Franciszek Schubert: Podróż w głąb ludzkiego przeznaczenia

Franciszek Schubert

Franciszek Schubert

8 października 1815 roku, niemiecki poeta i przedstawiciel wczesnego romantyzmu, Wilhelm Müller, zanotował w swym dzienniku: „Nie potrafię grać na instrumencie, ani śpiewać, jednak kiedy piszę wiersze, zarówno gram jak i śpiewam. Gdybym tylko umiał wydobyć z siebie melodie, wówczas moje pieśni mogłyby nieść innym radość w stopniu o wiele większym, aniżeli dotychczas. Pocieszam się nadzieją, iż pewnego dnia pojawi się bratnia dusza, istota pozostająca ze mną w absolutnej harmonii, która usłyszy melodie zawarte w tych słowach i zwróci je do mnie”.

W twórczości Franciszka Schuberta, którego szlachetna i indywidualna sztuka muzyczna miała w przyszłości rozsławić zachwycające strofy młodego Niemca, poetycki tekst wzniósł się ponad przypisaną mu ilustracyjną i narracyjną rolę, stając się punktem wyjścia dla osobistej, głęboko przeżytej artystycznej wizji, której psychologiczna prawda i bezpośredniość przekazu wyrwały pozostającą dotychczas na marginesie twórczych zainteresowań większości kompozytorów pieśń, z konwencjonalnych ram sentymentalno-naiwnej stylistyki.

Caspar Dawvid Friedrich: Grób

Caspar David Friedrich: Grobowiec

Z każdym kolejnym utworem, z każdą kreacją, autor Pstrąga coraz ściślej wiąże muzyczną frazę z tekstem, budując ostateczną, doskonałą strukturę, której jedności nie można bezkarnie naruszyć, gdyż fortepian i głos uległy w niej absolutnemu stopieniu, stając się zarówno Schubertowską melodią, jak i Schubertowskim słowem. Końcowy efekt, idealnie ważący elementy rytmiczne z akcentami ludzkiej mowy, przekracza ramy czystej interpretacji, sięgając w sferę samodzielnego, genialnego przeżycia, w którym na fali piękna do głosu dochodzą najbardziej osobiste, poruszające i najsubtelniejsze doświadczenia samego kompozytora. Tych pieśni nie można już śpiewać tak, jak śpiewało się operowe arie, pełne ozdobników i koloraturowych pasaży, służących zawrotnym, acz pustym niejednokrotnie popisom technicznym. Schubertowska fraza, wiążąc z sobą w jedną całość występujący dotychczas na przemian motyw recytatywu z klasyczną arią, osiąga stadium dojrzałości, przejmująco wieszcząc nadejście nowej „muzycznej psychologii”.

Caspar Dawvid Friedrich: Kirasjer w lesie

Caspar David Friedrich: Kirasjer w lesie

Autor Niedokończonej, który w 1823 roku zachwycił Wiedeń liryczną, głęboko osobistą Piękną młynarką, cztery lata później sięga po kolejny cykl poetycki Müllera – Podróż zimową (niem. Winterreise) – zwięzły, intymny przekaz o pełnym melancholii wdzięku, unikający zarówno skrajnego patosu, jak i nadmiernego wzburzenia, właściwych literaturze tej epoki. Oszczędne, pozbawione zewnętrznego blasku strofy, nacechowane szlachetnością, dobrocią i ludzką wrażliwością, jakie poeta wyrażał w słowach czystych i bezpośrednich, ponownie stały się „iskrą zapalającą wielki płomień muzycznego natchnienia”, urastając pod piórem Franciszka Schuberta, do rangi głęboko przeżytego, osobistego dramatu; tragedii człowieka, na próżno szukającego ukojenia w bolesnej wędrówce przez zaśnieżony, skuty lodem krajobraz.

Przyjaciel autora Małgorzaty przy kołowrotku, Józef Spaun, wspominał: „Schubert był od dłuższego czasu ponury i czymś przejęty. Na moje zapytanie, co się z nim dzieje, odpowiedział: „Wnet usłyszycie i zrozumiecie”. Zajęci sobą towarzysze hałaśliwych wieczornych zabaw i radosnych „Schubertiad” nie rozumieli w pełni powagi choroby dręczącej i osłabiającej kompozytora od wewnątrz, nie domyślali się trosk i cierpień, jakie rzucały się czarnym cieniem na jego przyszłość, a jeżeli zbyt często napełniał on szklankę winem, widziano w tym jedynie objaw powracającego dawnego humoru… I podczas gdy Moritz von Schwind znajdował przyjaciela w stanie „o wiele lepszym, bardziej wesołym”, w dzienniku, pod datą 27 marca 1824 roku, Franciszek Schubert zanotował: „Nikogo, kto by zrozumiał ból drugiego, nikogo, kto by zrozumiał jego radość. Wierzymy w to, że zbliżamy się do siebie, przechodzimy jednak tylko obok siebie. O, jakie cierpienie dla tego, kto to pojmie”.

Caspar Dawvid Friedrich: Dolmen w śniegu

Caspar David Friedrich: Dolmen w śniegu

Pierwszych dwanaście pieśni z tomu Podróży zimowej odkrył autor Króla Olch w jakimś almanachu na początku 1827 roku. Zauroczony, niezwłocznie przystąpił do pracy nad muzycznym opracowaniem tych „niezrównanych scen rozpaczy i złamanego serca, gwałtowności i odrętwienia w scenerii śniegu, lodu i przenikliwego wiatru”. Dopiero u schyłku lata artyście wpadła w ręce pełna wersja cyklu, zawierająca w sumie 24 wiersze. Ponieważ dwanaście z nich zostało już zinstrumentalizowanych, Schubert dopisał muzykę do pozostałych, grupując je w drugiej połowie zbioru.

Caspar Dawvid Friedrich: Dąb w śniegu

Caspar David Friedrich: Dąb w śniegu

Kompozytor postanowił zaprezentować ukończoną pracę w zaufanym gronie oddanych przyjaciół, którzy zawsze odnosili się do jego muzyki z podziwem oraz miłością. „Pewnego dnia – wspomina Józef Spaun – powiedział: Przyjdź dziś do Schobera, zaśpiewam wam wieniec straszliwych pieśni. Jestem ciekaw waszego zdania. Bardziej mnie one przejęły niż inne …” Ale bliscy sercu druhowie nie potrafili się zdobyć na bezstronną ocenę dzieła, które przerastało ich muzyczne upodobania, budząc zdumienie nowatorskim potraktowaniem tematu oraz wymagającym olbrzymiej uwagi doborem środków artystycznego wyrazu. Nie nadążali za awangardowością przekazu, śmiałą, burzliwą muzyką, daleko wybiegającym w przyszłość użyciem dysonansów, deklamacyjnym, głęboko przeżytym stylem śpiewania. Spaun pisze: „Siedzieliśmy całkiem oniemiali, porażeni ponurym nastrojem tych pieśni, a Schober powiedział, że podobała mu się tylko jedna z nich – Lipa. Na co Schubert odrzekł: Podobają mi się te pieśni bardziej niż wszystkie inne i wam spodobają się także”.

Caspar Dawvid Friedrich: Chata przykryta śniegiem

Caspar David Friedrich: Zaśnieżona chata

Wzruszający monodram ukazał się w dwóch odrębnych zeszytach, z których pierwszy, zamknięty utrzymaną w tonacji h-moll pieśnią Einsamkeit (Samotność) wprowadza słuchacza w posępny nastrój pochmurnej zimowej nocy, podczas gdy otwierająca drugi akt Die Post (Poczta), opiewa wschód słońca i towarzyszące mu emocje. Ten artystyczny zabieg zaważył na strukturze całości, która nie odznacza się taką spójnością opowiadania jak Piękna młynarka, a łączący poszczególne wiersze wątek nie jest aż tak wyraźny, jednak Podróż zimowa zmierza do zupełnie innego celu i wyraża z gruntu odmienne treści, które przy zachowaniu zasadniczej jedności miejsca, czasu i akcji, są tu nie tyle opisane, co raczej zasugerowane. Bieg opowiadania nie ma w istocie większego znaczenia; zarówno kompozytor, jak i poeta wydobywają z tej pełnej grozy podróży emocjonalną prawdę szczegółów, budując somnambuliczne obrazy o niepokojącym pięknie i niespotykanej przejrzystości.

Caspar Dawvid Friedrich: Pejzaż zimowy

Caspar David Friedrich: Pejzaż zimowy

Bohater Pięknej młynarki, odtrącony w swej szczerej, szlachetnej miłości, młodzieniec, traci życie w falach szemrzącego strumienia, będącego jego jedynym towarzyszem i powiernikiem. Gdybyśmy zapragnęli potraktować Podróż zimową w kategoriach kontynuacji wątków i emocji, zawartych w poprzednim cyklu, punktem wyjścia do tej niezwykłej peregrynacji w głąb siebie byłby wzruszający dialog młynarczyka z potokiem, przejmująco zilustrowany przez Schuberta w przedostatniej pieśni monodramu. Tu zaczyna się nowa wędrówka porzuconego przez dziewczynę chłopca, który w poszukiwaniu śmierci i przeznaczenia, błądzi w posępnym, zimowym krajobrazie, stawiając czoła surowej naturze i własnym zranionym emocjom.

Caspar Dawvid Friedrich: Zaśnieżony cmentarz

Caspar David Friedrich: Zimowy cmentarz

Już wstępne takty pierwszej pieśni Gute Nacht (Dobranoc) wprowadzają słuchacza w nastrój przygnębienia, rezygnacji i poddania:

Przybyłem tu jako obcy, odchodzę stąd jako obcy (…)
Dziewczyna mówiła o miłości, matka nawet o małżeństwie,
Dziś świat przyoblekł się w szarość, a ziemię otulił śnieg.

Opuszczając niegościnne miejsce chłopiec pragnie pozostawić na drzwiach domu napis „dobranoc”, aby wyrazić miłość, stale wypełniającą jego serce. Powiewająca na dachu chorągiewka zdaje się urągać jego uczuciom, a obracający nią ze świstem wiatr, szydzi z nocnego zbiega:

Wiatr igra chorągiewką na dachu domu mojej ukochanej,
W moim szaleństwie wyobraziłem sobie,
Że wygwizduje mnie, biednego uciekiniera…
Po co pytacie o przyczynę mego bólu? Wasza córka bogato się zaręczyła.

Caspar Dawvid Friedrich: Kobieta i mężczyzna kontemplujący księżyc

Caspar David Friedrich: Kobieta i mężczyzna kontemplujący księżyc

Tym wyznaniem wkraczamy we właściwy klimat dramatu, zatopionego w sennej wyobraźni jego protagonisty, który kontynuuje wędrówkę pod ciemnym niebem zimowej nocy:

Na próżno szukam w śniegu śladu jej stóp tam,
Gdzie wsparta na moim ramieniu wędrowała przez zieloną niwę…
Moje serce zamarło – tkwi w nim jej zimny obraz.

Martwa przyroda przywołuje bolesne wspomnienia i jątrzy głębokie rany na sercu. Tuż za miejską bramą, przy studni, pielgrzym mija lipę, której gałęzie szumiały, jak gdyby wołając „Pójdź do mnie przyjacielu, tu znajdziesz ukojenie!” Bezlistne drzewo, pod wpływem dręczących wspomnień, ożywa w wyobraźni wędrowca, szumiąc zielonym liściem i pachnąc bujnym kwieciem. Lecz wiosna jest wyłącznie bolesnym złudzeniem, a krajobraz, wypełniony niegdyś śpiewem ptaków, przesycony wonią kwiatów i przyobleczony w pełną miłosnej nadziei zieleń, pozostaje przerażająco martwy, tkwiąc w odrętwieniu i przenikliwej ciszy:

Caspar David Friedrich: Kra

Caspar David Friedrich: Kra

Ty, co tak wesoło szumiałaś, ty jasna dzika rzeko, jakże cicha się stałaś (…)
O serce, czy w tym strumieniu rozpoznajesz swój obraz?
Czy pod jego lodową skorupą kłębią się także rwące fale?

Marzenia i halucynacje o wiośnie powracają w natrętnych odsłonach, zderzając się z posępną czernią zimowej nocy i chrapliwym nawoływaniem kruków, które potęgują samotność i cierpienie wędrowca:

Śniłem o barwnych kwiatach, tych, które kwitną w maju
I kiedy zapiały koguty, przebudziły się moje oczy:
Któż to wymalował liście na szybach?

Na powrót zamykam oczy, serce me nadal gorąco bije…

Caspar David Friedrich: Zamieć

Caspar David Friedrich: Zamieć

Pełną grozy ciszę przerywa radosny dźwięk trąbki pocztowej. Dyliżans zmierza do miasta, które bohater opuścił, przepełniony rezygnacją i zwątpieniem:

Czy chcesz raz jeszcze popatrzeć w tę stronę,
I spytać, co tam słychać, moje serce?

Ale nie ma już powrotu do przeszłości i znów kręta, samotna droga prowadzi wyczerpanego i pełnego bólu człowieka w nieznane. Pokryta zimowym całunem, zmrożona przyroda pogłębia poczucie izolacji bohatera dramatu, którego umysł stopniowo opanowywać poczyna wizja własnej śmierci. Chcesz więc dziobać ciało me na samotnym szlaku? – zwraca się z retorycznym pytaniem do cierpliwie krążącej nad głową wrony – Już niedługo będę brnąć, już mi braknie siły. Ostatnie nadzieje umierają w ciszy:

Caspar David Friedrich: Trzy słońca

Caspar David Friedrich: Trzy słońca

Ach, i spada liść na ziemię, z nim nadzieja moja pada,
I ja padam też na ziemię, płaczę na nadziei grobie.

Zbliżając się do pogrążonej we śnie wioski, wędrowiec słyszy z oddali ujadające psy. Urąga im ze złością:

Szczekajcie mi głośno psy czujne, nie dajcie mi spocząć w porze snu.
Mam już za sobą wszystkie sny, nic po mnie między tymi, którzy śpią.

Lodowaty poranek rodzi kolejne złudzenie, a przyjazne światło wabi pielgrzymującego w stronę samotnego drogowskazu, położonego wśród ośnieżonych szczytów skalnych, z dala od uczęszczanych dróg i traktów:

Jeden drogowskaz niezmiennie mi stoi przed oczyma,
Muszę iść drogą, którą jeszcze nikt nie powrócił.

Caspar David Friedrich: Opactwo

Caspar David Friedrich: Opactwo

Uporczywie, brnie w monotonnym rytmie dalej, w kierunku upiornej gospody, zagubionego w zamieci wiejskiego cmentarza, na którym niestety wszystkie izby są już zajęte i gdzie nie przyjdzie mu zaznać utęsknionego spoczynku:

Upadam ze zmęczenia, jestem śmiertelnie zraniony.
Nielitościwa gospodo, odmawiasz mi gościny?

Po raz ostatni, z pełnym rozpaczy gestem, zrywa się do dalszej wędrówki:

Dalejże, wesoło w świat, poprzez wichry, burze!
Jeśli Boga nie ma na ziemi, sami bądźmy bogami!

Caspar David Friedrich: Zmierzch

Caspar David Friedrich: Zmierzch

Bluźniąc i odrzucając wszelkie ziemskie więzy, pozostaje wewnętrznie martwy, a jego umysł wypełnia osobliwy obraz trzech słońc, powstały wskutek załamania się promieni świetlnych w kryształkach lodu:

Dwa najpiękniejsze zaszły już, niechby i to trzecie zapadło!
W ciemności będę czuł się lepiej.

Następuje mistyczna transfiguracja, i oto samotny wędrowiec staje twarzą w twarz z równie samotnym lirnikiem, którego pieśni nikt nie chce słuchać:

Gustave Doré: Czyściec (19)

Gustave Doré: Czyściec (19)

Biedny, stary lirnik, zna go cała wieś,
Płynie mu spod palców wciąż ta sama pieśń.
Boso stoi w śniegu, już opada z sił,
Miskę jego pustą zawiał śnieżny pył (…)
Nic go już nie cieszy, a ni o coś dba,
Patrzy w swoją skrzynkę i piosenkę gra.
Sercu drogi starcze, w świat mnie z sobą weź,
Może zechcesz zagrać także moją pieśń?

Przenikliwe strofy, znaczone suchą, natrętną linią melodyczną, odsłaniają przed światem przerażającą samotność i brak zrozumienia dla sztuki kompozytora, odnajdującego w tej niesamowitej, alegorycznej postaci swoje alter ego.

W klimacie dzieła, przenikniętego ustawicznym pulsowaniem rozpaczy, wyrażanej tu w skali od tonów naznaczonych cichą rezygnacją, po rozdzierający, bolesny okrzyk zranionego w szlachetnych uczuciach człowieka, pobrzmiewają wyraźnie echa wstrząsających Hymnów do nocy Novalisa, które Schubert uważnie w tych latach studiował.

Gustave Doré: Czyściec (1)

Gustave Doré: Czyściec (1)

W przeciwieństwie do Pięknej młynarki, będąca „dośpiewem” tamtej miłosnej tragedii Podróż zimowa, nie jest wędrówką przynoszącą ukojenie i zespolenie z panteistycznie pojętą naturą, ale szalonym aktem udręczonego życiem człowieka, który w usiłowaniu ucieczki od przerastającej go rzeczywistości i ludzkiego zobojętnienia, błądzi daremnie bez celu, przemierzając opustoszały, zmrożony zimą wszechświat.

Ostatnia pieśń, w której osobowość protagonisty dramatu stapia się w jedność z obserwującymi go dotychczas poetą i muzykiem, nie rozwiązuje tragedii wędrowca, kończąc się pytaniem, na jakie nie znajduje on w gruncie rzeczy odpowiedzi. I w tym najpełniej przejawił się geniusz artysty, który podejmując wysiłek zmierzenia się z dręczącymi ludzką istotę pustką i osamotnieniem, zrozumiał, iż droga życia, jaką każdy z nas podąża, jest zawsze drogą samotną.

© Andrzej Osiński

Published in: on 31 grudnia 2011 at 13:33  Dodaj komentarz  
Tags: , , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2011/12/31/franciszek-schubert-podroz-w-glab-ludzkiego-przeznaczenia/trackback/

%d bloggers like this: