Sabat

Francisco Goya: Sen rozumu budzi potwory (Los Caprichos)

Francisco Goya: Sen rozumu budzi potwory (Los Caprichos)

Dotarłem na krawędź wariactwa. To wewnętrzne wyjałowienie jest bardziej niebezpieczne od jakiejkolwiek aberracji duszy.

* * *

Wielbiąc Pana wszelkiego stworzenia i okazując cześć godną Jego najświętszej istocie, skłonni jesteśmy przypisać nazbyt nikłą rolę działającemu przeciw Niemu szatanowi. Tymczasem siła i efektywność tej kreatury nie są głupotą ni wymysłem nazbyt przesądnych mas, które nurzają się w odmętach bałwochwalstwa. Dzięki zawziętej nikczemności, toruje on sobie niestrudzenie drogę i deprawuje ludzką szlachetność.

* * *

Gdy pozostaję sam na sam z moją psyche, pragnąc ją pojąć i przeniknąć w podniebnej ciszy rozjaśniającej pustkę; gdy się wsłuchuję w strumień myśli, gdy rozpościeram skrzydła bytu i odczuwanie poza kres; kiedy przeczuwam skradające się światło, wstępujące cierpliwie po stopniach w ubogą komnatę mej duszy – wówczas piękno tego doznania znika za przyczyną odwiecznego szydercy. Jakże ponure i stęchłe staje się wówczas moje wnętrze! To, co lśniło niedawno pełnym blaskiem, co promieniało w świetle słońca, z nagła pokrywa się martwym kurzem, pyłem nicości, rezygnacją. Wszystko, co widzę, to wykrzywione złością twarze i brudna nędza codzienności.

Francisco Goya: Walka

Francisco Goya: Walka

Ilekroć duch mój niepowstrzymanie wzniesie do lotu swe ezoteryczne skrzydła; ilekroć tęsknie się przekrada ku niebywałym znakom wolności, rozrywa więzy, pochłania przestrzeń, zagarnia cząstkę mu przyrzeczoną, wówczas nadciąga niepomyślność. Gwiaździste myśli opadają, gasnąc w rozkoszy niespełnionej, zamiast odważnie piąć się w górę, w sferę miłości i wołania.

* * *

Bezmyślność nie jest doprawdy doniosła, a jej istota nie pozwala się w pełni oszacować, dopóki rozum nie pocznie kierować nią nader giętko, a myśl nie przyda krwiożerczości. Nie zna ona podówczas ani melodii, ani taktu czy miary; otwiera szeroko usta i peroruje swoje szaleństwa.

* * *

Francisco Goya: Mnisi

Francisco Goya: Mnisi

Ponieważ człowiek zawsze musi coś czcić, traci najczęściej uwielbienie dla swego Boga i słodką trwogę przed Jego czynem. Otumaniony i ogłupiały, nie odczuwa już zgoła nic, i uwrażliwia się tylko na to, co ordynarne i pozbawione dowcipu.

* * *

Czy chłodne, kalkulowane ważenie spraw i przymuszanie rwącego serca do pozorów, jest godne człowieka prawdziwego? Czy usiłowanie zapobieżenia temu, co nieuchronne i nieuniknione, nie jest bynajmniej jałowością? Czyż nie należy powstrzymać prognoz? Skoro naszym przeznaczeniem nie jest dopasowanie się do przykrojonych nie na miarę warunków społecznych, lecz zaufanie w siłę czynu, by być gotowym je przełamać. Wiara w odwagę i wytrwałość, nieposkromione upojenie, owo szaleństwo wszystkich zmysłów, zezwalające na triumf nad wrogiem i odurzające uszczęśliwieniem z odniesionych ran. A także przytomność grozy śmierci, wyzierającej milczkiem z rozsupłujących się więzów życia. Sabat lamentu skryty odwiecznie w wątłym nasieniu wesołości.

Dopiero w szczerym zmaganiu z codziennością dokonuje się rzeczywista predestynacja duszy, jej posłannictwo i jej treść. Cóż bowiem życie wie o czasie? Cóż o zagadce sprawiającej, że to, co najwyższe, najszlachetniejsze i jedyne: bezmierna miłość spowijająca naszą bytność, istnieje w ciągu mdłych wyobrażeń i nie znajduje namacalnej poręki w świecie. I że ta utęskniona nieśmiertelność może zaistnieć w przemijaniu.

* * *

Francisco Goya: Procesja

Francisco Goya: Procesja

Misterium jest szczelnie zamknięte oczom pozostających na zewnątrz. Pospolitość trzyma się jeno martwej litery i czerpie sens z niezrozumienia nauki, a pociechę z martwej rozpaczy. Lecz ten, co posiada zwięzły klucz, któremu spadła z oczu przepaska, i drwi pospołu z demonów i praw, ten był prawdziwie posiadł tajemnicę. Zburzył fortecę, szydząc z tłumu, co bezustannie spętany winą, mniema iż postępuje sprawiedliwie. Pochwycił życie, bez oglądania się na skruchę, poczucie grzechu i marnotrawstwo woli. Pojął, iż to, co w wyznaniu wiary boskie, nadprzyrodzone i niepojęte, istniało jeszcze przed Jezusem, i że ów najstraszliwszy aksjomat Boga, został w Synu tylko unaoczniony, wyłuszczony i przeistoczony w oczach wiernych.

Czysty niepojmujący czym jest czystość: taki istotnie szydzi z czasu i zachłystuje się wolnością.

* * *

Francisco Goya: Sabat

Francisco Goya: Sabat

Przesąd, zabobon i nieroztropność czynią człowieka nieszczęśliwym i zatruwają jego życie.

* * *

Jeżeli świat zmusi mnie, abym się dopasował do jego oszalałych norm, radość i piękno, sztuka i prawda, wszelka natura i pojęcie, staną mi się na zawsze obmierzłe. Jeżeli zaprzestanę postępować w zgodzie z Bożą bojaźnią i wzgardzę radami starożytnych mężów o surowych licach, nie będę wielki: legnę z kretesem.

André Gide: „Świat ocalą jedynie, jeśli w ogóle, ludzie nieulegli. Bez nich przepadłaby nasza cywilizacja, nasza kultura, to wszystko, co kochamy i co w sposób utajony usprawiedliwia nasze panowanie nad ziemią. Są owi, ci nieulegli, solą ziemi”.

* * *

Francisco Goya: Zabawa w olbrzymów

Francisco Goya: Zabawa w olbrzymów

Wszystko na tym świecie nosi piętno prawdziwości i nieprawdziwości zarazem. Myśliciel i esteta są zaś tymi, którzy żarliwie łaknąc rozróżnienia, coraz to popadają w nowe błędy.

* * *

Wystarczy byle pozór, byle nędznie uszminkowane maniery i udawana lepka przychylność, by doszczętnie rozbroić tłumy. W istocie pozór zgrabniej panuje nad nieoświeconym, aniżeli owa ponura powaga, która wraz z jej lękami, często po prostu nie nadąża za nastrojami. Jest on sztuką utrzymywania wszystkiego w równowadze. Umiejętnie zrywa prostolinijne stosunki, niszczy wewnętrzną prawdę, piękno pozbawia wszelkiej czci, a samą naturę czyni jej własną karykaturą.

Według prawa pozoru najprawdziwszymi ludźmi są zaś ci, którzy wnoszą nieszczęście i niszczą cudze dobro. Wolność piętnują mianem zła, a jej wyznawców pętają w nierozerwalnych więzach.

* * *

Cóż nas przybliża bardziej ku Bogu, jak nie pokuta i udręczenie, jak nie pogarda i beznadziejność?

* * *

Francisco Goya: Zima

Francisco Goya: Zima

Jeśli kto wyraża wiarę, iż czas przyniesie ze sobą ukojenie i zaleczenie trwałych ran, ten zaiste nigdy nie kochał. Boć siła miłości skupia się tylko w danej chwili, i nic nie sądzi o przyszłości.

* * *

Czyż to nie paradoks, iż ludzie, którzy najbardziej się miłują, pragną się ranić bezustannie? Czyż hipostaza miłosna dusz, nie wiedzie wprost do ich trwałego oddalenia? I czyż nie jest prawdą, że miłość i przyjaźń, gdyby je pozbawić żaru namiętności, stałyby się niemymi zakładniczkami Boga? Lecz czym by wówczas się tliły, one doszczętnie wypalone i martwe?

Czy przyznany byłby mi udział w cierpieniu, jeśli nie owa namiętność zespalająca z Nienazwanym? Czy mógłbym się silić na zrozumienie, na zespolenie i odarcie z wszystkiego, co drogie; na nieprzerwaną ofiarę z siebie i wyrzeczenie wszystkich złudzeń? Na dotarcie do brzegu w stanie najjaskrawszego wyjałowienia?

* * *

Francisco Goya: Staruchy

Francisco Goya: Staruchy

Upływ lat nie czyni nas mędrszym; nawet dar wieku matuzalemowego nie gwarantuje głębszego poznania i zrozumienia biegu życia. W zupełności nie ręczy za wyzbycie się złych dążeń i separację od głupoty.

* * *

Jeżeli nijak nie jesteście mnie skłonni pojąć, to przynajmniej pozostawcie mnie w spokoju!

* * *

Już tu, wśród żywych, można sięgnąć dłonią po szczęście, o ile nic się nie posiada, o ile jest się z gruntu nędznym.

Josemaria Escrivá: „Nikt nie może być szczęśliwy na tej ziemi, dopóki nie postanowi nim nie być”.

* * *

Być wewnętrznie martwym i podtrzymywać to życie wyłącznie strawą łaski – oto wyzwanie godne jednostki.

Ludwig Tieck: „Leżeć w prochu na ziemi, być przez wszystkich lekceważonym, być kopanym stopami dumnych, o, to jest błogość, słodka samotność serca i miłości”.

* * *

Francisco Goya: Trybunał inkwizycji

Francisco Goya: Trybunał inkwizycji

Tłum nieodmiennie traktuje świętość z przysługującym jej szyderstwem i obelżywością.

* * *

Zło wzrasta z uporem z dnia na dzień; prosi nas na osobliwe Saturnalia, podczas których słychać na zmianę radosne okrzyki oraz trwożliwe wołania o pomoc, a nikt z weselników nie zna pozostałych obecnych.

* * *

Niekiedy sam widok stoczonego wściekłością bliźniego, jest z gruntu wstrętny i klujący, a jego głos rani cierniem.

* * *

Francisco Goya: Nie było remedium (Los Caprichos)

Francisco Goya: Nie było remedium (Los Caprichos)

Chełpimy się naszą wiedzą i wyszukaną uczonością, nasza technika stała się bez wątpienia pierwszorzędna, lecz czy to wszystko, wespół z naszymi liberalnymi instytucjami i agnostycznym poczuciem ładu, pozwala uznać dany nam czas za doskonały? Skoro w zgiełkliwą maskaradę wdziera się czelnie tłumiona i niedorzeczna zwierzęcość. I skoro dekady wyniosłego postępu stały się piekłem dla milionów.

Jak można czuć się lepszym i błyskotliwszym od minionych pokoleń? Jak można z gruntu roić o progresji szlachetnego człowieczeństwa? Wierzyć w poprawę do cna wyrodniejącego gatunku?

* * *

Ludwig Tieck: „Czasy się zmieniają i nic nie jest tak stałe jak nietrwałość”.

* * *

Francisco Goya: Pielgrzymka do grobu św. Izydora

Francisco Goya: Pielgrzymka do grobu św. Izydora

Czyż modlitwa nie może sięgnąć głębi dusz, i przywoływać naszych zmarłych?

* * *

Zło wzrasta w dumę, kiedy powołany do urzeczywistnienia prawa wolności człowiek, owa istota pieczołowicie uczyniona na podobieństwo Boga, bezmyślnie pogrąża się w odmętach mroku i zaczyna bojować ze światłością niebios.

Jesteśmy nienastrojonymi instrumentami, na których grają złe bądź dobre moce. Wybór dyrygenta nieodmiennie należy do nas.

* * *

Francisco Goya: Zraniony mężczyzna

Francisco Goya: Zraniony mężczyzna

Wszelka cudowność, a więc i czyny napawające grozą, wszelka rozkosz rozkładu, tkwią bez wątpienia w nas samych.

* * *

Prawdziwa religia: Każdy pojmuje, iż jego religia jest właśnie tą prawdziwą.

* * *

Kłamstwo i śmierć, które w sztuce quattrocenta noszą fircykowaty kostium sennych fantomów i błahych zjaw, teraz, opancerzone gniewem i wściekłością, pojawiają się w nieprzeniknionej połyskliwej zbroi, gotowe zniszczyć cały świat, i skłonne obrócić się przeciwko tym, którzy tchnęli w nie swoją nienawiść.

* * *

Bunt jest wyłącznie szukaniem innej drogi, próbą działania niebanalnego, nieortodoksyjnego tworzenia i wprawiania w ruch biernej materii. Jest to bardziej świadome i ludzkie czerpanie z zasobów prawa wolności.

* * *

Patologia i zwyrodnienie, zakładając, iż są najobrzydliwsze, nie rodzą się ot tak, raptownie. Potrzeba całych lat, zanim zaczną pączkować i prężnie wydawać swoje zatrute owoce.

* * *

Francisco Goya: Szpital dla obłąkanych

Francisco Goya: Szpital dla obłąkanych

Upadek w otchłań jest otwartą formą zetknięcia się z rzeczywistością: Nagłym oswobodzeniem się od wewnętrzności, fuzją wieczności z nietrwałością, zanurzeniem w materii i czasie.

* * *

Kto to jest człowiek prawdziwy? Ten, kto na przemian całym istnieniem, chłonie owo życie rzeczywiste, to znów odwraca się odeń plecami, by pić ze źródła bezcielesności. Zatopienie w zniszczeniu śmierci daje mu nowe siły do smakowania niepokoju, do ogarnięcia doczesności. Do nasycenia się światem zmiennym i bezustannie dążącym w górę. Płomień działania wyszlachetnia go na tyle, że jest on zdolny do czujnego poddania, do zagłębienia się w samym sobie, do zagubienia się w swoim Bogu.

* * *

Francisco Goya: Powstanie i upadek (Los Caprochos)

Francisco Goya: Powstanie i upadek (Los Caprochos)

Tam, gdzie gromko wypowiedziane słowo pragnie usilnie utorować drogę, tam duch i myśli będą bezkarnie złamane i zniweczone, samo zaś słowo uznają za myśl.

* * *

Grzech pierworodny rozwarł przed istotą ludzką głębię śmiertelnej otchłani, przedtem dlań niedostępną, ale dopiero teraz, spoglądając w tą kruczą czeluść, jest ona zdolna wielbić miłością Boga, poświęcać Mu się bez wytchnienia i ofiarować z siłą woli, podczas gdy przedtem wznosiła swe serce nieświadomie i bezmyślnie ku Ojcu, niemal jak „obdarzona duszą roślina”, która uległa echu natury.

Dzięki winie człowiek odnalazł śmierć. Lecz czyż jego stan pierwotny, stan rajski, owa niezamierzona niedojrzałość, była czymś innym niżeli zawoalowaną śmiercią? Czyż tak naprawdę pragnąłby on doń powrócić? Pozwolić się bez oporów wchłonąć przez nicość, mimo iż tkwi ona kusząco w jego wyobrażeniach i dążeniach jako nagroda za zmagania, za wszystkie walki i niepokój; zda się jedynym celem życia.

* * *

Francisco Goya: Parki

Francisco Goya: Parki

Czym jest życie a czym śmierć? Jedno pragnie objaśniać drugie. Jedno objawia się w drugim. Jedno bezzwłocznie wyzwala drugie. Są awersem i rewersem istnienia.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 30 Maj 2012 at 8:47  Dodaj komentarz  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/05/30/sabat/trackback/

%d blogerów lubi to: