Tomasz Mann. Lament Faustusa

Tomasz Mann

Tomasz Mann

Ewa Lipska: „Mój kraj włóczy się po wolności. Udaje Europę”.

Z coraz większym trudem przechodzę do porządku nad potyczkami z codziennością, nad infantylnym nadużywaniem przemocy, bezpodstawnością zdziczałych postaw, jawną agresją korupcji. Angażują mnie one zbyt trwale, wtrącają w zawstydzające i bezpłodne deliberacje, które swą uporczywość zawdzięczają temu, iż zjawiska te rozumieją się same przez się i są dotkliwie naturalne.

Wyczuwam jakiś chorobliwy nastrój, który unosząc się nieuchwytnie w przestrzeni, do znużenia zohydza ziemski pobyt. Atmosferze tej zbywa na niewinności i na swobodzie; epatuje za to wybujałym egocentryzmem, mętną ambicją i patetyczną niezdrową czujnością. O co tu chodzi?

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

Widoczne są zagadkowe rozczarowania, zadrażnienia, łkające aspiracje, źle rozumiana duma. Mnożą się spory, puchną kłótnie, owocują rojenia o randze i pierwszeństwie, do których miesza się kto może, nie łagodząc owych sporów, lecz arbitralnie rozstrzygając i broniąc wyimaginowanych zasad. Padają niezliczone frazesy i komunały o wielkości i godności, wobec których słabsi i bardziej strapieni wycofują się bezradnie, z trudem usiłując pojąć stan rzeczy, ów stan jakby choroby o niedorzecznej konieczności.

Płonąca dzień po dniu polityczna pustka staje się ciężarem nie do zniesienia. Jaskrawość tonów, niezmącona próżność i wyrafinowane krytykanctwo przędąc się zgniłą mgłą jesienną, wzbudzają nazbyt smętne uczucia i użyczają pewnej chimeryczności kaprysom ducha, ale choć zrazu nie zdajemy sobie z tego sprawy, nie zadowalają one głębszych pokładów ludzkiej psyche, bardziej złożonych i nie ucywilizowanych; na koniec zaś wyjaławiają je i napawają jakby pogardą. Słowem, okropność.

Andreas Feininger, Kungsgatan view from Malmskillnadsgatan, Stockholm 1939

Andreas Feininger, Kungsgatan, Stockholm 1939

Przysłuchiwanie się owym sporom bywa do pewnego stopnia intrygujące. Większość po prostu się świetnie bawi i z pretensjonalnie złośliwym, ukontentowaniem wyraża radość z własnej neutralności; mniej gruboskórni odczuwają systematycznie niepokój i wzburzenie, i tych pojmuję nad wyraz trafnie, aczkolwiek nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszystko w znacznej mierze polega na jakiejś nienazwanej zmowie, i zarówno ci zuchwalsi, jak i ci bardziej strachliwi, idą dzierżącym władzę poniekąd na rękę; przyzwalają na trwanie całego przedstawienia. Niekiedy obserwują je z nieskrywaną radością, przy czym nic zgoła nie rozumieją; same barwne akcenty zapierają im w piersiach dech.

* * *

Ewa Lipska: „Opuszczałam kraj który do mnie nie należał. Nazywał się Dyskoteka. I mówił językiem szczura”.

Miejsce, które jeszcze niedawno było idyllą dla wybranych, ucieczką dla miłośników nieuczłowieczonych żywiołów, jak dzieje się to w podobnych przypadkach, zostało brutalnie odarte ze spokoju. Musiał się on odsunąć nieco dalej, wzdłuż brzegu i Bóg wie dokąd; świat, jak wiadomo, tropi go i przegania z jazgotliwym wrzaskiem, rzucając się nań w żałosnym niedosycie; w jakimś kuriozalnym mniemaniu, że może go poślubić i bodaj żyć z nim razem, ba, jest zdolny myśleć, że spokój przebywa jeszcze siłą woli w tym wypaczonym lunaparku.

Andreas Feininger, Lunch Rush on Fifth Avenue,New York 1950

Andreas Feininger, Fifth Avenue, New York 1950

Gdybyż tak zmienić swoje miejsce! Gdyby uniknąć złowieszczej wrzawy! Trzeba by bodaj marnej odwagi. Tymczasem wiele się składa na to, iż zamiar ów odkładamy w nieskończoność, pielęgnując cierpliwą boleść i trwożliwe lenistwo, które nader niechętnie ustępuje pola i zwleka z przyznaniem, iż staliśmy się niegotowi do czynu. W tym sensie trudno podejrzewać funkcjonowanie wolnej woli, jako że wola, która kieruje się li tylko wolnością, zazwyczaj trafia w martwą próżnię. Wybrać, to wybrać właściwie, tym pewniej, im oporniej staramy się postąpić.

Wspominam o tym ze wstydem. Niedobrze jest tu być, najmniej dla mnie, i to, że się dotychczas stąd nie zabrałem, potrafię tylko wyjaśnić jawnym zainfekowaniem przez bierność. Podsyca ona czerstwy żal i pielęgnuje negatywność. Takim przewlekłym niechceniem nie można jednak dłużej oddychać; brak pożądania jakiejś rzeczy nie jest w istocie treścią życia. Usiłowanie pogodzenia nieobecności pragnienia, ba, nieistnienia żądania czegokolwiek, z wypełnianiem sumiennie narzuconych przez los obowiązków, tylko pozornie zdaje się słuszne i nie pozostawia wolności bez uszczerbku.

Ciężko zaiste pielęgnować szczęście i strzec je, choćby od mocy mniej demonicznych, niż te, które do strachu dodają szyderstwo z zewnątrz.

* * *

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

Zdolność wyzbycia się siebie samego; umiejętność zostania giętkim narzędziem, posłusznym w sensie bezwzględnym i najdoskonalszym, jest tylko rewersem owej innej woli; pragnienia chcenia i rozkazywania. Jest to w istocie ta sama zdolność, jedna zasada, nierozerwalna z góry jedność; kto umie słuchać, umie też rozkazywać, i na odwrót. Każdy z tych aktów jest nierozłączny od drugiego, jak nierozdzielne są lud i wódz, a jednak czyn, skrajnie surowy i zdeterminowany, należy tylko do dzierżącego władzę. Czyn jest przedłużeniem sprawcy, w którym wola się staje posłuszeństwem, a posłuszeństwo – czystą wolą.

* * *

Istnieją ludzie z góry gotowi do wszelkiej niedorzeczności, jaką by im nakazano. Znajdują 0ni szczere upodobanie w poddaństwie i pozbywaniu się własnej woli; są w stanie bezustannie składać z siebie ofiarę i służyć złu jako obiekt doświadczalny. Prawdopodobnie całą swoją ambicję zasadzają wyłącznie na tym, by okazać się wzorcowym przykładem szybkiej utraty świadomości i woli.

Istota taka może zdać się sama w sobie śmieszna, dopóki nie zacznie otaczać jej tłum gorliwych plagiatorów.

* * *

Andreas Feininger, ----

Andreas Feininger, —-

Pozostaję przywiązany do mego nienatrętnego dzieła, za to, że jest mi podporą i przewodnikiem na ścieżce życia; drodze, która nazbyt często wiedzie przez ciemne i gęsto zadrzewione doliny. Jest mi ucieczką i kolebką, znakiem trwałości w przemijaniu, jakimś osobnym depozytem, rękojmią partykularnej egzystencji w nieogarniętym czasie; korowodzie znużonych godzin, rozdartych najosobliwszymi sprzecznościami. Czasie atakującym nienawistnie.

* * *

Fakty są tym aspektem rzeczywistości, o którym autor przystępujący do swego dzieła, wie bodaj najmniej ze wszystkich. Wiodą one swój osobny żywot i zazwyczaj są lepiej poinformowane.

* * *

Wolność staje się bezbronna i ubezwłasnowolniona wobec brutalnej woli przeciwnika.

* * *

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

Właściwe mej osobie spazmatyczna przemienność i przeplatanie prac, nieuniknione – jak się zdaje – w pewnych aspektach gospodarki twórczej, stanowi niebywałe obciążenie wierzgającego niczym klacz i wyrywającego się z ryz umysłu. Wielkie zamiary pauzują i spoczywają bez wytchnienia z racji pomniejszych prac, których wymogi są w zupełności nie do przewidzenia i nieodmiennie zajmują lata. Z konieczności i one odsuwane są więc na bok, aby ustąpić pola jeszcze innym zadaniom, i oto człowiek odkrywa, iż oddaje się zgoła ubocznym i najpośledniejszym zajęciom, na które traci już nie tygodnie, a pełne lata. Na domiar złego, trzeba się zdobywać na jeszcze mniej istotne działania, które się włącza to tu, to tam, nie tracąc z oczu tych spraw ważniejszych. W ten sposób dźwiga się dzień za dniem na swych barkach cierpliwą całość, o której należy nigdy nie zapominać, i którą trzeba przytomnie odżywiać, tak aby wszystko współegzystowało w jakiej takiej harmonii.

Trwać, nie zatonąć i dzielnie wytrwać, a przy tym starać się być człowiekiem – oto, co nam oferuje świat.

* * *

Andreas Feininger, Brooklyn Bridge

Andreas Feininger, Brooklyn Bridge

Duch mego dzieła jest wyzwolony aż po krawędź abstrakcji i histerii. Środkiem jego niezmiennej ekspresji jest język sam w sobie i jako taki; sam język jest tu próżnym bóstwem, które dzierżąc wykwintnie giętki dyktat, troszczy się bodaj tyle co nic o czytelność i kryteria składni.

Nie dbam w dodatku o to, jak moje dzieło oceni potomność. Czyż stanie się ono spowitym pyłem zapomnienia i porastającym pleśnią kuriozum dla obłąkańców i szyderców? Czy też jego zuchwałe chimery będą zadziwiać archiwistów i rozweselać pragnących myśleć? A może zostanie zaliczone w poczet niebanalnych ksiąg ludzkości? Jedyny okruch spadku po zgasłej cywilizacji, zdolnej snuć jeszcze takie deliberacje?

Wiedza o tym nie będzie mi dana, ale jako pragmatyk słusznie mniemam, iż jego jakość nie zostanie nadwerężona z biegiem lat, i może będzie i tak, iż dzieło to posłuży ku rozwadze w chwilach nadciągającej zewsząd dziczy. W tym sensie już teraz zawiera ono w sobie ziarno wieczności.

* * *

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

Z proroctwami jest tak, iż nader często sprawdzają się one nie dosłownie, lecz w jakiś aluzyjny i zawoalowany sposób, który zawiera w sobie niezbyt dokładne, lecz niewątpliwie czytelne, i jako takie nie podlegające dyskusji detale owego spełnienia.

* * *

Duchowe i biologiczne siły witalne nie pozostają ze sobą w najmniejszej homeostazie. Okresy chorobliwego zanikania i niemożliwej czerstwości zdrowia nie pokrywają się bynajmniej z fazami twórczej płodności ducha. Można by rzec, iż wręcz konkurują one ze sobą.

* * *

Odnalazłem możliwą przyczynę mego utyskiwania i kwękania. Otóż łagodną chorowitość spowijającą całą istotę, mogę śmiało przypisać memu pęczniejącemu z dnia na dzień dziełu, które jak żadne inne, cierpliwie zżera wątłe siły i dewastuje ze szczętem psyche. Cóż za wyrafinowana postać samobójstwa!

* * *

Andreas Feininger, Baptist church in Harlem

Andreas Feininger, Baptist church in Harlem

Ofiarne oddanie życia na ołtarzu wiecznej sztuki jest odzyskaniem tego życia w dwójnasób. Kto wie czy ewangeliczny aksjomat męczeństwa, w sferze pisarstwa i wyższej sztuki, nie ma mniejszego prawa obywatelstwa niźli na gruncie religii i etyki.

Ale bodaj kto widział ofiarę życia składaną z braku sił witalnych!

* * *

Najbardziej spektakularną próbą ucieczki od niezdrowego kryzysu kultury jest pakt diabelski: tęskne pragnienie zagrożonego bezpłodnością artysty, aby wyzwolić się z więzów świata. Casus ów kończy się odurzeniem wolą mocy.

Lou Andreas-Salomé o Nietzschem: „Fatalna niedozwolona mistyka, często litość budząca. Nieszczęśnik!

* * *

Andreas Feininger, ---

Andreas Feininger, —

To, co z tak jawnym znojem i udręką wykuwa się w ciąg rozognionych godzin, na przestrzeni niepoliczonych poranków i zmierzchów; zostaje w chwili najoszczędniejszej lektury, niejako nagle wylane na odbiorcę. I nie ma on najniklejszej szansy, aby się przed tym jakoś obronić.

* * *

Sprawą nadzwyczaj zajmującą i piękną jest obserwowanie wzrostu talentu dochodzącego do maksimum swych możliwości, pod presją bodaj to jakich warunków.

* * *

Sądzę, że dotknęły mnie jawne objawy duchowej degeneracji: kompletny brak autokrytycyzmu, paranoicznie błazeński humor, ferwor zachwytu nad poronionymi płodami własnego pióra, prawienie euforycznie lichych głupstw i smutnych iluzji nie na temat, a na dodatek mania wielkości, która bynajmniej nie ma w sobie nic wielkiego.

George Bernard Shaw: „Jest wielka mądrość w prostocie zwierzęcia; zaś czasami wielka niedorzeczność w mądrości uczonych”.

© Andrzej Osiński

Zdjęcia z Internetu

Published in: on 30 Maj 2012 at 10:41  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/05/30/tomasz-mann-lament-faustusa/trackback/

%d bloggers like this: