Udręka i ekstaza poety

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Przemęczony pospieszną i niebanalną pracą godzin przedpołudniowych, wymagającą wzmożonej uwagi, przenikliwości i pedanterii, nie mogę, nie jestem w stanie wstrzymać działania twórczego myśli, i po południu nie potrafię dać tamy owemu motus animi continuus, w jakim giętki Cycero postrzegał jądro samej wymowy; i nie znajduję ulgi w lekkiej drzemce, która przy takim zużywaniu sił, jest mi do życia wręcz niezbędna, a która od tylu lat już nie zaszczyca moich progów.

***

Nazbyt zajęty zadaniami, które nakłada na mnie jaźń i sugestywne poczucie misji, zanadto obarczony zobowiązaniem tworzenia piękna, niezbyt przyjazny czczym rozrywkom, by jeszcze pojąć świat zewnętrzny z jego różnorodnością i barwnością, zadowalam się w zupełności pojęciem o świecie, jakie jest w stanie zdobyć każdy człowiek, nieruszający się ze swego kąta i nieopuszczający nigdy domu.

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Odkąd zaś życie moje poczęło chylić się ku zachodowi, odtąd lęk prowincjonalnego artysty, że nie skończę – owa szalona troska, że zegar mój ustanie, zanim w całości dokona swego, zanim bezbrzeżnie obnaży siebie – nie daje się już zepchnąć na bok, i nie pozwala na traktowanie wyłącznie w kategoriach kuriozum.

Niekiedy owszem, pragnę ucieczki, lecz nieodmiennie wyznaję sobie, iż ta tęsknota za cichą dalą, to rozpierające trzewia pragnienie przełomu i wyzwolenia się na zawsze, zrzucenia z siebie ciężarów i zapomnienia o twórczości, jest ułudą: mętną, wytrwałą i doświadczoną narastającym znużeniem ducha.

***

Męstwo mojej postawy moralnej polega z pewności na tym, iż nie jestem z natury silny, i do wzrastającego napięcia ducha zostałem raczej powołany przez los, aniżeli partykularnie zrodzony.

***

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Prawie każda wielkość, jak istnieje i przemija, powstała niejako wbrew warunkom zewnętrznym, wyłoniła się na przekór trosce i opuszczeniu, biedzie, udręce i słabości ciała, a także zamiłowaniu ku szaleństwom, tysiącznym cnotom i występkom.

A przy tym, pragnąc wywrzeć szerszy wpływ, wielkość tę musi wiązać rodzaj tajemniczego powinowactwa i sympatii, ba, zgodności pomiędzy wątłym losem twórcy a doświadczeniem pokolenia, do którego ów adresuje swoje dzieło.

***

Spojrzawszy na moje roztrząsania, widzi się zrazu podziwu godne nieopanowanie, giętką wytworność i erudycję, które bezskutecznie skrywają przed okiem świata wewnętrzną pustkę i fizyczny upadek: zmysłową klęskę i biedotę, która zastyga w czysty płomień pretendujący dotknąć niebios, z tą wystudiowaną omdlałością, wypływającą z głębin ducha, marzącą o tym, by cały krnąbrny i wierny lud pchnąć niebezpiecznie do ramion krzyża, do własnych stóp, rozdygotanych grozą życia i wyczerpanych nerwowością.

***

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Jestem piewcą istot niknących w cieniu wyczerpania, zużywających się w pustej, surowej i nieprawdziwej służbie światu, obarczonych ponad miarę i tak wycieńczonych, że wprawdzie jeszcze trzymają się prosto, lecz są u kresu wszelkich sił.

Jestem prorokiem ubogich i wątłych w środki fizyczne, którzy przez czysty entuzjazm woli i nieskażoną miłość wiedzy, zdobywają przynajmniej na kruchy czas, piętno osobnej wielkości, stygmat prawości i bohaterstwa.

***

Sztuka stała się wyższą racją mego istnienia, uszczęśliwiając z rzadka i rzeźbiąc w wymizerowanej twarzy ślady duchowych pragnień i żądań, imaginacji i cierpienia. I nawet przy pokutniczej ciszy zewnętrznego bytowania, wytworzyła z czasem takie wysubtelnienie, rafinowanie i ciekawość zmysłów, jakich nie zdoła sprawić życie pełne rozkoszy, i namiętności, i nadużyć.

***

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Wrażenia i spostrzeżenia niemego samotnika są zarazem mgliste i bardziej natarczywe, aniżeli uwagi człowieka towarzyskiego; jego myśli są cięższe i dziwniejsze, niepozbawione znamion smutku.

Skąpe obrazy i postrzeżenia, niezasługujące na uwagę innych, zajmują wrażliwca ponad miarę, utrwalają w niemej rozwadze, okopując go w jego milczeniu jakby szańcem, stają się jednostkowe, niepowtarzalne i niezwykłe. Skromne przygody rodzą dziwność ducha, rzeźbią oryginała i estetę, niedorzecznego i nieproporcjonalnego.

***

Szukanie spoczynku w doskonałości jest tęsknotą tego, który tę doskonałość tworzy, i który zabiega o nią jak o nicość. Ale czyż nicość nie jest formą doskonałości, pewnym subtelnym i onirycznym jej stadium?

***

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Walka między duchowym umiłowaniem a spadającą kondycją fizyczną, jest osią tej niszczejącej egzystencji. Ilekroć i gdziekolwiek chodzi o świętowanie i spokój spoczynku, o obracanie dni na zabawę i wywczasy, wewnętrzna trwoga i niepokój zapędzają mnie do świętego trudu, do szczytnych zadań literackich.

***

Kochający jest istotą bardziej boską niż kochany, bo w nim nie ma Boga, w tamtym zaś jest.

***

Słowo może zmysłowe piękno tylko sławić, nigdy zaś oddać.

***

Cóżby zresztą powiedziano o całym tym moim życiu, które od życia reszty odbiegło aż do zwyrodnienia i boleści, o tym istnieniu w pętach sztuki, z którego tak się dzisiaj szydzi, a które w gruncie rzeczy jest tak podobne do ich bytowania!

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Jestem służącym i herosem, gdyż sztuka jawi się ofiarą, ale jest także boską wojną, wycieńczającą ponad miarę i zadającą krwawe rany. Sztuka czyni człowieka niezdatnym.

***

Rozkoszowałem się cierpieniem, tak jak inni oddają się długo pielęgnowanemu szczęściu; podsycałem je mocą tysiąca wspomnień, i żerowałem na nim, jako na najważniejszym doświadczeniu. Zdobyłem też z czasem, dzięki obfitej i wybrednej lekturze smak literacki, którego snadź nikt ze mną w mieście nie dzieli…

Zaznajomiony w subtelnościami pióra, umiejący wyczuć klarowny rytm poematu, poddający się czarom rafinujących zmysły traktatów świętych, stałem się omalże epikurejczykiem przyjmującym z rozkoszą wszystkie wrażenia i nastroje, i pielęgnujący tak samo posępne, jak i wstydliwe, i niespełnione tęsknoty.

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Pokochałem je dla nich samych, cierpliwie tłumacząc, iż ich spełnienie równałoby się ustaniu tego, co najpiękniejsze, najdoskonalsze i najlepsze. Oszukiwałem się także, że bolesne, słodkie i nieuchwytne pragnienia letnich wieczorów, są bardziej rozkoszne niźli wszelkie spełnienie, które owo lato może przynieść ze sobą.

***

Lubię czuć się tak całkowicie wyzuty z poczucia czasu, nie wiedząc zgoła, która jest godzina albo bodaj i dzień tygodnia.

Od dłuższego czasu wyzbywam się przyzwyczajenia, by orientować się, jaki to dzień miesiąca czy, choćby tylko jaki miesiąc, a nawet rok, tęskniąc za bezczasowym dryfowaniem wśród pluskających fal życia.

***

Jestem ekscentrycznym literatem, noszącym imię świętego, i kradnącym godziny Bogu.

***

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Często dopada mnie osłabienie, w którym spoczywam w poczuciu spokojnego podniecenia, oddając się w moc solennego i lubującego się w sobie, urażonego nastroju ducha.

***

Moim nieuniknionym powołaniem na tej ziemi jest nazywanie rzeczy po imieniu, dopuszczanie ich głosu: prześwietlanie niewiadomego. A nade wszystko, przeciwstawianie się temu, co Tomasz Mann nazywa „nieświadomym typem”: sytym, bezczelnym i pozbawionym wrażliwości.

***

W miarę jak słabło moje zdrowie, celnie wyostrzał się mój artyzm; stał się wybrednym i kapryśnym, wiotkim, subtelnym i przewrażliwionym na banalność, i do pewnego stopnia wyczulonym w sprawach finezji oraz smaku.

***

"Posłaniec" (1970)

„Posłaniec” (1970)

Spoglądam w nieurodzajny i schematyczny świat, który pragnie, aby go ująć i ukształtować wyższym kunsztem, i patrzę na ciemne rojowisko ludzi, którzy mnie pragną i przyzywają, i którzy mnie potrzebują, bym w jakimś sensie wyzwolił ich z pęt, i nie spostrzegam przywiązania do tych tragiczno-śmiesznych cieni z ich gonitwami i planami.

Wyposażenie mego życia, przeładowane i bogate, nie pozostawia miejsca życiu, jego uśmiechom i radościom.

***

Piszę o największej boleści: o mej potrzebie obcowania z ludźmi, o mej tęsknocie i samotności, o jej bezkresie i bezmiarze.

Nieśmiało zabiegam o życzliwość tych kobiet i mężczyzn, o ich przyjaźń i miłość, lecz pozostaję odtrącony. Ciąży na mnie przekleństwo, los wypalił piętno na mym zgnębionym obliczu, naznaczył mnie na lata, przydał osobliwości.

"Śmierć w Wenecji" (1971)

„Śmierć w Wenecji” (1971)

Moja mowa nie jest mową innych, nikt nią w istocie nie mówi. To, co postrzegam za dobre, obce jest ludziom i nienawistne, a to, co im bliskie, ja z kolei traktuję ze wzgardą i zwątpieniem.

Żyję pośród wzburzenia i zamętu, zawsze ściągając na siebie śmieszność, lekceważenie i obelgi, ponieważ jestem bytem obcym, innym, cudacznym i nienazwanym.

***

Twórczość wywodzi się z namiętności i ponownie przyjmuje postać namiętności.

***

"Posłaniec" (1970)

„Posłaniec” (1970)

Ideał jest pobudzeniem wszelkiej duchowej energii przez samo życie, jego żywotność oraz moce.

***

Większość ludzi nie jest świadoma, że widowisko się skończyło, i trwa już tylko katastrofa; tkwią w pogodnym złudzeniu, iż wszystko jest tylko teatrem.

***

Nie mam pojęcia jak długo jeszcze tak wytrzymam – może ten miesiąc i następny, może przez kwartał bądź pół roku, będę pracować, jeść i spać w ten mechaniczny, sztuczny sposób, w jaki moje nędzne życie upływa, i jaki znajduję w zadziwiającej sprzeczności z istotnym stadium rozkładu wnętrza.

***

"Posłaniec" (1970)

„Posłaniec” (1970)

Sprawiam sobie ten tekst po to, by opowiedzieć puste dzieje mojego życia, lecz nie pojmuję sensu tej pracy, tego namiętnie uprawianego psychologizowania i delektowania się samym sobą. Po cóż to wszystko? Czyliż dla samej pracy, dla wypełnienia biegu godzin?

***

Nic mnie nie wiąże z tymi ludźmi, pośród których wzrastałem, i których oczy spoglądają na mnie z pewną obcością i wzrastającym osłupieniem, a których pogląd na świat jest tak jednostronny i statyczny, bym mógł go kiedyś w ogóle dzielić.

Jeżeli w jakimś sensie mnie znają, to tylko, jako człowieka zdecydowanie zbędnego, takiego zresztą i sam siebie postrzegam.

***

Dnie przemijają, siedzę przy oknie i fantazjuję, pragnąc zapełnić szereg godzin, i nieodparcie nadciąga odraza do bytu, i tego świata, i marności. Niepokój pełznie rdzawą chmurą, a ja się zrywam i wychodzę, by na ulicy, pośród życia, z udawanym wzruszeniem szczęśliwca patrzeć na ludzi śpieszących donikąd, którzy duchowo i materialnie nie są usposobieni do próżniactwa i do skrytego notowania wrażeń.

"Posłaniec" (1970)

„Posłaniec” (1970)

Wałęsam się tak ze wzrastającym rozżaleniem, z dnia na dzień bardziej zamyślony, odżywiający się nikłą nadzieją, oczekiwaniem niemającego przyjść szczęścia.

***

Nie istnieje określone towarzyskie koło, do którego mógłbym należeć ze zrozumiałych przez się powodów, a znajomości, które powstają w ten czy ów sposób, są powierzchowne i przelotne, chłodne z mej własnej winy, jak przypuszczam, gdyż zawsze trzymam się w rezerwie, ze wzrastającą nieufnością, i niepewnością co do mojej własnej osoby, która nie pozwala wyrażać się w słowach jasnych i wzbudzających jawny aplauz.

Zresztą, zerwałem ze społeczeństwem i w pewnym sensie wyrzekłem się go na stałe, gdyż okazałem tę niefrasobliwość, że nie chcę służyć mu w żaden sposób, i chadzam zawsze własnymi drogami.

***

"Posłaniec" (1970)

„Posłaniec” (1970)

Mija kolejny dzień mego życia, dzień niezupełnie pozbawiony treści. Jest późny wieczór, w blasku lampy oświetlającej stół, tulę się w fałdy wysłużonego fotela, nie mogąc się położyć i nie potrafiąc wstać z rozmachem; czekam na poły leżąc z dłońmi wspartymi o kolana, spoglądam w przestrzeń, aby bez końca rejestrować jakiś trwający i niepozwalający się łatwo oszacować ból, który zastygnął i pragnie wierzgać.

***

Moim najnaturalniejszym i pierwszym instynktem jest „zrobić z tej sprawy coś beletrystycznego” (T. Mann), a moje liche samopoczucie i marniejącą kondycję przetłumaczyć na nieszczęśliwy światopogląd, niezłą postawę, w której konam, ale podobam się wciąż sobie.

Jakże pocieszna jest ta moja postawa! Siedzę tu na uboczu i postponuję społeczeństwo, i ignoruję własną próżność, bez której nie chcę się obejść, a moje „niepotrzebne pajacostwo nie uchodzi za żadną pozycję socjalną” (T. Mann).

"Posłaniec" (1970)

„Posłaniec” (1970)

Otóż właśnie z jego powodu, utracę to próżne, nieszczęsne życie!

Emily Dickinson: „Lubię widzieć agonię, / bo wiem, że to nie fałsz; / nikt nie symuluje konwulsji, / nie udaje skurczu ciał”.

© Andrzej Osiński

Advertisements
Published in: on 9 lipca 2012 at 10:32  Dodaj komentarz  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://andrzejosinski.wordpress.com/2012/07/09/udreka-i-ekstaza-poety/trackback/

%d blogerów lubi to: