Bernarda Fink: Kantaty Bacha (III)

Kantaty Bacha (okładka płyty)

Kantaty Bacha (okładka płyty)

Na kartach wartościującej ducha „Uczty”, olimpijski piewca proporcji i patriarcha estetycznego idealizmu, Platon roztrząsał: „Piękno wieczne nie powstaje i nie ginie, i nie rozwija się, ani nie więdnie, ani nie jest z jednej strony piękne, a z drugiej szpetne, ani raz tylko takie, a drugi raz odmienne, ani takie w porównaniu z czymkolwiek, a z czym innym inne, ani też dla jednego piękne, a dla drugiego szpetne”. Ponadzmysłowe greckie facecje nie są tu całkiem nie na miejscu, gdyż wolno mi będzie śmiało przypuszczać, iż wszelka sztuka skończona w formie, a cóż dopiero fraza teologicznie uduchowiona i o stopniu mistyki równym Bachowskiemu, wiedzie swój efemeryczny byt z Dobra najwyższego: z doskonałości nieskończonej.

Rembrandt: Trzy krzyże

Rembrandt: Trzy krzyże

Ta zaś, w osobie Jezusa Chrystusa, jawi się wszelkim wcielonym aktom, celną zasadą, środkiem i celem, miarą i prawdą, ścisłością, wzorem. Wskaźnik ów jasnym jest nieprzerwanie, szlachetnie lśniącym i niefałszywym, a oświecając marne umysły, do prawdziwości pewnej nas wzywa i przez materię w górę unosi. „Dzięki sztuce możemy się zwać wnukami Boga” – podnosił genialny Leonardo, i nie od rzeczy takowe czucie moim się stało, gdy zapoznawszy ten oto zespół szlachetnych kantat, miłe ku Pięknu me serce dźwigam.

Rembrandt: Zdjęcie z krzyża

Rembrandt: Zdjęcie z krzyża

W poezji bowiem lepsza jest rzecz niemożliwa, a trafiająca do przekonania, niż możliwa, a nie budząca wiary” – rozważał na kartach niedoścignionej „Poetyki”, perypatetyk Arystoteles. Przeczyste, kunsztowne rozprawy: tęskne, klarowne i powściągliwe, przedłożone moim ubogim zmysłom, z olśniewającą ekstrapolacją a niewymowną słodyczą przez eteryczną Bernardę Fink, zdają się wieść istnienie omalże nierealne, rozpościerając skrzydła w bezbrzeżnych przestworzach Pana i nie żądając laurów znikomej sławy. Uskutecznione na przestrzeni nieodległych dekad 1726 roku, stygmatyzują one kres gorączkowego i nerwowego periodu, który istotnie zmorzył nadludzkie moce lipskiego Kantora, i w jakim mistrzowi „Koncertu włoskiego” dane było z uporem próbować, zmyślać i wcielać w czyn świeżą kantatę na każdy tydzień.

Co do śpiewu wiernych za czasów Bacha – snuć możemy jedynie przypuszczenia – relacjonuje Albert Schweitzer – Jedno w każdym razie osiągnięto: wzrosła wydatnie ilość wykorzystywanych podczas nabożeństwa pieśni (…). Kantata, ów włączony do nabożeństwa koncert religijny, absorbowała wszystkie zainteresowania, a śpiew artystyczny – podobnie jak na początku Reformacji – znów zatriumfował”. Tymczasowy niedobór intymnych opusów, z rzetelnym  naddatkiem wypełniały wytwory rąk cudzych, jak pewne wdzięczne elukubracje kuzyna Jana z Meiningen czy tajemnicze pasje Reinharda Keisera.

Rembrandt: Zaparcie się Piotra

Rembrandt: Zaparcie się Piotra

Ideał powinien mieć pierwszeństwo przed rzeczywistością” – kontemplował Arystoteles. Ezoteryczne dysertacje osnute na bazie natchnionych wersów darmstadzkiego liryka Lehmsa („Geist und Seele wird verwirret” BWV 35, „Vergnügte Ruh, beliebte Seelenlust” BWV 170), tudzież anonimowych strofach o pietystycznej obfitości („Gott soll allein mein Herze haben” BWV 169), konstytuują ekskluzywną antologię, w której misternych inwencjach i górnolotnych fugach, króluje z gracją czarowny mezzosopran. Mosiężny chorał komentujący konfidencjonalnie arabeskową arię i działający niejako w ukryciu, z rzadka prostuje ową przezacną konfesję, pragnącą wspierać się raczej na osobliwym akompaniamencie organów i roztańczoną do wtóru ich godnych rejestrów. „Każde zbyteczne słowo odpływa, jeśli dusza już jest pełna” (Horacy).

Rembrandt: Baltazar

Rembrandt: Baltazar

Ekstensywne światłocieniowe symfonie i feeryczne cytaty nieukończonych koncertów, indukowane z troską i rzadką krasą w to posuwiste, dworne rostrum, przystrajają je ślicznie bujną girlandą obojów i elegijnym płaszczem kruchych smyczków. Płomienne sycylijskie rytmy skąpane w sonorystycznym elizjum i ekstatycznej fecie tonów, spowijają łamliwe ariosa i drżący wiarą, melancholijny recytatyw, kreując tkliwą eklogę o pastoralnej odświętności, sielskich harmoniach i arkadyjskim splendorze. W jej transparentnych, tajnych zaułkach chętnie przechadza się słodka dusza, łaknąc miłości i ukojenia, tląc się w rozkoszy i ciesząc znacznie. Tam poruczona najdroższej pieczy, sięga mądrości i błyszczy kornie, wielbi w bojaźni i o nic nie woła. Zaprawdę, „dopiero życie jest coś warte, wtedy gdy człowiek piękno samo w sobie ogląda” (Platon).

© Andrzej Osiński

 

 

Reklamy
Published in: on 31 grudnia 2011 at 14:24  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/31/bernarda-fink-kantaty-bacha-iii/trackback/

%d blogerów lubi to: