Faulkner. Dzikość puszczy

Thomas Cole: Tornado

Thomas Cole: Tornado

I nadszedł kres millenium, początek wieku, nowych czasów, obejmujący ludzkość wielką siecią handlu, jak „żyły napięte na rękach – rzekach ląd obejmujących” (W. Faulkner). Nierozerwalne i jedną wiarą w przyszłość złączone miasta, stały się bliskie niczym Moloch, rozprawiający o prawie i ładzie, brzęczący słowem gładkim i krągłym: „pieniądz”.

Słowo to napełnia swoim hukiem bezmiar nowej godziny świata. Odtąd panuje już jedna myśl: zysk oraz system; pewność wieczności i blask ponadnarodowej zgody, wznoszące się jak groźny wirus nad tym, co jeszcze niedawno było wabiącą i przyciągającą wzrok puszczą: nad lasem ubogich i spragnionych.

***

Odwaga jest zatrważającym brakiem rozeznania.

***

Thomas Cole: Krajobraz z umarłym drzewem

Thomas Cole: Krajobraz z umarłym drzewem

Ożeniłem się i wraz z nią, moją żoną, przeżyłem jak tylu innych ludzi, własną krótką chwilę owej przelotnej i nieuchwytnej chwały, która nie może i nie ma w sobie żadnej trwałości, i dlatego właśnie jest chwałą. I ponieśliśmy to zwiewne wspomnienie wspólnej chwały nawet w czas, gdy nie byliśmy już ze sobą, gdy jedno ciało przestało przemawiać do drugiego, i gdy pamięć minionych czasów wciąż jeszcze trwała, przywołując ową kochankę i żonę.

***

Był czas, kiedy mężczyzna nie musiał trudzić się ponad te miesiące znojnej pracy na roli, a przez kilka tygodni mógł oddać się, pod pewnymi szerokościami geograficznymi, polowaniu.

Ale teraz to się skończyło, i już nie wystarcza poświęcić się rolnictwu lub łowiectwu. Teraz trzeba się oddać sprawom całej ludzkości.

***

Thomas Cole: Widok górski

Thomas Cole: Widok górski

Dostrzeganie różnicy pomiędzy tym, co słuszne, a niesłuszne, i postępowanie zgodne z tą wiedzą, wystarczało kiedyś w zupełności do życia. Ale teraz już nie wystarcza. Teraz jeszcze trzeba wiedzieć, dlaczego coś jest słuszne albo niesłuszne, i umieć to wytłumaczyć ludziom, którzy nigdy nie mieli okazji się o tym dowiedzieć.

Trzeba więc to wykazać, objaśniać i demonstrować, i jeszcze uczyć, aby postępowali słusznie, wiedząc nie tylko, że to, co robią jest słuszne, ale także wiedząc, dlaczego jest słuszne.

***

Ludzkość egzystuje dzięki zgrabnemu słowu „może”, które jest zwrotem niebanalnym, jeśli nie najwłaściwszym w całym słowniku.

Najlepsze dni w życiu człowieka to nie te, o których on sobie z góry przypuścił, że coś wydarzy się z pewnością, ale te, w których jest w stanie tylko stwierdzić: „może”.

Thomas Cole: Catskill Mountain

Thomas Cole: Catskill Mountain

Wiary nie wolno nam zakładać jawnie, z góry. Pewność powinna być użyta dopiero wówczas, kiedy to, na co oczekujemy, już ma się stać, już dochodzi do skutku. A do tego czasu, nie wolno nam tej pewności wcale wyrazić, i w ogóle się przyznawać, że jest wiadomym takie słowo.

***

Boże ojców i Panie miłosierdzia – Ty, któryś uczynił wszystko swoim słowem i Mądrością swoją ustanowiłeś człowieka, aby panował nad stworzeniami przez Ciebie uczynionymi i aby rządził światem w świętości i sprawiedliwości, i wyroki wydawał w prostocie serca – daj mi Mądrość” (Mdr 9, 1-4).

Bóg stworzył ludzi i zwierzynę, kreując dla nich świat ten a nie inny, aby w nim żyli i współistnieli, i uczynił to w sposób pozwalający podejrzewać, iż świat ten jest akurat takim, w jakim On sam by pragnął egzystować, i się rozwijać i oddychać – gdyby tylko był człowiekiem.

Stworzył więc życiodajną glebę, po której codziennie stawiamy kroki, rozległy las i liczne drzewa, rzeki i ptactwo, i zwierzynę.

Thomas Cole: Schroon Mountain

Thomas Cole: Schroon Mountain

O nie, Bóg z pewnością nie wlał w człowieka żądzy zabijania, lecz dobrze wiedział, iż tak się stanie, że to nastąpi, że tego właśnie człowiek się nauczy, gdyż nie jest jeszcze Jego obrazem doskonałym.

Tak więc przewidział, jak to egzystowanie prędzej czy później się skończy, ale rzekł sobie: Dając człowiekowi pragnienie uśmiercania zwierząt, dam mu też szansę, i dam przestrogę, by z góry wiedział, że wszystkie te lasy, bagna i pola, które on niszczy i pustoszy, i te zwierzęta, co je tępi, będą świadectwem oskarżenia, ciężkim wyrokiem i skazaniem; podpisem Sędziego pod zbrodnią i winą, i karą człowieka.

***

Mam cichy pokój w mieście powiatowym, to znaczy figuruję jako właściciel w aktach hipotecznych, płacąc daniny oraz czynsze, i pokój ten uznaję za moje miejsce zamieszkania, skoro znajduje się w nim wszystko, co z konieczności obciąża człowieka na drodze życia: kuchnia, łazienka i jakaś odzież, kilkaset książek oraz nagrań, które gromadzę i hołubię, gdyż są świadkami przemian, jakimi człowiek podlega i przeobraża się wraz z czasem. Ale to nie jest moje prawdziwe locum, to tylko stacja krzyżowej drogi, gdzie tkwię i czekam na swą kolej.

Thomas Cole: Dzika natura

Thomas Cole: Dzika natura

Bo dom prawdziwy mam wśród łąk, wśród stogów siana i mdłych pól, na skraju lasu, gdzie siadam w kucki, albo na wąskim, twardym pniu. Tu rezydują moi bliscy, moje marzenia i tęsknoty, i dusze zmarłych; tutaj jest ich kraina i ta kraina jest też moją.

Czuję ją w każdej porze roku wielką, pierwotną i zadumaną, ponad tym pniakiem i szuwarem, i tym ulotnym śmietniskiem bytu; chłonę ją piersią dostrzegając blizny, jakie okrutnie jej zadał świat.

Mój jest ten las, choć nie posiadam i nie będę z pewnością posiadać żadnej z jego piędzi. Wabię go czule, nie przyjmując do wiadomości, iż jest skazany bezpowrotnie, i widzę jak z każdym rokiem cofa się głębiej i smutniej pod natarciami siekiery i piły, i dróg, i domostw, i hurtowni. Bo i od kogo maiłbym go nabyć, po kim posiadać, skoro nie był własnością nikogo, skoro stanowił własność nas wszystkich, którzy pragnęli zeń korzystać, byle z pokorą, byle dobrze.

Thomas Cole: Poranek nad rzeką Hudson

Thomas Cole: Poranek nad rzeką Hudson

I nagle wiem już, dlaczego nigdy nie chciałem posiadać ni skrawka tego wołającego ciszą lasu, gdyż nie potrafię, nie potrafiłem powstrzymać postępu, i przeciwstawić się jego krokom mym własnym życiem, tą jego cząstką, która dla lasu jest miłością.

I wiem, że ten postęp się nie skończy, lecz widzę siebie, i widzę las, ten rozedrgany i poważny; przyglądam się naszemu wspólnemu trwaniu, i boleję nad tym, jak mija, jak uchodzi nie tam, gdzie czeka niepamięć i nicość, lecz w jakąś wolność od przestrzeni, bezmierność czasu i istnienia.

Ten las, ta ziemia, dziś oszpecona i zalękła, poszatkowana na rój działek, na których rozpleniają się pokraczne maszyny; znowu wczorajsza i nietknięta, pełzną przez myśli i przez serce, i są tam dalej pełne miejsca dla tamtych nazwisk i dla twarzy, które gościłem, i poznałem, i pokochałem wolą dziecka.

Thomas Cole: Wschód słońca w górach Catskill

Thomas Cole: Wschód słońca w górach Catskill

Widzę, jak poruszają się wdzięcznie w locie, pośród tych drzew, niewzruszonych jeszcze przez topór, i w ciemnym gąszczu, gdzie zakwili sarna i gdzie zachrypi gorzko dzik: niezmordowane i niezmącone hałasem ostępy, padają i powstają w rytmie nieśmiertelności, jak feniks na popiołach złudzeń.

Jestem tam znowu, na tym konarze, drżąc lekko z zimna i rozkoszy, i nie dostrzegam nic ważnego, co może sprawiać, by człowiek się trząsł, tylko wspomnienia i cicha żałość, jakie budzi ta ziemia niszczona i zatracana, pozbawiana przestrzeni i płuc.

Ta ziemia, ten las nie krzyczą o odwet, bowiem ci ludzie, którzy je zgładzili, sami na sobie dokonają zemsty. I przyjdzie chwila, już się zbliża, kiedy ten niemy i zniekształcony przez wroga obszar, stanie do walki, do ostatecznej rozprawy i bitwy. Wówczas pokonać się go nie da i będzie zatrzymany w czasie, aż nazbyt gęsty i tętniący życiem, pamięcią tego, co w nim trwało i przebiegało w swoją śmierć: ci wierni ludzie i zwierzyna, niepokonani, nieszablonowi i niestrudzeni.

***

Thomas Cole: Jezioro w górach Catskill

Thomas Cole: Jezioro w górach Catskill

Człowiek stał się jednocześnie polem swojej bitwy, widownią własnej przegranej i mauzoleum swojej klęski.

Emily Dickinson: „Zwycięstwo, spóźniasz się / podsunięte dogodnie do ust, / które skurcz mrozu ściął / zbyt mocno, by można cię pić”.

***

Teraz odwróciłem się od tych drzew i prawie zanim się to stało, już ich nie było, lecz nie, nie zniknęły, tylko przeniosły się w życie upostaciowione, w jego tysiączne i rozedrgane spektrum, które spaloną kurzem ziemię tych oddalonych ustroni, znaczyło subtelnymi, finezyjnymi śladami, i które w tej chwili znieruchomiałe, tyle że trwając i uczestnicząc w tchnieniu wszechświata, patrzyło na mnie wyczekująco spoza każdej gałęzi, krzaku jagód i liści, dopóki się znowu nie poruszyłem, aby pójść dalej.

Thomas Cole: Widok na Monte Video Seat

Thomas Cole: Widok na Monte Video Seat

Ale nie przystanąłem, choć zawahałem się wielokrotnie, odchodząc od tego pagórka rozlewającego się leśnym żwirem, i będącego świadkiem zmarłych, gdyż sam nie byłem jeszcze martwy, nie przebywałem zamknięty w tej ziemi, ale póki co wolny na niej, nieprzysłonięty warstwą darni, ale powstały z klęczek, nierozproszony i nie w rozkładzie, tkwiłem w każdej z tych cudnych cząstek życia, w każdej gałęzi, grzybie, liściu, w pyłku powietrza i wśród deszczu, w sierpniowej rosie i szelestach stawu, w jesiennych dębach i topolach, w wiosennej trawie i grząskości błotnistej drogi, w zmierzchu i w mroku, i w brzasku czerwca – w tym nieustannym i nieugiętym pochodzie czasu.

Byłem we wszystkim, „w swojej niezliczoności stanowiąc jedność” (W. Faulkner).

***

Wiliam Faulkner: „Ziemia nie należy do nikogo, ziemia należy do wszystkich, jak światło, powietrze i pogoda”.

Thomas Cole: Góra Chocorua w New Hampshire

Thomas Cole: Góra Chocorua w New Hampshire

Myślę o wszystkim, co się działo i dzieje tutaj na mojej ziemi. Przywołuję krew tych ubogich istot Stwórcy, nienasyconych i gorących, rozpromienionych wolą życia i rozkoszujących się nim dogłębnie; tę krew, która tak wsiąka w rolę, w jej nagie skiby, rozpadliny.

I myślę o nocy cierpienia, którego nie trzeba było ciągnąć, bo ostatecznie przecież coś z życia się uzyskuje, a może mnóstwo, i ma się wolny wybór, i można przestać cierpieć, położyć cierpieniom kres.

Ale wówczas zjawia się najpospolitsza hańba, która jest gorsza niż cierpienie i żałość, i nawet gorsza niźli nicość. I to wszystko, co tu zostało, gdyż nie mogło być tylko stworzone i przeznaczone do zniszczenia, i ta ziemia jest dziwnie płytka; nie ma jej wiele, jest uboga. I nie chce w sobie trzymać tego wszystkiego, tej złej historii, tych wydarzeń, i nie chce gromadzić – chce używać, walczy i wzdyma się z każdą wiosną, póki nie sięgnie światła i powietrza, póki nie schwyci z bólem słońca.

***

Thomas Cole: The Clove Catskills

Thomas Cole: The Clove Catskills

To pieniądz stał się kluczem do zniszczenia, do otwierania mego lasu, żeby go spychać poprzez łkanie, w minioną przeszłość i wspomnienia.

Puste przestrzenie tętnią zyskiem, prą dywidendą, sutą akcją, i beznamiętnie niszczą ziemię. Dławią ją stosem mamony tak śpiesznie, że powstał problem jak się jej pozbyć, zanim zadusi, zadławi ludzkość.

© Andrzej Osiński

Reklamy
Published in: on 9 lipca 2012 at 10:19  Dodaj komentarz  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/09/faulkner-dzikosc-puszczy/trackback/

%d blogerów lubi to: