Monteskiusz: Listy Perskie (II)

William Hogarth: Bathos

William Hogarth: Bathos

George Bernard Shaw: „W pochodzie czasu wiek rozumu musiał iść swoją koleją po wieku wiary”.

Perski satrapa wyznaje smętnie, iż nie wypatrzył u chrześcijan „tego żywego przeświadczenia o swojej religii, które spotyka u muzułmanów”. Jakież to odkrywcze w obliczu europejskiej psychozy religii! Kiepskiej obawy przed przyznaniem się do wiary, zatraty drogi od ufności ku przekonaniu, od przeświadczenia ku spełnieniu. Chrześcijaństwo przestało być sposobem uświęcania się, intymnej elewacji ducha i nadziei na Inne, urastając do obiektu dysput dla zagubionego w próżni świata. Tłuszcza bezczelnie kontestuje topniejącą rzeszę duchownych, żądając od nich, aby „im udowodnili to, w co mają stanowczy zamiar nie wierzyć”.

William Hogarth: Thwackum

William Hogarth: Thwackum

Nie oznacza to, że roszczenie owo wspiera się na rozumie, że zadano sobie bodaj najmniejszy trud „rozpatrzenia prawdy lub fałszu”. Nie, to chronicznie zakorzeniony opór przed Prawdą, postrzeganą w kategoriach niemożliwego jarzma, odrzuconego prewencyjnie, zanim nastąpiło poznanie. Toteż „bardziej są niewzruszeni w swoim niedowiarstwie, niż w swojej wierze”, a przypływ i odpływ wewnętrznych rozterek miota ich myślą zręcznie, wciąż od jednego do drugiego stanu.

Europa z gracją pozbyła się utrapień religii, kiedy odczuła syty dobrobyt, ale zezwala nieść jej nienatarczywą pociechę, gdy usunięte ze sceny schorzenia wyzwalają za kulisami niepożądane demony. Kiedy zawodzi ziemska osłoda i „nie ma się już czego spodziewać skądinąd”, wówczas wstydliwie i po kryjomu wprowadzana jest uboga krewna religia, i „pociąga swymi obietnicami”. Jest to widomy znak poddania i gotowości do zejścia na zawsze. (więcej…)

Reklamy
Published in: on 11 Maj 2012 at 10:34  Dodaj komentarz  

Mauriac: wiara, świętość, los (II)

Francois Mauriac

Francois Mauriac

Cenię sobie ów moment przytomności, w którym dochodzę do wniosku, iż trzeba było odejść od wszystkiego, tylko nie od „obecności, zespolonej z moją istotą nierozerwalnie, tak dalece, iż nie jestem pewien, czy zdołam Ją odnaleźć poza progiem śmierci ”. Kiedy nie waham się uwierzyć, że Ten, którego pragnąłem na wieki, jest przyjacielem już poznanym; kimś bliskim tak, iż nie widziały Go moje oczy, nie pojęły uszy, nie dotykały wątłe dłonie. A jednak trwał przy mnie bez ustanku, dostosowując cichy krok, i acz wydawał się tak skryty, wypłynął znowu „na pustyni ostatnich moich dni”.

Ateista Gide nie błądził. Wiekuiste posiadanie miłości na własność, czy też wiekuisty jej brak – oto alternatywa zawarta w każdym istnieniu. I w odchodzeniu poza czas.

* * *

Edyta Stein: „Bezustannie stoję na skraju nicości, a w każdej sekundzie muszę przyjmować istnienie”.

Może szaleństwo krzyża tkwi w fakcie, iż jest skrojone na miarę poszczególnego życia?

* * *

Odilon Redon: Rydwan Apollina

Odilon Redon: Rydwan Apollina

Świat wydaje się nam znośny tylko w takim stopniu, w jakim możemy go stworzyć od nowa, przykroić do własnej miary i według własnych wymagań.

* * *

Niedziela. Dzień Pański. Czas, w którym tajemnica wiary ciągle rozkwita na nowo. Chwila zatopienia w niewysłowionej ciszy, kropla uszczknięcia Tajemnicy, potęga Ciała i Słowa udzielonego tym, co jej godni. Łaska przyznana wstydliwej wierności, ostrożne uchylenie wrót, za którymi przecież Ktoś czeka. (więcej…)

Published in: on 11 Maj 2012 at 10:26  Dodaj komentarz  
Tags:

Monteskiusz: Listy Perskie (I)

Monteskiusz

Monteskiusz

Kpiarz i szyderca Monteskiusz, owo dziecię swobody myśli i regencyjnej swawoli zmysłów, mającej dalej wydać owoc nieuprawniony – rewolucję; ten kniaź paryski, który galanteryjną stopą, wśród ustawicznego festynu westchnień, podminowuje fundamenty pojęć, relacjonuje z ostentacją: „Spotykam tu ludzi, którzy dysputują bez przerwy o religii; ale zdawałoby się, iż równocześnie współzawodniczą ze sobą, kto bardziej zdoła deptać jej prawa”. Wyraża przy tym patriarchalne zdumienie: „Nie tylko nie stają się przez to lepszymi chrześcijanami, ale nawet nie lepszymi obywatelami, i to mnie razi: jaką bądź wiarę się wyznaje, przestrzeganie praw, miłość ludzi, posłuszeństwo rodzicom są zawsze najważniejszymi aktami religii”.

I nie od rzeczy Monteskiuszu, bo czyż najpierwszą troską człowieka religijnego nie powinna być chęć podobania się swemu Bogu? A nieodpartym środkiem, by to osiągnąć, jest bez wątpienia szacunek dla praw i poważanie dla bliźniego. Skoro podjęliśmy się zdążać drogą krzyża, kiedy już przyjęliśmy, iż Bóg nas kocha i ustanowił Prawo ku osłodzie, wolno nam żywić jawną pewność, iż wypełnimy Jego kryteria kochając, to znaczy „pełniąc obowiązki miłosierdzia i ludzkości, i nie gwałcąc praw tego kraju”.

William Hogarth: Kontrakt małżeński

William Hogarth: Kontrakt małżeński

Jest to bardziej miarodajna droga przypodobania się Bogu, niż takie czy inne obrzędy spełniane z przyzwyczajenia i perfidii. Nawyk sam w sobie nie mieści piętna dobroci; jest wyuczony, przeto nieświadomy. (więcej…)

Published in: on 11 Maj 2012 at 9:59  Dodaj komentarz  

Mauriac: wiara, świętość, los (I)

François Mauriac

François Mauriac

Zupełna cisza nie istnieje – ujawnia François Mauriac – żyć to znaczy tkwić w płynącym nurcie, który powstrzyma jedna tylko śmierć”.

Czy życie, sam jego wewnętrzny proces, jest li tylko próbą; prometejską przymiarką ocalenia tego, co z woli Boga winno pozostać unicestwione?  Czyż to, co przemija, wzrasta, uchodzi; ów karny bieg rzeki, która nie czuje jak sama wzbiera, nie myśli o tym, iż posuwa się naprzód, zda się chybionym świadkiem godności wobec Istoty pragnącej zawsze krzyżować intencje?

Zapomnienie jest prawem nieuchronności, przeciw któremu nie dość buntu.

* * *

Odilon Redon: Brunhilda

Odilon Redon: Brunhilda

W psyche każdego z nas istnieje wyłącznie jedno miejsce, gdzie w jakimś sensie odsłania się misterium bytu. „Malowniczość sama przez się nie istnieje – pisze Mauriac – Jeżeli na obce krajobrazy, choćby najbardziej sławione, patrzymy tylko jako widzowie, nie dają nam one nic poza zmęczeniem i poczuciem straconego czasu”. (więcej…)

Published in: on 11 Maj 2012 at 9:46  Dodaj komentarz  
Tags:

Pokój, wolność, prawda

The wild one, scena z filmu

The wild one, scena z filmu

Wszyscy stanowimy jedną rodzinę ludzką, i mamy – z racji naszego przyjścia na świat – udział w tym samym Bożym dziedzictwie oraz w tych samych ludzkich oczekiwaniach. Ta solidarność i konsonans stanowią niejako bazę naszego współżycia na ziemi. Fundament koegzystencji, która – aby być szczęśliwą – winna być pokojowa, sprawiedliwa oraz dogłębnie zakorzeniona w nadziei.

Kiedy zgłębiamy zagadnienie pokoju międzyludzkiego, zauważamy, iż w zupełności nie może on istnieć bez sprawiedliwości. Nie może on także funkcjonować bez rozwoju, a z oznakami wyłącznie stagnacji. W istocie – jak celnie zauważył Ojciec św. Paweł VI – w dzisiejszych czasach „rozwój oznacza to samo, co pokój”. Co do tego wszyscy są zgodni, zastanówmy się wszelako o jaki tu rozwój chodzi. Czy o taki, że osoba ludzka nie żyje w pełni na miarę swej godności? A może o taki, który tak kreuje stosunki ekonomiczne i społeczne, że jedna grupa społeczna uzyskuje przewagę kosztem innej? A może jeszcze o taki, w którym lekceważoną bywa prawda o tym, iż jesteśmy równi co do godności z racji udziału synostwie Bożym? Bynajmniej nie!

The wild one, scena z filmu

The wild one, scena z filmu

Każdy rozwój jest domeną ludzi. To oczywiste, ale na tym nie koniec. Albowiem celem i podmiotem tak pojętego rozwoju – powtarzam: podmiotem, a nie przedmiotem – są także ludzie. Mówiąc wprost: wszelki rozwój ma sens tylko wówczas, kiedy jego beneficjentem pozostanie człowiek. Kiedy ten rozwój będzie służył uświęceniu i podniesieniu tak pojedynczego człowieka jak i całych społeczeństw, człowieczej integralności oraz dobru. (więcej…)

Published in: on 11 Maj 2012 at 9:32  Dodaj komentarz  

Thoreau. Kraus. Obywatelska rewolta

Karl Kraus według Oskara Kokoschki

Karl Kraus według Oskara Kokoschki

Polityka i teatr: rytm jest wszystkim, treść niczym” (Karl Kraus)

Któż mógłby u diaska przypuszczać, iż pozostanę z wiekiem wyznawcą Thoreau, nie życzącego sobie, by z jego danin rząd finansował poczynania o wątpliwym porządku moralnym? Któż mógłby zgadnąć, iż jako partykularny obywatel wezmę na siebie powinność powstrzymywania rozpędzonej machiny administracji, przejawiania biernego oporu, jawnego nieposłuszeństwa wobec bezecnych lekceważących prawa naturalne, o Bożym Objawieniu nie roniąc ni słowa? Któż ongiś sądził, że z dumą zaaprobuję sfatygowaną zasadę ojczulka Jeffersona, który wytrwale twierdził, iż „najlepszy rząd to taki, który najmniej rządzi” – o ile rządzi on w ogóle? O tempora, o mores! O materialistyczny bycie tak rozkosznie rzeźbiący zgrzebną  samotną świadomość!

Henry David Thoreau

Henry David Thoreau

Thoreau wszelako umiejętnie zaspokaja mą z gruntu nieprzejednaną wolę dystansowania się od kręgów o smaku politycznie zatęchłym. Tych wyselekcjonowanych przez naród sfer, w których panują problematyczne kompromisy, zwykle społecznie niedogodne. Sfery te, żywiąc wprawdzie przytomność bycia erygowanymi do konkretnych zadań przez oddaną im sercem rzeszę, ba, mając świadomość konieczności spełniania woli tejże rzeszy, radośnie dokonują nadużyć i ulegają potworom deprawacji. „Panie, wybacz im, albowiem wiedzą co czynią” (Kraus).

Aktywność i władza tych kręgów jest złudna, i – jak zauważa trafnie autor Obywatelskiego nieposłuszeństwa ­– „nie dorównują żywotności i woli jednego człowieka, jeden bowiem człowiek jest w stanie nagiąć go do swojej woli”. Smutkiem napawa zatem myśl, iż mimo tej oczywistej deprecjacji, jako powołana do wypełniania Chrystusowego zewu wolności ludzkość, stale pragniemy tej mniej bądź bardziej przeszkadzającej machiny, której istotą jest wolności tej znaczne ograniczenie. (więcej…)

Published in: on 11 Maj 2012 at 9:19  Dodaj komentarz  
Tags: