Sonaty skrzypcowe Mozarta

Mozart (okładka płyty)

Mozart (okładka płyty)

W liście do ojca datowanym na 8 kwietnia 1781 roku, Wolfgang Amadeusz Mozart obwieszcza z emfazą: „Dzisiaj – a sporządzam te słowa o jedenastej w nocy – miał miejsce koncert, podczas którego wykonaliśmy trzy moje utwory. Oczywiście mówię tu o nowych opusach: rondzie zaczerpniętym z koncertu dla Brunettiego; sonacie z akompaniamentem skrzypcowym, jaką uskuteczniłem wyłącznie dla siebie – stworzyłem ją pomiędzy jedenastą a dwunastą ubiegłej nocy – lecz, aby zdążyć w czasie, przedłożyłem jedynie partię skrzypiec dla Brunettiego, podczas gdy moją własną przechowywałem w pamięci; i wreszcie o rondzie dla Ceccarelliego, które musieliśmy powtarzać”.

Giovanni Battista Pittoni: Sofonisba

Giovanni Battista Pittoni: Sofonisba

Ta niewiarygodna glosa, bez dwóch zdań odnosi się do wartkiej Sonaty G-Dur (KV 379), oznaczonej parodystycznie mianem „jednogodzinnej” i przedstawionej wiedeńskiej socjecie z niezupełnego manuskryptu. Chłopięcy herold „Idomenea”, podźwignięty sukcesem jego najświeższej premiery, w żądzy zrzucenia strupieszałego salzburskiego jarzma, godził się na grzecznościowy występ w domu rodzinnym arcybiskupa Colloredo, by wkrótce potem nająć oddzielny pokój, wymówić służbę i z utęsknieniem spoglądać w przyszłość.

Giovanni Battista Pittoni: Św. Hieronim i Piotr z Alkantary

Giovanni Battista Pittoni: Św. Hieronim i Piotr z Alkantary

Alfred de Musset rozważał: „Faktem jest, że istnieją w człowieku dwie tajemne potęgi, które walczą z sobą na śmierć: jedna, jasnowidząca i zimna, chwyta się rzeczywistości, oblicza ją, waży i sądzi przeszłość; druga łaknie przyszłości i pręży się ku nieznanemu. Kiedy namiętność ponosi człowieka, rozsądek podąża za nim, płacząc, i ostrzega o niebezpieczeństwie; ale skoro człowiek zatrzyma się na głos rozsądku, skoro sobie powie: <To prawda, jestem szalony; gdzieżem ja pędził?>, namiętność krzyczy doń: <A ja mamże umrzeć?>”. Takoż i w młodzieńczym piewcy „Wesela Figara” zmagały się z sobą wola przezwyciężenia ograniczeń i mus pilnego samostanowienia, z powinnościami i posłuszeństwem wobec wszechpotężnego donatora.

Nietrudno zgadnąć, iż te emocjonalne kontradykcje dzielnie ze sobą konkurują pośród pasaży i arpeggiów rzeczonej sonaty, chętnie liczonej do najcnotliwszych przyczynków Muzy. „Poczucie piękna jest intuicyjne – podnosił Samuel Coleridge – a pięknem jest to wszystko, co wzbudza przyjemność bezinteresowną, niezależnie od zainteresowania, a często wbrew zainteresowaniu”. Tym, co uderza w pierwszym rzędzie, jest niesztampowa rola temperamentnych skrzypiec, wygrywających srebrzyste trele do wtóru frenetycznego fortepianu i nie zezwalających na konfidencjonalną eksmisję w cień. Co więcej, w światłocieniowym tremolo i rokokowych galanteriach barwnych, skwapliwie pulsuje egzaltowana predylekcja ku transpozycji operowych skrawków, a skrajny prym wiedzie absorbowana z „Idomenea” i wstrząśnięta zuchwałym afektem konfesja Elektry.

Giovanni Battista Pittoni: Odpoczynek w drodze do Egiptu

Giovanni Battista Pittoni: Odpoczynek w drodze do Egiptu

Dzieciństwo i poezja! – ewokował na kartach „Nocnego Kaspra” Aloysius Bertrand – Jakże przelotne jest pierwsze, jakże ta druga jest zwodnicza! Dzieciństwo to motyl spieszący spalić swoje białe skrzydła w płomieniach młodości, zaś poezja podobna jest do drzewa migdałowego; jego kwiaty są pachnące, ale owoce gorzkie”. Skomponowane w dobie egzystencjalnego przesilenia (to jest w czerwcu 1781 roku) wdzięczne wariacje „Au bord d’une fontaine”, uprzędzione zostały wokół kruchego ariosa kastrata Albanèse, przynosząc emblematyczny pejzaż dziewczęcej bolesności: tęskny, taktowny i aluzyjny. W sieci melancholijnych dysonansów i w otoczeniu miłosnych westchnień, króluje przy tym niepodzielnie bezprecedensowa dyspozycja do konfabulacji i chimery, jaką słynący z kokieterii Mozart, udatnie wdrażał w swoich pracach, i której szczodrze nie szczędził w trakcie kapryśnych publicznych wystąpień.

Giovanni Battista Pittoni: Eleazar i Rebeka

Giovanni Battista Pittoni: Eleazar i Rebeka

Z kolei Sonata C-Dur op.296, pochodząca z tegoż samego relewantnego periodu, wiedzie nas w uniwersum triumfalne i tryskające nieziemskim wigorem; dystych o ekspresywnej czupurności, szlachetnych harmoniach i osjanicznej, magicznej aurze. Ta zaś antycypuje prostolinijne uroki przyszłych „Schubertiad”, podczas gdy tkwiąca w niej poezja „jest zaprawdę czymś boskim. Jest ona jednocześnie ośrodkiem i obwodem wiedzy, jest tym, co obejmuje wszelką wiedzę i tym, do czego wszelka wiedza musi się odnosić. Jest równocześnie korzeniem i kwiatem wszystkich innych organizmów myśli, jest tym, z czego wszystko wypływa i tym, co wszystko ozdabia” (Percy Shelley).

Giovanni Battista Pittoni: Męczeństwo św. Tomasza

Giovanni Battista Pittoni: Męczeństwo św. Tomasza

Na koniec ezoteryczna i retoryczna zarazem rozprawa B-Dur (op. 454), wręczona nieocenionej Reginie Strinasacci w kwietniu 1784 roku. O jej lirycznych, niebiańskich teksturach ambitny ojciec Wolfganga rozpływał się w takich oto słowach: „Nie ma w niej ani jednej nuty pozbawionej uczucia”. Istotnie, obfitość emocji i porywy serca emanujące z tej elokwentnej muzycznej etiudy, nakazują oddaną atencję i roztkliwienie płochych zmysłów, zwłaszcza gdy przedsięweźmiemy wiadomość, iż mantuańskiej heroinie przyszło ją wykonywać wespół z rozkojarzonym autorem „a vista” i – co już bez mała bywało tradycją – z nie zestawioną na czas partią fortepianu! Cóż, snadnie „lepiej sztukę kochać, aniżeli ją uprawiać”, jak głosił de Musset, i nie należy podawać w wątpliwość, iż rozbrykany twórca serenad rwał się ku temu, by spożytkować ową mądrość praktycznie.

Giovanni Battista Pittoni: Zwiastowanie

Giovanni Battista Pittoni: Zwiastowanie

Umysł ludzki jest zdolny do wzruszeń, niepotrzebne mu prostackie i gwałtowne podniety, nie dostrzega zaś jego piękna i szlachetności ten, kto tego nie wie, i kto nie wie ponadto, że jedna ludzka istota jest o tyle doskonalsza od drugiej, o ile większa jest jej zdolność do wzruszeń – napominał pięknoduch i poeta William Wordsworth – Najważniejszym może zadaniem [artysty] w każdej epoce jest rozbudzenie czy też pogłębienie tej zdolności”. Otóż Petra Müllejans i Kristian Bezuidenhout posiedli tak cenną umiejętność, a ich świetlista i roziskrzona animuszem kreacja zasługuje istotnie na uwzględnienie. Partycypując w dionizyjskiej ofierze rozhasanego barda „Czarodziejskiego fletu”, fryburscy artyści zatrudniają udatną kliszę swarliwego pianoforte Antona Waltera (1795) o nieprzeciętnie rezonerskim tonie, a nadto nietuzinkowe gęśle z barokowego warsztatu Clotza (1700), grubo uprzedzające referowaną buńczucznie kolekcję.

Giovanni Battista Pittoni: Ofiara Izaaka

Giovanni Battista Pittoni: Ofiara Izaaka

Nigdy nie osiąga się prostoty przez wysiłek” – nadmieniał de Musset, i tej autentycznej żywotnej maksymie, pozostają nasi kameraliści na serio wierni, konferując do woli i pieszcząc beztroskie kolokacje z niejaką dezynwolturą, wręcz niedyskrecją i burkliwością, która wszelako ma swój urok, a nade wszystko wiarygodność. Egzaltowany autor „Spowiedzi dziecięcia wieku” rozsądzał nadto, iż „największym błędem, jaki można popełnić w sztuce, jest wiara w rejony niedostępne dla profanów”. Tejże aliści Müllejans i Bezuidenhout wzbraniają się jak należy, i ze stosownie wytrwałym trudem snują gawędę drżącą śmiechem i familiarnie poufałą… Po prostu frajda.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 7 stycznia 2012 at 10:43  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/01/07/sonaty-skrzypcowe-mozarta/trackback/

%d blogerów lubi to: