Paradoksy Bernanosa (II)

Georges Bernanos

Georges Bernanos

Rainer Maria Rilke: „Panie: już czas. Tak długo lato trwa. Rzuć na słoneczne zegary twe cienie, na łąk przestrzenie wypuść wiatr – niech gna!

Stopniowo, o własnych siłach, nie potknąwszy się ani razu, przebyłem długi trakt przeorany bruzdami kolein. W tej sprężystości chorego kroku było dzisiaj coś gwałtownego i dzikiego, a zarazem słabość, szaleństwo i zwątpienie. Moje spojrzenie zdradzało dziwny upór, skryty, przebiegły i bez znaczenia, znużony jak zwierz pojmany w ciężkie sidła i dogorywający bez tchu, który po nocnej walce, niekończącym się dniu, i jeszcze jednej nocy niemożliwego wysiłku i znoju, wlecze za sobą swój łańcuch z klatką, i zdycha z sykiem z obliczu ciągle beznadziejnego dnia jutrzejszego.

***

Szatan, mimo iż wie tak wiele o ludzkiej naturze i złożoności tego świata, nigdy nie zdoła ustanowić własnego kościoła – sacrum, w którym będzie istnieć wspólnota wiernych, zasługujących bezzwłocznie na piekło; społeczność odżywiająca się tym samym grzechem.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Po kres czasów, grzesznik będzie musiał grzeszyć sam. I zawsze będzie sam ponosił konsekwencje swych czynów. Będzie grzeszyć samotnie, tak jak samotnie porzuci kiedyś świat, bo nędzny szatan jest stronnikiem, który nigdy nie wytrwa do końca.

Diabelska pycha pochłonie wszelkie wyrzuty sumienia, a w ostatecznym rozrachunku, wybierze osamotnienie swojego własnego potępienia.

***

Z boleścią dotykam piersi, tymi wystudzonymi dłońmi o tężejących w mroku palcach. Ostra świeżość powietrza nie drażni już moich zwiędłych płuc, a przeciągły skurcz, jaki w nich odczuwam po każdym wdechu, wzbudza uczucie lekkiej trwogi, które przechodzi w nikłą słodycz.

Uświadamiam sobie, że cierpienie fizyczne i proces myślenia stapiały się zawsze u mnie w nierozłączną całość; pracy umysłu musiała towarzyszyć boleść fizyczna, przyjmowana rozmyślnie bądź incydentalnie.

***

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Ludzkie nieszczęście nie istnieje; istnieje tylko nuda, której nie można z nikim dzielić, a jednocześnie nie jest się zdolnym ustrzec przed nią duszy.

Nuda ludzka jest niezwyciężona, rozmiękczy lekko każdą skałę.

Georges Bernanos: „Człowiek jest najbardziej upośledzony, kiedy nawet zło budzi w nim nudę”.

***

Przez dłuższą chwilę poddaję twarz pieszczocie wiatru, spoglądam śmiało przed siebie, nie myślę. Czy warto bez ustanku wzbudzać myśl?

Zło przenika do umysłu pozostającego w stałym ruchu; rodzi się w spotworniałej bezkształtnej miękkości, skrytej w skorupie jak stawonóg, jak gigantyczna czarna hiena, niezmordowanie ssąca ciało.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Taigu Ryokan: „Chociaż myślę cały czas / by o tym nie myśleć, / myślę o tym / i łzy ronię / na tę myśl”.

***

Oblicze moje pobladło, i oto ręce drżą bezwolnie w wątłym, znoszonym biedą palcie. Jak dawno zapomniałem o szczęśliwości rytmu życia, o jego biegu bez złych przeszkód!

Obecne życie, pół-egzystencja, jest niepokonaną samotnością przerywaną złudnym koszmarem, dramatycznym okrzykiem wśród nocy, dozami nie dającego się unicestwić lęku, po których przychodzą coraz rzadsze wytchnienia, zrezygnowanie, odprężenie…, i które tak pozbawia sił i woli, pogrążając w rodzaju płynnego unicestwienia.

***

Z głębi agonii jako pierwsza wylania się zawsze słodycz dzieciństwa, nawet wówczas, kiedy zawodzi wszelka nadzieja.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Taigu Ryokan: „Mój testament – Co nim będzie? / Kwiaty na wiosnę / Kukułka w lecie, / Karmazynowe liście klonu / Jesienią…”.

***

Wydaje się, iż całe moje życie upłynęło na ożywianym bez końca marzeniu, aż do przesytu, aż do mdłości, o fantastycznych postawach i czynach, bym teraz nagle u kresu drogi, poprzez zwykłe zuchwalstwo, i zadufanie, i niewiedzę, ważył się na ryzyko wyzute z wszelkiej wielkości i rozsądku, którego absurdalność mnie zgoła upaja.

Georges Bernanos: „Człowiek zawsze umiera przez jakieś złudne marzenie”.

***

Tak, jak niektórzy promienieją i rozgrzewają swoim dobrem, tak są i inni, co pochłaniają wszelki żar, słodycz, pogodę i radość bytu. W ich zwiędłym chłodzie spoczywa oziębła dusza.

***

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Któż jest zdolny dobrze znać siebie? I któż w ogóle kocha zło?

A mimo to, nikt z nas nie ośmieliłby się wygnać zła z tego świata, nawet gdyby to leżało w jego mocy.

George Bernard Shaw: „Nie zapominam ostrzeżenia Chrystusa, że jeśli próbujemy oczyścić panującą religię z chwastów, możemy wyrwać także pszenicę i pozostawić gospodarzy bez żadnej religii”.

***

O, w jakiej oddali stał teraz mój dom, otoczony szpalerem rachitycznych kasztanowców. Jeszcze zaledwie wczoraj, a może i dziś rano, zdawało mi się, iż nienawidzę tego miejsca bez granic!

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Teraz, kiedy jestem wątpliwym panem własnej samotności, mógłbym powrócić doń bez przykrości, bez ociągania i bez wzruszeń, a może nawet pędzić w nim żywot, jak ptak przelotny gotujący się do odlotu. Teraz zbliżyło się to, czego oczekiwałem z żarem w duszy.

Od miesięcy, od wielu miesięcy, znacznie dłuższych aniżeli lata mej dojrzałości, z pewnością bezwiednie, ale już w jakimś sensie wyzwolony, z przyzwyczajenia zataczałem lekkie kręgi, z dnia na dzień coraz oględniejsze, nad tym domostwem o wyrwanym sercu.

Dość było skinienia cudzej ręki, by ten krąg przyszedł, by się zatrzymał. Gdzieś tam przyzywa mnie ta ręka, czy może znak, czy wspomnienie, o ile nie coś bardziej błahego; gdzieś tam spoczywa moje przeznaczenie i czeka na mnie Pan i Mistrz.

Moja zraniona dusza łka o wyzwolenie, szarpie się w mocy, pragnie życia. Lecz wyzwolenie jest słowem pustym. Nie ma istnienia, nie ma życia, które by samo przez się mogło stanowić narzędzie własnej wolności.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Ale skoro nie mogę posiąść wolności, w tym sensie, w jakim ją rozumiem, pożądam tedy mego Mistrza, czule odpowiadającego temu, co w mojej własnej osobowości jest najmniej znane, tajemnicze. Żądam istoty, która umiałaby mi wskazać czy owa cząstka jest słabością, czy znaczną siłą, zasadą śmierci czy regułą życia. A w każdym razie istoty, która by z pełną jasnością znała, że dzięki tej cząstce różnię się jawnie od innych ludzi, jestem samotny, ale pełny; i która wkroczy taktownie w samotność, lecz jej nie zniszczy i nie zrani.

***

Połączenie tragizmu ze śmiesznością kreuje rzeczy kuriozalne, a jedynym wyzwaniem dla kuriozum jest ironia – uczucie większości niestety nieznane.

***

Cierpienia nie można sobie wydzielić czy segmentować na strawne porcje. Trzeba je zwalczać według własnych predyspozycji i zasług, i nauczyć się resztę znosić w spokoju.

***

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Pycha i skąpstwo są grzechem ludzi samotnych.

***

Nienawiści nie można zaspokoić ani na tym świecie, ani na tamtym, ale jedynie nienawiść do samego siebie jest niewybaczalna.

***

Nic nie zdoła nasycić mojej duszy; nasycenie jej jest zadaniem ponad me wątłe siły, a może z gruntu niewykonalnym. W każdym razie jeszcze nie rozpoczętym.

Życie spełniło rolę sita: ofiarowałem mu swoją otwartość, oczekiwałem z drżeniem serca, zmieniłem się w ziejący pustką otwór, zachłanny i spragniony pokarmu.

Ale ofiarowano mi jadło niestrawne, i niebogate w soki odżywcze, nie najtreściwsze i jałowe, czasami zresztą obrzydliwe i pogardzane przez innych biesiadników.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Z początku nie śpieszyłem się i nie podejmowałem nieprzemyślanych kroków, chełpiąc się, że potrafię jeszcze czekać. Z rozwagą dobierałem radości i korzyści wypływające z tej niepełnowartościowej strawy; baczyłem na chwilę najwspanialszego nasycenia, szczyt mojej dojrzałości, wzdragałem się przed rozkładem, a wszystko to w samotni, by nie dzielić z innymi smutku ani rozradowania. Zresztą z kim miałem je dzielić, i czy cokolwiek zyskałem do podziału?

Rozpierało mnie potężniejące pożądanie; pragnąłem bez ustanku, lecz nic mnie nie zdołało sycić, nie przyswajałem sobie dobra, nie potrafiłem ustrzec się zła. I oto jestem próżnym powietrzem.

Przez martwe mury mego życia, wkraczają inni bez pukania. Przez wielki, pusty dom mej duszy, wchodzą i wychodzą oczekujący na swą kolej, ale nigdy się nie stykają ze sobą, jest w nich tylko dźwięcząca pustka. Głuche kroki rozbrzmiewają w ubogich korytarzach i wnętrzach, a zapytanie nie rodzi odpowiedzi, jeno surowe echo własnych słów.

"Siódma pieczęć" (1957)

„Siódma pieczęć” (1957)

Kiedy niespodziewanie staję w obliczu kogoś, aby się przyjrzeć jemu z bliska, dostrzegam z przerażeniem siebie: moje własne stężałe oblicze, jak w gabinecie niemych luster.

© Andrzej Osiński

Zdjęcia z Internetu

Reklamy
Published in: on 1 czerwca 2012 at 11:59  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/06/01/paradoksy-bernanosa-ii/trackback/

%d blogerów lubi to: