Ferran Savall

Ferran Savall (okładka płyty)

Ferran Savall (okładka płyty)

Nie spełnia bowiem swej powinności ten, kto zatopiony w dziełach tyczących się spraw publicznych, nie troszczy się o to, by do tego wspólnego dobra dorzucić i od siebie coś nowego” – moralizował u progu XIV wieku Dante. W „Mireu el nostre mar”, jednoczącym odległe tropy kulturowe, osnute na nostalgicznych i nie zapoznanych trylach Katalonii, Ferran Savall pozwala do woli przemawiać chropowatemu i surowemu Pięknu oraz dozuje Prawdę o frasobliwej kondycji jednostkowego ducha.

>Els Segadors< – odnotowuje on o opusie wieńczącym owo rozbrajające credo – nie jest zwyczajnym hymnem. To w pierwszym rzędzie pieśń o niesprawiedliwości, o wszelkich jej przejawach; a także wyraz jej zdecydowanego potępienia. Te wirtualnie nieznane strofy mówią wprost o człowieczym bólu i bezbronności ofiar konfliktów. Jest to lament; pieśń żałobna, która woła i żąda, aby podobne cierpienie nie zostało w przyszłości powtórzone”.

Diego Velasquez: Szata Józefa

Diego Velasquez: Szata Józefa

Opiewając koleje losu istoty dręczonej wolą bliźnich, żałośliwego i nietrwałego „błazna tańczącego nad przepaścią” (Honoriusz Balzak) i zbłąkanego w nieświadomości zdarzeń, Savall żywo dopuszcza środki transmisji przekraczające granice muzycznych gatunków. Okruchy jazzu, folku, bluesa i rocka przenikają się i przeplatają pospołu z iberyjskimi kanconami oraz hebrajską kołysanką („Numi, Numi”), a pieszczotliwa chrześcijańska kolęda („El noi de la mare”), regimentowy marsz flandryjski i archaiczny galijski tan, przepływają i postępują uroczo, igrając z temperamentną sonorystyką rodem z Afryki oraz prowansalskimi minstrelami („El cant dels ocells”, „El testament d’Amelia”).

Diego Velasquez: Święty Jan na Patmos

Diego Velasquez: Święty Jan na Patmos

Heterogeniczność idei i ekspresji nie rodzi wrażenia konfuzji, a improwizacyjnym skrawkom ujętym hojnie dźwięczną gitarą oraz poczciwym głosem uzdolnionego młodziana, akompaniuje subtelny ansambl wypróbowanych muzyków (Mario Mas, Javie Mas, Dimitris Psonis), tudzież artystyczny patronat tuzów tej miary, co Pete Seeger – pamiętny dzięki urzekającej transpozycji anonimowej ukraińskiej dumki w wieczysty przebój Marleny Dietrich „Where have all the flowers gone?”. Przywołanie burzliwych lat 1960-tych nie jest tu całkowicie nie na miejscu, jako że melancholijne uniwersum „Mireu el nostre mar” o hebanowej, kojącej barwie, jawi się transparentną kontynuacją pacyfistycznych peanów Boba Dylana czy Joan Baez, z tej oto właśnie ambiwalentnej doby.

Konstruując poezję wysokiej próby, która „jest natchnieniem i subtelniejszym duchem wszelkiej wiedzy” (William Wordsworth), czuły Ferran istotnie dystansuje się od rafinowanego i wysmakowanego trudu swoich eminentnych rodziców (Montserrat Figueras, Jordi Savall), a jednocześnie uderzający jest fakt, jak symptomatyczne i oczywiste są pomiędzy nimi twórcze analogie. Powiew ożywczej konfabulacji, orzeźwiający nieomal każde przedsięwzięcie Hesperion XXI, i tutaj wznosi się lotem wysmukłym, a przy tym nader przejrzystym, dobitnym i wartkim.

Diego Velasquez: W kuźni Wulkana

Diego Velasquez: W kuźni Wulkana

Poezja zakorzeniona jest w człowieku tak głęboko, że nawet wśród najbardziej niesprzyjających okoliczności, wciąż jeszcze i teraz dziko się pleni” – przywoływał Friedrich von Schlegel. Takoż i młody Katalończyk, doświadczony terminowaniem w dumnej orkiestrze swojego ojca, przedkłada osobiste a niebanalne facecje z podziwu godną spontanicznością oraz szczerością, bez której ten ważki socjalny przekaz łacno ugrzązłby w schemacie afektowanej miałkości.

Człowiek jest naturalny bądź egzaltowany, inaczej jest fałszywy” – donosił Alfred de Vigny. Pewnik ten gładko przystoi finalnej rejestracji „Żniwiarzy”, sporządzonej na żywo w jednym z paryskich klubów. Przywołuje ona uczciwe wspomnienie undergroundowych ruchów, kierowanych tą samą misją przemieniania świata i transformowania ludzkich umysłów; pragnieniem ustanowienia królestwa jedności, która „wydaje się korzeniem tego, co jest w bycie dobrem, tak jak wielość jest przyczyną tego, co jest w nim złe” (Dante).

Diego Velasquez: Bachus wśród wieśniaków

Diego Velasquez: Bachus wśród wieśniaków

W tej grupowej wariacji „unplugged”, w tej samorzutnej, biesiadnej konfesji, przestrzegającej przed okropieństwem wojennej makabry i wyśpiewanej z głębi trzewi, ujawnia się transcendentalny obraz Bożego bytu, który „jest i objawia się w zbiorowości. I jest najbogatszą i najbardziej osobistą koncepcją człowieka” (Miguel de Unamuno).

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 3 stycznia 2012 at 12:32  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/01/03/ferran-savall/trackback/

%d blogerów lubi to: