Philippe Herreweghe: Kantaty Bacha (II)

Christus, der ist mein Leben (okładka płyty)

Christus, der ist mein Leben (okładka płyty)

Kantaty Jana Sebastiana Bacha, prawiące językiem humanisty dotkniętego rozkoszą i niedolą ziemskiej egzystencji, konstruują dramatyczne theatrum, w którym zmysłowa i retoryczna sztuka dźwięków przystraja szlachetną oprawą uduchowione słowo, rozpięte na gęstych krosnach poetyckiej improwizacji. Biblijny chorał, reformacyjny cytat, promienna aria i teatralny recytatyw –twórca Wariacji Goldbergowskich, wiedziony genialnym instynktem syntezy, wprowadza do żarliwego sacrum reminiscencje odległych technik i stylów, spajając je z cudowną prostotą i oddaniem.

Wolne strofy, jakie do barokowej ars poetica wprowadził był anno domini 1707 turyński teolog Erdmann Neumeister, urzekały lipskiego Kantora jeszcze w bezkompromisowych latach młodzieńczych, znaczonych posługą organisty dla małomiasteczkowych społeczności Arnstadt i Mühlhausen. Wola rozwinięcia skrzydeł na polu „regularnej muzyki sakralnej” dała przyszłemu autorowi Pasji św. Mateusza asumpt do opuszczenia tej ostatniej w roku 1708 i podążenia w kierunku nieodległego, acz znacznie świetniejszego Weimaru. Tu, poczynając od 1712 roku, rozkwitają rozległe dzieła sceniczne i kantatowe, które prócz uświęconych starożytnymi skryptami pasażów, czerpią rozrzutnie ze współczesnej poezji i zdumiewają dźwiękowym splendorem.

Matthias Grünewald: św. Paweł i św. Antoni

Matthias Grünewald: św. Paweł i św. Antoni

Melancholijne wyznanie ludzkiego spełnienia, Komm, du süsse Todesstunde (BWV 161), wieńczące dystyngowany program wykreowany przez belgijskiego maestro Herreweghe, zostało zaprezentowane pod niebem Turyngii 27 września 1716 roku. Libretto osnute wokół poetyckich westchnień Salomona Francka czerpie z aliansu wzruszającej przypowieści o wskrzeszeniu syna wdowy ze starotestamentowymi skrawkami o Samsonie zabijającym lwa oraz stadzie pszczół, urządzającym pasiekę w paszczy martwego zwierzęcia. Anioł śmierci czuwający za zasłoną barwnej ekspozycji rozbrzmiewa altem Matthew White’a, jedwabnym, kojącym i delikatnym, wplecionym w malarskie crescendo chóru na kształt rozedrganych płócien Łukasza Cranacha.

Gandawskie Collegium Vocale, uroczyste, potężne i pełne blasku, prowadzi po meandrach bachowskiego kunsztu z krystaliczną perfekcją i transcendentną mocą elewacji pokornego ducha w niewypowiedzianą „rozkosz, jaka panuje na wyżynach” (Baudelaire). Boskie tchnienie przenika wytwory okresu lipskiego, olśniewające bogactwem harmonii, stylistyczną imaginacją, konglomeratem barw i faktur: ekstatyczne wyznanie Dorothee Mields – intymny akt oddania Panu w Christus, der ist mein Leben (BWV 95); hymn ku czci zmarłej Emiliany Julianny, księżnej von Schwarzburg-Rudolstadt, wieszczony w żałobnym Wer weiss, wie nahe mir mein Ende (BWV 27); strofy o Pańskiej winnicy, wielbiące poddanie woli Stwórcy i ukontentowanie z wyznaczonego losu, choćby najbardziej mizernego (Ich bin vergnügt mit meinem Glücke, BWV 84).

Matthias Grünewald: Zwiastowanie

Matthias Grünewald: Zwiastowanie

Czy jesteś, Piękno, z nieba czy też z piekła rodem?” – pytał w burzliwej dobie romantyzmu Karol Baudelaire i konstatował – „Nieważne, czy cię począł Bóg czy bies w otchłani, / Czy lśnią welurem oczu wstydy czy bezwstydy, / Jeśli ujmiesz, jedyna królowo i pani, / Choć trochę nędzy życiu, a światu ohydy”. Kwietystyczna wizja Philippe’a Herreweghe, subtelna, eteryczna i nastrojowa, z pewnością zyskałaby aplauz paryskiego piewcy spleenu; może jednak nie usatysfakcjonować adoratorów burzliwego rostrum Harnoncourta, Leonhardtowskiej powagi, Koopmanowskiej ornamentyki czy Gardinerowskiej precyzji, oczekujących od Bachowskiego monumentu napięć, dysonansów i teatralności.

Gandawski mistrz takowych nie oferuje. W czystym strumieniu lirycznych harmonii płynie tu śpiew rozmarzony i przejrzysty, ziemska boleść ustępuje niebiańskiej czystości a brązy, czernie i szarości życia roztapiają się w serafińskiej palecie Carraccich. Tafla dźwięków odbija pozaczasowy spokój medytującego Buddy, niezmącony najdrobniejszą falą; stoicką wielkość, apollińską wyniosłość, kontemplacyjną wieczność. „Wielki artysta skupia zainteresowania, usuwając szczegóły zbędne, odpychające czy głupie – głosił Eugeniusz Delacroix – jego potężna ręka rozdziela i ustala, dodaje lub usuwa, posługując się w ten sposób przedmiotami, które do niego należą; porusza się w swoim królestwie i ofiarowuje wam ucztę, jaką chce”.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 21 grudnia 2011 at 12:55  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/21/philippe-herreweghe-kantaty-bacha-ii/trackback/

%d blogerów lubi to: