Samotność poety

Michelangelo Antonioni: "Powiększenie" (scena z filmu)

Michelangelo Antonioni: „Powiększenie” (1966)

Antoni Czechow przedkłada tezę: „Prawdziwe szczęście niemożliwe jest bez samotności”.

Czyż nie odnosi się wrażenia, iż wewnętrzne doznania naszej istoty są tym intensywniejsze, a zarazem tym bardziej wyczerpujące, im egzystencja ta jawi się na pozór nieskrępowana, cichsza i zanurzona w samotności? Czyż nie jest raczej tak, iż życie biegnąc swą własną niepojętą drogą, osacza nas doszczętnie nawet w najdzikszym pustkowiu?

Dla wielu z nas śmierć jest bramą piekielną – utrzymuje George Bernhard Shaw – ale piekło znajduje się nie za bramą, a przed nią”. Wizja z pewnością demoniczna. A jednak wypada kultywować to istnienie, gdyż zmienna chimera losu przymuszająca do wyartykułowania postaw wobec świata, o ile nie znajdzie naturalnego ujścia w czynie, osiada w głębi ludzkiej duszy i krępuje ją pancerzem martwoty.

* * *

Michelangelo Antonioni: "Powiększenie" (scena z filmu)

Michelangelo Antonioni: „Powiększenie” (1966)

Henry David Thoreau wyraża przekonanie, że poeta stanowi najwyższą i najszlachetniejszą kwintesencję współczesnej mentalności; niejako jej transparentną esencję, osobowość o kondycji przewyższającej godność filozofa i uczonego pospołu. Kroczy on drogą oddaloną, nieco niedbale i pogwizdując, z głową pozornie nieobecną; unika ścieżek pospolitych, jak gdyby jawnie się błąkając a zarazem patrzy w starannie uściśloną dal. W istocie nie podąża naprzód wcale, a zapytany, dokąd pragnąłby dotrzeć, udzieli jakąś zgoła niezobowiązującą odpowiedź; być może nawet stwierdzi, iż nosi w sobie tysiączne warianty istnienia, a zatem wolno mu wybrać którąś z dróg, jakie oferuje świat. (więcej…)

Reklamy
Published in: on 10 Maj 2012 at 11:17  Dodaj komentarz  
Tags: ,

Tren udręczonego na nieobecność Boga

Max Klinger: Opuszczona

Max Klinger: Opuszczona

Tren udręczonego na nieobecność Boga

I. Prolog udręczonego:

„Jam jest mąż, który widział nieszczęście, rózgę Jego gniewu.
Prowadził mnie i wejść musiałem w ciemność, a nie na światło.
Przeciw mnie tylko się zwrócił, rękę swoją we mnie wymierza cały dzień.
Otoczył mnie murem i wyjść nie mogę, ciężkimi uczynił moje okowy.
A kiedy krzyczę i wołam ratunku, nie daje dostępu modlitwie mojej.” (Lm 3, 1-3, 7-8)

II. Udręczony żywi uzasadnione podejrzenie:

„Okryłeś się chmurą, aby nie przeszła modlitwa” (Lm 3,44)

Gustave Doré: Hipokryci

Gustave Doré: Hipokryci

III. Udręczony sili się na ekspozycję:

„Wy, wszyscy przechodzący drogą, zobaczcie, spójrzcie, czy jest boleść jak boleść moja, którą mi zadano, którą Pan mnie dotknął w dzień swego płomiennego gniewu?” (Lm 1,12)

IV. Lekcja pokory i retoryki:

„Wejrzyj, Panie, i zważ, czyś komu tak czynił?” (Lm 2,20)

V. Życzliwość widzów:

„Niechaj siedzi samotnie i milczy, bo On jarzmo na niego nałożył.
Niech ustami przywrze do prochu: może jest jeszcze nadzieja.
Niech nadstawi policzek uderzającemu, niech nasyci się wzgardą.
Albowiem Pan nie odrzuca na wieki.” (Lm 3, 28-31) (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 11:07  Dodaj komentarz  

Baudelaire i Rilke

Charles Baudelaire

Charles Baudelaire

Charles Baudelaire:

Boję się snu, jak można bać się wielkiej dziury,
Pełnej trwóg, prowadzącej w świat nie wiedzieć który,
Już tylko nieskończoność widzę z wszystkich okien,
I mój duch nawiedzany ciągłymi zawroty
Zazdrośnie tęskni za nicości snem głębokim”.

Spośród przejawów naszego bytu sen niesie z sobą najwięcej dobra i ukojenia. Tkliwy i zwinny towarzysz Śmierci, jaki od lat nie dochowuje mi wierności, jest może najnaturalniejszym stanem każdego człowieka, odpowiadającym celowi samego istnienia. Jest on praegzystencją roślin, onirycznym zatopieniem w niepamięć, ciężkim, bezwładnym pragnieniem nirwany. „Czy nie można powiedzieć – życzliwie indaguje Karol Darwin – że egzystencja na jawie jest tylko przygotowaniem do snu?”. Cóż za trafiona emfaza. Żyjemy walcząc w obronie snu.

Od czasu zjadającego moją pamięć, każda wizyta u lekarza kończy się identyczną formułą: depresja. Pogodny smutek, że wycofano z obiegu sprawdzony dowód tożsamości z papieru. Stempel z właściwą adnotacją subtelnie można by umieścić na którejś z gościnnych kart meldunkowych. Także przestrzeń na wizy wypełzająca spod pagin dobrotliwego paszportu, z ufnością prosi w swe hojne progi. I jeszcze ktoś twierdzi, że kiedy naszej egzystencji nie zagraża wróg zewnętrzny (czy taki stan jest aby możliwy?), zwraca się ona gwałtem przeciw sobie samej.

* * *

Gustaw Courbet: Le Sommeil

Gustaw Courbet: Le Sommeil

Tomasz Mann nie przestaje zadziwiać. W antrakcie między samouwielbieniem („Zupełnie nie potrafię wypoczywać bez zajęcia – kokietuje on socjetę zgromadzoną w salonie – i raczej mi to szkodzi, niż pomaga”), a biologicznym studium o Hauptmannie, ni stąd ni zowąd komunikuje, że to „nie depresja, lecz namiętność”, a zatem owo buddyjskie lgnięcie do jądra bytu, anihiluje z uporem sen. Nadpobudliwa zachłanność świata i jego wątpliwych akcesoriów, apodyktyczna więź z działaniami dnia i nieprzytomna chęć uchwycenia czegokolwiek, ferują okrutny wyrok: utrata słodkiego Morfeusza. (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 10:59  Dodaj komentarz  

George Bernard Shaw

George Bernard Shaw

George Bernard Shaw

George Bernard Shaw chętnie cytuje frazę Napoleona, w której dufny Korsykanin napominał, iż kobiety są świetnym zajęciem dla próżniaków; i dodaje od siebie, że mężczyźnie, który naprawdę ma w tym życiu coś do roboty, „nie starcza czasu ani pieniędzy na przygody z kobietami”.

Szkoda, że zawsze instrumentalnie traktowałem literaturę wyspiarską. Było mi odczytać ten apel siedemnaście lat wstecz, zanim popadłem w pewien fatalny mariaż. Siedemnaście lat… Brzmi omal jak „siedemnaście mgnień wiosny”. Długa to była wiosna i nad wyraz chłodna. Ciężko po niej ogrzać zmartwiałe ciało.

Czy wiecie jak przywdziać szklany kostium? (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 10:52  Dodaj komentarz  

A propos Teodora Fontane

"Czarodziejska góra", scena z filmu

„Czarodziejska góra”, scena z filmu

Tomasz Mann pisze: „Każda praca jest fragmentarycznym wprawdzie, ale stanowiącym pewną zamkniętą całość urzeczywistnieniem się naszej istoty, a zarazem jedyną, mozolną drogą prowadzącą do jej doświadczalnego poznania”, i nie bez ironii przyznaje: „Nic też dziwnego, że zdarzają się przy tym niespodzianki”. Tak, jak ten dziennik?

* * *

Teodor Fontane, do którego wydaję się odczuwać coś na kształt czeladniczej życzliwości wobec nie poznanego, acz bardzo obiecującego mistrza, przekroczywszy z naddatkiem sześćdziesiątą jesień życia, z właściwą sobie pogodną rezygnacją konstatuje: „Kiedy sięgam do wspomnień – a ma to miejsce w roku 1883 (przyp. autora) – postrzegam, że byłem zawsze tylko postronnym obserwatorem. Tak też jest dzisiaj. Ale na szczęście niebo równoważy wszystko i ślepcy widzą czubkami palców”. I uspokojony dodaje: „Obserwacja rzeczy daje mi niemal więcej niż ich posiadanie, dzięki czemu dostaję w końcu swoją porcję szczęścia i radości, może większą niż ci, którzy pozornie są uprzywilejowani”. (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 10:47  Dodaj komentarz  

Mann. Fontane. Wagner

Ryszard Wagner, inscenizacja "Złota Renu"

Ryszard Wagner, inscenizacja „Złota Renu”

Tym, co nieodparcie urzeka w postaci Manna jest umiejętna elastyczność w pokonywaniu złudnych meandrów dziejów; owa zachwycająca zdolność akomodacji, jakiej nigdy nie dane było doznać egzulom pokroju Rachmaninowa czy Maraia. „Upadek epoki estetyzmu i dojście do głosu świata niedoli społecznej – pisze on – zwycięstwo pierwiastka religijnego nad kulturalnym – były to problemy (…) Europy jakby zmalałej na skutek wojny, ściśniętej i bardziej swojskiej”, i następnie dodaje: „Jak nikt inny chyba, odczułem na własnej skórze wywołującą we mnie gwałtowny sprzeciw historyczną konieczność przejścia od postawy metafizyczno-indywidualistycznej do społecznej”.

W tym miejscu przedwojenny marzyciel z „Czarodziejskiej góry” okazuje czysto ludzki strach przed Nieznanym, strach w pełni uzasadniony po doświadczeniach błotnistej Flandrii; cóż z tego, że nie wynikających z autopsji. „Problem człowieka nabrał pod wpływem krańcowych doświadczeń, którym poddał on samego siebie, osobliwej aktualności” – zaznacza dobitnie, poświadczając, iż cierpiał duchowo ze wszystkimi, czując się „powołanym” przez „moment dziejowy”.

Ryszard Wagner, inscenizacja "Zygfryda"

Ryszard Wagner, inscenizacja „Zygfryda”

Jaki to rodzi skutek? „Niechaj twórca zacznie wreszcie odczuwać silny, tajemny powab życia, płynący z efektywnego łączenia rzeczy rozbieżnych – demonizmu z oficjalnością, samotnictwa i ducha przygody z reprezentatywnością społeczną”. Ot, taki: ujarzmienie odwiecznych sprzeczności, umowny ład w rozochoconej naturze rzeczy, rygorystyczna prawidłowość będąca – jak skromnie podkreśla – „spokojną zgodnością i analogiczną jasnością twórczego planu życiowego”. (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 10:16  Dodaj komentarz  
Tags:

Tomasz Mann. Jeux interdits

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Tydzień z Mannem w ręku. I któż by pomyślał, że skromnie prezentujący się szary zbiór z dumną notą „Eseje” na obwolucie, do tego stopnia mnie pochłonie, że pragnąłbym bez końca dywagować z tym żywym starszym panem z hanzeatyckiej, zmurszałej Lubeki? Z dystyngowanym mędrcem, rozważającym jakby z oddalonego piedestału krytyczny bieg oszalałej ludzkości.

Tym, co uderza jest paternalizm; rzekłbym pewnego pokroju namaszczenie, z jakim ta do cna zdrowa latorośl i spadkobierca przebiegłych rodów kupców, cierpliwie poucza maluczkich. A także epicka pedanteria, ów – jak sam nie bez ogródek przyznaje – „fanatyczny pociąg do rozpoczynania tematu ab ovo”.

A jednak jest w tej z pozoru bezosobowej pozie dumnego estety, w tym skrupulatnym i omal automatycznym pochyleniu nad maluczkim; w tym uniżeniu, łacno pozwalającym na przywołanie udręczonej figury Rodina, jakaś olbrzymia i wzruszająca do cna prawda. Chociażby w owym ustępie zaczerpniętym z autobiograficznego szkicu (1930), gdzie nie bez zakłopotania przyznaje się on do swojej fascynacji Nietzschem. Czyni to niejako marginalnie, ex-post odrażających wydarzeń Wielkiej Wojny; niemal tak jakby chciał się tłumaczyć z pewnej nieprzyzwoitej choroby, jakiej machinalnie zdarzyło mu się kiedyś ulec. Dobiegający sześćdziesiątki noblista wstydliwie i kruchym szeptem wyznaje nie tak młodzieńcze znowuż winy; on – humanista, cicerone, punkt odniesienia generacji. (więcej…)

Published in: on 10 Maj 2012 at 10:08  Dodaj komentarz  
Tags: ,