Antonio Vivaldi: Carmignola i Mullova

Vivaldi (okładka płyty)

Vivaldi (okładka płyty)

Koncert na skrzypce solo i orkiestrę o formie kokieteryjnej a nieskrępowanej, jest tym gatunkiem, jaki rozsławił kunsztowne i nastrojowe dzieło piewcy Czterech pór roku. Niemal 250 opusów konstytuuje imponującą spuściznę istotnie przewyższającą liczebnie elukubracje innego autoramentu, pośród których wdzięczny prym wiodą nadobne concerti: rozhasane rozprawy na smyczki, sekcje dęte i blaszane, o konfiguracji oscylującej pomiędzy dziewięcioma a trzynastoma solistami. Za nimi podążają rozliczne sonaty da chiesa i da camera, nie roniąc słowa o dysertacjach czysto wokalnych, godnych zapełnić repertuar największych domów operowych na przestwór wielu tygodni.

Louis de Silvestre, Drezno - Zwinger

Louis de Silvestre, Drezno - Zwinger

Il preto rosso usankcjonował przy tym najbardziej optymalną postać nowożytnego traktatu wiolinistycznego, odżywianego klasycznym concerto grosso i zespolonego z trzech silnie skontrastowanych tempem ogniw: allegro – andante (adagio, largo) – allegro (presto). Ich urocze tematy powracają na fali zwiewnego ritornello, rozkwitając to w pogodnych pasażach tutti, to w solach koncertującego instrumentu, na pozór rozżarzonych słońcem impresji.

Sebastiano Ricci: Wenus i Amor

Sebastiano Ricci: Wenus i Amor

Pomiędzy rozbrykanymi meandrami orkiestry trelują upojne skrzypce – w liczbie pojedynczej bądź mnogiej – pieszcząc ów osobliwy dźwiękowy pejzaż, o którego rozwichrzonych ustępach Johann Joachim Quantz raczył był westchnąć: „wykreował [on] muzyczne cacka, jakich typ był podówczas bezwzględnym novum; wywarły one na mnie niemałe wrażenie. Płonąłem chęcią akumulacji pewnej ich liczby, a ich pełne splendoru <ritornello> posłużyło mi za niezgorszy model w późniejszych latach”.

Fantasmagoryczne L’Estro armonico (1711), wzbudzające estymę samego Bacha i nakłaniające tegoż do nader gorliwej transkrypcji (na nobliwy klawesyn, tudzież organy), oferowało wszelako – prócz popisów solowych – ansambl koncertów na dwa, trzy, a nawet cztery tożsame instrumenty, desygnowane na bazie absolutnego równouprawnienia. Spośród tych przewidzianych na dwoje skrzypiec, jedynie trzy, wzbogacone o ekstrakt z przesławnej La cetra (1727) oraz osobny opus uskuteczniony ongiś w Amsterdamie, zostały opublikowane drukiem za życia temperamentnego mistrza; pozostałe – w kworum 24 – figurują w przepastnym manuskrypcie dzierżonym przez Narodową Bibliotekę w Turynie.

Louis de Silvestre, Drezno - Zwinger

Louis de Silvestre, Drezno - Zwinger

Rzadko rejestrowane, czy to publicznie, czy w formie nagrań, kreują zadziwiające oeuvre epatujące tyleż zgiełkliwą a chimeryczną wirtuozerią, co solenną imaginacją żądającą świątobliwego reweransu. Błyskotliwe kontradykcje fraz mknących echem przez podniebny areał, przetykanie i przenikanie się kapryśnych passusów, paralelne postępowanie skrzypiec zaniedbujących batalię o dominację na rzecz transparentnego unisono, alterujące trajektorie duetu lamentującego nad kameralnym continuo – oto symptomy weneckiej maestrii o proweniencji sonatowej, której reminiscencje epatują ze zwiewnych adagiów (RV 509, RV 516, RV 523, RV 524), prędzej akompaniujących basem, niżeli orkiestrowym dostatkiem.

Sebastiano Ricci: Bachus i Ariadna

Sebastiano Ricci: Bachus i Ariadna

W Koncercie podwójnym G-Dur RV 516, relikty sonaty a tre są zaiste uderzające; jej segment wewnętrzny z nieznacznym tylko retuszem kalkuje niepublikowane opus 71, a i materiał partii wierzchnich nie pozostaje w tym względzie daleko w tyle. W tejże rozprawie, podobnie jak Koncercie podwójnym B-Dur RV 524, objawiają się nadto dyskretne mgnienia, kiedy konferujące ze sobą smyczki przestają wieszczyć jednym głosem, indukując kpiącą dysputę przywołującą strofowanie przez impulsywnego maestro którejś z uczennic w Ospedale della Pieta.

Emil Zola napominał: „Nie żądam od artysty ani subtelnych wizji, ani przerażających koszmarów; żądam, aby oddał się sam duszą i ciałem, aby jasno udowodnił, że posiada potężny samodzielny umysł, naturę, która mocno chwyta w ręce naturę i stawia ją prosto przed nasze oczy, taką, jak ją artysta widzi”. Mimo gustownej noty opatrującej przedłożoną tu realizację etykietą „nieczęsto grywanej”, zaprezentowane w tej prominentnej edycji utwory, nie pretendują do miana rarytasów delektujących zmysły incydentalnie.

Louis de Silvestre: Odyseusz i Andromacha

Louis de Silvestre: Odyseusz i Andromacha

Aliści, przypisanie ich opalizujących faktur italskiej poetyce Carmignoli konferującego pospołu z rosyjską werwą Mullovej; „potężnym samodzielnym umysłom, naturom, które mocno chwytają w ręce naturę”, jawi się intencją nie do przecenienia. Fenomen każdego z aktywistów tej muzycznej ofiary jest zaiste niemożliwy do zrelacjonowania, jakże zatem ocenić ich hipnotyzującą a kongenialną kooperację? Jako wytworną, klarowną a skrzącą paletą tysiącznych odcieni? Czy, szlachetną, subtelną i orzeźwiającą wiosenną bryzą? A może mistyczną, rezonerską i ewokującą bezksiężycowe zaułki Serenissima, gdzie zza liszajów wilgotnych murów łypią karnawałowe maski niosące chichot pośród szelestu konfetti?

Sebastiano Ricci: Dzieciństwo Cirona

Sebastiano Ricci: Dzieciństwo Cirona

Ukazuję moje uczucia, mówię, ale nie odważę się ich nakazywać – rozważał Max Buchon – Stu ludzi, nawet wykształconych, postawionych wobec tej samej książki czy obrazu, odbierze sto innych wrażeń; (…) wnioskuję stąd, że dając nam okazję do odebrania wrażeń mniej więcej takich, jakich on doznał, wszystko czego może żądać artysta, to nie, abyśmy widzieli rzeczy tak, jak on je widział, lecz abyśmy patrzyli poza nie, a przede wszystkim aby wywołać w naszej głowie i sercu taki stan wrzenia, który powoduje, że nagle zaskakuje nas fakt, iż tworzymy wewnątrz nas samych różnego rodzaju arcydzieła”.

Takoż żarliwe konfesje Mullovej i Carmignoli, roztopione czarownym legatem orkiestry znad lazurowej adriatyckiej laguny, rozniecają malignę w mej duszy, budząc „drgania struny, której istnienia dotąd nawet nie podejrzewałem”, i powołując melodię, jaka „staje się w ten sposób moją najbardziej prawowitą własnością” (Max Buchon)… Ależ uwodzicielskie!

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 7 stycznia 2012 at 10:20  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/01/07/antonio-vivaldi-carmignola-i-mullova/trackback/

%d blogerów lubi to: