Pokraka

Ernst Ludwig Kirchner: Ulica berlińska

Ernst Ludwig Kirchner: Ulica berlińska

To, co nazywamy zamkniętym środowiskiem, jest nim w całym tego słowa znaczeniu, i o ile dostać się do niego jest sprawą trudną, o tyle wydostać – niemożliwością.

***

W nocy dręczyło mnie poczucie jakiejś straszliwej ironii losu, jakiegoś szyderstwa i zgrozy, że się sprzedałem za cenę złudzeń, że snułem sobie fantazmaty. I to chłonęło moje myśli, tłukło się cierniem kruczej nocy, spędzało sen z powiek aż do świtu.

Gdzieś w głębi tkwiła we mnie martwa myśl, stężała lękiem i niezmienna, tłukąca i obijająca się o ściany ciemnej studni, gdzie wiele lat naprzód wskoczyłem, i skąd się już nie wydostanę. Zawsze jednaka, zawsze struta, bez względu na uroki roku, nieubłagana, beznamiętna.

Henri Cartier-Bresson, --

Henri Cartier-Bresson, —

I ta straszliwa, skwarna wściekłość, że pozwoliłem się oszukać, igrająca z westchnieniem żeliwnej nocy, czarna, brutalna i widmowa, „odziana w łachmany zwiędłych liści” (F. Mauriac).

Ale ta zgroza, jaką przejęła mnie myśl, że dobrowolnie targnąłem się w otchłań, gdzie spopielałem i zamarłem, i gdzie zagasłem bezpowrotnie, sama ta myśl byłaby nawet w sobie znośna, gdyby nie wstyd i poniżenie: ciążące piętno upodlenia, dziś raczej śmieszne i wzbudzające litość niźli haniebne.

***

Ernst Ludwig Kirchner: Varieté

Ernst Ludwig Kirchner: Varieté

Od dawna przestałem już zwracać uwagę na takie rzeczy jak drzewa, obłoki, sunące gwiazdy czy widnokrąg. Przyglądam się im jeszcze na modłę chłopów usiłujących wróżyć przyszłą aurę: upał, posuchę, słotę, chłód. Ale zamarła we mnie ta cząstka duszy, która brała niegdyś tak żywy udział w widzialnym życiu świata, w jego nastrojach i wzruszeniach.

***

Słysząc spoza zakrętu rozświergotane śmiechy dzieci, kryję się w gąszczu i umykam, nie pragnę przez nie być widziany. I ja im nie chcę się przyglądać. Przysuwam się ku ciepłej ziemi, i mimo parującej wilgoci, łagodnie kładę na zwiędłych liściach, pod kasztanami i lipami, podciągam dłonie i kolana, do których zaraz przyciskam brodę, oplatam ją rękoma.

Kulę się tutaj opuszczony przez wszystkich, już niepotrzebny i nieznany przez tę społeczność wstrętnych żywych, nieprzeniknioną oraz sprośną, dla której istnieje tylko pieniądz, do której nie jestem już w stanie przemówić, dla której jestem nieprzydatny.

Henri Cartier-Bresson, --

Henri Cartier-Bresson, —

Tak, oszalałem z samotności i trwam powoli, zapomniany przez Boga.

Herta Müller: „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”.

***

Najgorsze w ciężkich warunkach życia jest to, że zmuszają nas one do patrzenia na ludzi pod kątem ich przydatności, że bierzemy wyłącznie pod uwagę utylitarność konkretnego człowieka. Odkrywamy go w zaufaniu i napięciu jak atut w kartach, podczas gry.

***

Ernst Ludwig Kirchner: Belle Alliance Platz w Berlinie

Ernst Ludwig Kirchner: Belle Alliance Platz w Berlinie

Umarli nie pomagają godnie odchodzić żyjącym i nie podtrzymują tych, których niegdyś kochali.

***

Emily Dickinson: „Nasz udział nocy wytrzymać, / nasz udział dziennego lśnienia, / naszą lukę szczęścia wypełnić, / naszą lukę wyrzeczenia”.

Jestem sam we wszechświecie i nie rozumiem, że przebywam już na ostatecznym krańcu życia.

Gdyby mnie kochano, wątłe pocałunki okrywające ciało byłyby zdolne utrudnić moje rozstanie ze światem. Ale może przez to odejdę bez żalu, gdyż nie znam nici przywiązania, i będzie może tak, że nikt u mego wezgłowia nie wypowie z powagą imienia Boga, nie wspomni o próbie miłosierdzia, nie każe spoglądać na Sąd.

Henri Cartier-Bresson, --

Henri Cartier-Bresson, —

Nie pozostawię za sobą żadnego oblicza zalanego łzami, którego widok daje świadomość nieuchwytności, nieubłagania i rozstania.

Będę miał błogą śmierć jak ci, którzy nie są na świecie kochani.

***

Moje własne życie stanęło przede mną w świetle: piaszczysta, sroga pustynia.

Jakże mogę przebyć ten bezmiar dławiącego piasku, nie zginąwszy wprzód z pragnienia?

***

Ernst Ludwig Kirchner: Nöllendorfplatz

Ernst Ludwig Kirchner: Nöllendorfplatz

Należę do istot, które zamiast zapaść w sen, podnoszą głowę ku zimnym gwiazdom. W obliczu milczącej wędrówki ich światów, kiełkuje we mnie myśl, iż podglądam nieznany cud, że się dopraszam tajemnicy. I wzmaga się we mnie niepokój, popychający do modlitwy.

Między oknem a łóżkiem, między tymi smutnymi i umarłymi światami, i tym niemym szelestem ciszy, stoję wyprostowany w cieniu, ja – biedny żyjący.

***

Nie ma męczeństwa bez wzniosłości. Można przecież oddać życie wysupłując ze wszystkich rodzajów śmierci ten najpodlejszy, ten najbardziej trywialny.

***

Henri Cartier-Bresson, --

Henri Cartier-Bresson, —

Mówi się, że nieobecni nigdy nie mają racji. Tymczasem, racja jest po stronie nieobecnych, gdyż się nie sprzeciwiają działaniu ducha, tchnieniu jego miłości, jego mowy.

I kiedy spojrzę wstecz na to życie, to wiem, że zawsze jesteśmy o mile od tych, których kochamy najdotkliwiej, ale gdy istota nam najdroższa zjawia się tuż przy naszym boku, wówczas cenimy ją nie tak drogo. Tak, to obecni nie mają racji.

***

Ernst Ludwig Kirchner: Widok z okna

Ernst Ludwig Kirchner: Widok z okna

Emily Dickinson: „W bólu mieści się próżnia, / ból nie pamięta daty / swego początku ni czy był czas / że się jeszcze nie był zaczął”.

O świcie obudził mnie szum deszczu przedzierający się przez skłębiony grudniowy poranek. Razem z tą nieszczęśliwą ponurością, mętny przypływ dotkliwych uraz napełnił znów moją duszę.

Skurczyłem pod kołdrą moje zdrętwiałe z bólu członki. Oczyma wyobraźni ujrzałem przed sobą mój nowy dzień niby piaszczysty i nieurodzajny trakt pomiędzy spłowiałymi ugrem wydmami. Zamknąłem oczy, usiłując dotrzeć bez świadomości do jakiejś kruchej oazy, do pierwszego posiłku, do codziennego odrętwienia.

Henri Cartier-Bresson, --

Henri Cartier-Bresson, —

Słyszę jak krople deszczu bez końca spływają po rachitycznych gałęziach sadu, i że wokół tego martwego domu nie dźwięczy żaden inny ton poza surowym szmerem łez.

Moją strawioną przez krach duszę dzierży teraz spokój. Jest to słodycz, obwieszczająca bliskość Królestwa, gdzie własny ojciec, choć tak inny, jest nim naprawdę, a zarazem obcy, celebrujący istnienie odmienne, wolne od gniewu i znużenia, i rozdrażnienia, i obcości.

© Andrzej Osiński

Published in: on 9 Lipiec 2012 at 9:40  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/09/pokraka/trackback/

%d bloggers like this: