Thoreau. Kraus. Obywatelska rewolta

Karl Kraus według Oskara Kokoschki

Karl Kraus według Oskara Kokoschki

Polityka i teatr: rytm jest wszystkim, treść niczym” (Karl Kraus)

Któż mógłby u diaska przypuszczać, iż pozostanę z wiekiem wyznawcą Thoreau, nie życzącego sobie, by z jego danin rząd finansował poczynania o wątpliwym porządku moralnym? Któż mógłby zgadnąć, iż jako partykularny obywatel wezmę na siebie powinność powstrzymywania rozpędzonej machiny administracji, przejawiania biernego oporu, jawnego nieposłuszeństwa wobec bezecnych lekceważących prawa naturalne, o Bożym Objawieniu nie roniąc ni słowa? Któż ongiś sądził, że z dumą zaaprobuję sfatygowaną zasadę ojczulka Jeffersona, który wytrwale twierdził, iż „najlepszy rząd to taki, który najmniej rządzi” – o ile rządzi on w ogóle? O tempora, o mores! O materialistyczny bycie tak rozkosznie rzeźbiący zgrzebną  samotną świadomość!

Henry David Thoreau

Henry David Thoreau

Thoreau wszelako umiejętnie zaspokaja mą z gruntu nieprzejednaną wolę dystansowania się od kręgów o smaku politycznie zatęchłym. Tych wyselekcjonowanych przez naród sfer, w których panują problematyczne kompromisy, zwykle społecznie niedogodne. Sfery te, żywiąc wprawdzie przytomność bycia erygowanymi do konkretnych zadań przez oddaną im sercem rzeszę, ba, mając świadomość konieczności spełniania woli tejże rzeszy, radośnie dokonują nadużyć i ulegają potworom deprawacji. „Panie, wybacz im, albowiem wiedzą co czynią” (Kraus).

Aktywność i władza tych kręgów jest złudna, i – jak zauważa trafnie autor Obywatelskiego nieposłuszeństwa ­– „nie dorównują żywotności i woli jednego człowieka, jeden bowiem człowiek jest w stanie nagiąć go do swojej woli”. Smutkiem napawa zatem myśl, iż mimo tej oczywistej deprecjacji, jako powołana do wypełniania Chrystusowego zewu wolności ludzkość, stale pragniemy tej mniej bądź bardziej przeszkadzającej machiny, której istotą jest wolności tej znaczne ograniczenie.

* * *

Marlboro Boy, 1939

Marlboro Boy, 1939

Abstrahując od ewidentnych ideologicznych i ekonomicznych walorów rozważań Thoreau, na których umysł z lubością zawiesza swoje uważne oko, pragnąłbym wyłowić z ich lukratywnej mentalnie otoczki, kwestię elementarną. Jeżeli przez filozofowanie rozumiem stawianie dręczących pytań (acz niekoniecznie formułowanie na nie odpowiedzi), i to pytań bynajmniej nie trywialnych, życzyłbym sobie rozstrzygnięcia czy jako poddanemu mocy Boga, acz obywatelowi tego kraju, wolno mi godzić się na niewygodny mej duszy kompromis. Podporządkować sumienie ustawodawcy, pracodawcy, wykonawcy, i sam już nie wiem komu – bodaj na najskromniejszą chwilę.

Po co to w takim razie człowiek ma sumienie?” – akompaniuje mi Thoreau, i nie od rzeczy, jako że w pierwszym rzędzie winniśmy sprostać posłannictwu dzieci Bożych, potem dopiero każdemu innemu obciążeniu. „Należy kultywować szacunek dla sprawiedliwości, a nie dla prawa” – podkreśla on jeszcze. Tak, i jest to jedyne godne tego słowa wyzwanie człowieka myślącego; istoty przytomnej, która ma przywilej przyjąć na siebie skutki i prawa postępowania uważanego w danej godzinie dziejów przez nią za słuszne. Czyż bowiem życie – jak wieszczył Karl Kraus – nie „jest wysiłkiem godnym lepszej sprawy”?

Set a Spell, 1939

Set a Spell, 1939

Lecz tu zarazem dotykamy nadczułej kwestii odpowiedzialności; nie zaskorupiałego i nie zduszonego przez żądzę sumienia, które upomni się o każdego z nas we właściwym czasie, i bezceremonialnie rozliczy tych, co „ofiarowując swoje ciało państwu, służy mu nade wszystko jako maszyny, nie jako ludzie”. Czyż wypada przypomnieć, iż w większości przypadków, obywatele ci nie kierują się w swych poczynaniach ani rozsądkiem ani tym bardziej pobudkami moralnymi? Czyż można zatem nazwać ich jeszcze ludźmi? Czy aby służą nadal Bogu?

* * *

Nadczłowiek jest przedwczesnym ideałem. Zakłada on bowiem istnienie człowieka” (Karl Kraus).

Next time try the train

Next time try the train

Daleki jestem od pewnej dezynwoltury i impertynencji piewcy „Walden”; może zresztą w jakimś sensie staję się stetryczałym weredykiem, co nie pozwala mi na potraktowanie upadłych osobników płci obojga w kategoriach „drewna, ziemi i kamieni”, nie wspominając o „stercie śmieci, koniach lub psach”. Osobiście wolę im przypiąć łatkę „sług Mordoru”, i bez ustanku formułować Kantowską ciekawość o etyczne pobudki zła. Nie mogę jednak nie odnieść wrażenia, iż chcąc służyć marnemu państwu bądź nietrafionej moralnie organizacji własnym sumieniem, z konieczności należy się im z całych sił przeciwstawiać. A zatem zostać ich dozgonnym wrogiem (patriotą, reformatorem, herosem, anarchistą – oddanie najtrafniejszego głosu leży w gestii czytelnika). Z pewnością aliści męczennikiem, pragnącym być pożytecznym tylko jako człowiek, który mężnie i wiernie staje w obronie Prawdy.

Osaczają mnie zewsząd narody, ale odtrąciłem je w imię Pana. Osaczają mnie zewsząd, otaczają mnie, lecz odtrącam je w imię Pana” (Ps. 118)

Pius XII

Pius XII

W śmiałym, ofiarnym działaniu, w umiejętności znoszenia cierpienia, w szlachetnej gorliwości nielękliwego boju o pryncypia, w nieustępliwym parciu w górę, jest tchnienie Boga. W cnocie tej – jak przypomina Ojciec św. Pius XII – „jeśli rzeczywiście chcemy ją coraz bardziej ku doskonałości kierować, zawsze znajdzie się odrobina męczeństwa”. I puentuje: „Nie tylko bowiem krwi rozlewem wydajemy Bogu świadectwo naszej wiary, ale i mężnym a wytrwałym opieraniem się pokusom oraz wielkoduszną ofiarą z siebie i ze wszystkiego, co mamy”.

W tym sensie szczerze pragnę rewolucji, to znaczy prawa do odmowy posłuszeństwa miernotom, a także przywileju kontestowania do woli tyranii i indolencji pospołu. Marzę tu jednak o osobiście pojętej rewolcie dobroci; wszechobecnej agape wzniecającej ferment wśród wszystkich. Hołdzie wobec sprawiedliwości, a nie szacunku dla ustaw marnych i zwyrodniałych wespół z ich skorumpowanymi twórcami. Byciu człowiekiem a nie komponentem statystycznej ludności przypadającej na kilometr kwadratowy.

Dazey Boy, 1939

Dazey Boy, 1939

Czy to jest utopia? A jakże! Królestwo Boże? Najzupełniej. Postępowanie wobec tych zasad; uświadomienie sobie, że funkcjonuje sprawiedliwość, nie ta ułomna, ludzka, ale najwyższa, absolutna, a na dodatek kierowanie się nią w praktyce, bezpowrotnie zmienia rzeczy i stosunki, jest rewolucją bez wytchnienia i radykalnie różni się od wszystkiego, co kiedykolwiek istniało na tej ziemi. Co więcej, to namacalnie rzuca żagiew, dzieli rodziny i wyznania, ba rozsadza od wewnątrz samą jednostkę, oddzielając w niej plewy od ziarna, szatańskie i boskie.

* * *

Jakże często ludzie na pozór niewierzący w skrytości ducha dochowują wiary” (François Mauriac).

Agnostyk Goethe, który podszedł był bliżej Prawdy, niż się to kiedy przydarzyło ponadprzeciętnemu katolikowi (o tych poniżej kreski nie warto nawet w tym miejscu wspominać), doszedł do wniosku, iż chrześcijaństwo zawiódłszy jako zryw polityczny, stało się rewolucją moralną, i nie od rzeczy konkludował, iż „powinno stać się ono na powrót ruchem politycznym”.

***

***

Są oczywiście tacy, którzy nie poprzestając na spożywaniu czystych źródeł Prawdy wytryskującej z wonnych winnic Biblii, pragną poszukać powyżej strumienia, przepasać biodra i pielgrzymować w górę, dalej. Cześć im i chwała, gdyż kreują wizje, definiują cele, spijają bodaj sam nektar. Jednak mnie wystarczy wychylanie kielicha z czcią i pokorą, mądrość nie tak podniebna, lecz konsekwentna roztropność, introspekcja spokojna a nie zwiedziona ułudą i perspektywą gwiezdnej nadzwyczajności. Taka jest nam obecnie niestety niedostępna. Dokądkolwiek bowiem obrócimy oczy i dążyć bezbożnie poczynamy, nie tylko „nie osiągamy upragnionego spokoju i zgody, ale wpadamy w taką rozterkę i niepokój, jak człowiek trawiony gorączką”, który „chce pochwycić coś, co przed nim ciągle ucieka i buduje na tym, co się zapada” (Pius XII).

Jak jednak wolno nam postępować w obliczu praw dręczących nas zgoła niesprawiedliwe? Czy pańszczyźniane poddanie się ich chorobliwie koncypowanej literze, jest posłuszeństwem czy głupotą? Czy jawny zamach i nieskrępowany gwałt okazany wobec wiążących wolność przepisów są aby uzasadnione? Czyż umiejętność czekania nazbyt długo, tak długo, aż uda wyperswadować się rządzącym ich zmianę, nie jest przypadkiem samobójstwem? Myślę, że występując przeciwko złu, moglibyśmy zmienić je bynajmniej nie na coś gorszego, jak pragnął to widzieć Thoreau, ale na dobro, w każdym razie na coś innego, pożądanie odmiennego od unijnej rytualizacji i wytrawienia z wyższych wartości.

The Reading Tree, 1939

The Reading Tree, 1939

Jestem dogłębnie przekonany, iż umyślny przejaw niepodporządkowania się kiepskiemu państwu i jego wyspecjalizowanym agendom, jest w istocie jedynym przestępstwem, na jakie mogę sobie w chwili obecnej przytomnie pozwolić. W gruncie rzeczy wyłącznym, nad którym – o czym nadmienia Thoreau – „rząd poważnie się nie zastanawiał”. Więcej, nie wyznaczył zań w ogóle skonkretyzowanej i boleśnie proporcjonalnej kary! A zatem uczynił pogodnie bezkarnym i godnym rychłego przedsięwzięcia.

* * *

Ponieważ ludzka istota ograniczona ze swej natury, nie jest w stanie zająć się wszystkim równie udatnie i ochoczo, może bez trudu skoncentrować się wyłącznie na pryncypiach, które pozwoli doprowadzić do kwintesencji i wzniosłości. Skoro zaś prawa domagają się niekonsekwencji i irracjonalności wobec innych, należy je odważnie i zuchwale naruszać, a w każdym razie uczciwie „upewnić się, czy nie spełniamy roli narzędzi niesprawiedliwości, którą potępiamy”. Czy nie jesteśmy aby przeżuwającymi orędownikami a nie wyznawcami Prawdy w praktyce.

Dilapidated, 1936

Dilapidated, 1936

W tym sensie wolno mi głosić rewolucję, gdyż jestem jedynowładcą w mojej własnej duszy, i jako członek jednoosobowej większości posiadam wyłączny przywilej oddania głosu. Jako właściciel swego ciała, dającego zaiste godne schronienie człowiekowi niepodległemu, króluję w nim nie bez błędów, ale któż ich nie popełnia? Wystarczy jeszcze uczynić krok, a nie rozprawiać nadaremno, aby – jak skłania się Thoreau – „rzecz raz dobrze zrobiona pozostała taką na zawsze”. To się nazywa bezkrwawą rewolucją, o ile taka jest w ogóle możliwa. Zaiste, „kiedy obywatel odmawia posłuszeństwa, a urzędnik rezygnuje z posady, wówczas dokonuje się rewolucja”. Wówczas ten żywot zwie się misją.

Tak skierowani na pole szerszych a wyższych pojęć, bitnie będziemy przeć do przodu, „a choćby w tej pracy spotkać nas miały różne przeciwności, oraz utrata czasu i mienia, niech nigdy nie cofają się wstecz (…) Niech nieugiętą wiarę sami zachowują i na wszelki sposób bronią, żeby starali się najusilniej, stosownie do swego stanu, królestwo Chrystusowe na ziemi umacniać i we wszystkich kierunkach rozszerzać” (Pius XII).

Crossroads, 1939

Crossroads, 1939

Czy coś mi grozi? Co najwyżej więzienie, które jest wszakże „jedynym miejscem odpowiednim dla człowieka sprawiedliwego” (Thoreau), jedynym godnym posterunkiem dającym całkiem przyjemny azyl wobec życia i utrzymanie godne urzędnika. Czyż zresztą człowiek, który „doświadczył na własnej skórze niesprawiedliwości”, nie walczy z jej mętną hydrą nader skuteczniej, i znacznie chętniej? A jeśli nawet przeleję krew, to – jak udatnie bada Thoreau – czy „nie leje się ona wtedy, gdy się zadaje ciosy świadomości”? Leje się, i to jak!

* * *

Zbuntowany przeciwko państwu i jego agendom, musiałbym wszelako wieść żywot w zupełności nie posługujący się pieniądzem, a zatem moje państwo nie mogłoby domagać się ode mnie, ba nie byłoby w stanie uzyskać, bodaj złamanego szeląga. W takiej kondycji jednostkowa niesubordynacja wobec władzy, stałaby się z pewnością czymś w rodzaju długotrwałego harakiri, rozproszonego na kilka upiornych konkurujących ze sobą etapów. Oczywiście, o ile jako jednostka nie odkryłbym w sobie zadziwiających źródeł samowystarczalności i nie przeszedł w zupełności na jadło leśne.

Zollie Lyon North Carolina, 1939

Zollie Lyon North Carolina, 1939

Ale jeśli nieposłuszeństwo to urosłoby do rangi czynu grupowego, wówczas wątpliwa moralnie podstawa państwa byłaby utrąconą w samym zarodku. Wówczas państwo to a wraz z nim wyrażające jego wolę instytucje, byłyby zmuszone wprowadzić w życie zamiary leżące niejako u podstawy idei ich egzystencji. Po prostu, oddać Bogu co boskie, a cezarowi – co cesarskie.

Pojmuję wszelako, iż wyrażając tak bezkompromisową postawę, wznoszę jowialnie mur oddzielający moją psyche od stanowiska innych obywateli; mroczny gąszcz, przez który zaiste trudno się przedrzeć, a jeszcze trudniej go przesadzić, nie uważają oni bowiem się za tak wolnych, jak ja to czynię. Moje myśli są swobodne i omalże niebezpieczne, tak też pragnący mnie gładko zranić, muszą dosięgnąć moje ciało. Ukarać je niczym niesforne dziecko złapane za kradzież na przykład jabłek. Jakżeby inaczej? Władza nieodmiennie staje do walki twarzą w twarz z człowieczym ciałem i zmysłami, nigdy zaś z wiarą i intelektem. Władza ta, jak celnie zapatruje się Thoreau, „nie jest uzbrojona w rozum ani uczciwość wyższego rzędu, lecz w większą siłę fizyczną”.

Tenant Farmer North Carolina, 1939

Tenant Farmer North Carolina, 1939

Co do mnie, to nie zostałem zgoła powołany do życia jedynie po to, aby beztrosko dać się zniewolić. „Wszyscy, którzy dają się prowadzić Duchowi Bożemu, są synami Bożymi – woła Apostoł Narodów – Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, żeby znów trwać w bojaźni, lecz został wam dany duch przybrania za synów, w którym to duchu wołamy: Abba, Ojcze!”. Ta postawa zobowiązuje. I tylko ta – aż do skończenia świata.

* * *

Cóż będę czynił w tak straszliwym boju, wątły niebaczny, rozdwojony w sobie?” – łaknąłbym indagować za Sępem Szarzyńskim. Będę oddychać tak, jak mnie się żywnie podoba, i pozostanę posłuszny prawom wyższym, aniżeli respektowane wyłącznie przeze mnie. W końcu jeżeli roślina nie może wegetować w zgodzie z partykularną przyrodzoną naturą, rychło umiera; tak też i dzieje się z człowiekiem.

One Person County, 1939

One Person County, 1939

Słyszę, że państwo domaga się pieniędzy. Jakże może to uczynić, skoro zabrało mi już niemal wszystkie? Dlaczegoż miałbym oddać i ochłapy? Skoro popadło w tarapaty finansowe, i nie przypuszcza w jaki sposób się z nimi uporać, to jak rezolutnie uściśla Thoreau – „ja mu nie pomogę. Samo musi sobie radzić, podobnie jak ja. Nie warto się nad nim rozczulać”. Prawdę mówiąc i ono nie desperuje, kiedy się mnie podle wiedzie. I to od tak dawna.

Reasumując, obwieszczam wyrok, iż odmawiam posłuszeństwa mojemu krajowi, godnie uchodzę w ciche ustronie, gdzie co najwyżej mogę lizać zadane mi przezeń rany, i pożytecznie mniemam trzymać się od niego z dala. Nie obchodzi mnie śledzenie koncentrycznych kręgów politycznych rozchodzących się gładko po powierzchni i równie nagle umykających, jak się zdołały tutaj zjawić. Gardzę pseudo-prawidłami transformacyjnej ekonomii oraz przypowieściami o niewidzialnej ręce rynku, która pozostawia za sobą nazbyt widzialne ofiary. Nie obchodzi mnie rząd i przestaję zaprzątać nim sobie głowę. Przerywam śledztwo w sprawie kursów walut i intensywnej terapii złotego – on jest w pełni niewinny.

Great depression

Great depression

Tym, co wyłącznie mnie pochłania, jest kontemplacja skutków mojego człowieczeństwa, i przejawianie nikłej nadziei, że będę mógł w przyszłości odczuwać zadowolenie z ludzi wolnych, i zgodnie z tym prawem ich traktować. Nie zaś spełniać urojone projekty władzy i oczekiwać fatalistów, którzy bezwolnie podążą za ich złudnym syrenim głosem.

Istnieje pewna idea, która kiedyś spowoduje prawdziwą wojnę światową – analizował Karl Kraus – że Bóg nie stworzył człowieka jako konsumenta i producenta, że środki potrzebne do życia nie są celem życia. Że żołądek nie powinien przerastać głowy. Że życie nie jest uzasadnione wyłącznie robieniem pieniędzy. Że człowiek żyje w czasie, by mieć czas, i po to, by nie osiągał danego celu nogami, zanim nie dojdzie tam sercem”.

Starting Over, 1935

Starting Over, 1935

Oto, w co wierzę. Pytanie, czy znajdę świadomie wiarę ową podzielających?

© Andrzej Osiński

Zdjęcia: Dorothea Lange (z Internetu)

Published in: on 11 Maj 2012 at 9:19  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/05/11/thoreau-kraus-obywatelska-rewolta/trackback/

%d bloggers like this: