Maksym Gorki: Bard zniewolony

Maksym Gorki

Maksym Gorki

Moim zdaniem nie ma idei poza człowiekiem – oznajmił Maksym Gorki (1868-1936) – Dla mnie właśnie on i tylko on jest twórcą wszystkich rzeczy i wszystkich idei, właśnie on – cudotwórca (…) I jeżeli już trzeba mówić o świętościach – to świętym jest tylko niezadowolenie człowieka z samego siebie i jego dążenie, by stać się lepszym niż jest; święta jest jego nienawiść do wszelkiego życiowego śmiecia, (…) święta jest jego chęć zniszczenia na ziemi zawiści, chciwości, przestępstwa, choroby, wojny i wszelkiej wrogości między ludźmi, święta jest jego praca”.

Maksym Gorki pisał o ludziach niepogodzonych, nieprzejednanych i szamoczących się z losem; niezmordowanych poszukiwaczach prawdy, którzy okazują „swą wolę życia, swój monstrualny upór, by stać się czymś więcej od siebie samego”; ciemnych lumpach zezwierzęconych niewolniczą egzystencją na dnie; gasnących w „ciasnocie życia” współbraciach, spętanych piekłem upiornych norm, krzywdzących i skrzywdzonych bezduszną rzeczywistością.

Józef Chełmoński: Podczas deszczu

Józef Chełmoński: Podczas deszczu

Sierota wzrastający w ubogim warsztacie farbiarskim dziadka Kaszirina („My ludzie, których żywot upływa w ciemnościach”), w despotycznej atmosferze „wrogości wszystkich przeciw wszystkim”, w oparach niekończących się awantur i bijatyk, był samoukiem zmuszonym dochodzić do wiedzy kosztem uporczywej walki. „Gdy miałem osiem lat – wspomina – oddano mnie do sklepu z obuwiem (…), ale oparzyłem sobie ręce gorącym kapuśniakiem i zostałem odesłany do dziadka. Po wyzdrowieniu oddano mnie na naukę do kreślarza (…), ale po roku uciekłem i dostałem się na statek jako kuchcik. Mój szef (…) obudził we mnie zainteresowanie do książek, (…) biciem i serdecznością przekonał mnie o wielkim znaczeniu książek, aż je polubiłem. Od tego czasu zacząłem czytać wszystko, co mi wpadło w ręce”.

Józef Chełmoński: Jesień

Józef Chełmoński: Jesień

Korowód zawodów, jakie uprawiał ten nieodrodny syn demosu (handlarz starzyzną, włóczęga, sprzedawca ikon, tragarz portowy, stróż kolejowy, piekarz, rybak, goniec, pomywacz, chórzysta, kancelista etc.), wycisnął niezatarte piętno na skomplikowanej psychice autora Pieśni o sokole. Przemierzając „nory życia”, w których „jeden ślepnie z głodu, drugi z blasku złota” (Matka), błądząc pośród tych, którzy „nie żyją, tylko wciąż się sposobią i przygotowują i na tym schodzą im lata” (Stara Izergil), dzieląc los z nieszczęśnikami zrodzonymi po to, „żeby dłubać w ziemi i umrzeć, zanim wydłubie [się] grób dla siebie samego” (Makar Czudra) i jacy „zapomnieli, że ich powołaniem jest wielkość” (Makar Czudra), młody Gorki „stał się świadomością ludzi nieuświadomionych, głosem tych, którzy milczą, (…) krzykiem z przepastnych nizin społecznych, obrońcą wydziedziczonych” (Leo Belmont).

Józef Chełmoński: Burza

Józef Chełmoński: Burza

Wszystko, co piękne w człowieku, prawie zawsze wzrusza mnie do łez – wyznaje – Uważam ludzką dobroć, delikatność, przebłyski poczucia bliskości jednego człowieka do drugiego za rzeczy najbardziej cenne i potrzebne w naszym tragicznym czasie”. Odczucie nietrwałości świata wytrawionego z harmonii i doświadczenie surowych meandrów egzystencji, nakazują autorowi Mieszczan szukać jedynej ostoi w człowieku i jego rozumie uśmierzającym chaos, rozświetlającym mroki nędzy, burzącym nienawistne poddanie. „Tylko ci są prawdziwymi ludźmi, którzy zrywają łańcuchy krępujące rozum człowieka” – woła bohater Matki, prostując się w boju „przeciwko wszelkim formom fizycznego i moralnego ujarzmiania człowieka”, w pragnieniu przemiany świata, triumfu sprawiedliwości, wzniosłej ułudy.

Józef Chełmoński: Orka

Józef Chełmoński: Orka

Niechętny tyranii i antyhumanizmowi więzi społecznych, gardzący Schopenhauerowską koncepcją samotności i bezradności jednostki w obliczu fatum, gwałcący przyjęte gatunki literackie i ogarnięty romantyczną ideą transformowania rzeczywistości, autor Spowiedzi formułuje środki oddziaływania artystycznego zdolne oddać „szaleństwo mężnych” i „brzmiące jak dzwon na trwogę”; budzące do nieprzerwanej aktywności i odżywiające niezawisłą wyobraźnię: „Nad bagnem gnijącego życia zbudujemy most, który nas zaprowadzi do królestwa dobroci serca”.

Józef Chełmoński: W ogródku

Józef Chełmoński: W ogródku

Klucz do tej natchnionej frazy tkwi w „nieskończonym dążeniu do doskonałości” o proweniencji nietzscheańskiej, powiązanym z koniecznością kreowania „pięknych złudzeń, marzenia i niezwykłości”. Ubodzy bohaterowie otumanieni wizją świata idealnego („Wiem, że przyjdzie czas, kiedy ludzie będą się sobą wzajemnie zachwycać, kiedy jak gwiazda będzie jeden człowiek w oczach drugiego – rozmarza się Niłowna Własowa, heroina Matki i porte parole pisarza – Wszyscy będą mieć serca otwarte, czyste, pozbawione zawiści i gniewu. Życie stanie się służbą człowiekowi, który wzniesie się na wyżyny (…) Żyć będą wtedy dla prawdy, swobody i piękna”), doznają upokorzenia w zderzeniu z „niskimi” realiami epoki „ubogiej w barwy, wyblakłej i nudnej”, przedkładając śmierć ponad niewolę, marzenia ponad rzeczywistość, ideał ponad konkrety.

Józef Chełmoński: Posłaniec

Józef Chełmoński: Posłaniec

Rozdźwięk pomiędzy ułudą wyobrażeń a prawdą chwili rodzi uzasadniony bunt („Na świat przyszedłem, żeby się nie zgadzać” – głosi autor Jegora Bułyczowa), personifikowany w postaci niezłomnego włóczęgi, który zrzucając z siebie zatęchłe łachmany i zmywając brud śmietnika, podąża z wiatrem na otwarte morze lub na rozległy step, gdzie pięknieje duchowo, gdzie zmartwychwstaje („Żyjemy pełnią sił duchowych, czegóż można jeszcze pragnąć?” – mówi Andrzej z Matki), gdzie jest prawdziwie wolny („Tu jestem niczyja. Jak ta mewa, która leci gdzie chce! Nikt mi drogi nie zagrodzi” – mówi tytułowa Malwa).

Józef Chełmoński: Posłaniec

Józef Chełmoński: Posłaniec

Niezgoda odzwierciedla się w patetycznym „geście nowego człowieka” – przybraniu przez Aleksego Pieszkowa minorowego pseudonimu, w rozdzierającym dysonansie pomiędzy żądzą poetyzacji życia a tragicznym bagażem osobistych przejść, w przymusie iluzji i fałszu.

Człowiek – spostrzega Nietzsche – ma niezwalczoną skłonność do ulegania złudzie (…) Umysł, ów mistrz kamuflażu, jest dopóty wolny i nie poddany swej zwykłej niewolniczej służbie, dopóki może łudzić bez szkody: świętuje wtedy swe Saturnalia; nigdy nie jest bardziej bujny, bogaty, dumny, sprawny i zuchwały”.

Józef Chełmoński: Napad wilków

Józef Chełmoński: Napad wilków

Gorki, nieustępliwy idealista i piewca postępu, przyjaciel Czechowa i Szalapina, adorator wysublimowanej kantyleny Griega i wrażliwej prozy Flauberta, erudyta zlękniony nieokiełznanym żywiołem prowincjonalnej Rusi („Nie należy kochać ludu takim, jaki jest – wątpił – Sądzę, że będzie lepiej i dla ludu i dla jego wielbicieli, jeśli ci ostatni ofiarnie przekażą mu całą swą wiedzę, wszelkie bogactwa swych dusz, by ten lud uczłowieczyć i niechaj nie liczą, że ów bezinteresowny trud doczeka się uznania i nagrody w postaci miłości ludu. To się nie zdarza”), bojownik zafascynowany przekuwaniem ludzkich charakterów („W Rosji rodzi się wielki człowiek, stąd jego męki, konwulsje”), istota nie znająca uczucia zazdrości i niechęci wobec wrogów; nie potrafiąc odebrać innym prawa do marzeń i nadziei („Żyje się w oczekiwaniu czegoś dobrego, a jeśli nie ma na co czekać, jakież to życie? – pyta”), wybiera kłamstwo, nie ze względu na osobistą wygodę, lecz kierując się prawami wyższymi. „Prawda nie zawsze da radę nędzy człowieka. Prawda nie zawsze duszę uleczy…” – przemawia ustami Łuki dotkniętego dramatem proletariackiej niedoli w porażającej „symfonii nędzy ludzkiej” (Boy-Żeleński o sztuce Na dnie).

Józef Chełmoński: Rysak

Józef Chełmoński: Rysak

W przekonaniu autora Letników prawda i fałsz zachowują identyczną wartość, o ile służą ulżeniu udręczonej człowieczej doli: „Bywa kłamstwo dla pociechy, kłamstwo dla powszechnej zgody. Kłamstwo usprawiedliwia ten ciężar, co zmiażdżył rękę robotnika” – wyjaśnia w sztuce Na dnie. Rozdarty pomiędzy pragnieniem duchowej rewolucji a jej faktycznym obliczem („Dziś – bardziej niż kiedykolwiek, obrona wolności ludzkiego ducha jest sprawą rewolucyjną – apeluje do Michała Słonimskiego – Nie mogłem sobie wyobrazić, że dożyję takiej najskrajniejszej reakcji duchowej, propagowania takiego pognębienia człowieka przez dogmaty, jakie tu obserwuję”), porażony apokaliptyczną wizją małomiasteczkowej „okurowszczyzny” zastygłej w nieprzejednanej wrogości, zbulwersowany degeneracją robotniczego ruchu („Kiedy powstaną, wszystko w proch zetrą. Chcą nagiej ziemi  – i ogołocą ją, zniszczą wszystko”), wstrzemięźliwy wobec tendencyjności i doraźności w sztuce („Literatura agitacyjna nie jest w stanie sprostać wszystkim potrzebom ducha. Książka jest narzędziem kultury, prawdziwym jej cudem. Jest szczególnie cenna w czasach dzisiejszych, kiedy ludzie tak szybko zamieniają się w dzikusów”), Gorki przeczuwa, iż jeśli zacznie głosić prawdę, jeśli prawda stanie się znana ludziom, to życie hic et nunc, także jego własne życie, stanie się fizycznie niemożliwe. Czy dlatego zdecydował się na farsę białomorską?

Józef Chełmoński: Noc księżycowa

Józef Chełmoński: Noc księżycowa

Sukces autora Moich uniwersytetów, uchodzącego w dobie Mikołaja II za niebezpiecznego anarchistę; więzionego i zmuszonego do opuszczenia ojczyzny, stepowego „bosiaka” w jasnej rosyjskiej bluzie przepasanej skórzanym pasem, z szopą gęstych i nieposłusznych włosów, miał prócz literackiego charakter czysto społeczny. Zjawił się oto samozwaniec, „wściekle miotający się (…) i szukający dzieła na miarę swoich sił”, obwieszczający zdumionym, iż „każdy człowiek ma prawo buntu przeciwko warunkom bytu i przeciw samemu sobie”, gromkim głosem nawołujący „Niech potężniej zagrzmi burza!”.

Józef Chełmoński: Czwórka

Józef Chełmoński: Czwórka

Stalin bezwzględnie wykorzystał ten mit, łudząc włoskiego emigranta prestiżową pozycją arbitra w dziedzinie kultury. Wielki orędownik marzeń i „wzniosłych kłamstw” (”Dla artysty nie istnieją jakieś trwałe formy i artysta nie szuka prawd, sam je tworzy” – wyznaje w liście do Wieniamina Kawierina); tytan pracy, uosobienie skromności i nonszalancji, zaczął propagować radzieckie osiągnięcia splamione krwią więźniów, zainicjował brązowniczą gloryfikację „wielkiej budowy”, rozważał opiewanie czekistów i nieszczęsnego Pawki Morozowa. Gorki pozwolił się okłamać i oszukać, stał się niewolnikiem i pochlebcą, nadzorcą i nadzorowanym, zaprzeczeniem własnego obrazu, dla którego zachowania podjął był tę diaboliczną ugodę; ofiarą terroru osaczoną siecią konfidentów – „przyjaciół”, w których wrodzoną dobroć szczerze wierzył („Człowiek! To wspaniałe! To brzmi dumnie”), pisarzem ograbionym po śmierci z korespondencji i intymnych zapisków.

Józef Chełmoński: Noc na Ukrainie

Józef Chełmoński: Noc na Ukrainie

Zadaniem artysty jest przedstawiać świat takim, jakim go widzi, niczego nie ganiąc i niczego nie chwaląc – objaśniał swój program Konstantemu Fiedinowi – Literatura – to Pismo święte o człowieku, o smutku i radości jego duszy. Choć człowiek często bywa heroiczny i wielki jedynie w podłości, choć często jest on nikczemny i okrutny w swym heroizmie – artysta nie jest jego sędzią”. Wtłoczony w ciasne ramy socjalistycznej doktryny, autor Stadła Orłowów pojmuje dyscyplinarną zależność i ideologiczne podporządkowanie dogmatom za najwyższą hańbę człowieka. „Wartość prawdy istnieje dla mnie jedynie wówczas, kiedy wzmaga ona i dyscyplinuje aktywność człowieka, nie wypaczając go i nie ograniczając. Prawda, przed którą człowiek pochyla głowę i pada na kolana nie powinna istnieć” – pisał.

Józef Chełmoński: Sielanka

Józef Chełmoński: Sielanka

Tendencyjny kierunek proklamowany przez partię w 1934 roku, postrzega jako organicznie obcy i niezrozumiały, deprecjonujący faktyczny realizm. Sztandarowa Matka, perfidnie obdarzona etykietą tego nurtu, jest w istocie historią duchowej przemiany zahukanej kobiety z gminu; opowieścią uogólnioną i wyrafinowaną w czerni i bieli, płomienną i romantycznie idealizowaną. „Nasza sztuka powinna wzbić się ponad rzeczywistość wynieść człowieka ponad tę rzeczywistość, nie odrywając go od niej – mówił jej twórca – Czy to jest romantyzm? Tak”.

Józef Chełmoński: Wspomnienie

Józef Chełmoński: Wspomnienie

Autor Życia Klima Samgina nie był monolitem. „Jestem za skomplikowaniem, przeciwko wszelkim uproszczeniom, choćby nawet obiecywały szczęście wszystkim moim bliźnim. Niepokój bogatszy jest od spokoju” – powtarzał. Dobroczyńca upadłych i poniżonych, utopista oddany nauce i edukacji niwelującej nieokiełznaną grę ślepych instynktów („Alboż to nie wystarczy, żeby się zamienić w zwierzęta? Pracujesz, pracujesz, zarobek przepijesz, znów pracujesz, i tyle … Stracisz wygląd człowieczy, bydlę, i tyle!”), mentor literackich debiutów, Maksym Gorki niósł świadomość własnego tragizmu, kryjąc ją za zasłoną iluzji, którą tak usilnie propagował i która go zgubiła. Ostatecznie – jak powiadał – „Najistotniejsza i najlepsza rzecz w tym życiu – to literatura, reszta – to tylko materiał dla niej”.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 7 stycznia 2012 at 11:50  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/01/07/maksym-gorki-bard-zniewolony/trackback/

%d blogerów lubi to: