Mauriac: wiara, świętość, los (I)

François Mauriac

François Mauriac

Zupełna cisza nie istnieje – ujawnia François Mauriac – żyć to znaczy tkwić w płynącym nurcie, który powstrzyma jedna tylko śmierć”.

Czy życie, sam jego wewnętrzny proces, jest li tylko próbą; prometejską przymiarką ocalenia tego, co z woli Boga winno pozostać unicestwione?  Czyż to, co przemija, wzrasta, uchodzi; ów karny bieg rzeki, która nie czuje jak sama wzbiera, nie myśli o tym, iż posuwa się naprzód, zda się chybionym świadkiem godności wobec Istoty pragnącej zawsze krzyżować intencje?

Zapomnienie jest prawem nieuchronności, przeciw któremu nie dość buntu.

* * *

Odilon Redon: Brunhilda

Odilon Redon: Brunhilda

W psyche każdego z nas istnieje wyłącznie jedno miejsce, gdzie w jakimś sensie odsłania się misterium bytu. „Malowniczość sama przez się nie istnieje – pisze Mauriac – Jeżeli na obce krajobrazy, choćby najbardziej sławione, patrzymy tylko jako widzowie, nie dają nam one nic poza zmęczeniem i poczuciem straconego czasu”.

Czy wobec tego podróż, czysto fizyczna satysfakcja ruchu, obojętna przyjemność, z jaką mijamy utrwalane pospiesznie zakątki, jest pozbawiona wyższej treści? „Nie wychodząc z domu możesz poznać jak wielki jest świat – zakłada Lao Tsy – Wyglądając przez okno możesz ujrzeć swoją Drogę”. Radość nie ma wiele wspólnego z gorączkowym ogarnianiem kurczącego się z dnia na dzień globu. Radość to osobliwe misterium celebrowane krok po kroku w miejscu duchowo nam intymnym; tam, gdzie czujemy stały grunt i gdzie jesteśmy rozpoznawani przez ziemię.

Odilon Redon: Sita

Odilon Redon: Sita

Gdybyż tylko uczciwie wyznać, iż w gruncie rzeczy nie zajmują nas wcale pejzaże. Że tak wytrwale pragniemy ludzi: nęci nas ich ukryte ciepło, zewnętrzna obcość, kuriozalny mankament odkryty w pewnym klimacie, pod pewnym określonym niebem. Tymczasem, wszystko, o czym się dowiadujemy, zawdzięczamy w istocie więzom zacieśniającym się stopniowo, w ogołoceniu samotności, na pustkowiu niewidzialnego Boga. W chwili pomiędzy, w wątłym brzasku światłości, w ciągu obrazów rozbłyskujących z głębi naszej istoty.

* * *

Pamięć ogarnia tylko przeszłość zakosztowaną. Nie jest zakorzeniona w widziadłach ze snu i mroku. Królestwo jej jest z tego świata. „Na nim to – ubolewa Mauriac – ku naszej udręce i dla naszej rozkoszy, gromadzi przedmioty rzeczywiste i istoty z ciała i krwi, cały ten konkret poprzez który nasze życie zaczęło się sączyć i rozlało się niczym woda przedzierająca się z ziemi, spośród kamyków i traw”. Otrząśnięcie się z mary jest koniecznością wkroczenia w sprawy tego bytu; w jednostkowe doznanie, partykularne i odmienne od historii otaczających nas dokoła.

Odilon Redon: Ewokacja

Odilon Redon: Ewokacja

Przebywamy na odludnej wyspie. Z samotnej skały uparcie śledzimy bieg napływających zdarzeń, wspomnień wyzierających z krańców życia, wiary w obecność jego jutra. W szczyt głazu nie uderza grom. Nie dzieje się nic cudownego, „żaden znak nie będzie nam dany”. A jednak Ktoś tutaj przebywa; ktoś kto dryfował u progu bytu i kto jest nadal, gdyż my tu jesteśmy, i pozostanie aż po kres. Do finalnego przebłysku jaźni.

Wiara to przeświadczenie o tym Innym w nas. To cierpliwe chwytanie się Słowa, złożonej niegdyś obietnicy, dowodu przyrzeczonego w mroczni śmierci. To zdążanie o mglistym świcie, unoszenie w przestworzach nowiu, pochłonięcie przez płomień świecy, niepojęte dotknięcie Tego, do kogo stale przemawiamy, i za kim nie wystarczy tęsknić, bo jest już przy nas, na jawie, we śnie. Wiara to trwanie tutaj, gdy nie ma się nic więcej, a to co pozostało, jest wszystkim.

* * *

OdilonRedon, ***

OdilonRedon, ***

Niechętnie powracam myślą do młodości. Odnoszę wrażenie, iż była mi ona przeszkodą w połączeniu z Tym, kto jest we mnie. „To, co dzisiaj uważam za jedyne nieodzowne, było już nieodzowne na wszystkich zakrętach życia – spostrzega autor „Kłębowiska żmij”– tylko po prostu nie tak osiągalne, jak może być teraz”. Młodość w istocie oszałamia, hipnotyzuje zgiełkiem bytu, porywa w przestrzeń żądz i zdarzeń, i nieuchronnie odsuwa od Prawdy. Dziś, kiedy minęła bezpowrotnie, odsłania się mym oczom odległa cicha przystań, Ojcowska miłość drżąca łaską, światłość starości o transparentnej pustce; nadciąga pokój, który „posiadam w tej mierze, w jakiej wyzuty jestem z wszystkiego innego”.

Pieśń Symeona niewprawnie tulącego Dziecię do wątłej piersi, jest ciemną jutrznią żarliwej jesieni. Szarugi przeznaczenia wyzwolonego z piekła kajdan, kołyszącej się półsnem bezchmurnym, rozradowanej samą sobą. Odnaleziony czas poprzez aromat lipowego naparu lub rozkruszony posmak porcelanowej magdalenki, zlewa się z blaskiem nocnej lampki rzucającej na sufit dogasające pajęcze kręgi światła. Dziecięcy Bóg przychodzi szepcząc w cieniu nocy, opuszcza żłobek swojej ubogiej stajni, zwiewnie unosi się nad wodami. W wiekuistej teraźniejszości wkracza poufnie do mego serca, gdzie bije wewnętrznym źródłem, które „zamiast jak ongiś rozlewać się pomiędzy istoty stworzone, zmierza ku przedmiotowi niezmierzonemu”.

* * *

Odlon Redon: Cyklop

Odlon Redon: Cyklop

Od pewnego czasu dręczy mnie pokusa, wynikająca z mojej wewnętrznej inklinacji, aby pedantycznie posegregować wrażenia odnalezione w księgach życia. Uformować w imponujący stos owe zasoby literatury, jaką udało się przetrawić i przyswoić na przestrzeni dwóch dekad. Jakże nie ulec tej pokusie? W cieniu dogasającej złotem buczyny spoczywam od niechcenia i butnie roję, iż z ksiąg tych stworzę mauzoleum doznań; szczególny wachlarz nieurzeczywistnionych pragnień, portret somnambulizmu miotającego się w martwych ścianach.

Moją spóźnioną wyobraźnię odżywiają teraz obrazy przedmiotów i zdarzeń niedostępnych. Samotne raje pokrzepiające przed zwykłością, wąskie terytorium poza zasięgiem ludzi żywych, wyimaginowany czas innych, przecinający się z moją drogą. Usiłuję dokonać konfrontacji z kreowanymi przez twórców postaciami, szukać i odnajdywać u autorów diariuszów i esejów ową cząstkę własnego ja; fragment nie podlegający krytyce ani utylizacji.

Odlon Redon: Święty Jan

Odlon Redon: Święty Jan

Wyłania się ze mnie opuszczony starzec, który „nie usiłuje niczego już ustawiać, niczego wymyślać, lecz obserwuje samego siebie i słucha, jak gdyby w mroku, z każdą godziną gęstszym, słowo będące rozwiązaniem zagadki miało raptem zadrżeć na końcu jego pióra i samorzutnie wpisać się w białą stronę”. Jak gdyby każda dalsza lektura miała okazać się zbyteczną, utraciła swą funkcję łącznika z rzeczywistością, przerwała przędziwo umiejętnego snucia cudzych opowieści.

A jednak to bycie nie straciło jeszcze wewnętrznej zapalczywości, nie zastygło w spoczynek, nie przestało się spinać do skoku. Patrzę z wysoka na krętą drogę, jaka się stała losem, i której nie widzę zgoła kresu, która mnie nadal zaskakuje. Jej bieg wypływa gdzieś w oddali, sączy się z ziemi poznanej tylko przez mnie, ziemi jedynej w swoim rodzaju; z czasu, kiedy naprawdę nie istniałem, który był ponoć przede mną w pamięci, owych lat powojennych roztaczających partykularną woń inności i posmak ciszy.

Zastanawiam się, czy tamten małomiasteczkowy czas był lepszy? Czas niesiony w sercu, odnaleziony i utożsamiony w jakimś sennym zakątku jeszcze niezmodernizowanej wsi, rozmokłej drogi, błotnistości łąki. Czas wonnych pastwisk stratowanych przez bydło, okrzyków czajki heroicznie chroniącej nikłe gniazdo, późnojesiennych sów pohukujących tuż pod chatą. Czas licznych rodów spoczywających teraz w piasku parafialnego cmentarza, zmarłych odzianych jak na przechadzkę, odwiedzanych gremialnie przez tych co pozostali, odświętnych wozów ciągnionych kornie na przeżywaną radośnie sumę.

Odlon Redon: Kobieta śpiąca pod drzewem

Odlon Redon: Kobieta śpiąca pod drzewem

Może w istocie nie był lepszy. „Lecz wydaje mi się, iż istoty ludzkie pewnego pokroju łatwiej na nim oddychały”.

* * *

Prawdziwa miłość się nie zmienia. Jest albo jej nie ma”.

Świętość miewa się nad podziw dobrze i nie jest gatunkiem na wymarciu.  „Wszędzie gdzie istnieje ołtarz, tabernakulum, są również takie święte dusze”. Jeżeli są bardami ludzkiej szarości, codziennej troski bez wytchnienia; gdy przędą pieśni o woli i łasce, to, co świeccy zwą inspiracją, dane jest im wprost od Boga. Lecz nie od pana filozofów, pustej idei o niesprecyzowanej misji. „One Boga przyjmują co rano”; o wątłym brzasku spełnia się skrycie realna miłość ich prawego życia.

Odilon Redon: Salome

Odilon Redon: Salome

A On ich zatraca bez umiaru, powołując do służby wszystko jedno skąd, poza klauzurą, bez habitu; prowadzi miedzą ofiarności, ubytku pragnień, najdzikszego strapienia. Wiedzie ich skrajem rozdygotanej lękiem jaźni. I nie raczy zaszczycić pociechą. Ani najżałośniejszą. Skrupulatnie wymierza udręki i popycha do szyderstwa z prawideł, zmusza do ich transgresji, do utrzymania mocą ducha ponadludzkich przyczółków pogrążających się w morzu Jego straszliwej miłości. Do uległego poświęcenia chęci do wszystkiego, co jeszcze nasze.

Bóg otwiera dróżkę dla niskich wybranych, dla tych co z opętania Jego wolą skazali się na okrutną bezbronność, na poskromienie własnej światłości i zniewolenie wyższym blaskiem. Przystali na niepozorną martwotę ścierwa, pozbawionego afektu i wzruszeń, na skowyczący rokosz trzewi, na zniweczenie i skazanie, plagę i dopust, nieistnienie.

O, gdyby oskarżony był zdolny pojąć, co się z nim stanie, gdy wkroczy na taką drogę! Gdybyż tylko przypuszczał, że go pochłonie nagły płomień, że unicestwi i rozrzuci strzępy, że go zagarnie i… ocali. Uchroni wszystko, co wydawało się bezpowrotnie zaprzepaszczone.

Odilon Redon: Portret Violetty Heymann

Odilon Redon: Portret Violetty Heymann

Bo co naprawdę znaczy wierzyć? Cóż to jest wiara, jej w pełni świadomy i nie oszukujący siebie wolny czyn; akt posiadania, znak zwycięstwa? Jest to cnota wysiłku, stan odrzucenia pokusy negacji; wyeliminowania tej odwiecznej przynęty ustawicznego głoszenia >nie<.

Jest to także modlitwa. Tak, wiara jest modlitwą: rozpaczliwym wołaniem wygnańca, pociągającego za sobą tych co zwątpili, co już nie wierzą, co pomarli. Jest pieśnią czystego odkupienia, uświęcającą zrozpaczonych. Falą stłumionych wspomnień o jedynym źródle, wznoszącą się tęsknie ku Ojcu i powracającą bez wytchnienia. Jest nieobecnością i milczeniem, o słodyczy przeszywającej strapione zmysły, a zarazem jest nieustającym dialogiem. Potencjalnością współegzystowania bez czasu, rozdziałem łaski, darowaniem win, które „nie przerwie się nigdy, ponieważ trwać będzie wiecznie”.

Odilon Redon: Beatrycze

Odilon Redon: Beatrycze

A gdyby wiara była tylko skromną ciszą, barwioną rześko zmierzchem zapadającym w listowiu? Bezgłosem nocy o nieprzejrzanym widnokręgu, który zagarnia wszystkie myśli? Czyjąś nieodgadnioną obecnością, dostrzeżoną w rozżarzonych odblaskach światła. Ogniem osmalającym skulone oblicza ubogich, strzałą przeszywającą złaknionych, samotnością o skali nie do zniesienia. Adopcją wzgardy i niechęcią, jaką budzimy u mniej wiernych.

Jestem bezradny wobec pytań. Odkładam pióro, gaszę myśli. Przybieram jakąś szczególną nieruchomość, wczuwając się w bycie, które jest już samym czystym trwaniem; niepojętością nie mającą w sobie nic, co by mnie mogło rozproszyć. Płynę w czasie; „zasiadam, niczym przy ogniu, który płonąłby i dla mnie jednego, pośród paru służących i upodabniam się do Szymona Piotra, na dziedzińcu arcykapłana w tę noc, kiedy się zaparł ”.

* * *

Odilon Redon: Zielona śmierć

Odilon Redon: Zielona śmierć

Myśl o śmierci nas zwodzi, gdyż każe zapomnieć o życiu. Myśl o śmierci nas nie zwodzi, gdyż o niej nie myślimy wcale. Nawet wówczas, kiedy się o to usilnie staramy. Być może przeminiemy, nie zastanowiwszy się bodaj przez chwilę, czym jest ów moment ostateczny.

Myśl o życiu nas zwodzi, gdyż każe zapomnieć o śmierci. Jakże się do niej przygotować? Jak nie zaniedbać przytomności? I czy w ogóle to możliwe? Czy być świadomym umierania jest odcinaniem się od wszystkiego, tak by „samemu kolejno rozplątywać więzy, które nas trzymają”? Aby wiatr co się zrywa do lotu, mógł nas poderwać bez oporu?

Czym jest to stałe pęknięcie w człowieku, ta nie do naprawienia rysa, nie dostrzeżona zrazu z zewnątrz? Nagły wyłom, który właściwie nie wzrusza naszym bytem, gdy poczynają opuszczać nas, oswabadzać nas od siebie inni? I oto pewnego dnia, po prostu ich nie ma. Nie ma nikogo, „poza istotami przywiązanymi do nas tak, iż stanowimy jedno”.

* * *

Odilon Redon: Odbicie

Odilon Redon: Odbicie

Pomiędzy życiem materialnym a bezcielesną kontemplacją, kiedy serce wybija odwieczny takt miłości, nie przejmując się losem zbrukanych członków, istnieje nieprzerwana ciągłość. W pewnych momentach tamten świat zdaje się wdzierać w oczywistość. Zalewa światłem zrozumienia, upaja niepisaną pewnością, iż inne bycie nie istnieje; ono jest jedno, nasze i niewzruszenie nieskończone. Po czym nadciąga groźna przepaść, o jakiej mówi przypowieść o nędznym Łazarzu; tak ponadludzka, że „nikt, choćby chciał, stamtąd przejść nie może ani do nas się przedostać”.

* * *

Kto wie, czy największą osobliwością nie jest to, że upływ czasu nic nie zmienia w naszym ambiwalentnym stosunku do śmierci. W zmierzchu starości kontemplowanie jej coraz bardziej wyczuwalnych zamiarów, nie przychodzi bynajmniej lżej niż w zaraniu egzystencji. Mniej dopomaga także ubywanie innych; tych co dzielili z nami drogę. Nie przezwycięża przerażenie, nie przeobraża odnawialna rutyna śmierci.

Odilon Redon: Serce Jezusa

Odilon Redon: Serce Jezusa

Wciąż nie przyłapujemy się na tym, iż jesteśmy beznadziejnie śmiertelni, i nie umiemy przekształcić doświadczeń ogółu w odczucie stricte osobiste. Mimo, iż skraca się każdy oddech, mimo iż od rozległego morza wieczności dzieli nas jeszcze ta jedna tylko, ostatnia wydma. „Tuż, blisko, słyszymy już huk fal, na wargach czujemy smak straszliwej soli. A jednak nadal nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co ujrzymy jutro, tej nocy, za chwilę”.

Jak my nie potrafimy wzajem z siebie korzystać na tym świecie!

* * *

Karl Kraus: „Gdybym wiedział na pewno, że będę musiał dzielić nieśmiertelność z pewnymi ludźmi, to wolałbym zostać osobno zapomnianym”.

Człowiek postrzega siebie za centrum wszechświata i bywa nim nawet, lecz jest to wszechświat fikcyjny, co odpłynie „jak nasze marzenia, których przez chwilę był jakby oparem”. Postrzępioną mgławicą, zdolną unieść się jeszcze przez chwilę; wątłym wyjątkiem czasu zastygłym pomiędzy niebem a ziemią, wówczas gdy go już nie ma.

* * *

Odilon Redon: Ofelia wśród kwiatów

Odilon Redon: Ofelia wśród kwiatów

Wiara w wieczystą egzystencję nie jest równoznaczna z pojmowaniem jej sensu ukrytego. Jakże moglibyśmy spodziewać się ujrzenia Boga gdzie indziej, skoro posiadamy Go już tutaj? Kiedy uczynił się krwawym Hiobem i wraz z światłością wkroczył w świat. O własnych siłach przebył drogę, niedostrzeżoną przez ówczesnych. Który z nami zamieszkał, który zamieszkał w nas.

Obcowanie z Chrystusem rozpoczyna się w chwili, gdy spostrzegamy ze zdumieniem, że noc niewiedzy, w jakiej nam przyszło zatonąć, jest dniem spokojnym, nieprzerwanym. Frasobliwa żałość transfiguruje w radość, współprzeżywanie, zespolenie. Ewokację wiecznej błogości, skosztowanej już na tej ziemi. Miłość ongiś posiadaną. Wypełnienie nadziei ponad wszelką miarę.

© Andrzej Osiński

Published in: on 11 Maj 2012 at 9:46  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/05/11/mauriac-wiara-swietosc-los-i/trackback/

%d bloggers like this: