Bach i Telemann

Luca Giordano: Uwielbienie Psyche

Luca Giordano: Uwielbienie Psyche

W dobie rywalizacji o sukcesję po zgasłym kantorze Janie Schelle (1701), w kupieckim grodzie nad Białą Elsterą pojawił się rzekomy student prawa, Jerzy Filip Telemann, rychło uzyskujący atencję jednego z wpływowych rajców. Włodarz saksońskiej metropolii urzeczony niezaprzeczalnym kunsztem uzdolnionego młodzieńca, obdarzył go dwutygodniowym zleceniem dla tamtejszej fary p.w. św. Tomasza i wynagrodził na tyle sowicie, iż wzbudził tym zawistną irytację świeżo desygnowanego kantora Jana Kuhnau, który – niechybnie z myślą o odsunięciu konkurenta – podjął się rozsiewać o jego personie istotnie oczerniające kalumnie.

Guido Reni: Toaleta Wenus

Guido Reni: Toaleta Wenus

Przyszły herold „Uwertury Darmstadzkiej” nie pozostał ajuści dłużny tak szacownemu kontrpartnerowi, siląc się na admonicję, iż „krucha konstytucja tegoż pozwala tuszyć na jego szparki zgon”. Wbrew predylekcji i supozycjom, krzewiciel „Traktatu o tetrachordzie” okazał się wszelako nad wyraz żywotny, administrując powierzoną mu synekurą przez następne dwie dekady, a dumny magdeburczyk – póki co – musiał się zadowolić dalece podrzędniejszą godnością organisty i dyrektora muzycznego przy tzw. Nowym Kościele.

W roku 1722, w momencie skonu inicjatora „Frische Clavier-Früchte”, Telemann piastował zaszczytne hamburskie funkcje, zażywając internacjonalnej renomy i odcinając kupony od artystycznej reputacji. „Handel drukami moich partytur potrafi uśmierzyć troskę o rozliczne talary, jakie wydałem, aby wychować dzieci” – zdradzał jednemu z ryskich przyjaciół, J. R. Hollanderowi, rozentuzjazmowany postępującą subskrypcją „Muzyki tablic”. Mimo to, nie zawahał się aplikować na opróżnione stanowisko, i zdążył nawet powziął wieść o entuzjastycznej elekcji; po czym… pozyskał był kapitalną gratyfikację w Hamburgu, ustępując pola piewcy „Pasji wg św. Mateusza”.

Luca Giordano: Zaślubiny Maryi

Luca Giordano: Zaślubiny Maryi

I tak oto krańcowe ścieżki niemieckich gigantów skoligaciły się ze sobą raz ledwie przelotnie, żeby podążyć za horyzont doznań odrębnych i inadekwatnych, acz konsekwentnych wobec intymnych pryncypiów. „Artysta, podobnie jak każdy w dziedzinie ducha działający człowiek, może słuchać tylko tego prawa, które mu wpisał w serce Bóg i natura, a nie żadnego innego – konkludował Friedrich Wilhelm Schelling, i „nikt mu nie może pomóc, sam musi sobie pomagać”, a Alfred de Vigny nadmieniał: „Wielkość dzieła zależy od całości idei i uczuć człowieka, a nie od formy, jaką się posłużył”.

Domenichino: Jan Ewangelista

Domenichino: Jan Ewangelista

Koncert A-dur na flet, skrzypce, smyczki i „continuo”, zaczerpnięty z fenomenalnej „Muzyki tablic” (1733); antologii o homogenicznych strukturach rozpiętych na skrzydłach wielobarwnego fresku, zdradza widomą influencję galijskich „fêtes galantes”, tudzież italskiej rafinacji okraszonej szczyptą ekstrawaganckiej ingrediencji – podobno rodem z „barbarzyńskiej Polski” (twórca „Kwartetów Paryskich” raczył gościć w polskich pieleszach w latach 1705-06).

Pod entuzjastycznym tchnieniem specjalistów z brytyjskiego Florilegium, to wysublimowane i ekspresywne rostrum o partykularnej rytmice i ekstensywnej teksturze, nader wdzięcznie koreluje z wysmakowanym elaboratem Bacha uprzędzionym na czarowną kombinację klawesynu, fletu i skrzypiec i wywodzącym swój elegancki byt z niezobowiązującego preludium oraz fugi BWV 894.

Guido Reni: Porwanie Heleny

Guido Reni: Porwanie Heleny

Orkiestrowym precjozom akompaniuje enigmatyczna kantata „Non sa che sia dolore” („On nie wie, czym jest zmartwienie”) o nieustalonej proweniencji i nieuchwytnym autorstwie, w gruncie rzeczy sugerowanym i omal pastiszowym; atoli kompozycyjne stygmaty piewcy „Muzycznej ofiary” jawią się nazbyt ewidentne. Reminiscencje „Il pastor fido” Guariniego sprzęgnięte z urzekającą kantyleną Metastasia, uprzedzono mosiężną symfonią o niebagatelnym oddechu, rozkoszującą się wirtuozowskim murmurando „flauto dolce” i indukującą zmienne koleje losu protagonisty noweli.

Promienna konkluzja roztapiająca się w bezmiarze przestrzeni i przedłożona w tym miejscu z eteryczną gracją oraz powłóczystą subtelnością przez Lucy Crowe, pozwala miarkować, iż historia bogobojnego wędrowca podejmującego chwalebną służbę na rzecz swojej ojczyzny, została przypieczętowana pomyślnie.

Luca Giordano: Europa

Luca Giordano: Europa

Co więcej, jej klarowna transmisja oraz dystyngowany bieg odwzorowują w tafli barokowego zwierciadła szlachetną psyche pracowitego syna Turyngii, którego godny i cyklopowy trud tak oceniły generacje następne: „Prowadzić takie spokojne, uzależnione życie, nie zapominając ani na godzinę, że nie jest się niczym więcej, jak tylko wyrobnikiem Boga, oznacza tyle, co iść najpewniejszą drogą do szczęścia” (Wilhelm Heinrich Wackenroder).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 3 stycznia 2012 at 12:44  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/01/03/bach-i-telemann/trackback/

%d blogerów lubi to: