Baudelaire i Rilke

Charles Baudelaire

Charles Baudelaire

Charles Baudelaire:

Boję się snu, jak można bać się wielkiej dziury,
Pełnej trwóg, prowadzącej w świat nie wiedzieć który,
Już tylko nieskończoność widzę z wszystkich okien,
I mój duch nawiedzany ciągłymi zawroty
Zazdrośnie tęskni za nicości snem głębokim”.

Spośród przejawów naszego bytu sen niesie z sobą najwięcej dobra i ukojenia. Tkliwy i zwinny towarzysz Śmierci, jaki od lat nie dochowuje mi wierności, jest może najnaturalniejszym stanem każdego człowieka, odpowiadającym celowi samego istnienia. Jest on praegzystencją roślin, onirycznym zatopieniem w niepamięć, ciężkim, bezwładnym pragnieniem nirwany. „Czy nie można powiedzieć – życzliwie indaguje Karol Darwin – że egzystencja na jawie jest tylko przygotowaniem do snu?”. Cóż za trafiona emfaza. Żyjemy walcząc w obronie snu.

Od czasu zjadającego moją pamięć, każda wizyta u lekarza kończy się identyczną formułą: depresja. Pogodny smutek, że wycofano z obiegu sprawdzony dowód tożsamości z papieru. Stempel z właściwą adnotacją subtelnie można by umieścić na którejś z gościnnych kart meldunkowych. Także przestrzeń na wizy wypełzająca spod pagin dobrotliwego paszportu, z ufnością prosi w swe hojne progi. I jeszcze ktoś twierdzi, że kiedy naszej egzystencji nie zagraża wróg zewnętrzny (czy taki stan jest aby możliwy?), zwraca się ona gwałtem przeciw sobie samej.

* * *

Gustaw Courbet: Le Sommeil

Gustaw Courbet: Le Sommeil

Tomasz Mann nie przestaje zadziwiać. W antrakcie między samouwielbieniem („Zupełnie nie potrafię wypoczywać bez zajęcia – kokietuje on socjetę zgromadzoną w salonie – i raczej mi to szkodzi, niż pomaga”), a biologicznym studium o Hauptmannie, ni stąd ni zowąd komunikuje, że to „nie depresja, lecz namiętność”, a zatem owo buddyjskie lgnięcie do jądra bytu, anihiluje z uporem sen. Nadpobudliwa zachłanność świata i jego wątpliwych akcesoriów, apodyktyczna więź z działaniami dnia i nieprzytomna chęć uchwycenia czegokolwiek, ferują okrutny wyrok: utrata słodkiego Morfeusza.

Herodowe warunki takiego werdyktu nie są konsekwencją prostej nerwowości, jak nazbyt pochopnie przyszło mi dotąd mniemać, a raczej symptomem poważniejszego dylematu, jakim jest utrata przez moją duszę pierwotnej ojczyzny. Błąka się ona od tego czasu bez wytchnienia i w swym zapale zgubiła drogę.

Rainer Maria Rilke

Rainer Maria Rilke

Rainer Maria Rilke:

Spójrz, jestem tym, którego opuścił świat.
Nikt w mieście nie zna mnie od lat (…)

Nie wiedzą, co się stało za ścianą
I nie chcą wiedzieć o tym.

Aż dokąd sięga mój grzechot głośny,
Jestem u siebie; może byś jednak
Sprawił, by stał się taki donośny,
Aby nie ufał mi ten z daleka,
Kto z bliska teraz przede mną ucieka.
Tak, bym po mieście chodząc długo i swobodnie,
Na mężczyznę, kobietę czy dziecko przygodnie
Nie natknął się wzrokiem.

Nie chcę straszyć zwierząt swoim widokiem”.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 10 maja 2012 at 10:59  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/05/10/baudelaire-i-rilke/trackback/

%d blogerów lubi to: