiego, dramatów Ajschylosa („Eumenidy”), „Morskiego cmentarza” Paula Valéry’ego, Psalmu 116 i listów św. Pawła do Koryntian towarzyszyło odsłonięciu pomnika ofiar obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Jeszcze wcześniejsze są metafizyczne „Psalmy Dawidowe” (1958), należące do tych kompozycji, które w Europie udręczonej hekatombą i zniszczeniami II wojny, otwarły przed twórcą „Diabłów z Loudun” bezkresne muzyczne horyzonty. W ascetycznym finale o cierpkiej harmonii, łacińskiej mszy doby action painting, poruszającej równie dogłębnie, co przed półwieczem, ujawniła się odważna wizja polskiego mistrza: „wysoki lot, swobodny uniwersalizm, spojrzenie ograniczające daleką przeszłość, uduchowiony ogląd wszystkich rzeczy, przejrzystość życia dla samego siebie, i siła wspólnego pojmowania, którego nie wiąże już skostniała szczególność” (Görres).

Max Klinger, ---

Max Klinger, ---

Filharmonicy warszawscy pod egidą Antoniego Wita przemierzają eteryczne doliny i masywne szczyty tej dramatycznej kosmogonii z ekstatyczną maestrią, oferując interpretację żarliwą, skrzącą i pełną blasku. Przejmujące brzmienie orkiestry, krystaliczna wokaliza o transcendentnej skali i potężne crescendo chóru konsekrują muzyczne nabożeństwo promieniejące szczerą wiarą i chrześcijańskim oddaniem.

Sztuka podnosi głowę tam, gdzie słabną religie – pisał Nietzsche – Bierze ona w siebie mnóstwo uczuć i nastrojów wytworzonych przez religię, przejmuje się nimi do głębi i sama staje się wtedy głębsza, bardziej duchowa, a wskutek tego zaczyna wzbudzać podniosłość i zapał (…) Skarb uczucia religijnego wzbiera niby strumień, wylewa raz po raz i dąży do podbicia nowych królestw”.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 15 grudnia 2011 at 13:24  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/15/krzysztof-penderecki/trackback/

%d blogerów lubi to: