A propos Teodora Fontane

"Czarodziejska góra", scena z filmu

„Czarodziejska góra”, scena z filmu

Tomasz Mann pisze: „Każda praca jest fragmentarycznym wprawdzie, ale stanowiącym pewną zamkniętą całość urzeczywistnieniem się naszej istoty, a zarazem jedyną, mozolną drogą prowadzącą do jej doświadczalnego poznania”, i nie bez ironii przyznaje: „Nic też dziwnego, że zdarzają się przy tym niespodzianki”. Tak, jak ten dziennik?

* * *

Teodor Fontane, do którego wydaję się odczuwać coś na kształt czeladniczej życzliwości wobec nie poznanego, acz bardzo obiecującego mistrza, przekroczywszy z naddatkiem sześćdziesiątą jesień życia, z właściwą sobie pogodną rezygnacją konstatuje: „Kiedy sięgam do wspomnień – a ma to miejsce w roku 1883 (przyp. autora) – postrzegam, że byłem zawsze tylko postronnym obserwatorem. Tak też jest dzisiaj. Ale na szczęście niebo równoważy wszystko i ślepcy widzą czubkami palców”. I uspokojony dodaje: „Obserwacja rzeczy daje mi niemal więcej niż ich posiadanie, dzięki czemu dostaję w końcu swoją porcję szczęścia i radości, może większą niż ci, którzy pozornie są uprzywilejowani”.

Francisco Goya: Pogrzeb sardynki

Francisco Goya: Pogrzeb sardynki

Ach więc tak, mój drogi panie Fontane! Jakże wdzięcznie pocieszasz mnie: nie posiadającego zgoła nic, pogodnego idiotę, który – straciwszy złudzenia odnośnie ujarzmienia czegokolwiek w sensie materialnym – podjął był heroiczną próbę obserwowania życia z pewnej dali! Postawę właściwszą Milarepie i innym świętym tybetańskim, karmiącym się lekkim rejestrowaniem fali zdarzeń.

Po prawdzie, nagie postrzeżenie nie jest mnie jeszcze w stanie uleczyć z żaru namacalnego dzierżenia rzeczy, tego materialnego depozytu naszych istnień; byłbym zapewne prawił o nirwanie i z elegancją odłożył pióro… Ale to wszystko jeszcze przede mną, i bodaj nieuniknione, że w końcu otrzymam – jak raczyłeś to zgrabnie ująć – „swoją porcję szczęścia i radości, może większą niż ci, którzy pozornie są uprzywilejowani”.

* * *

„Kto dziś rzeczywiście uprawia sztukę i chce w niej czegoś dokonać – obwieszcza Fontane – naturalnie musi mieć przede wszystkim talent, ale jednocześnie konieczne mu jest wykształcenie, refleksja, gust i niezmordowana pracowitość”.

"Tam gdzie rosną poziomki" - scena z filmu

„Tam gdzie rosną poziomki” – scena z filmu

Tym, co znamionuje o sensie i nieskrywanej wielkości tej wypowiedzi, jest owo słówko : „naturalnie”. To naturalne, że trzeba mieć najmniej uncję talentu; to naturalne, że jest się wykształconym i pojętnym, że odziedziczyło się było gust i refleksję, a na dodatek się wysila. Dlaczego zatem beztalencia? Stosy wynurzeń, domagających się zgoła nazistowskiego indeksu? Brzydkie, nieszczere i bełkotliwe. Paradoksalne popłuczyny, tak ongiś jak teraz, propagowane bezlitośnie. Do utraty tchu. Marne rozczarowania, o których Nietzsche głośno szydził: „Szukałem wielkich ludzi, a zawsze znajdowałem jedynie małpy ich ideałów”.

„Znowu i tak jak zawsze, / co widać powyżej, / nie ma pytań pilniejszych / od pytań naiwnych” (Wisława Szymborska).

* * *

Jacek Malczewski: Tobiasz i Parki

Jacek Malczewski: Tobiasz i Parki

Ten udręczony co-dziennik myśli zaczyna się zmieniać w zbiorowisko najodleglejszych cytatów. Śmietnik osobistego przeżuwania. Czkawka zachwytów i inspiracji. Świadek istnienia; raczej jedyny.

Fontane, jakiego mi ciągle nie dość, w innym miejscu: „Zwyczajny człowiek może pisać nieskończenie wiele, wszystko, co mu przyjdzie na myśl”. Dziękuję mistrzu, nie omieszkam zaaplikować twej jakże cennej rady! Ale uwaga: „Artysta, prawdziwy poeta, nieraz przez dwa tygodnie szuka jednego słowa”. Dwa tygodnie? Wiem coś o tym.

Jacek Malczewski: Introdukcja

Jacek Malczewski: Introdukcja

Tymczasem deficyt, można rzec opłakana deflacja artystów wszelkiego autoramentu, postępuje raźnie i nieubłaganie, niczym kajzerowska Germania ze śpiewem na ustach, łudząca się sforsować płytką Sommę… (Fontane napomknął kiedyś, że „prusactwo jest najniższym stopniem kultury, jaki zna historia”). Produkty lepszego sortu wypierane są stopniowo przez towar asortymentu ubocznego, o jakim ongiś prawiono „erzace”. Pamiętam jeszcze ten filuterny przydomek „podobny”, na przykład „czekolado-podobny” (to o pseudo-czekoladzie, w jakiej współczynnik ilości kakao histerycznie pikował w dół); była też „Polo-cocta” i kuriozalne dżinsy z „Odry”. Tak rozpaczliwie pragnące powielić pierwowzór.

Cierpimy na krwotok zbytecznych słów; kanapowych bajdurzeń, honorowanych tele-nagrodami. Pseudo-historii o konsekwencjach erotycznie zwiędłych. Tak pustych, że uderzenie nie rodzi echa. Szyderca Nietzsche: „Dziennikarz, papierowy niewolnik dnia, odniósł we wszystkim, co wykształcenia dotyczy, zwycięstwo nad nauczycielem wyższym, któremu jeszcze tylko ostaje często już widziana metamorfoza: przyjęcie odtąd także dziennikarskiego sposobu mówienia i poruszania się”. To z „Narodzin tragedii” (1871), wyjątkowo opornej rozprawki.

* * *

Goya: Nic więcej (Los desastres)

Goya: Nic więcej (Los desastres)

O nieustraszonym piewcy po fachu Strindbergu, pragnący zachować uduchowiony ogląd wszechrzeczy Mann (Heinrich Böll zaśmieje się po latach: „Niemcy. Oni zawsze muszą wychowywać”), bezradnie napomknie, że „działa mu się niezasłużona krzywda”. I nie był to casus ostatni.

„Była to wspaniała, Bogu oddana i przez Boga udręczona dusza – ciągnie on z emfazą – obca nie tylko społeczności mieszczańskiej, ale w ogóle temu życiu; dusza, która cierpiała straszliwie z powodu zła, brzydoty, kłamstwa” i którą cechowała niepisana „tęsknota do boskości, czystości i piękna”.

Panie, dlaczego mnie wybrałeś?

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 maja 2012 at 10:47  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/05/10/a-propos-teodora-fontane/trackback/

%d blogerów lubi to: