Suity wiolonczelowe Bacha

Bach (okładka płyty)

Bach (okładka płyty)

W promocyjnym filmie Benjamina Kriega, jaki towarzyszy temu nagraniu, Jean-Guihen Queyras tak opowiada o swoim zauroczeniu suitami na wiolonczelę solo Jana Sebastiana Bacha, określanymi w XVIII-wiecznym piśmiennictwie w kategoriach „triumfu ducha nad materią”: „Są częścią mojego życia od 29 lat – wyznaje – Właśnie mija 29 lat od chwili, kiedy zacząłem je grać; mogę zatem powiedzieć, iż stały się one częścią mnie samego”.

W przejmującej pustką, kamiennej przestrzeni romańskiego kościoła pod wezwaniem św. Cyriaka w niemieckim Sulzburgu, krucha i znikoma figurka artysty, z wizjonerską pasją godną Jakuba Boehme, odprawia poruszające muzyczne misterium; intymny akt kreacji, przywodzący na myśl deliryczne wyznania mniszek z Iwaszkiewiczowskiej Matki Joanny od Aniołów. Chwila to zaiste niezwykła i widok rzadki do opisania, kiedy z promiennej, medytacyjnej nicości, wyłaniają się transcendentne akordy, i wywija się swobodnie piękna wstęga dźwięków, i niczym dym ofiarny wznosi się w powietrze, kołysze się w nim i znów cicho opada na ziemię.

Caravaggio: Koncert

Caravaggio: Koncert

Wilhelm Heinrich Wackenroder, będący autorem tej ewokacji, bez wątpienia znalazłby we francuskim wirtuozie, muzyka idealnego, dzięki którego sztuce wszystkie nasze rozterki i cierpienia rozpraszają się w dźwięcznym morzu a wszelki lęk naszych serc za jednym lekkim dotknięciem od razu doznaje uleczenia.

Caravaggio: Amor

Caravaggio: Amor Zwycięski

Syn Jana Sebastiana, Karl Philippe Emanuel Bach, w liście z 1774 roku, tak oceniał nowatorskie utwory, jakie wyszły spod ręki jego wielkiego rodzica: Rozumiał [on] perfekcyjnie możliwości wszystkich instrumentów smyczkowych i wskazują na to jego soli na skrzypce i wiolonczelę bez basu. Jeden z najdoskonalszych skrzypków powiedział mi kiedyś, że nie widział nigdy nic doskonalszego do nauki… Ukończone około 1720 roku, w latach znaczonych osobistą tragedią (śmierć pierwszej żony) i urażoną ambicją (odrzucenie podania o posadę organisty przez kościół św. Jakuba w Hamburgu), wiolonczelowe soli, miały stanowić pierwszą część większego cyklu, w ramach którego do głosu dochodzą instrumenty, pozbawione basso continuo.

Rezygnując z walorów czysto dźwiękowych na rzecz niczym nie skażonego bogactwa harmonii, polifonii i kontrapunktu, kompozytor poruszał się po obszarze z rzadka jedynie odwiedzanym przez jego poprzedników. Pod względem formalnym suity BWV 1007-1012 najbardziej zbliżają się do improwizacyjnych miniatur na organy i klawesyn, zwłaszcza do popularnych Suit angielskich, jakich klasyczną strukturę ( I. Allemande, II. Courante, III. Sarabande, IV. Gigue ), poprzedzoną uroczystym preludium i poszerzoną o galanterię bourree, menuetu lub gawotu, zdają się powielać.

Caravaggio: Lutnista

Caravaggio: Lutnista

Mistrz z Lipska nie byłby jednak sobą, gdyby pozwolił sobie na jakikolwiek schematyzm; każda partia odznacza się daleko posuniętą indywidualnością, tworząc unikalny, magiczny mikrokosmos. W przypadku Piątej, odwołującej się w swej poetyce do inspiracji francuskich, jak i Szóstej, przewidzianej na wymagający instrument pięciostrunowy – można wręcz mówić o muzycznej rewolucji.

Queyras, uchodzący za „eklektyka”, dzięki szczeremu oddaniu dla świętego, orzeźwiającego źródła dźwięków, wypływającego z tradycji różnych epok oraz niekłamanemu entuzjazmowi dla frazy nowoczesnej, jest artystą niebywale wszechstronnym i pełnym uduchowienia, a przy tym uderzająco skromnym. Zapytany, dlaczego z rejestracją Bachowskich soli, zwlekał aż do roku 2007, prostolinijnie odparł, iż na przeszkodzie stała zastraszająca liczba znamienitych wykonań, jaka już figuruje na rynku.

Caravaggio: Chłopiec z koszem owoców

Caravaggio: Chłopiec z koszem owoców

Tymczasem piękno, elastyczność i elokwencja, jakimi promienieje to nagranie, łączące w sobie najszlachetniejsze doświadczenia jego wielkich poprzedników (Bylsma, Casals, Wispelwey, Schiff, Tortelier etc.), nakazują uznanie tych obaw za płonne. Nienaganna artykulacja, niebywała wrażliwość i lekkość, z jaką Queyras przedstawia uczucia ludzkie w sposób nadludzki, poruszają do głębi, kierując naszą duszę wysoko w górę, w obłoki ulotnych harmonii, albowiem przemawia on językiem, którego w codziennym naszym życiu nie znamy, (…) i który jako jedyny skłonni jesteśmy uważać za język aniołów.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 7 stycznia 2012 at 11:16  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/01/07/suity-wiolonczelowe-bacha/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s